Dolina obłudy

Niewielka Rospuda podzieliła społeczeństwo na zwolenników budowy obwodnicy Augustowa kosztem natury i zwolenników trasy alternatywnej chroniącej unikalne bagna. Gwałtowny spór nie doprowadził jednak do dyskusji o powodach zaistniałej sytuacji, czyli o gwałtownie rosnącym transporcie samochodowym.

Tiry nie są problemem tylko Augustowie – spotkać można je wszędzie: na Mazurach przez wioskę Zgon suną wzdłuż jeziora, w Ukcie pędzą po moście, przy którym turyści kończą spływ rzeką Krutynią, w Rucianem-Nidzie obiad spożywa się wdychając opary spalin pędzących tuż obok tirów. Jedna z gazet podała zatrważające statystyki: rocznie przez Polskę przetacza się ponad milion tirów, a jeden rozpędzony kolos powoduje zniszczenie dróg jak 160 tysięcy samochodów osobowych! Dużo większe i trudniejsze do oszacowania są straty w pobliżu dróg (pękanie domów, konieczność wymiany okien na dźwiękoszczelne itp.).

Drogi mamy fatalne i od lat nie ma brak autostrad, obiecywanych przez wszystkie rządy. Teraz okazało się, że jest winni są temu ekolodzy, przez których Polska nie może się rozwijać! Tak wynikało z wypowiedzi przedstawicieli rządu i samorządów. „Nie możemy być skansenem Europy” powtarzali decydenci, nie widząc tendencji w polityce transportowej Unii Europejskiej. Jednak to, co według niektórych jest wizją rozwoju, wywołuje sprzeciw Komisji Europejskiej, która widząc negatywne skutki rozwoju samochodowego transportu ciężarowego, stworzyła projekt Marco Polo, którego „celem jest doprowadzenie do redukcji przewozu ładunków transportem drogowym, rozwoju transportu intermodalnego oraz zmniejszenia negatywnego wpływu transportu na stan środowiska naturalnego, a przez to – osiągnięcie efektywnego i zrównoważonego rozwoju na terenie Wspólnoty”.

Krótko mówiąc chodzi o rozwój „transportu kombinowanego” łączącego przewozy samochodowe z transportem przyjaznym środowisku: żeglugą i koleją. Koszty zewnętrzne takiego rozwiązania są dużo niższe: w transporcie kolejowym wynoszą one 12,35 euro/1000 tkm, podczas gdy w samochodowym 24,12 euro/1000 tkm. Również koszty społeczne w odniesieniu do wypadkowości są niższe o 60–80 % w porównaniu do transportu samochodowego. Dlatego na projekty, które doprowadzą do zmniejszenia zatłoczenia na drogach Unia przeznaczyła 100 mln euro w latach 2003–2006 i kolejne 400 mln euro do 2010 roku.

Podlasie (Augustów!), Warmia czy Mazury są regionem, w którym idealnym rozwiązaniem byłoby ograniczenie transportu drogowego przez zastąpienie go transportem alternatywnym zgodnie z hasłem „tiry na tory” poprzez zorganizowanie systemu przewozu samochodów ciężarowych lawetami kolejowymi (takie rozwiązania są stosowane w innych krajach np. Szwajcarii i Austrii). Jednak zamiast propozycji rozwiązań alternatywnych słyszymy, że „jeśli rząd ugnie się przed ekologami to możemy zapomnieć o nowych drogach”! Przypomnę, że już poprzedni rząd chciał pomóc drogowcom, dlatego w ustawie o ochronie przyrody z 16.04.2004 r. zapisano, że bez zezwolenia można wycinać drzewa przydrożne niszczące jezdnie. To, co miało przyspieszyć modernizację dróg, w praktyce doprowadziło tylko do masowych wycinek alei przydrożnych stanowiących o wyjątkowości krajobrazu Polski. Stan dróg nie uległ poprawie, za to krajobraz został trwale okaleczony.

Podczas gdy „zielona rewolucja” – spontaniczny ruch obrońców przyrody obejmujący wszystkie grupy społeczne – pokazała, że spora cześć społeczeństwa poważnie traktuje konstytucyjny obowiązek troski o dziedzictwo przyrodnicze, rząd i samorządy wydają się tego nie rozumieć i zamiast szukać rozwiązania alternatywnego, brną coraz bardziej w bagno niczym to nad Rospudą.

Krzysztof A. Worobiec,
Gazeta Wyborcza, 27 września 2007 r.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Krajobraz naturalny, Ochrona krajobrazu i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.