Żwirownie niszczą krajobraz Warmii i Mazur

Liczba kopalni żwiru w regionie dramatycznie wzrasta. Ekolodzy biją na alarm: – Jeśli tak dalej pójdzie, Warmia i Mazury będą wyglądały jak ser szwajcarski

Przedsiębiorcy, którzy chcą uruchomić małą żwirownię, składają podanie o koncesję do starostwa powiatowego, jeśli kopalnia ma mieć ponad trzy hektary – do urzędu marszałkowskiego. Zanim dostaną zgodę, muszą przedstawić opinię środowiskową, która określi, jak żwirownia wpłynie na przyrodę.

W ostatnich latach w regionie przybywało najwyżej kilka kopalni rocznie. Ale w 2006 roku samorządy wydały już 11 koncesji na wydobywanie złóż. To więcej niż w ciągu trzech poprzednich lat razem wziętych. Niektóre będą pracować nawet do 2025 roku.

W tym roku przybędą następne kopalnie surowców mineralnych, największa na ponad 200 ha w pobliżu Biskupca, niedaleko łąk Dymerskich i rezerwatu Zabrodzie. – To może przynieść opłakane skutki dla środowiska. Żwirownia spowoduje osuszenie łąk oraz tamtejszego torfowiska – przestrzega prof. Zbigniew Endler, ekolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

– W pobliżu jest użytek ekologiczny i miejsce, w którym odpoczywają ptaki. Dlatego natychmiast oprotestowaliśmy tę lokalizację – mówi Krzysztof Worobiec ze stowarzyszenia Sadyba. I dodaje, że kopalnie żwiru to kompletnie obcy element w naszym krajobrazie. Wylicza, że w miejscach, gdzie wybierany jest materiał, powstają leje depresyjne, wydobywanie kamienia powoduje obniżanie poziomu wód gruntowych, a to z kolei prowadzi do osuszania pól, łąk i lasów. – Żwirownie muszą powstawać, ale pozwolenia na ich otwarcie są teraz wydawane zbyt pochopnie – twierdzi. – Nikt nie patrzy na problem w skali województwa i jak tak dalej pójdzie, Warmia i Mazury będą wyglądały jak ser szwajcarski.

Zwrócił na to już uwagę znany fotograf Mieczysław Wieliczko, który mnóstwo czasu spędza, utrwalając piękno warmińsko-mazurskiego krajobrazu. – Należałoby nad tym zapanować. Najczęściej ktoś rozkopuje teren i po wybraniu piachu zostawia wyrobisko – mówi.

Mniej zaniepokojeni są leśnicy. – Zanim żwirownia powstanie i tak przygotowywana jest ocena jej oddziaływania na środowisko – mówi Stanisław Dąbrowski z Rejonowej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. Jeśli by była negatywna, urzędnicy nie wydaliby zgody na otwarcie żwirowni.

Żwirownie na Warmii i Mazurach powstają, choć materiał w nich wydobywany nie jest wcale najwyższej jakości. – Firmy, które budują dla nas drogi i tak sprowadzają go z południa Polski, a nawet Szwecji i Białorusi – mówił nam niedawno Mirosław Nicewicz, dyrektor oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie.

Iwona Liżewska, dyrektor Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków: – Tu ścierają się dwie potrzeby: gospodarcza i krajobrazowa. Żwir trzeba gdzieś wydobywać, ale nie wolno robić tego tam, gdzie krajobraz ma szczególne walory. Należałoby wyznaczyć strefy, w których tworzenie żwirowni byłoby zabronione.

Władze województwa nie obiecują nic konkretnego, co uspokoiłoby ekologów. – Wiem, że powinniśmy ostrożnie wydawać koncesje i nie powinno być ich zbyt wiele. Ale trzeba pogodzić interesy różnych stron, a to nie jest takie proste – mówi Jarosław Słoma z zarządu województwa.

Ekolodzy stawiają sprawę jasno: urzędnicy muszą się zdecydować. – Największym problemem naszego województwa jest to, że władze samorządowe nie potrafią określić, czy mamy być regionem turystycznym czy przemysłowym. To drugie rozwiązanie jest dla nas bardzo niebezpieczne, bo może doprowadzić do degradacji cennej przyrody – mówi Endler. – Jeśli tempo wydawania koncesji się utrzyma, to w 2020 roku będziemy mieli u siebie księżycowy krajobraz zupełnie jak w Żabim Rogu [gdzie jest jedna z największych w regionie żwirowni – red.].

Tomasz Kurs, Mariusz Kowalewski
Gazeta Wyborcza Olsztyn
25.07.2007

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Krajobraz naturalny i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.