Zagubione wioski Puszczy Piskiej

Borussia 46/20091
Kroniki nie mówią o zagubionych wsiach. Wśród jezior i bagien owej wschodniej krainy położone są te wsie z szarymi dachami i ślepymi oknami, ze studniami z żurawiem i kilkoma dzikimi gruszami na kamienistych miedzach. Otacza je wielki bór, wysklepia nad nimi wysokie niebo z ciężkimi chmurami, między rozpadającymi się płotami biegnie piaszczysta droga. Wychodzi z rozległych lasów i znów wśród nich ginie.[...] Są tak małe, że nazwy ich widnieją tylko na mapach, których używa żołnierz podczas manewrów, a i to nie jest pewne. Nazwy te brzmią obco i smutnie, bywają to nawet dawne nazwy, lecz już poza granicą powiatu nikt ich nie zna. Są niby mogiły z czasów dawno zapomnianych wojen, zapadłe, z zatartymi napisam.

Ernst Wiechert, Dzieci Jerominów, tłum. T. Ostojski t. I, J. Ptaszyński t. II, Olsztyn: Pojezierze, 1973

Urodzony na Mazurach pisarz Ernst Wiechert, który pisał o tych zagubionych wsiach, nie mógł przypuszczać, iż niebawem będą one rzeczywiście niczym zapadłe mogiły, z zatartymi napisami. Gdy na kartach swej powieści „Dzieci Jerominów” opisywał ukrytą w Puszczy Piskiej wioskę Sowiróg, nie mógł przewidzieć, że wkrótce z tej wsi pozostanie tylko nazwa. Nie mógł też wiedzieć, iż podobny los spotka wiele innych zagubionych wsi, a ich nazwy pozostaną już tylko na starych, bardzo dokładnych mapach. Pozostaną „puste nazwy”, bo całe wioski, czasami senne, czasami w dni świąteczne tętniące życiem, wraz ze wszystkimi drewnianymi i murowanymi zabudowaniami, gospodami, szkołami, mieszkańcami i ich problemami, po prostu przestaną istnieć! Że w ich miejscu będą rosły tylko drzewa i krzewy, bo Wielka Puszcza upomni się o odebrane jej kiedyś ziemie. Że tak po prostu przestaną one istnieć, a jedynym świadectwem tego, że kiedyś w tej części puszczy żyli ludzie, będą zarośnięte krzakami fundamenty domów oraz opuszczone cmentarze i zapadłe mogiły z zatartymi napisami.

Chaty się rozpadały, osiadały dachy, wielokroć przechodziła nad nimi wojna i mór, mord i ogień, tak że jedynie zwęglone kikuty kominów godziły w czarne niebo. Zawsze jednak ktoś to przeżywał, podnosił się ze swojej posoki lub przeczołgiwał się z leśnych wykrotów. Ktoś, kto rozgrzewał się u tlejących belek i żywił się korzonkami oraz korą. Od niego brało początek odrodzenie, on strzegł również prawa. Ginęli chałupnicy, dzieci, bydło, lecz wieś nie ginęła…(2)

Tak było przez stulecia – niszczone wioski odradzały się z popiołu niczym Feniks. I trwały…
Ale to odradzanie zostało brutalnie przerwane w II połowie XX wieku, bo po roku 1945 wsie położone na południe od Pisza definitywnie zniknęły z krajobrazu. Dzisiaj trudno uwierzyć w ich odrodzenie i możemy (musimy?) już tylko strzec tego, co z nich pozostało oraz dbać, by tych resztek strzegło prawo. Zadbać o zachowanie pamięci o tych miejscach, o ruiny i zapisane w krajobrazie ślady po owych zagubionych wioskach, a zwłaszcza o cmentarze stanowiące najwyraźniejsze świadectwo ich istnienia.
Ernst Wiechert, urodzony 18 maja 1887 roku(3) w leśniczówce Piersławek, leżącej przy maleńkiej wiosce o tej samej nazwie, syn leśniczego, poświęcił Wielkiej Puszczy wiele pięknych opisów. Był jej znawcą i piewcą, pisał o jej potędze, urodzie i tajemnicach. Sam siebie nieco żartobliwie nazywał traperem (Waldläufer)(4) lub mazurskim specjalistą leśnym („Ernst Wichert – masurischer Waldspezialist”)(5). Zdawał sobie sprawę z niezgłębionej tajemniczości puszczy, znał jej prawa, a wioski położone w puszczy porównywał do tworów natury:

Wioski żyją tak jak las, wśród którego są położone. Obalają się drzewa, nowe latorośle wyrastają na zbutwiałych liściach, nad wierzchołkami przechodzi na przemian i słońce i deszcz…(6)

Dobrze wiedział, że las równie wiele może dać, co zabrać, a przyroda może pochłonąć wszystkie ślady ludzkiej bytności. Zapewne nie spodziewał się, że natura wchłonie miejsca tak dobrze mu znane. Pierwszy tom „Dzieci Jerominów” opublikowano w 1945 roku, a więc gdy nad Sowirogiem zawisło już niebezpieczeństwo zagłady. Tom drugi został wydany w roku 1947, w czasie gdy ze wsi Jerominów pozostały tylko rozszabrowane ruiny, które w dwa lata później, w roku 1949, decyzją władz powiatu mrągowskiego zostały rozebrane. Tym samym urzędowo przypieczętowano likwidację wsi (co samo w sobie brzmi strasznie), po której pozostały tylko gdzieniegdzie resztki fundamentów i gruzy pośród rosnących drzew i krzewów. W ten sposób została zamknięta historia wsi Sowiróg, która jest w tym wypadku symbolem, bowiem podobnie zamknięto karty historii wielu innych wsi.

Wielka Dzicz

Das Grosse Widniss, czyli Wielka Dzicz – obszar Wielkiej Puszczy zwanej też Jańśborską, później Piską, był przez stulecia niedostępną krainą, owianą tajemnicą. Szczególnie jej południowa część, położona na zachód od rzeki Pisy i na południe od Pisza, długo pozostawała zgodnie z nazwą: dzika i bardzo słabo zaludniona. Początki osadnictwa na tym terenie związane były ze zbieractwem, bartnictwem i łowiectwem. W puszczy były przecież wspaniałe warunki do polowań, a lasy należały do panujących, którzy chętnie przyjeżdżali tu na polowania. To dla nich powstawały kwatery myśliwskie, bardziej lub mniej reprezentacyjne. XVI-wieczny geograf i historyk Caspar Hennenberger wymienia wiele istniejących w Puszczy Piskiej zameczków myśliwskich – wśród nich Przerośl nad Jeziorem Nidzkim(7).

Od XV wieku powstawały pierwsze „zakłady przetwórstwa”; w Jaśkowie, Wiartlu i Jeżach istniały kuźnice, przerabiające rudę darniową(8). Z czasem powstawały niewielkie osady leśne w związku z pozyskiwaniem drewna oraz jego przeróbką. Rozwijał się „przemysł puszczański”: działały smolarnie, dziegciarnie (produkujące gęsty, antyseptyczny olej drzewny) i potażarnie (wytwarzające z popiołu drewna liściastego potaż do produkcji szkła), a z żywicy drzew wytwarzano terpentynę i kalafonię. Zatrudniano też bednarzy wykonujących beczki potrzebne do transportowania wytwarzanych w puszczy produktów. Część z tych leśnych „zakładów produkcyjnych” działała okresowo, inne rozrastały się, dając zaczątek miejscowościom(9) i przyczyniając się w ten sposób do rozwoju osadnictwa w Wielkiej Puszczy. Nad płynącymi wodami, tam gdzie zostały rozpoznane złoża surowców mineralnych, zaczęto budować huty szkła (Ukta, Szklarnia), kuźnice, hamernie oraz huty żelaza przerabiające żelazo wytapiane z rudy darniowej (Jeże, Rudka, Kołowin, Karwica, Jaśkowo, Wiartel, Wądołek). Ponieważ zakłady do wytopu szkła i żelaza potrzebowały bardzo dużej ilości węgla drzewnego, w pobliżu powstawały mielerze (węglarnie): węgiel szedł do okolicznych kuźni i piekarni – pisał Wiechert w „Dzieciach Jerominów”.
W XVII wieku, w czasach Fryderyka Wilhelma, rozpoczęto kolonizację niezasiedlonych obszarów leśnych. Na tak tzw. nowiznach leśnych zakładano osady, z których dochody wpływały bezpośrednio do szkatuły książęcej, stąd zwano je szkatułowymi (Schatullsiedlung). Takimi wioskami były m.in. Karwica, Krzyże, Lipa, Przerośl, Pogobie, Szast, Turośl, Zdunowo. Kolejnym etapem zasiedlania obszarów leśnych było zakładanie w latach 1795–1831 wsi lub majątków dzierżaw wieczystych na ziemiach uzyskanych z karczowania lasów lub uzyskanych na skutek melioracji terenów podmokłych (w ten sposób powstały m.in. Nowy Wądołek, Grodzia)(10). Pomimo tych wszystkich starań Wielka Puszcza pozostała słabo zaludniona (do dzisiaj).

Od zmiany nazw wsi do ich likwidacji

Przez wiele dziesiątków lat prawie wszystkie nazwy miejscowości (nie tylko tych z obszaru Puszczy Piskiej) miały polskie brzmienie. Z czasem ulegały one zmianie – polskie nazwy otrzymywały niemieckie końcówki. Siegfried Lenz – wybitny niemiecki pisarz mazurskiego pochodzenia(11) – pisze o tych zmianach:

…o usiłowaniach butnych jeźdźców Wschodu, by nadać owym czasom własne piętno, a to znaczy: skorygować historię przez nadanie jej nowych imion; w pewnym sensie stało się to u nas modne; każdy, kto sądził, że w jakiejś nazwie jest za dużo spółgłosek – czy to było nazwisko, miejscowość czy rzeka – to mógł ją przechrzcić, tak, nawet rzeczy można było przemianować, nowe nazwy miały ukryć niepewne lub niemiłe pochodzenie; swojskie nazwy, na których człowiek łamał sobie język, ale do których z dawien przywykł, zostały usunięte z urzędowego obiegu i zastąpione gładko brzmiącymi słowami niemieckimi(12).

W ten sposób Piskorzewo zamieniono na Piskorzewen, Przerośl na Przeroscheln, etc. Niektóre nazwy tłumaczono, tworząc kalki językowe – np.: Sowiróg stał się Eulenwinkel, Lipa Tylnia została przemianowana na Hinter Lippa. W latach 1933–1938 przeprowadzono gruntowną czystkę nazewnictwa w ramach „germanizowania historii Mazur”: Piskorzewen przemianowano na Königsdorf, a Sowirog na Lotterswalde. Zmiany nazw wprowadzano urzędowo, co było zaskakujące i niezrozumiałe dla ich rodowitych mieszkańców:

A więc zdun Eugen Lawrenz opowiadał, że szedł długą drogą wysadzaną brzozami do Panistrugi, z niczym innym jeno życzliwością w sercu – szedł drogą, którą jego nogi znały, że tak powiem, na pamięć – kiedy w pewnej chwili stwierdził, że stare drogowskazy do Marcinowa i Maleczewa zostały zastąpione innymi: do Martinshoehe i Maleten. Sądził, że to pomyłka albo durny żart i poszedł dalej. […] Stała tu tablica z nazwą miejscowości; była ona przemalowana i głosiła, że znajduje się w Herrenbach. Eugen Lawrenz poczuł się tak ogłupiały, że, jak twierdził, niczego nie potrzebował bardziej niż kieliszeczka nikolaszki, tak więc wkroczył do gospody [i], zapytał, czy w powiecie nie wybuchła jakaś nowa choroba, choroba zmieniania nazw…(13)

Na marginesie – te nowe, urzędowe nazwy miejscowości tak naprawdę nie mogły przyjąć się w języku codziennym. Niektóre wioski przemianowano dopiero w 1938 roku (np. Lippa na Oppendorf), a więc na rok przed wybuchem wojny. Był to zbyt krótki okres, by nowe nazwy mogły się utrwalić w pamięci ich mieszkańców. Ironią losu jest więc fakt, że zabiegi narodowych socjalistów odniosły skutek dopiero po upadku ich dyktatury: po wojnie wszystkie działające w Niemczech organizacje związane z Prusami Wschodnimi uznały narodowosocjalistyczne nazewnictwo jako obowiązujące we wszystkich wydawnictwach, przyczyniając się tym samym do ich utrwalenia!
Wiek XX, szczególnie okres I i II wojny światowej oraz okres powojenny, obszedł się w sposób wyjątkowo okrutny z mieszkańcami Mazur. Podczas krótkich i gwałtownych działań I wojny światowej wiele wiosek i miast Puszczy Piskiej legło w gruzach. Kataklizm nie ominął też ukrytych głęboko w puszczy osad ani ich mieszkańców. Jednak staraniem państwa niemieckiego zniszczenia sprawnie usunięto (tworząc cały system rozwoju nowych form osadnictwa i dbałości o regionalny charakter budownictwa)(14). Cały okres II wojny światowej również nie wpłynął znacznie na wygląd wsi. Tragicznym w skutkach dla nich okazał się dopiero rok 1945, czyli końcówka wojny oraz okres tuż po jej zakończeniu. Rodowici mieszkańcy zmuszeni zostali do opuszczenia swojej Heimat, zostawiając swoje wioski, domostwa i cały dobytek na pastwę losu. W ten sposób całe obszary puszczy zostały wyludnione:

Wszedłem do wioski [Krzyże położone nad Jeziorem Nidzkim – KAW]. Panowała tu kompletna cisza, w żadnym oknie nie było widać światła. W zagrodzie starego Galardy ani śladu człowieka, drzwi do zabudowań otwarte, w chlewach i stodole pustka, w żadnej zagrodzie ani pies nie zaszczekał. Wszedłem do pustego mieszkania. [...] Wyglądało to strasznie: nie było ani jednego okna, nie było też ani jednych drzwi, porozwalane piec z kuchnią, rozbite meble i walające się stosy papierów i innych śmieci. Wszystko to odstraszało człowieka, obraz był naprawdę straszny. Wstępowałem do innych zagród – wszędzie obraz był podobny(15).

Opustoszałe wioski stały się cennym łupem i to, co pozostało po jej mieszkańcach, szybko rozszabrowali przybysze i sąsiedzi z południa:

Berta opowiadała mi o ciągłych napadach różnych band, że bandy te zabierają im wszystko, co zobaczą i do tego jeszcze się znęcają. [...]. Kurpiowskie bandy grasują tu bezkarnie. […] Pewnego dnia pojawia się w Karwicy duża i dobrze uzbrojona banda. Przyjechali od strony Hejdyka późnym popołudniem. Na wozach i wokół wozów jest pełno bandziorów, są to w większości kurpiowskie wyrostki nie liczące się z nikiem i niczem. Każdy dom, z którego wynoszą resztki mazurskich rzeczy, obstawiony jest przez bandytów, wszędzie jest ich pełno. My jesteśmy bezradni wobec nich…(16)

Bandy – głównie kurpiowskie – grabiły wszystko, nie tylko sprzęty domowe czy meble, ale rozbierały też całe zagrody. Opuszczone wioski mazurskie były traktowane jak skład materiałów budowlanych. Pozyskany materiał wykorzystano do budowy nowych domów lub ich remontów. Wiele budynków podpalano dla odwrócenia uwagi i zatarcia śladów przestępstwa(17).

Pobiegliśmy na ratunek palących się budynków. Duża część Krzyży stała w ogniu, na skutek utrzymującej się suszy, drewniane budynki zapalały się jeden od drugiego. Wówczas to ukryte bandy, wykorzystując nieobecność domowników, którzy byli przy ogniu, swobodnie rabowali nasze mieszkania. Gdy wróciłem do domu, od razu zauważyłem brak najlepszych butów, swetra i spodni, zginęła także większa część prowiantu, który przyniosłem zaledwie przed paroma godzinami. Tu również, choć ogień był bardzo duży, nikt z żadnych władz nigdy nie przybył, ani milicja, ani z PZU. Tak jakby nic się tu nie stało(18).

Z krajobrazu znikały nie tylko zagrody, ale całe wioski, a brak reakcji ze strony ówczesnych władz nie był przypadkowy. Murowane budynki, które przetrwały pożary i grabieże, zostały wkrótce zrównane z ziemią, bowiem nowe – na tym terenie – władze zadecydowały o całkowitej likwidacji tych opuszczonych i rozszabrowanych wsi. W ten sposób zniknęło wiele osad, w tym wioski leżące wokół Jeziora Nidzkiego: Lipa Tylnia, Lipa Przednia, Przerośl, Sowiróg, Wielkilas, wioski leżące na południowo-wschodnim krańcu Puszczy Piskiej (na południe od Pisza i na zachód od rzeki Pisy): Nowidział, Pogobie Przednie, Paski, Piskorzewo, Szast, Wądołek, oraz leśniczówki Białobrzegi, Wilcze Bagno czy Vogelsang. I nie jest to pełna lista zagubionych wiosek, bowiem należałoby dodać te znajdujące się na wschodnim brzegu rzeki Pisy oraz na północ od Pisza: Szparki, Wilki, Niedźwiedź, Zagon etc. W lipcu 1946 roku, w posłowiu do „Dzieci Jerominów” Ernst Wiechert napisał:

Trzeci tom tej książki ciężkimi i straszliwymi literami napisała historia i żadna twórczość literacka nie ma prawa opromieniać blaskiem tych okropności. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przyjąć z powrotem tych działających i cierpiących do serca, z którego powstali. Piasek spoczywa na ich zgasłych oczach i nie wiemy, jakie Bóg ma zamiary wobec tego piasku Sowirogu. Ale jedno przynajmniej niech będzie ich udziałem: Odpoczynek wszystkim uśpionym i pokój wszystkim zmarłym(19).

Wiechert nie mógł przypuszczać, jakie zamiary miał Bóg i historia względem tego piasku Sowirogu. My, pół wieku później, wiemy, co się wydarzyło. Popatrzmy zatem, co z owych zagubionych wiosek pozostało, jak możemy przywrócić pamięć tych miejsc i oddać pokój wszystkim zmarłym…

I  Wioski położone wokół Jeziora Nidzkiego

Sowiróg

Jeszcze kilka minut stała na skraju lasu pod starymi świerkami przypatrując się brunatnym trzcinowym strzechom, ramieniu żurawia studziennego i jezioru, które połyskując czerwonawo rozciągało się wśród lasów. Z kominów unosił się dym i zdawało się jej, że czuje smak biedy tych wszystkich domowych ognisk, przy których stały teraz znużone kobiety. Zagubiona wioska z pylistą drogą ginącą w lesie i pustkowiu. Sowiróg, tak nazywa się ów zakamarek, który nie był niczym ponad to właśnie – Sowim Zakamarkiem(20).

Najsłynniejszą zagubioną wioską jest Sowiróg, literacki Eulenwinkel, w której Ernst Wiechert umieścił akcję swojej największej powieści „Dzieci Jerominów”. Pisarz musiał dobrze znać tę osadę położoną nad Jeziorem Nidzkim, pod 22 stopniem długości wschodniej oraz 53 i 1/2 stopnia szerokości północnej(21), gdyż w młodości przebywał nieopodal, u wuja, w Zamordejach, skąd brzegiem jeziora, przechodząc przez Sowiróg, wędrował do Jaśkowa, gdzie urodził się jego ojciec. Owa zagubiona wioska z pylistą drogą ginącą w lesie i pustkowiu(22) musiała utkwić mu mocno w pamięci, gdyż wiele lat później, na kartkach powieści, zamieścił dokładne opisy topografii terenu: moczary i łąki, na których pasło się bydło, drogę biegnącą do Pisza i jezioro z wyspą Duży Ostrówek, etc. Ten krajobraz – w odróżnieniu od samej wsi – nie zmienił się i do dzisiaj opisy nie straciły na aktualności.

W pewnym starym dokumencie można było przeczytać o Sowirogu, że był wioską bartniczą, lokacją krzyżacką w celu pozyskiwania miodu dzikich pszczół, a i zapewne innych powinności, o których nie napisano(23).

W rzeczywistości osada powstała nieco później, bo w 1563 roku (czyli już po sekularyzacji zakonu krzyżackiego), na prawie chełmińskim jako dobra dla Abrahama Lautterschka, strzelca i gajowego (kölmisches Gut eines Wildnisbereiters). Na mocy przywileju księcia Albrechta, otrzymał on 4–5 włók (około 68–85 hektarów) w miejscu nazwanym Weiroch zu Przerosla(24). Miejsce to w 1579 roku wzmiankowane jest jako Sobiroch(25), a na mapie von Schröttera z przełomu XVIII i XIX wieku jako Sowirok(26). Z czasem osada przybrała nazwę Sowiróg (Eulenwinkel), a w 1938 roku została przemianowana na Loterswalde (niekiedy pisane też Lotterswalde). Jak podaje „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…”(27) z 1890 roku, Sowiróg to: wieś w pow. Jańsborskim, st. poczt. Rudozany; 126 ha, 14 dm, 76 mk. Była to nieduża wioska (126 hektarów, 14 dymów i 76 mieszkańców), w której przez ponad 4 stulecia żyli ludzie utrzymujący się głównie z roli i pracy w lesie:

W Sowirogu mężczyźni wstawali wraz ze słońcem, jedli mleczną zupę, albo gryczaną bryję, wkruszali do nich razowy chleb i z koszami na plecach szli do pracy w lesie. Karczowali pasy na zimowych porębach, układali chrust na sterty lub palili go, albo też na piaszczystej ziemi sadzili świerkową rozsadę. Budowali również drogi, równali skarpy, przewozili taczkami biały piach na inne miejsce(28).

Jak większość puszczańskich osad była to biedna wieś – podstawę egzystencji stanowiła uprawa roli (choć każdy, kto obecnie odwiedzi to miejsce, zobaczy, że ziemia wokół słaba i nie mogła dać zbyt wielkich plonów), eksploatacja puszczy i jeziora.

W kamienistej glebie rosły ziemniaki i żyto, bagna dawały torf, obrzeża jeziora – siano. Pan von Balk dawał pastwiska leśne dla wychudłych krów, państwowe lasy pracę i trochę drewna, a to co nie było im dane, brali sobie podczas ciemnych nocy. […] O lesie i jeziorze wszyscy mówili jako o „swoim” lesie i „swoim” jeziorze(29).

To, co zrodziła ziemia, dał las i jezioro, a co nie było niezbędne do przeżycia, sprzedawano na ryku w Piszu:

Kobiety z Sowirogu wracały do swojej wsi. Zaniosły były na targ w powiatowym mieście trochę tego, co zbywało w gospodarstwie: nieco masła, śmietany, parę funtów ryb z jeziora, a wesołek Gogun, zwany Żurawcem, przewiózł na drabiniastym wozie wymoszczonym słomą ich świnięta(30).

Wiadomo, że w 1895 roku wioska liczyła 96 mieszkańców, w 1933 roku –151 – a w czasie spisu ludności z 17 maja 1939 roku 169 osób31 – którzy mieszkali w 12 gospodarstwach. Była też szkoła, wybudowana z czerwonej cegły na przełomie XIX i XX wieku. Znajdowała się ona na skraju osady, przy drodze do Jaśkowa. W 1927 roku nauczyciel Beckhern uczył w niej 18 uczniów. W dwóch pomieszczeniach szkolnych przygotowano także miejsca noclegowe dla 12 osób, bowiem w okresie wakacyjnym służyła ona jako schronisko. Miało to związek z zapoczątkowanym w XX wieku wzrostem zainteresowania ziemią ojczystą Heimatbewegung(32) oraz rozwojem turystyki krajoznawczej, zwłaszcza pieszej. Tworzono wówczas sieć schronisk w terenach odludnych, by turysta był bliżej natury, rezygnując z wygód na rzecz prostoty (Ruch wędrownych ptaków, Wandervogelbewegung)(33). I tak w Puszczy Piskiej można było nocować w szkole w Ukcie, w Rucianem w baraku wojskowym, w Wejsunach w szkole, w Piszu w gościńcu Johanishoehe, w Karwicy w… wieży kościelnej, a w Sowirogu – zgodnie z listą 20 schronisk zamieszczoną w przewodniku z roku 1927 – wędrowcy mogli, po zgłoszeniu się po klucze do nauczyciela Beckherna, przenocować w szkole(34).

Ostatnie dni wioski…

W takich wsiach jak Sowiróg nic szczególnie się nie dzieje. Poza ich granicami kipi świat, gazety piszą o nadchodzącej wojnie. Lecz mieszkańcy wsi tyle wojen przetrwali, że nawet nie są w stanie ich zliczyć. […] Wieś nie pyta o wojnę ani o historię(35).

Tym razem było inaczej, a II wojna światowa i polityczne rozstrzygnięcia z nią związane doprowadziły do tragicznego zakończenia historii wsi, choć zabudowa wioski nie uległa większym zniszczeniom w trakcie wojny ani podczas przemarszu wojsk sowieckich:

Pierwsze patrole radzieckie nadciągnęły do wsi od strony miejscowości Lipa Przednia. Sowiróg sprawiał wrażenie wsi opuszczonej. Tylko z komina jednego domu unosił się dym. Radziecki patrol skierował się właśnie tam. Tak się złożyło, że w domu tym natrafiono na starego Mazura, który w pierwszej wojnie światowej był w niewoli rosyjskiej i przebywał na Syberii. Umiał mówić jeszcze po rusku i znał kilka rosyjskich piosenek. Łatwo więc nawiązano kontakt, a potem powoli z niektórych chat wychodzili starzy ludzie i zbliżyli się do żołnierzy III frontu białoruskiego(36).

Jak widać z tego opisu, nadejście frontu nie było związane – jak to często było – ze zniszczeniem, choć wkrótce potem wieś zaczęła pustoszeć. Ostatnim jej mieszkańcem był Mazur Rydzewski, który nie chciał opuścić swojej Heimat, powtarzając odwiedzającym go urzędnikom z gminny: Tu jest moja ojczyzna. Ten tragiczny koniec istnienia wsi i jej ostatniego mieszkańca relacjonował Eugeniusz Bielawski:

Odwiedzali go przez jakiś czas krewni ze Spalin i Ukty. A potem i po nim ślad zaginął. Gdy rozbierano ostatni dom w Sowirogu, znaleziono go martwego w jednej z piwnic(37).

Jak widać, ostatni mieszkaniec wsi został zamordowany i ukryty w piwnicy, zapewne przez szabrowników. Wiadomo też, że w 1948 roku we wsi było jeszcze 10 domów oraz murowana szkoła i cmentarz otoczony ogrodzeniem z siatki i żelazną bramą:

Pracownicy administracji leśnej część domów chcieli zatrzymać dla pracowników leśnych i ich rodzin, ale urząd gminny poinformował, że komunalna władza powiatowa te domy sprzedała(38).

Jednak decyzją władz powiatu mrągowskiego wszystkie budynki zostały rozebrane i w 1949 roku wioska zniknęła z krajobrazu(39). Obecnie po tej ukrytej w puszczy osadzie pozostały tylko zdziczałe krzewy i drzewa owocowe – grusze, agrest, róże oraz potężny dąb na jednym krańcu wsi i rozłożyste lipy na drugim krańcu oraz przy zabudowie kolonijnej na zachodzie. Ruiny domostw wskazują gęste krzewy bzu oraz śnieguliczki, wśród których można trafić na pojedyncze cegły, kamienie z podmurówki domów oraz fragmenty dachówek. Poza tym odnaleźć można resztki betonowych fundamentów szkoły (na skraju wsi od strony Jaśkowa). Na brzegu jeziora widać wyraźnie pozostałości ziemnego nasypu, do którego kiedyś przybijały łodzie mieszkańców.

…i jej cmentarz(40)

Günter Schiwy, który w 1944 roku wędrował pieszo wraz ze swoją 76-letnią babką Henriettą Sayk z domu Böhnke wokół jeziora Nidzkiego, wspomina pobyt na cmentarzu w Sowirogu:

Babcia nie omieszkała odwiedzić niewielki cmentarz otoczony drucianym ogrodzeniem. Przy wejściu na cmentarz i po jego opuszczeniu wspólnie się modliliśmy. Oglądaliśmy nagrobki, pod którymi spoczywały rodziny Ollesch, Ridzewski, Willimzik, Schillach(41), Chuchollek, Czarnitzki, Gischewski, Kalinna i Lemanski. Babcia twierdziła, że rodziny Chuchollek i Kalinna są spokrewnione z naszą rodziną z Krzyży(42)

Ten opuszczony, zaniedbany do niedawna cmentarz(43) położony jest na uboczu, z dala od wsi (w linii prostej około 500 m na północny zachód od zabudowań), w pobliżu drogi leśnej z Jaśkowa do leśniczówki Zamordeje. Ma wymiary ok. 60×20 metrów i jest częściowo otoczony szerokim, choć płytkim rowem (w podobny sposób oddzielone od otoczenia są także inne cmentarze w tej części puszczy). Zachowało się 19 nagrobków (w większości lastrykowych) oraz trudna do określenia ilość mogił ziemnych. Na cmentarzu, na którego środku rośnie ozdobny dąb, znajdują się też liczne kamienie polne z wykutymi otworami na metalowe elementy (podstawy krzyży lub fragmenty ogrodzenia?). Tylko na kilku grobach pozostały – dające się odczytać – napisy świadczące o tym, kto jest w nich pochowany.
Nie zachowały się wszystkie z wymienionych przez Güntera Schiwego tablice nagrobne. Niektóre z brakujących obecnie nazwisk wymieniał też Eugeniusz Bielawski, który wspominał, że na cmentarzu w Sowirogu pochowani byli również Willi i Olech Rydzewscy oraz Szylyk(44).

Przerośl

Gdzie do Piszu wziąć konie? – zapytujemy rybaków w Przerośli, którym właśnie pomogliśmy wskórać (wpędzić) ryby do sieci. Wskazują nam dalej na wschód na zieleniejące brzegi. Najprzód będzie wieś Mała Lipka, a potem Wielka Lipka. W Wielkiej Lipce dostaniemy konie(45).

Melchior Wańkowicz wraz z córką, płynąc kajakiem po Jeziorze Nidzkim, dotarli w 1935 roku do wioski Przerośl położonej na południowym brzegu Jeziora Nidzkiego, przy mało uczęszczanej obecnie leśnej drodze z Pisza do Karwicy. Gdyby Wańkowicz, który opisał swoją podróż w książce „Na tropach Smętka”, płynął dzisiaj kajakiem po Jeziorze Nidzkim, nie dostałby w tym samym miejscu wskazówki, dokąd się ma udać, by dostać konie. Bo nie ma wsi Przerośl, podobnie jak i wskazanej mu Małej i Wielkiej Lipy. Nawet ich nazwy ulatują powoli z pamięci.

Przerośl, niem. Przyroscheln, wieś i osada leśna na polsko-prus. Mazurach, pow. Jańsborski, st.p. Turośl(46)

– tyle zapisano o wsi w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego”.
Początki osady związane są z łowiectwem i istniejącą w tym miejscu kwaterą myśliwską. Przerośl (1730–1741: Psyrosli 1834–1837: Przyroschlen, niekiedy Przeroscheln, od 1928 Walddorf) – o rok starsza od Sowirogu – powstała w 1562 roku z przywileju księcia Albrechta, który nadał dożywotnio 1 łan Wojtkowi Przyrośla (Woytek Przyrosla)(47), jako niewielki majątek przy istniejącej budzie myśliwskiej. Buda ta (herzogliche Jagdbude) wzmiankowana była po raz pierwszy w 1544 roku, a XVI-wieczny geograf i historyk Caspar Hennenberger wymienia Przerośl jako zameczek myśliwski48. Mój łaskawy pan margrabia Albrecht miał swoją rezydencję w Pupach, w puszczy(49).
To z Pup, czyli obecnego Spychowa, książę wyruszał w sąsiedztwo, do zameczku myśliwskiego w Przerośli(50) lub dalej do Pisza. Ale puszcza, obfitująca w zwierzynę łowną, była nie tylko idealnym miejscem polowań. Jako odludne miejsce była też doskonałym schronieniem, zwłaszcza w czasach plagi morowego powietrza, czyli epidemii. Książę Albrecht, wielki mistrz zakonu krzyżackiego, kilkakrotnie chronił się w zameczku myśliwskim w Przerośli przed zarazą, m.in. w sierpniu 1549 roku.
Ta książęca kwatera myśliwska z czasem przemieniła się w osadę, która w 1707 roku otrzymała prawa osady szkatułowej. Ale nie zawsze była to wioska bogata, o czym świadczy opis Mieczysława Orłowicza, który peregrynował po tych terenach na początku XX wieku, kilkanaście lat przed Wańkowiczem:

…na tej drodze mamy sposobność podziwiać stare partie lasu, o sosnach olbrzymiej wysokości. Wsie leżące na południe od Jeziora Dolnego [Nidzkie – KAW] jak Przerośl (Przyroscheln) Kurwie, Piecek [Karwica, Krzyże – KAW] należą do najnędzniejszych na Mazurach(51).

Jednak malownicze położenie sprawiło, że także w XX wieku miejsce to było chętnie odwiedzane przez turystów. W przewodniku z roku 1927 czytamy:

…samotna droga prowadzi nas przez dziki las do ukrytej Przerośli. Tutaj w odludnych lasach na południe od Jeziora Nidzkiego ryczy jeleń, krzyczy bielik. Tu można odnaleźć faunę i florę w pierwotnym stanie(52).

W tekście tym jest mowa także o pomniku przyrody: imponującej rozmiarami, pięknej, 300-letniej lipie stojącej w pobliżu przeprawy promowej. Zdjęcie tej lipy zamieszczono na wydanej przed II wojną widokówce. O letniskowym charakterze wsi świadczyć mogły: pomost i przystań stateczków spacerowych, ścieżka spacerowa wzdłuż brzegu jeziora oraz kąpielisko. Na północ od wsi znajdował się prom (Struga lub Walddorffähre), którym przedostać się można było do Sowirogu, leżącego po drugiej stronie Jeziora Nidzkiego. W Przerośli pod numerem 19. była gospoda „Am Niedersee”, której właścicielem byli Franz i Gertrud Schoenrock. Lokal położony naprzeciw przystani był wymieniany również w przedwojennych przewodnikach. Być może serwowano tam ryby, które Wańkowicz pomagał zaganiać do sieci. Pewne jest, że miejscowa ludność żyła głównie z lasu oraz jeziora, czyli z połowu ryb. We wsi od 1898 roku działało Gospodarstwo Rybackie Jeziora Nidzkiego (Fischerei des Niedersee), które Edward Matterna (dzierżawca zakładu) ok. 1930 roku przeniósł do Krzyży(53). Nad brzegiem jeziora pozostały magazyn rybny (Fischhalle) oraz położona nieopodal lodownia (Eiskeller). Nie wiemy, jak ona wyglądała, bo nie zachowały się jej zdjęcia, ale z reguły była to piwnica z kamieni, niekiedy murowana z cegieł lub ziemianka, w której zimą składano bloki lodu wycinane z zamarzniętego jeziora przy pomocy specjalnych pił. Niekiedy bloki lodu składano po prostu w wykopanych dołach, przysypywano je trocinami, torfem i ziemią. Tak zmagazynowany lód używano latem do przechowywania świeżo złowionych ryb.
O wsi wiadomo, że w 1867 mieszkało w niej 68 osób, a w 1895 już 164 (czyli w ciągu 28 lat liczba mieszkańców zwiększyła się aż o 96 osób – ponad 100%), w roku 1933 137, a tuż przed II wojną, w 1939 roku, liczba mieszkańców spadła do 122 zamieszkałych w 24 gospodarstwach położonych w obrębie wsi oraz 2 przy przeprawie promowej. Jak większość wiosek w tym rejonie była to typowa ulicówka – budynki stały ustawione równo po obu stronach piaszczystej drogi.

Najczęściej jednak droga jest cicha i pusta i tylko młode brzózki rzucają smukłe cienie [...]. Po wszystkim, co podążało tą drogą ku życiu lub śmierci, nie ostało nic. Nie ma krzyży ani pamiątkowych głazów. Jest to droga bezimienna(54).

Tak właśnie jest w Przerośli obecnie: pozostała piaszczysta cicha i pusta droga z bezimiennym cmentarzem, zlokalizowanym zupełnie nietypowo (jak na tę puszczańską części Mazur), bo w samym środku wsi, bezpośrednio między dwoma gospodarstwami (we wszystkich innych zagubionych wioskach miejsca pochówku znajdowały się zawsze poza obrębem wsi, niekiedy nawet dość znacznie oddalone od zabudowy). Stan tego cmentarza także odbiega od pozostałych, jest tak bardzo zarośnięty gęstymi krzakami, że nawet trudno policzyć groby. Prawdopodobnie nie zachowała się ani jedna czytelna tablica nagrobna, lecz tylko resztki 22 lastrykowych nagrobków, ale bez wycięcia gęstych krzaków nie jest to pewne.

Wielkilas

Cytowane wcześniej słowa Ernesta Wiecherta o wsiach odradzających się niczym Feniks z popiołów nie sprawdziły się także w przypadku innej wsi leżącej na południowym brzegu Jeziora Nidzkiego. Rozpadły się bowiem chałupy, osada zginęła bezpowrotnie i nie tylko nie ma nadziei na jej odrodzenie, ale prawnie nie pozostał po niej żaden ślad! Tylko na pięknej, starej mapie Prus Wschodnich, Litwy Pruskiej i Prus Zachodnich wymierzonej w latach 1796–1802 pod kierunkiem królewskiego ministra barona von Schröttera znaleźć można nazwę Wielgilass, z dopiskiem zu Przyroscheln. Osada ta zaznaczona jest na mapie mniej więcej w połowie drogi pomiędzy miejscowościami o nazwach Przyroscheln i Curwien (obecnie Karwica). Lakoniczna wzmianka znajduje się w wydanym pod koniec XIX wieku „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego”(55):

Wielkilas albo Wielgilas, leśnictwo i wybudowania w pow. jańsborskim, nad jeziorem Nidzkim. Wybudowania to synonim dzisiejszej nazwy kolonia, co mogłoby świadczyć, że Wielkilas należał do Przerośli. Potwierdza to także widniejący na mapie Schröttera dopisek zu Przyroscheln.. Tyle tylko, że na mapie tej osada Wielkilas zaznaczona jest jako znacznie większa od Przerośli(?).

Z racji lokalizacji wsi nad Jeziorem Nidzkim można wnioskować, że poza leśnictwem była to także osada rybacka. Być może była ona związana z istniejącą już w XVI wieku kuźnicą w pobliskiej Karwicy? Brak jednak na ten temat informacji. Nie można opisać samej wsi, ale znana jest przyczyna jej zniknięcia (które wyjątkowo nie miało związku z II wojną światową, lecz nastąpiło dużo wcześniej):

Lotne piaski, prócz rzadkiego żyta nie dają żadnego plonu, a nędza była w swoim czasie tak wielka, że jedna z wsi, Wielki Las (Wielgilas) musiała się w XIX w. przenieść w inną okolicę z powodu całkowitego wyjałowienia gruntów(56).

Tak Mieczysław Orłowicz opisuje koniec wsi Wielki Las (obecnie w Puszczy Piskiej, pomiędzy Wiartlem a Uścianami istnieje wioska o nazwie Wielki Las – Wielgilas, Tannenheim, ale jest to osada szkatułowa założona już w 1699 roku)(57).

Lipa Przednia i Tylnia

Udając się z Przerośli na wschód, czyli dalej tropami Wańkowicza i jego córki w stronę Pisza, natrafiamy na kolejną zagubioną wieś, a w zasadzie dwie wsie o wspólnej nazwie Lipa. Zgodnie ze „Słownikiem Geograficznym Królestwa Polskiego”: Lipa Przednia i Tylnia niem. Hinter Lippa i Vorder L., dwie wsie pow. Jańsborski, st.p. Pisz i Turośl. Są to wioski ulicówki położone nad Jeziorem Nidzkim, pomiędzy Przeroślą a Wiartlem, przy drodze Pisz–Rozogi. To osady szkatułowe powstałe w 1690 roku. Lipa Tylnia na mapie Schröttera wymieniana jest jako Hinter Lyppa, choć częściej pisano Hinter Lippa, a od roku 1938 już tylko jako Hinter Oppendorf. Natomiast Lipa Przednia, wymieniona jako Vorder Lyppa, później jako Vorder Lippa, w roku 1938 nazwana została Vorder Oppendorf. Obie wsie liczyły 114 mieszkańców w 1867 liczyły i 106 podczas spisu ludności 17 maja 1939 r (wcześniej w roku 1871–109, 1895–129, 1925 – 158, 1933–106 osób).

Lipa Tylnia położona bliżej Przerośli, była większa od Lipy Przedniej. Tam też na skraju wsi znajdowała się szkoła, powstała między 1786 a 1797 rokiem. Był to jedyny budynek we wsi po prawej stronie drogi do Pisza. W tej jednoklasowej szkole wiejskiej (Volksschule) jeden nauczyciel uczył dzieci ze wsi Lipa Przednia, Tylnia i Przerośli (w 1939 roku było ich 55). Nieopodal szkoły, po drugiej stronie drogi, z widokiem na Jezioro Nidzkie, znajdowała się gospoda Gasthaus Fritz Pawelzig (lub Pawelczik, do którego należało też łowisko nad jeziorem), w której było 5 pokoi gościnnych. Był to solidny, murowany budynek, (bardzo podobny do stojącego do dzisiaj budynku pod nr 5 w Wiartlu, z identycznymi ozdobnymi drzwiami wejściowymi). Obecnie po gospodzie pozostały fundamenty i prowadząca do niej aleja. Nieopodal gospody i szkoły, pod numerem 10, znajdowało się największe we wsi gospodarstwo, którego właścicielem był Wilhelm Marzinzik i jego żona Luize (ich groby znaleźć można na miejscowym cmentarzu). W tej położonej malowniczo wsi znajdowała się też piękna drewniana chałupa, która była lokalną atrakcją. Została ona uwieczniona na przedwojennej pocztówce, na której napisano, że to „200 letnia chałupa”. Z tego mało wyraźnego zdjęcia widać, że był to typowy dom o pięknych proporcjach i potężnym dachu, pod którym mieściła się część mieszkalna i stajnia. Podobny budynek stał w Monetach (opisywany w wielu książkach poświęconych architekturze Mazur)(58) oraz w Jagodzinie (oba już nie istnieją, a znajdowały się w powiecie piskim).

Z liczącej przed wojną 14 numerów wioski pozostał zaledwie jeden budynek należący obecnie do nadleśnictwa w Piszu (ale dzięki temu jednemu budynkowi nadal istnieje urzędowa nazwa osady). Kilkaset metrów na południe od tego zachowanego budynku, po drugiej strony drogi Pisz–Rozogi (obecnie w obrębie szkółki leśnej) znajduje się stary cmentarz. Kępa starych pięknych drzew wskazuje jego miejsce. Cmentarz, otoczony płytkim rowem ma w niektórych miejscach powierzchnię sztucznie podniesioną w stosunku do otaczającego terenu, dlatego łatwo ocenić jego wymiary. A były one spore (ok. 45×37 m), co mogło świadczyć, iż pochowano na nim wielu zmarłych. Obecnie większość mogił ziemnych jest trudna do zidentyfikowania. Zachowały się cztery wyraźne groby, w tym resztki dwóch lastrykowych nagrobków oraz dwa groby z czytelną jeszcze, wspólną płytą nagrobną.

Lipa Przednia, położona bliżej Wiartla, była niewielką osadą, liczącą przed II wojną światową zaledwie 7 gospodarstw. Do dzisiaj pozostał tu (podobnie jak w Lipie Tylniej) tylko jeden dom oraz kilka fundamentów, na których rośnie obecnie las. Na wschód od wioski, po drugiej stronie szosy z Pisza do Rozóg, znajduje się cmentarz. Niewielki, o wymiarach ok. 20×20 metrów, porośnięty drzewami i słabo widoczny. Rozpoznawalny z powodu lekko wyniesionej w stosunku do otaczającego go terenu powierzchni oraz płytkiego okalającego go rowu. Nie zachowały się na nim żadne nagrobki – można tylko rozpoznać zarysy ok. 10 mogił ziemnych.

II  Wsie na południowym skraju Puszczy Piskiej

Wądołek

Słońce chyliło się już ku zachodowi, a my jeszcze byliśmy w lesie, dlatego lękaliśmy się, że zostaniemy bez noclegu; poprzez drzewa jęły prześwitywać czerwone dachy okazałych budynków i dotarliśmy do celu naszej podróży, do huty żelaza w Wądołku(59).

Pomijając literacką „sławę” Sowirogu, najbardziej znaną zagubioną wioską był jednak Wądołek (Wondolek, Wondolleck, Wondollen), o którym w „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego” z 1893 roku zapisano jedynie lakonicznie: Wondolleck, pol. Wądołek, huta żelaza pow. Jańsborski, st. p. Dlotowen(60). Obszar Wielkiej Puszczy kojarzony głównie z łowiectwem i „przemysłem puszczańskim” (o których pisałem na wstępie) był też miejscem rozwoju hutnictwa szkła oraz żelaza. W Jeżach, Rudce, Kołowinie, Karwicy, Jaśkowie i Wartlu powstawały kuźnice, hamernie oraz huty przerabiające żelazo wytapiane z rudy darniowej. Jednak największy zakład istniał w leżącej prawie na południowym skraju Puszczy Piskiej niewielkiej osadzie młyńskiej Wądołek, dzięki czemu zapisał się on tak bardzo w historii Mazur.

Największa w Prusach Wschodnich huta żelaza…

Osada szkatułowa Wondołek została założona w 1749 roku(61), lecz dopiero od czasu budowy w niej huty żelaza zaczęto dokładnie opisywać jej historię (ponieważ o hucie pisano wielokrotnie(62), ograniczę się do podania tylko najważniejszych faktów). Projekt budowy huty w południowej części Puszczy Piskiej powstał w XVIII wieku wraz z rozpoznaniem bogatych złóż limonitu, czyli rudy darniowej. Jak wiadomo, do wytopu żelaza oprócz rudy konieczne były także duże ilości drewna oraz wody bieżącej, a te warunki spełniała osada młyńska Wądołek. Jednak rzeczka Rybnica(63), poruszająca koło młyńskie, nie była dość wartka, by poruszać urządzenia hutnicze, dlatego by nadać odpowiednią prędkość wody, wykopano kanały (zachowane do dzisiaj) łączące jezioro Brzozolasek z jeziorem Pogobie oraz spuszczono wodę z jeziora znajdującego się na południe od Wądołka(64).

Sztuczna żyła wodna biegnie dalej do małego jeziorka Piskorzewo i stąd przez staw młyński w Wądołku i jezioro Łacha przy Popiołkach wpada do Pisy(65).

Lokalizację huty wyznaczono w 1799 i w tymże roku przystąpiono do jej budowy, zaczynając od postawienia cegielni, by w ten sposób obniżyć koszty transportu budulca niezbędnego dla budynków huty i osady(66). Następnie postawiono dom dla urzędników, a robotników umieszczono początkowo w przebudowanym młynie. Po wybudowaniu niezbędnej infrastruktury i wielkiego pieca, odlewni, pomieszczenia na dmuchawę, kuźni oraz pomieszczeń magazynowych i gospodarczych, w czerwcu 1805 roku huta rozpoczęła działalność (m.in. dzięki bogatym złożom limonitu znajdującym się w utworzonych po III rozbiorze Polski w 1795 roku Prusach Nowowschodnich).

Intensywne czerwone płomienie wznoszą się w czarne niebo. Widok ten uzupełniony jest przez monotonny ruch potężnych, hałaśliwych urządzeń i przez szum spienionego potoku, który spada na obracające się koła. Jesteśmy przy hucie żelaza. Z olbrzymiego pieca odlewniczego żelazo wypływa niczym rzeka ognia. Widok jest zaskakujący. W jasnoczerwonym blasku ognia półnadzy, osmoleni mężczyźni krzątają się między rozpalonymi masami. Podniecają ogień w piecu, czerpią płynne żelazo lub wkładają potężnymi obcęgami rozżarzone kawały żelaza pod młoty, które z wielkim rozmachem nadają im odpowiedni kształt – sztab lub blach. A czarny las wokół przygląda się w milczeniu(67).

Jak wynika z dokumentów zachowanych w Archiwum w Olsztynie, wyroby z huty sprzedawano w Kętrzynie, Orzyszu, Ełku, Węgorzewie, Żytkiejmach, Gąbinie i Insterburgu:(68)

Żelazo produkowane tutaj jest bardzo kruche i niezdatne do przekuwania; używa się go zatem tylko do odlewów. Odlewa się tu przeważnie garnki, płyty, paleniska i odważniki; inne prace wykonuje się tylko na zamówienie. Wszystkie bez różnicy towary sprzedawane są po 4 pruskie grosze za funt. Głównym artykułem zbytu są garnki, które wywozi się do Księstwa Warszawskiego; w kraju po największej części zbywa się tylko prace zamówione(69).

Gotowe wyroby sprzedawano także w samej hucie, o czym informowali m.in. proboszczowie pobliskich parafii, którzy po niedzielnych nabożeństwach odczytywali ogłoszenia:

Będzie publikowano i do wiadomoścy podano, wszem w obec, względem przedawania zalaznich Garcow w Wądolku, ze tilko dwa dni w Tigodnu iest wydane do przedawania tich garncow, to iest w poniedziałek i we czwartek, w insze dni niech się nikt nie wazy tich garcow kupować bo nie będzie przedawano. W Wądolku dnia 24 Julynsza Ano 1895 Królewski Pruski Amt Huttni(70).

Huta w Wądołku dawała zatrudnienie wielu osobom, co spowodowało ożywienie gospodarcze tego ubogiego obszaru na południowym skraju Puszczy Piskiej. Świadczy o tym choćby wzrost ludności: w 1805 roku osadę zamieszkiwało 89 osób, w tym 30 mężczyzn, 16 kobiet i 43 dzieci(71), w 1812 mieszkało już 120 osób i 153 w 1877 roku(72). Byli to zarówno prości robotnicy, jak też specjaliści sprowadzeni z Saksonii, Nowej Marchii i Pomorza.

…i jej upadek

Stosunkowo słabe jakościowo wyroby, rozwój hutnictwa w Niemczech oraz rozwój sieci kolei żelaznych, a więc konkurencyjność jakościowa i cenowa doprowadziły do spadku sprzedaży wyrobów wytwarzanych w Wądołku, a to do upadku huty. Stopniowo ograniczano produkcję, a w 1880 roku, po 75 latach działania, hutę zamknięto. W 9 lat później rozebrano wielki piec, a tym samym definitywnie zlikwidowano hutę (był to równocześnie koniec hutnictwa w Puszczy Piskiej). Od tego czasu znaczenie osady położonej nad Rybnicą stopniowo malało. W mieszkaniu, opuszczonym w październiku 1880 roku przez ostatniego dyrektora huty, zamieszkał leśniczy Schmidt(73). Wraz ze zmianą lokatora tego najważniejszego mieszkania w osadzie nastąpiła zmiana jej charakteru: stała się osadą leśną, a leśniczówka Wondollen należała do Urzędu Leśnego Wilcze Bagno (Forstamt Wolfsbruch). Ponadto znajdowały się tu Posterunek Celny (Zollkommisariat) zajmujący 2 duże budynki oraz gospoda (Gasthaus Stärker)(74) dysponująca miejscami noclegowymi w 2 pokojach. Przy gospodzie działał też posterunek pocztowy (Poststation). W osadzie reklamowanej ze względu na idylliczne i najcichsze położenie były też pokoje do wynajęcia (Privatpensionen)(75), ponieważ w I połowie XX wieku, gdy gwałtownie rozwijał się ruch krajoznawczy, także Wądołek był chętnie odwiedzany przez turystów.

Gdy jesienią 1937 przybyłem do Wądołka, miejscowość wyglądała jak wymarła. Huta żelaza była od dawna bez ruchu, unieruchomiona, opuszczona. Woda z Młyńskiego Stawu spływała wolno i bezużytecznie przez zdewastowany i obrośnięty mchem jaz do kanału młyńskiego. Bez ruchu stało koło wodne. Jego powyłamywane łopaty nie wychwytywały już siły spadającej wody. W środku budynku z czerwonej cegły, który tu i ówdzie zaczynał się sypać, chyląc się z wolna ku upadkowi, stały tryby maszynerii bez żadnego ruchu, podobnie jak dmuchawa i młoty(76).

Główną atrakcję turystyczną osady stanowiły zarówno ruiny huty z urządzeniami hydrotechnicznym (jazy, turbiny, miechy dmuchaw, etc.), jak też jej malownicze i romantyczne położenie w głębi Wielkiej Puszczy. Zapewne dlatego nad Młyńskim Stawem, z którego spływająca woda napędzała niegdyś turbiny huty, wybudowano dla turystów pomosty i altankę widokową.

Polecenia godna wycieczka do ładnie położonej w Jańsborskiej Puszczy osady Wądołek […] gdzie istniała huta żelaza, największa w Prusach Wschodnich. Droga wiedzie lasem. Na północ od Wądołka znajdują się wśród puszczy ogromne bagna Baróg (Barloch Bruch)(77).

Taka wycieczka, ze względu na bardzo malownicze położenie osady i ducha tego miejsca, jest także dzisiaj godna polecenia, choć z osady pozostało niewiele. Po II wojnie światowej w osadzie były czytelne jeszcze zarysy fundamentów budynków. Do końca XX wieku pozostał też jeden budynek, pełniący funkcję leśniczówki Jeleni Bór. Budynek ten zupełnie niepotrzebnie rozebrano w 1993 roku, przypieczętowując tym samym los Wądołka(78). Obecnie po osadzie i hucie pozostało już niewiele śladów: resztki sklepionych magazynów (wielkiego pieca?) i urządzeń hydrotechnicznych (jaz i kanały), zarastający młyński staw, punkty widokowe na jego brzegu, pojedyncze drzewa z dawnego założenia osady, brukowana droga biegnąca do Jeży oraz spory cmentarz.

Cmentarz

Droga prowadzi nieuchronnie na cmentarz, leśny cmentarz, pełen wysokich, starych drzew. Także tutaj odczuwalny upadek; wieloletnie chwasty, niektóre groby zaniedbane i porośnięte. Rodziny pochowanych tutaj zmarłych uczyniły wszystko, co możliwe, by zachować pamięć o Zmarłych; wokół nagrobków ustawili żelazne ogrodzenia, także ze spiżu odlali krzyże i inskrypcje(79).

Cmentarz w Wądołku założono na uboczu, na południe od osady, na wysokim lewym brzegu Rybnicy, w otoczeniu lasu. Dr Walter Schlusnus, który jesienią roku 1937 zwiedzał ruiny huty, dotarł także na tę niewielką nekropolię i opisał, co na niej zastał:

Najczęściej są to niewyszukane nagrobki; niby z płyty wycięte krzyże. O ile występują bardziej artystyczne formy prowadzenia wstęgi czy linii, to zdradzają one ponadczasowe wpływ neoklasycyzmu czy biedermajeru. […] Jedyny motyw na jednym z surowych żeliwnych krzyży, to motyl z skrzydłami rozpostartymi na szerokość krzyża; kruchy motyl odlany w topornym spiżu; nie jako motyw śmierci, lecz lekki jak odwieczna myśl, echo pozostawionego życia.[…]
W innym miejscu gorejące serce i kotwica, wieczne miłość i wierność.
Albo też zwisające winne grono, symbolizujące pełnię i dojrzałość przeżytego życia [...].
Niektóre symbole poruszają i wzruszają obserwatora; choć zdobnictwo na tym cmentarzu prezentuje się raczej skromnie; dominuje szorstkie żeliwo, łagodzone tylko przez dzikie poszycie leśne, tworzące prawie nieprzenikliwą osłonę. Tym bardziej zaskakuje, niby schowany, nieodkryty, samotnie stojący krzyż kowalski, ciernisty i rozgałęziony, z artystycznie wypracowanymi liśćmi i kwiatami, niczym brązowo-karminowy krzak róży. Kto by oczekiwał tyle żywości na tym miejscu zmarłych! Nie masywne, przypominające deskę ramiona tworzą krzyż, lecz podwójne, wiotkie pędy, zakończone w poziomie romboidalnymi zwierciadłami z głowami lwów, a w pionie podobnymi medalionami z twarzyczkami dzieci. […] To wyjątkowe dzieło sztuki, poświęcone młodej kobiecie – Emilii – stoi jako przedziwny kontrapunkt do znajdujących się tuż obok ociężałych, żeliwnych, sztampowych krzyży(80).

Niestety ten wyjątkowy krzyż nie zachował się do naszych czasów. Brak też krzyży z symbolami winogron czy płonącego serca. Z cmentarza zniknęło również wiele z tych prostych, sztampowych nagrobków (np. brak tabliczki nagrobnej dwuipółletniego Paula Schnidta, którą widziałem kilka lat temu). Dzika roślinność (głównie śnieguliczka) skryła szczelnie to miejsce pochówku. Wyrosły drzewa. Natura upomniała się o odebrany jej kiedyś skrawek puszczy i koło się zamknęło – przypominając symbol na jednym z zaginionych krzyży:

Na cmentarzu w Wądołku odlany w żeliwie ornament, widoczny na jednym z krzyży nagrobnych, przedstawiający krąg utworzony przez węża pożerającego własny ogon; zdaje się kryć w sobie symbol o podwójnym znaczeniu, ilustrując nieodzowny związek życia i śmierci, początku i końca, ale też nieuchronność ludzkiego losu zapisanego w gwiazdach(81).

Do 2009 roku cmentarz był zarośnięty trawą i mchem, drzewami i krzakami, które nie pozwalały na stwierdzenie liczby mogił. Po huraganie, który 4 lipca 2002 roku przeszedł nad Puszczą Piską, cmentarz zasłoniły pnie i korony powalonych drzew, a niektóre nagrobki zostały poprzewracane i zniszczone. Tak było do 2009 roku, gdy przystąpiono do prac porządkowych (o tym dalej). Obecnie można zidentyfikować około 65 grobów, w tym kilkanaście z dającymi się odczytać inskrypcjami. Zachowały się metalowe tablice nagrobne odlewane według jednego wzoru (9 sztuk), kilka nagrobków z lastryko, po jednej tablicy z białego marmuru, drewnianej i z ciemnego szkła (zachowały się też fragmenty 2 tego typu płyt) oraz krzyże – jeden odlewany, żeliwny oraz dwa ozdobne, metalowe krzyże kowalskie. Są też rzadko spotykane na cmentarzach obramowania grobów murowane z cegły (kiedyś były one podstawą żeliwnych ogrodzeń). Najstarszy dający się zidentyfikować nagrobek pochodzi z 1864 roku i znajduje się na grobie właściciela wądołeckiego młyna Th. Schnarza.

Piskorzewo

Z Wądołka, w kierunku północnym, prowadzi droga w niespotykanym niebieskoturkusowym kolorze. Ten niecodzienny kolor zawdzięcza szlace pochodzącej z pobliskiej huty żelaza, używanej do utwardzania dróg gruntowych. Po około 2 kilometrach docieramy do sąsiedniej osady, a raczej do tego, co po niej zostało.
Piskorzewo (Piszkorszewen, Piskorzewen, już od 1904 roku Königsdorf) to osada szkatułowa powstała w 1758 roku wzdłuż Jeziora Piskorzewskiego (Königsdorfer See) oraz na prawym brzegu rzeczki Rybnica (tej, która płynie przez Wądołek). „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego” podaje tylko: Piskorzewo – wieś na pol.-prus. Mazurach, pow. Jańsborski, st. poczt. Dłotowo82. Nieco więcej szczegółów ujawniają wspomnienia jednej z mieszkanek wsi:

Gmina Piskorzewo (Königsdorf) składała się z 3 osad:
– Königsdorf miał najwięcej mieszkańców i szkołę,
– Wądołek (Wondollen) służył Posterunkiem Celnym (Zollkommisariat) zajmującym dwa duże budynki, oraz leśniczówką (należącą do Urzędu Leśnego Wilcze Bagno, Forstamt Wolfsbruch) i gospodą Stärkert, do której dołączony był posterunek pocztowy (Poststation),
– Nowy Wądołek (Henriettental) poza leśniczówką miał tylko 7 zagród, ale za to u nas mieszkał naczelnik gminy (Amtsvorsteher) Neumann oraz burmistrz (Bürgermeister) Tutasa(83).

W 1939 roku gmina liczyła 275 mieszkańców (wcześniej w 1871–189 osób, 1895–248, 1925–307, 1933–287). W roku 1890 pożar zniszczył całkowicie wieś, która jednak została odbudowana przez państwo. Na przełomie XIX i XX wieku powstała szkoła, w której w 1938 roku pracował 1 nauczyciel uczący 56 dzieci.

Miło wspominam cztery szkolne lata spędzone w Piskorzewie. Dzisiaj muszę stwierdzić, że nasz nauczyciel, pan Steinbrücker, nawet jeśli wydawał się czasami srogim, nauczył nas wiele. Osiem roczników w jednej izbie szkolnej – to było trudne zadanie(84).

Po II wojnie światowej wieś została rozszabrowana i zniszczona, pozostały tylko dwa gospodarstwa. Jedno z nich, należące do Lasów Państwowych, rozebrano w 2001 roku, a teren po nim zaorano i zalesiono. Obecnie są także dwa gospodarstwa: w czasie gdy jedno gospodarstwo rozbierano, tuż obok wybudowano drewniany dom. Na południowym krańcu wsi, po drugiej stronie rzeczki Rybnicy, znajduje się zarośnięty gęstymi krzewami leśny cmentarz (ok. 75×75 m, otoczony płytkim rowem).
Nowy Wądołek (Henriettental) należał administracyjnie do Piskorzewa. Osada powstała w 1811 roku jako wieś dzierżawy wieczystej(85). Obecnie z 7 domów i leśniczówki(86) pozostały tylko ślady i prowadzące donikąd schody…
Gospodarstwo Grodzia (Grodzie(87), Vogelsang) znajdowało się na zachód od Nowego Wądołka, oddzielone strumykiem-kanałem Barłogi (Balders Graben) oraz częściowo osuszonymi moczarami (Barloch Bruch ok. 1500 hektarów). Był to założony w 1821 roku majątek dzierżawy wieczystej, po którym został tylko zarys fundamentów budynków, kilka lip oraz niewielki rodzinny cmentarz. Potężny huragan, który w lipcu 2002 roku zniszczył otaczający las, oszczędził rosnące na cmentarzu lipę i dąb, pomiędzy którymi stoi symboliczna w swojej wymowie figura Chrystusa, który samotny, z obłamanymi rękoma, pochylną głową smutno patrzy w ziemię…

III  Wioski położone na prawym brzegu Pisy

Poszukując śladów zagubionych wiosek, najmniej spenetrowałem obszar położony na prawym brzegu rzeki Pisy. Nieocenioną pomocą w poszukiwaniu śladów wiosek są stare mapy. Na opisywanej wcześniej mapie Schröttera, pomiędzy Jeżami i Piszem, widnieją nazwy wsi, których dzisiaj już nie ma: Kl. Wollischken, Hammergehsen, Kl. Paaszken, Schiast, Biallibrzegy i nieco na zachód Vorder Pogobien. Większość tych wiosek miała wspólny początek: zostały założone na przełomie XVII i XVIII wieku jako osady szkatułowe… ale też wspólny koniec Wolisko Małe (Wollischken, Kl. Wollisko, od 1938 Reihershorst) wioska założona w 1699 roku. (lub w 1707 roku jako osada szkatulowa)(88). Była to duża wieś, która w 1939 roku liczyła 232 mieszkańców (wcześniej w 1871–127, 1895–95, 1925–249, 1933–244 osób). Szkoła w pobliskich Jeżach (Gehsen). Obecnie na skraju byłej wsi i doliny rzeki Pisy, tuż przy drodze do Wądołka widoczny jest bunkier i resztki umocnień. Pozostał też cmentarz z grobami mieszkańców oraz płyta nagrobna upamiętniająca poległych 8 lutego 1915 roku żołnierzy.

Paski Małe (Kl. Paaszken, Kl. Paasken, od 1938 Pasken)(89) osada założona w 1716 roku, licząca 104 mieszkańców w 1933 i 91 w 1939, po której pozostały też tylko fundamenty domostw oraz malowniczo położony na niewielkim wzniesieniu cmentarz leśny, na którym pochowanych jest 9 niemieckich żołnierzy poległych 15 lutego 1915 roku oraz 4 nieznanych rosyjskich żołnierzy. Są też groby mieszkańców wsi.
Szast (Sziast, Schiast, od 1938 Schast), powstał jako osada szkatułowa w 1704 roku pośród bagien Barloch Bruch i Wygrzeli Bruch. W „Słowniku geograficznym…” zapisano tylko: Szast, wieś nad jez. Pogóbskiem, pow. Jańsborski.
Drewniana zabudowa wsi wielokrotnie padała pastwą ognia, m.in. w połowie XIX wieku oraz podczas działań wojennych zimą 1914/1915, kiedy to domostwa opuszczone przez mieszkańców (którzy skryli się w lesie) zostały podpalone przez Rosjan. Ocalały tylko nieliczne budynki oraz stojąca w środku wsi murowana szkoła, wzniesiona pod koniec XIX wieku. W roku 1935 w szkole tej (która istniała od 1779 lub 1745 roku)(90), jeden nauczyciel uczył 45 dzieci. Tuż obok szkoły istniała gospoda, którą prowadził Adolf Okrogli. Wieś szybko została odbudowana ze zniszczeń wojennych, a drewniane chałupy zastąpiono murowanymi domami z gankami, nadając jednolity wygląd wsi. Jednak nie na długo, ponieważ:

…wioska została ewakuowana 21 stycznia 1945. O godzinie 7 rano wszyscy mieszkańcy na rozkaz pomocnika gminnego (Gemeindediener) musieli stawić się z wozami przygotowanymi do ucieczki, zabierając tylko rzeczy najniezbędniejsze. Zebrało się około 15 załadowanych dobytkiem wozów. Przemówił sołtys (Ortsbauernführer) ubrany w mundur S.A. Zapewniał, że muszą opuścić wieś, aby parę kilometrów dalej schronić się w lesie, lecz wkrótce powrócą, bo Rosjanie zostaną przepędzeni. Kolumna udała się w stronę Mrągowa, gdzie dotarła już bez burmistrza, który wraz z rodziną zaraz po opuszczeniu wsi zniknął gdzieś. A mieszkańcy już nie powrócili do swojej wsi(91).

Po wsi liczącej 208 mieszkańców w 1933 i 194 w 1939, pozostały fundamenty domów i szkoły oraz zarastający coraz bardziej cmentarz (ok. 40×50 m.), na którym znajduje się kilka nagrobków oraz liczne ich resztki.
Administracyjnie do Szastu należał przysiółek Nowydział (Nowidzial, Schastenbruch), o którym w „Słowniku geograficznym…” zapisano tylko: leśniczówka, pow. jańsborski, st. poczt. Johannisburg. W czasie spisu ludności w 1939 roku w wiosce i przysiółku mieszkały194 osoby.

Wiele z tych osób pracowało w sąsiadującym ze wsią Nadleśnictwie Wilcze Bagno (Forstamt Wolfsbruch). Najczęściej zatrudniani byli oni do prac sezonowych – mężczyźni przy ścinaniu drzew i ich transporcie, kobiety w szkółkach i uprawach leśnych. „Słownik geograficzny…” podaje: Wolfsbruch, nadleśnictwo w pow. jańsborskim. Dzieli się na 4 okręgi, st. poczt. Johannisburg. Te podległe Nadleśnictwu Wilcze Bagno jednostki to leśnictwa (Rewirförstereien): Wondollek, Hahnebruch, Wolfsbruch oraz najbardziej wysunięte na północ leśnictwo Birkenbuch(92), czyli Białobrzegi (Bialibrzegi, Biallibrzegy), na mapie Schröttera wymieniane jako podleśniczówka, a w „Słowniku geograficznym” z 1880 roku jako: Białobrzegi, niem. Biallebrzegi, leśnictwo pow. jańsborski, niedaleko Jańsborka. Wędrówkę po zgubionych wioskach Puszczy Piskiej kończymy w pobliżu Pisza, w miejscu gdzie istniała kiedyś wieś Pogobie Przednie (Vorder Pogobien, Vorderpogauen) położona nad jeziorem o tej samej nazwie (Vorderpogauer See, Jezioro Pogóbskie). Była to niewielka, licząca zaledwie kilka gospodarstw wieś, założona w 1707 roku jako osada szkatułowa, administracyjnie należąca do Pogobia Środkowego (obie wsie liczyły w 1939 roku 482 mieszkańców). Obecnie pozostał tylko niewielki cmentarz oraz coraz mniej czytelne ślady w krajobrazie. Na koniec zacytuję raz jeszcze literackiego patrona projektu: Ginęli chałupnicy, dzieci, bydło, lecz wieś nie ginęła93. My możemy dodać: a jeśli wieś zginęła, to ktoś zadba o jej pamięć!

Post Scriptum, czyli ciąg dalszy niedokończony

Poznawanie historii i odkrywanie „własnych Mazur”, wynikające z faktu zamieszkania na Mazurach, ciekawości otaczającego świata, lektura Wiechertowskich „Dzieci Jerominów” i innych książek oraz publikacji regionalnych (w tym „Borussii”), wspomnienia rodzinne – nie te doświadczone, lecz przekazane przez Rodziców, którzy wspominali pozostawioną gdzieś daleko, w Galicji Wschodniej, swoją zagubioną wioskę – Trościaniec Wielki94 (z zarastającym krzakami i drzewami cmentarzem, na którym pochowano ich najbliższych), w końcu wizyta w 2001 roku w tej wsi na kresach (w której z 317 gospodarstw pozostało 5), sprawiły, że napisałem wówczas tekst o wioskach, o których kroniki nie mówią (ten kilkustronicowy tekst rozrastał się do wymiarów niniejszej publikacji).
Tekst ten stał się zaczątkiem i równocześnie ideą projektu „Zagubione wioski Puszczy Piskiej”, którego mottem są cytowane na wstępie słowa Ernsta Wiecherta. W kolejnych latach przewidziane jest porządkowanie kolejnych zagubionych wiosek, wytyczenie i oznakowanie szlaku pieszo-rowerowego oraz przygotowanie folderów, map turystycznych i publikacji książkowej95.

Krzysztof A. Worobiec

1. Artykuł ten jest obszernym fragmentem publikacji, która nakładem wydawnictwa „Borussia” ukaże się pod redakcją Krzysztofa Worobca w ramach serii wydawniczej Stowarzyszenia Sadyba „Ślady w Krajobrazie”.
2. Tamże.
3. Zmarł 24 sierpnia 1950 roku w Szwajcarii.
4. J. Rosłan, Ernst Wiechert. Życie i dzieło, 1992, Olsztyn; Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego.
5. H.-M. Pleßke, Der die Herzen bewegt. Ernst Wiechert Dichter und Zeitzeuge aus Ostpreußen, 2003, Hamburg: Landsmannschaft Ostpreußen..
6. E. Wiechert, dz. cyt,.
7. M. Toeppen, Historia Mazur. Przyczynek do dziejów krainy i kultury pruskiej. Według źródeł pisanych i rękopiśmiennych przedstawił, [Danzig 1870], rep., tłum. M. Szymańska-Jasińska,  Olsztyn: Borussia, 1998,.
8. F. J. Maciejewska, Geneza, rozwój i przemiany sieci osadniczej regionu piskiego od XIII wieku do 1988 roku, 1995, Olsztyn: Ośrodek Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego.
9. Mazury. Słownik stronniczy, ilustrowany, red. W. Mierzwa, 2008, Dąbrówno: Retman, Warszawa: Baobab.
10. F. J. Maciejewska, dz. cyt.
11. Ur. w 1935 roku w Ełku, mieszkający obecnie w Niemczech.
12. S. Lenz, Muzeum ziemi ojczystej, tłum. E. Borg, M. Przybyłowska, 1991, Warszawa: Czytelnik.
13. Tamże.
14. R. Traba, Wschodniopruskość. Tożsamość regionalna i narodowa w kulturze politycznej Niemiec, Olsztyn: Borussia 2007 (wyd. III); J. Salm, Odbudowa miast wschodniopruskich po I wojnie światowej. Zagadnienia architektoniczno-urbanistyczne, 2006, Olsztyn: Borussia.
15. K. Śmigielski, Kronika Nadleśnictwa Maskulińskiego, niepubl. rkps.
16. Tamże.
17. Zob. K. A. Worobiec, Zmiany krajobrazu – próba opisu, w: Borussia 39/2006, s. 151.
18. K. Śmigielski, dz. cyt.
19. E. Wiechert, dz. cyt.
20. Tamże.
21. Tamże.
22. Tamże.
23. Tamże.
24. G. Białuński, Kolonizacja „Wielkiej Puszczy” (do 1568 roku). Starostwa piskie, ełckie, straduńskie, zelkowskie i węgoborskie (węgorzewskie), 2002, Olsztyn; Towarzystwo Naukowe OBN.
25. Tamże.
26. Karte von Ost Preussen nebst Preussisch Litthauen und West Preussen nebst dem Netzedistrict (ca. 1:160 00). Aufgenommen unter Leitung des koenigl. Preuss. Staatsminister Frey Herr von Schrötter in den Jahren 1796 bis 1802. Gest .von Carl Jaeck, Heinrich Kliewer und Paulus Schmidt 1802-1804.
27. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, red. B. Chlebowski, W. Walewski wg planu F. Sulimierskiego, 1890, Warszawa: Wł. Walewski.
28. E. Wiechert, dz. cyt.
29. Tamże.
30. Tamże.
31. Pisz, z dziejów miasta i powiatu, red. W. Korycka, 1970, Olsztyn: Pojezierze.
32. R. Traba, Kraina tysiąca granic. Szkice o historii i pamięci, 2003, Olsztyn: Borussia.
33. R. Traba, Wschodniopruskość…
34. Dr Max Simoneit, Die masurischen Seen, Loetzen 1927.
35. E. Wiechert, dz. cyt.
36. E. Bielawski, Ostatnie dni Sowirogu, Słowo na Warmii i Mazurach, nr 9, 1974.
37. Tamże.
38. Tamże.
39. J. Rosłan, dz. cyt.
40. Stan z września 2009 r. Informacje dotyczące wszystkich cmentarzy opisanych w tym tekście mogą ulec zmianie (ze względu na stan zachowania).
41. Autor w swoich wspomnieniach przekręcił niektóre nazwiska – na nagrobkach widnieją nazwiska: Ollech, Schillak.
42. G. Schiwy, Eine Drei-Tage-Wanderung um den Niedersee, w: Johannisburger Heimatbrief 2007; tłum.
KAW.
43. W 2009 r. został ogrodzony przez pracowników Nadleśnictwa Pisz i uporządkowany przez wolontariuszy.
44. E. Bielawski, dz. cyt., autor używa spolszczonej formy nazwiska mieszkańców Sowirogu: Emila i/lub Fritza Schillack vel Schillak.
45. M. Wańkowicz, Na tropach Smętka, 1980, Warszawa: Wydawnictwo Literackie.
46. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…
47. G. Białuński, dz. cyt.
48. M. Toeppen, dz. cyt.
49. G. Ch. Pisanski w: Max Toeppen, dz. cyt.
50. Obecnie Spychowo, Max Toeppen, dz. cyt.
51. Mieczysław Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmii, Warszawa 1922.
52. Masuren – ein Wegweiser durch das Seengebiet und seine Nachbarschaft, 1927 (w:) Johannisburger Heimatbrief 1987.
53. G. Schiwy, dz.c yt.
54. E. Wiechert, dz. cyt.
55. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego…
56. M. Orłowicz, dz. cyt.
57. Pisz…, dz. cyt.
58. M.in. P. Olszak, Najstarsza chata mazurska, Znad Pisy nr 11, 2002.
59. P. Rosenwall [Gotfried Peter Rauschnick], Bemerkungen eines Russen über Preussen und dessen Bewohner, gesammelt auf einer im Jahr 1814 durch dieses Land unternommene Reise, Mainz 1817, internet: http://books.google.pl/books, z 12.08.2009, tłum. KAW.
60. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego….
61. Gerhard Wippich, Gerhard Bosk, Ulrich Haffke, Im Lichte der Erinnerung, 2001, 200: Selbstverlag Kreisgemeinschaft.
62. M.in. M. Toeppen, dz. cyt.; Pisz…, dz. cyt.; R. W. Pawlicki, Wądołek – zapomniany ośrodek hutnictwa na Mazurach, Znad Pisy, nr 5, 1997, B. Wacławik, Kilka uwag o hucie żelaza w Wądołku raz jeszcze, Znad Pisy, nr 16, 2007.
63. Wądołka (Wondollek Fliess, Wondoller Fliess), strumyk łączący jeziora Brzozolasek, Pogubie Wielkie i Małe, Kały i Piskorzewskie, prawy dopływ Pisy, zob.: Pisz…, dz. cyt.
64. Wądołek (Wondollek See), nieistniejące  jezioro o pow. 11,63 ha na południe od osady, obecnie łąka obok strumyku Wądołka, por.: Pisz…, dz. cyt.
65. Dr Albert Zweck, Mazury, Stuttgart 1900, reprint  Łomża 2004.
66. B. Wacławik, dz. cyt.
67. M. Rosenheyn, Reise-Skizze aus Ost und Westpreussen, Bd.2 Danzig 1858, za R. W. Pawlicki, dz. cyt.
68. B. Wacławik, dz. cyt.
69. P. Rosenwall [Gotfried Peter Rauschnick], dz. cyt.
70. Tamże.
71. Tamże.
72. Tamże.
73. E. J. Guttzeit, Der Kreis Johannisburg, Ein ostpreußisches Heimatbuch, 1964, Würzburg: Holzner.
74. R. Althaus, Kindheitserinnerungen aus der Johannisburger Heide, (w:) Johannisburgrer Heimatbrief, 1986.
75. Das südliche Ostpreußen, ein Reisehandbuch, (w:) Johannisburgrer Heimatbrief.
76. Dr W. Schlusnus, Die Schlange auf dem Grabkreutz von Wondollen, Johannisburger Heimatbrief 1983.
77. M. Orłowicz, dz. cyt.
78. R. W. Pawlicki, dz. cyt.
79. Dr W. Schlusnus, dz. cyt., tłum. KAW.
80. Tamże.81 Tamże.
82. Słownik geograficzny…, dz. cyt.
83. R. Althaus, dz. cyt.
84. Tamże.
85. F. J. Maciejewska, dz. cyt.
86. Zob. przypis 100.
87. Zob. mapa 1:100 000, arkusz 169 Johannisburg (Jańsbork), 1932, Warszawa: Wojskowy Instytut Geograficzny.
88. http://www.johannisburger-heimatbrief.de.vu/  stan: 03.12. 2009.
89. Na prawym brzegu Pisy znajdowała się osada Paski Wielkie. Komtur Konrad von Gebesattel w 1495 r. nadał przywilej: „Stanisław Cwalina otrzymał 3,5 łanu, które zakupił wcześniej od Turowskiego. Nadano mu je na prawie magdeburskim za pomoc jego w służbie (w 1540 roku dobra określano jako »Cziperto«, ale już w 1579
About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Zagubione wioski Puszczy Piskiej i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.