Toskania Północy. Drogi i bezdroża rozwoju Warmii i Mazur

„Jakiś szał wyzbywania się, niszczenia i przerabiania, lub barbarzyńskiego sposobu „odnawiania” najpiękniejszych pozostałości po dawnych czasach ogarnął naród, grożąc przerwaniem ciągłości nici kulturalnej wiążącej ze sobą pokolenia”(1).

Kazimierz Mokłowski napisał te słowa ponad 100 lat temu, ale są one bardziej aktualne obecnie niż wtedy, gdy były pisane. Warmia i Mazury po wejściu Polski do Unii Europejskiej otrzymała po raz kolejny w swojej historii wyjątkową szansę: rekordowo wysoką unijną dotację (około 2 miliardów euro) „takiej kasy na inwestycje, rozwój, szkolenia, nowoczesne technologie Warmia i Mazury jeszcze nie widziały”(2). Wszyscy się cieszą, rzadko kto precyzuje co się kryje pod pojęciem rozwój regionu? Z oficjalnych wypowiedzi wiadomo, że największa część z obiecanych unijnych pieniędzy ma być przeznaczona na „rozwój infrastruktury”, a konkretnie na budowę dróg. Najczęściej słyszymy: „musimy budować drogi by się rozwijać”. Jednak sama budowa dróg to przecież mało – muszą one nas, tzn. region dokądś zaprowadzić! Dokąd? Czy i jak przyczynią się do rozwoju? Regionu, który ze względu na położenie geograficzne, piękno krajobrazu, uwarunkowania historyczne – czyli swoją specyfikę – wymaga szczególnej troski.

Mazury wraz z Warmią (w tym wypadku taka kolejność jest poprawna) są miejscem szczególnym, jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce(3), znanym też w Europie i nie tylko. Po Tatrach i Wybrzeżu Bałtyckim to właśnie mazurski krajobraz(4) przyciąga rzesze turystów z kraju i zagranicy. Atutem regionu są jeziora (Kraina Tysiąc Jezior), bogactwo lasów, relatywnie nienaruszona przyroda (ilość i jakość zasobów przyrodniczych jest wyjątkowa w skali Polski i Europy), oraz położenie na uboczu wielkiego świata (choć to dla wielu jest zapewne wadą – szczególnie dla mieszkańców). O atrakcyjności krajobrazu naturalnego zadecydował głownie lodowiec, natomiast krajobraz kulturowy ukształtowany został przez naszych poprzedników: czerwone zamki krzyżackie, budownictwo sakralne, liczne pałace i dwory, budownictwo ryglowe, warmińskie kapliczki, drewniane budownictwo południowych Mazur (w tym podcieniowe) – wszystko zostało harmonijnie wpisane w zastany krajobraz. Wszystkie elementy krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w jedną harmonijną całość łączą drogi obsadzane drzewami tworzącymi piękne aleje, nadając zarówno samym drogom, jak też krajobrazowi cechę szczególną – bo rozpoznawalną:

„Nie znam w Europie innego krajobrazu, który tak zdominowany jest przez aleje jak Prusy Wschodnie. Przede wszystkim lipy, ale także jesiony, dęby a nawet brzozy towarzyszą większym i mniejszym drogom. Zielone ocienione wstęgi lipowych alei przecinające żółte łany zbóż, czerwone dachy zagród wiejskich w tle, to typowy motyw – jak do namalowania”(5).

Istotnym walorem Mazur i Warmii jest jego peryferyjność (w pozytywnym znaczeniu, czyli rozumiana jako położenie z dala od zgiełku i pośpiechu wielkich metropolii) oraz swoiste „zacofanie cywilizacyjne” przejawiające się brakiem przemysłu ciężkiego i wielkich, uciążliwych dla środowiska zakładów. To zacofanie, które było kiedyś powodem do wstydu (na pewno w słusznych czasach, gdy próbowano „zrównać wieś z miastem”, a wszystkim „żyć dostatnie”) jest atutem regionu. Dzięki temu powstał mit „odległej krainy” – „oazy spokoju”, „zielonych płuc” etc, które niczym Arkadia przyciągają rzesze turystów szukających dzikości, natury i spokoju. Dzięki temu „zacofaniu” krajobraz nie został tak mocno jak w innych regionach zdegradowany. To, co stworzyła natura nadal cieszy ludzkie oko i jest bogactwem, kapitałem naturalnym Mazur i Warmii. Kapitał można oceniać różnie: to, co dla jednych jest wartością, dla innych jest bezwartościowe lub nawet utrudnieniem. To, co szukają „obcy” nie zawsze odpowiada mieszkańcom regionu, którzy marzą o bliżej niesprecyzowanym rozwoju, bo nie chcą pozostać skansenem Europy.

Modernizacja

1. Industrializacja
Warmia i Mazury nie po raz pierwszy stanęły przed historyczną szansą przyśpieszonego rozwoju. W najnowszej historii region przeżywał już przebudowy, które diametralnie odmieniały jego wygląd. Pierwsza gwałtowna zmiana zacofanych Prus Wschodnich nastąpiła w XIX wieku wraz z gwałtownym rozkwitem industrializacji w całej ówczesnej Europie. Dzięki zwycięskiemu zakończeniu wojny francusko-niemieckiej (1870–1871) i około pięciu miliardów franków kontrybucji, które Niemcy otrzymały tytułem odszkodowań wojennych, państwo stać było na zwiększone wydatki publiczne. Nastąpił więc wzmożony ruch budownictwa publicznego, w tym szkolnego. Budowanie szkół miało szczególną wagę – z tego okresu pochodzą liczne, stojące do dziś, solidnie wybudowane szkoły ludowe – z dobrze wypalonej czerwonej cegły, kryte dachówką ceramiczną, odróżniające się swoją architekturą od tradycyjnego, oblicza wsi mazurskiej(6) Do końca XIX wieku wszystkie miasta powiatowe Warmii i Mazur przyłączone zostały do sieci kolejowej(7), zakładano w nich kanalizację
i wodociągi, etc. Miasteczka, które tak naprawdę były tylko większymi wioskami zmieniały swoje oblicze na miejskie:

„w ciągu zaledwie kilku lat wszystko się zmieniło. Założenie kanalizacji wiązało się z położeniem nowego bruku na ulicy Głównej. Ulica prezentowała się wielkomiejsko ze swoim gładkim, granitowym brukiem zamiast uprzednich okrągłych kamieni, z oświetleniem gazowym i wielkim kandelabrem przed pomnikiem kombatantów, z hydrantami i wzorową czystością” pisał o ówczesnym Ełku dr Fritz Woity(8).

Tempo tamtych zmian można prześledzić na przykładzie Olsztyna, który w ciągu kilkunastu lat z niewielkiego prowincjonalnego miasteczka przekształcił się w stolicę regionu; wzniesiono nowy ratusz, siedzibę regencji, położono instalację gazową, pojawił się telefon, wodociąg, elektryczność, tramwaj, powstawały liczne zakłady przemysłowe, etc. Rozmach i tempo tamtych inwestycji imponuje, tym bardziej, że nie zapominano o wyjątkowym położeniu miasta i potrzebach jego mieszkańców. Zadbano o tereny spacerowe, w tym o Las Miejski, w którym na początku XX w wybudowano Stadion Leśny, restaurację i kawiarnię etc. Miasto rozwijało się w konsekwentny i harmonijny sposób, zachowując swój indywidualny charakter
i prowincjonalny koloryt (jako wyróżnik pozytywny).

Pomimo gwałtowności przemian i presji inwestycyjnej związanej z industrializacją regionu, całe Prusy Wschodnie zachowały swój rozpoznawalny charakter. Cechą miast warmińskich
i mazurskich, dzięki doskonałemu wykorzystaniu naturalnych warunków terenu, które decydowały o kształcie powstających budowli, było idealne wtapianie się w krajobraz tak, że: „można je porównać do naturalnie powstałych tworów przyrody, a nie uważać za dzieło rąk ludzkich”(9). To odróżniało je od miast w innych regionach: nawet nowo budowane dworce kolejowe, budynki szkolne, browary, gorzelnie, tartaki i inne zakłady – wszystko miało odpowiednią skalę i proporcje, bo budowane było zgodnie z tradycją i doświadczeniem pokoleń (często i świadomie wykorzystywano elementy budownictwa lokalnego). Budowano solidnie oraz tak, by wykorzystać walory krajobrazu i jednocześnie ich nie niszczyć.

2. Odbudowa
Kolejna modernizacja regionu związana była paradoksalnie ze zniszczeniem w okresie I wojny światowej. Krótkie, lecz bardzo intensywne działania wojenne doprowadziły do olbrzymich strat: zniszczonych zostało 39 miast i 1900 wsi, w gruzach legło ponad 40 000 obiektów mieszkalnych i gospodarczych, a 60 000 uległo większym lub mniejszym zniszczeniom(10). Naród niemiecki w obliczu takich zniszczeń stanął do ratowania odległej prowincji przeznaczając na odbudowę znaczne środki finansowe. Odbudowa ta miała ogromny wpływ na oblicze Prus Wschodnich. Postanowiono, że należy „odbudowywać piękniej i lepiej niż było przed wojną”. Założenie to poprzez bardzo rygorystyczne i konsekwentne działania zrealizowano sprawnie: odbudowę rozpoczęto już podczas trwania I wojny światowej.

W 1915 roku rozpoczął działalność Główny Urząd Doradztwa Budowlanego w Królewcu (Hauptbauberatungsamt) mający 25 oddziałów terenowych. Wszystkie plany budowlane musiały być zaakceptowane przez ów urząd, który skrupulatnie przestrzegał określonych wcześniej zasad. Doprowadziło to do powstania w miarę jednolitego oblicza miast i wiosek, nadając mu stylistykę niemieckiego budownictwa mieszczańskiego z około 1800 r(11), które teraz postrzegamy jako wschodniopruskie. Odbudowę wykorzystano równocześnie do poprawy błędów przeszłości, korygując przebieg ulic, wprowadzając nowe standardy budowlane i sanitarne. Rozpoczęta już w trakcie wojny odbudowa narzuciła styl budowlany na kilkanaście lat – trwający praktycznie przez cały okres międzywojenny, doprowadzając także do rozwoju taniego budownictwa jednorodzinnego, prostego, ale bardzo dobrze wpisanego w otaczające środowisko(12). Oczywiście odbudowa była wykorzystana ideologicznie – miała pokazać solidność i sprawność państwa niemieckiego, które dba o prowincję na wschodzie. To z kolei przyczyniło się do wzmocnienia patriotyzmu i morale społeczeństwa a ostatecznie „odbudowane zostało poczucie łączności z resztą Niemiec”(13).

Dzięki sprawnej i ogólnonarodowej odbudowie i związanej z nią akcji propagandowej region zyskał coś jeszcze: wzrosło zainteresowanie Prusami Wschodnimi. Nastąpił wzrost zapoczątkowanych już przed I-wszą wojną światową ruchów zainteresowania ziemią ojczystą Heimatbewegung(14) (ojczyznoznawstwo) czyli ruchów regionalistycznych opartych na ochronie krajobrazu kulturowego, pielęgnacji rodzimej tradycji i umiłowaniu ojczyzny. Powstawały liczne czasopisma, przewodniki i literatura piękna opisujące uroki ziemi ojczystej, muzea regionalne, etc. Wydarzenia I wojny światowej doprowadziły do wzrostu zainteresowania losem regionu. To z kolei doprowadziło do wzrostu zapoczątkowanego już pod koniec XIX wieku zainteresowania turystycznego, które z czasem przyczyniło się do swoistego boomu inwestycyjnego. W ten sposób wiele miejscowości zyskało status miejscowości turystycznych. Przykładem może być Ruciane, które w XX w rozwinęło się jako znany kurort:

„Wyrosła tu miejscowość ze zwykłej leśniczówki na uczęszczane letnisko (…). Frekwencja letników rosła przed wojną z roku na rok – istniało tu kilkanaście willi prywatnych oraz duży dworzec gościnny (Kurhaus) Siegemunda z restauracją i 30 pokojami, gdzie też były ubikacje dla wycieczek zbiorowych”(15).

Generalnie rzecz biorąc, odbudowa Warmii i Mazur po zniszczeniach I wojny światowej podniosła standard budownictwa, narzuciła ład i porządek przestrzenny, doprowadzając do stworzenia swoistego stylu architektonicznego i urbanistycznego. Są one bardzo czytelne i tak charakterystyczne, że do dnia dzisiejszego wyraźna jest granica w krajobrazie kulturowym między byłymi Prusami Wschodnimi a terenami sąsiednimi. Okres odbudowy przyczynił się do rozwoju turystki – szczególnie intensywnie na Mazurach, nadając tej odległej krainie nowy kierunek rozwoju.

3. Dekapitalizacja
Kolejna przebudowa, która odcisnęła się wyraźnie na obliczu Warmii i Mazur, związana była z kolejną wojną. Nowy ład będący skutkiem II wojny światowej, w zamierzeniach jego architektów miał doprowadzić do unowocześnienia regionu, ale tak naprawdę doprowadził do destrukcji i stagnacji. Zmiany tego okresu miały różne przyczyny, szereg faz, ale przede wszystkim trwały znacznie dłużej i choć nie były tak gwałtowne mocno odcisnęły się na obliczu Warmii i Mazur(16). Zniszczenia wojenne, demontaż infrastruktury technicznej przez żołnierzy sowieckich i całkowita wymiana ludności oraz zmiana sposobu gospodarowania, brak poczucia własności etc., wbrew kolejnym ambitnym planom i hasłom o rozwoju i postępie, tak naprawdę nie doprowadziły do rozwoju regionu rozumianego jako stan doskonalszy od poprzedniego.

Był to okres zmian negatywnych – wystarczy popatrzeć jak szpetnie w krajobraz zostały wkomponowane bloki pegeerowskie i osiedla mieszkaniowe typu wielkomiejskiego (jak z dumą jeszcze niedawno pisano o bokowiskach w Nidzie, połączonej z byłym kurortem Rudczany w jeden organizm miejski). „Poniemieckie” pałace, dwory czy wille były rozbierane lub zamieniane na biura, szkoły, domy pomocy społecznej – oczywiście po uprzedniej modernizacji, czyli nadaniu im prostego, ludowo-robotniczego charakteru poprzez likwidację sztukaterii, przebudowę okien, drzwi i innych kapitalistycznych naleciałości. Wieloletnie zaniedbania, przez zaniechania konserwacji i remontów, brak nakładów inwestycyjnych, błędna polityka centralna marginalizująca region, doprowadziły do stopniowej dekapitalizacji tzw. substancji budowlanej, w tym bardzo wielu cennych obiektów zabytkowych (wyjątkowego skupiska pałaców i dworów!). Nastąpiło ogólne zubożenie regionu, którego skutki widoczne i odczuwalne są dzisiaj. Powrót do normalności wymaga olbrzymich nakładów finansowych, właśnie tych, które mają przypłynąć z Unii Europejskiej.

Dekapitalizacja szeroko pojętej infrastruktury ma swoje negatywne znaczenie dla regionu, ale też zalety: pozostało nienaruszone środowisko naturalne. Jest też dodatkowy „bonus” tego zapóźnienia – możemy uniknąć błędów związanych z modernizacją, analizując błędy tych, którzy taki proces przeszli w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych XX wieku. Mamy szansę wykorzystać ich doświadczenia i uniknąć tego, co oni bezpowrotnie zniszczyli, a teraz starają się dużymi nakładami finansowanymi naprawiać. Oczywiście z tych doświadczeń możemy skorzystać lub nie, by potwierdzić zasadę: mądry Polak po szkodzie.

4. Modernizacja „Wreszcie nad regionem zaświeciła unijna gwiazda”(17)
Po zmianach ustrojowych w 1989 roku, a szczególnie po wejściu do Unii Europejskiej pojawiła się kolejna szansa dla Warmii i Mazur związana z olbrzymimi dotacjami unijnymi na rozwój regionu. Z oficjalnych wypowiedzi wiadomo, że największa część z obiecanych pieniędzy ma być przeznaczona na rozwój infrastruktury, w tym głównie na budowę dróg. Poza tym unijne miliony mają być przeznaczone na budowę sieci wodno-kanalizacyjnej, oczyszczalni ścieków obiekty sportowe oraz na rozwój turystyki. Jednak największy nacisk kładzie się oficjalnie na budowę dróg. Wszyscy jak mantrę powtarzają: musimy budować drogi by się rozwijać, lub bez dróg nie ma postępu. Często słychać też frazę: musimy budować drogi, bo nie możemy być zaściankiem Europy (lub zamiennie skansenem Europy). Niektórzy mówią: wraz z rozwojem dróg dotrą do nas inwestorzy. Słowem zbliżamy się do Arkadii, krainy szczęśliwości – w jednej z lokalnych gazet artykuł na temat inwestycji drogowych zatytułowano nawet: Wreszcie nad regionem zaświeciła unijna gwiazda. Ale czy na pewno rozwój regionu jest jednoznaczny z budowaniem dróg? Czy ich budowa zapewni postęp?

„Nie można przecież wydać całego miliarda wyłącznie na drogi!”(18) powiedziała podczas wizyty w 2006 roku w Olsztynie Grażyna Gęsicka (ówczesna minister rozwoju regionalnego) mówiąc o wynoszącej 1,7 miliarda euro unijnej dotacji na rozwój regionu, argumentując:
„… nie można ograniczać projektów do dróg i oczyszczalni. Trzeba wydać pieniądze na cele, które przyniosą natychmiastowe zyski, dadzą nam podatki, miejsca pracy: na gospodarkę, przedsiębiorczość, naukę, innowacyjność, Internet.”

Drogi rozwoju

Drogi warmińsko-mazurskie jakie są każdy widzi. Dobrze, że zostaną one wyremontowane, powstaną nowe obwodnice i drogi szybkiego ruchu. To obiecują nam politycy. Drogi jako szlaki komunikacyjne są dla regionów elementem podstawowym, wręcz egzystencjalnym – tak jak dla człowieka jedzenie czy picie. Ale tak, jak zaspokajanie potrzeb egzystencjalnych to nie wszystko, tak samo budowanie dróg nie może być celem samym w sobie. Droga to „wszelki szlak komunikacyjny” lub „podróż, wędrówka, przebywanie odległości” oraz „sposób postępowania, osiągania czegoś” a przede wszystkim „właściwy kierunek do określonego celu”(19).

Dokąd zmierzają Warmia i Mazury? Czy wybrany został właściwy kierunek do określonego celu? Czy ten cel został wyznaczony? Czy celem samym w sobie jest tylko załapanie się na jakieś pieniądze? Wydać pieniądze na asfaltowanie jest łatwo, ale co dalej?
Popatrzmy na przykłady innych, którzy wcześniej określili swój cel i kierunek rozwoju. Jaką drogę wybrali, czy był to kierunek właściwy i doprowadził ich do rozkwitu?

1. Toskania
Szczególnie atrakcyjne krajobrazowo i turystycznie miejsca porównywane są często do Szwajcarii – stąd nazwy Szwajcaria Kaszubska, Szwajcaria Saksońska etc. W przypadku Warmii i Mazur bardziej adekwatnym wydaje się nazwa Toskania Północy (choć może wiele osób stwierdzi, że jest to porównanie nieadekwatne lub na wyrost). Oczywiście różnic jest mnóstwo (niewątpliwie inny jest klimat, o historii i sztuce nie wspominając), ale są też pewne podobieństwa, w tym wybitnie turystyczny charakter obu regionów. Są też pewne podobieństwa krajobrazowe: otwarte i szerokie, lekko sfałdowane przestrzenie, aleje drzew przydrożnych jak tam zastępujące szpalery cyprysów, sylwetki miast, zamków czy kościołów na horyzoncie. Taki krajobraz mają np. okolice Reszla, które szczególnie w upalny letni dzień upoważniają do takiego porównania. Niektóre fragmenty naszego krajobrazu przypominają Chianti, archetyp Toskani:
„… regionu, w którym przeważają tereny pagórkowate i górzyste. Znaczne obszary nadające się do uprawiania ziemi są w Toskanii porośnięte lasami i dzikimi łąkami”(20)

U nas nie ma terenów górzystych, za to nie brakuje pagórkowatych. Ale nie tylko cechy morfologiczne terenu są podobne, również sposób jego wykorzystania:
„w Toskanii dominuje tendencja do tworzenia firm niezależnych, prowadzących interes na niewielką skalę. W rolnictwie przetrwał stary system zróżnicowanych upraw, niezbyt odpowiadający wymogom nowoczesnej gospodarki […] Stało się to powodem pewnej słabości”21.

Tradycyjne – „małorolne” i mało nowoczesne rolnictwo uprawiane na niezbyt uprawnych glebach i przy niekorzystnym ukształtowaniu terenu upodabnia nas do Toskanii. Ale także zacofanie przemysłowe, o którym pisałem wyżej:
„W porównaniu z wieloma osiągnięciami w dziedzinach sztuki i rzemiosła, przemysł ciężki w Toskanii pozostaje nieco w tyle.[…] Jednak w gruncie rzeczy nie jest to aż tak niekorzystne zjawisko(22).

Toskania potrafiła wykorzystać te „słabości”, by w sposób świadomy doprowadzić do rozwoju wyspecjalizowanego rolnictwa oraz turystyki, ograniczając możliwości rozwoju przemysłu, co nie oznacza, że on nie istnieje lub się nie rozwija – zostały po prostu wytyczone obszary przemysłowe, które nie kolidują z dominującymi funkcjami terenu. Z rozwoju przemysłu zrezygnowano, pomimo prób jego ożywienia: „Kiedyś wierzono na serio w „jedyną drogę” rozwoju gospodarczego. […] istnieją jeszcze dawni zwolennicy industrializacji, stanowiący w latach 30-tych XX wieku grupę dominującą, dla których rozwój przemysłu niezależnie od kosztów, był widocznym znakiem postępu społecznego i technicznego […]”(23).

To stwierdzenie o jedynej słusznej drodze rozwoju jest nam też znane z poprzedniej epoki. Jednak Toskania maksymalnie wykorzystała swoje atuty (co może jednak uda się też na Warmii i Mazurach?) stając się potęgą turystyczną. Już w XIX wieku był to modny w Europie region, ale wbrew pozorom światową sławę zyskał stosunkowo niedawno, w drugiej połowie XX wieku, poza tym nie tylko światowi turyści korzystają z jej uroków:

„jednym z głównych i najbardziej dochodowych działów gospodarki Toskanii jest nadal turystyka. […]Oczywiście, nie wszyscy turyści odwiedzający Toskanię to cudzoziemcy. Niema dwie trzecie stanowią Włosi z innych regionów kraju, a nawet z samej Toskanii”(24).

Fenomen Toskanii polega na harmonii połączeń: pięknego krajobrazu, przyjaznego i miłego dla oka, stosunkowo łagodnego klimatu (choć z dokuczliwymi zimami), rynku wyspecjalizowanych produktów rolniczych (w tym wyśmienite wino), wysokiego standardu życia i kultury z najwspanialszymi dziełami europejskiej architektury i sztuki, oraz poszanowania przeszłości.
„Panuje tu wręcz uwielbienie i niesłychany szacunek dla historii, czego efektem jest niezliczona ilość zabytków. […] Tu teraźniejszość istnieje obok siebie z przeszłością, czy się to komuś podoba, czy nie”(25).

To właśnie harmonia i szacunek do dziedzictwa sprawiły, że jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie, a zarazem najczęściej odwiedzanych przez turystów krajobrazów kulturowych (kultowych). Znane, klasyczne widoki Toskanii ukazują rozległe przestrzenie, pojedyncze cyprysy lub ich szpalery na tle wieczornego nieba. Taki surowy i nagi, pozbawiony prawie roślinności teren Val d’Orcia znajduje się na południe od Sienny. Pozbawiony prawie miast i dróg, krajobraz „jako kraina o nietkniętym ludzką ręką krajobrazie, który odnajdziemy w dziełach wielu renesansowych artystów”(26) został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak widać nawet pustkowie zostało wykorzystane turystycznie. Oczywiście sam krajobraz nie wystarczy do rozwoju turystyki:

„Istnieje tu gęsta siec hoteli, którą znakomicie uzupełniają, zgodnie z toskańska tradycją przedsięwzięcia na mała skalę, czyli pensjonaty i farmy dysponujące pokojami (tych ostatnich stale przybywa), a także kempingi i hotele na potrzeby młodych turystów.[…] Ma to niewątpliwie pozytywne skutki dla tutejszej gospodarki, jednak istnieje niebezpieczeństwo naruszenia tej cudownej równowagi między działaniami człowieka a środowiskiem naturalny(27).

Na Warmii i Mazurach infrastruktura turystyczna – choć nastąpiła jej wyraźna jakościowa i ilościowa poprawa – pozostawia jeszcze sporo do życzenia. Wraz z jej rozwojem związane są jednak też pewne niebezpieczeństwa i negatywne skutki – podobnie jak było to w Toskanii: „Ogólny obraz byłyby całkowicie satysfakcjonujący, gdyby nie spekulanci w obrocie nieruchomościami i na rynku budowlanym, a także groźba ogromnego zanieczyszczenia środowiska”(28).

2. Twarda turystyka
Ta cudowna równowaga została zachwiana poważnie we wschodniej części Włoch – na wybrzeżu Adriatyku (choć nie tylko tam), gdzie nastąpił niekontrolowany rozwój turystyki masowej. Oczywiście ten rodzaj turystyki przynosi gospodarce i inwestorom znaczne dochody, tyle, że ma bardzo negatywny wpływ na krajobraz. Olbrzymi boom turystyczny II połowy XX wieku doprowadził do zabudowy brzegów Adriatyku, w taki sposób, że nie wiadomo, gdzie kończy się jedna miejscowość a zaczyna druga. W okresie gwałtownego unowocześnia kraju istotnym było budowanie arterii komunikacyjnych biegnących z północy na południe.

Ze względu na niekorzystne warunki terenowe oraz względy ekonomiczne kolej i autostradę wybudowano wzdłuż morza. Spowodowało to odcięcie plaż i dostępu do morza. Na pozostałych wolnych miejscach powstawały olbrzymie, wielopiętrowe hotele z widokiem na morze. Kolosy budowane w najbardziej atrakcyjnych terenach tak naprawdę te tereny zniszczyły. Efekt: przez 2–3 miesiące w roku panuje tam turystyka plażowo-leżakowa, zgiełk, hałas i kultura fast-food’ów.

Silosy turystyczne przez kilka wakacyjnych tygodni gwarne i zapełnione dzięki kuszącym i okazyjnym ofertom biur podróży oferujących atrakcyjnie pakiety wypoczynkowe, przez pozostałe miesiące stoją puste: od października do lata straszą. To wymarłe miast niczym opustoszałe olbrzymie kulisy filmu grozy! Ich eksploatacja po sezonie, bez turysty masowego, jest za droga. A aktywni turyści indywidualni nie przyjadą do opustoszałych betonowych bokowisk!

Jeden kraj, i dwa regiony o dużym potencjale turystycznym, dwie drogi rozwoju i dwa rodzaje turystyki. Betonizacja turystyki, czyli masowa pielgrzymka do wielkich ośrodków turystyczno-rozrywkowych (syndrom Majorki), turystyka plażowo-zabawowa, przybierająca coraz częściej tak skrajne formy jak turystyka seksualno-alkoholowa (Saufturismus, Stag Weekend lub Pub Crawls) zgodnie z hasłem „seks na plaży i sangria do syta – czyli wakacyjne picie do utraty przytomności”(29), czy może turystyka wyciszona?

3. Turystyka łagodna
Na przeciwległym biegunie znajduje się turystyka zrównoważona, łagodna (Sanfte Turismus, soft tourism) rozwijająca się coraz intensywniej od lat 80-tych XX wieku zgodnie z zasadami: wolno, cicho, mało, dokładnie i aktywnie jako przeciwieństwo twardej turystyki wyznającej zasadę: szybko, głośno, dużo, powierzchownie.

Podstawą łagodnej turystyki (jej formy to: turystyka studyjna, kulturowa, kulinarna, ekologiczna, muzealna, rowerowa etc) jest harmonia między potrzebami turystów, środowiska naturalnego i lokalnych społeczności(30). Jej głównymi zasadami są: zapewnienie ochrony zasobów przyrodniczych, kulturowych i społecznych, długofalowe planowanie pozwalające przewidzieć i zapobiegać jej negatywnym skutkom na środowisko oraz wspieranie gospodarki i ludności miejscowej, by w ten sposób przyczynić się do rozwoju regionu…

„Gospodarzy pytałem o miejsca, które powinienem zobaczyć, i zmierzałem do nich pewnie, choć nie było o nich mowy na stronicach bedekerów. [..] W sennych, wolnych od turystycznego gwaru miastach znajdywałem zawsze jakiś uroczy zaułek, kościół pełen nieznanych obrazów o uderzającym pięknie. Przewodniki milczały o ich twórcach. Nie wspominały też o grze światła na rynku, o kamieniach startych butami podróżnych, o smaku wina i barwie pejzażu, o drogach wężowato wspinających się na wzgórze. Przyjechałem do Toskanii podziwiać obraz.[..] A jednak dopiero tutaj zrozumiałem, że trzeba widzieć je z krajobrazem, oprawić w ramy codzienności. Oglądać niespiesznie. [..] Największym darem okazał się brak pośpiechu, wolność wyboru trasy, możliwość powrotu”(31).

Jest to bardzo trafny opis łagodnej turystyki a zarazem kolorytu Toskanii, która nie tylko jest dla takiej turystyki stworzona, ale też sama tworzy jej zasady. Paolo Saturnini, burmistrz niewielkiego miasteczka Greve di Chianti wymyślił w 1999 r. ruch Cittaslow czyli miast nieśpiesznych w celu rozszerzenia filozofii slow food32 jako przeciwieństwa kulturze fast food oraz koncepcji dobrego i spokojnego życia codziennego świadomie rezygnując z propagowania turystyki masowej na rzecz turystyki wyciszonej. Cittaslow propaguje miłe i bezstresowe życie w niewielkich miasteczkach, jako przeciwstawieństwo pośpiechu i stresu w wielkich aglomeracjach miejskich. Słowo slow nie oznacza powolnego rozwoju czy pozostania w tyle.

Przeciwnie – oznacza postęp poprzez używanie nowych technologii w taki sposób, aby sprawić, że miasteczka staną się idealnym miejscem do życia. Ruch Cittaslow skupia miasta liczące mniej niż 50 tys. ludności, które spełniają szereg kryteriów w zakresie ochrony środowiska, (stosowanie energii odnawialnych) dostępności i funkcjonalności infrastruktury miejskiej dla ich mieszkańców (w tym dla osób niepełnosprawnych), troski o przestrzeń publiczną (tereny zieleni miejskiej, strefy ruchu dla pieszych), troski o oryginalną historyczną zabudowę miejską, rozwój turystyki łagodnej, gościnność i dostępność (nie autostradami, ale dobrze oznaczonymi trasami turystycznymi). Równocześnie promowane są ekologiczne i lokalne produkty spożywcze, rzemiosło bazujące na tradycji lokalnej, drobne firmy rodzinne, budownictwo ekologiczne, kontrola środowiska (jakości powietrza, wody) etc.

Takie wyciszenie wbrew pozorom nie osłabia dochodów z turystki, ale je zwiększa, bo coraz więcej ludzie ucieka od zgiełku cywilizacyjnego szukając po prostu spokoju, miłych widoków i skromnych zabytków o których milczą przewodniki. Ten model turystyki wydaje się być stworzony dla Warmii i Mazur. Jako pierwsze miasto w Polsce, które przystąpiło do sieci Cittaslow był Reszel (a następnie Lidzbark Warmiński, Bisztynek i Biskupiec)(33).

4. Bornholm
Ktoś powie, że porównanie Warmii i mazur do Toskanii go nie przekonuje – bo to kolebka sztuki, inna kultura, lepszy klimat, kraina winnic, gajów oliwnych etc. Zatem popatrzmy na rozwój niewielkiej wyspy Bornholm na Morzu Bałtyckim, która przyciąga rzesze turystów. Z racji popularności wyspy wśród turystów nazywana jest czasami Majorcą Północy, choć trudno mówić o jej wyjątkowym krajobrazie, klimacie czy kulturze. Ot wyspa jak wyspa. Ale w latach 80-tych XX wieku jej mieszkańcy doszli do wniosku, że skoro na rozwój przemysłu, rybołówstwa czy rolnictwa nie ma co stawiać (chociaż duńskie rolnictwo zajmuje jedno z czołowych miejsc w świecie pod względem wydajności!), należy postawić na turystkę wyspecjalizowaną i stworzyli …raj dla turystów aktywnych, głównie rowerowych. Wybudowano 250 kilometrów ścieżek rowerowych, odpowiednią infrastrukturę dostosowaną do potrzeb rowerzystów i pozostałych turystów (campingi, pola namiotowe, schroniska młodzieżowe i hotele), tanie wypożyczalnie rowerów, warsztaty naprawy etc. To przyciągnęło turystów i sprawiło boom gospodarczy.

Drogi czy bezdroża rozwoju

1. Byle się załapać…
„Rozwój to proces przeobrażeń, zmian, przechodzenia do stanów lub form bardziej złożonych lub pod pewnym względem doskonalszych; także wyższe stadium tego procesu, rozkwit..”(34).

Jaki doskonalszy i wyższy stan rozwoju czeka w najbliższych latach Warmię i Mazury? Wiemy, że będzie poprawiona komunikacja. Mają być budowane lub wyremontowane drogi, ale nadal pozostanie przestarzały system komunikacyjny, który prowadzi z odległej prowincji na wschodzie do stolicy byłej w… Berlinie (?!). Brak jest na razie wygodnego połączenia komunikacyjnego (drogowego i kolejowego) z Warszawą oraz południem Polski. Jak wiemy z drogami ma przyjść (a raczej przyjechać) rozwój regionu. To pobożne życzenie, może się jednak okazać mrzonką:

„Drogi są warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym – słabo rozwinięte regiony Europy Zachodniej mają wiele świetnych, ale zupełnie pustych dróg, bo mało kto ma interes po nich jeździć”(35) ostrzega prof. Grzegorz Gorzelak kierujący Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego, który w rozmowie o szansach rozwoju i równaniu dysproporcji między wschodem a zachodem Polski studził entuzjazm:

„Cieszymy się, że płynie do nas kapitał – jednak w większości nie jest to kapitał innowacyjny, ale ulokowany w produkcji już dawno wymyślonych wyrobów albo prostych usług.”

Czy budowanie dróg jest innowacyjne? Raczej nie, o ile jest to tylko budowanie dla budowania. Aby odnieść sukces prócz pieniędzy trzeba mieć też wizję rozwoju i umiejętnie ją zrealizować. A to nie jest proste:

„Doświadczenia Unii europejskiej pokazują, że było wiele regionów, gdzie poszły duże środki unijne, a mimo to pieniądze nie dały szczęścia” potwierdza prof. Jacek Szlachta, współautor startego rozwoju społeczno gospodarczego polski Wschodniej do 2020 roku(36).

Także Grażyna Gęsicka, minister w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego krytycznie oceniła wizje rozwoju, a w zasadzie ich brak, mówiąc o składanych projektach w ramach programu rozwoju Polski wschodniej stwierdziła: „byłam rozczarowana, bo część wnioskodawców dała projekty dotyczące jakiś małych dróg dojazdowych. Widać, że niektórzy dają byle jakie projekty, byle się załapać na jakieś pieniądze”,  Dlatego mówiąc o szansach rozwoju Warmii i Mazur i ich przyszłości podkreślała: „Widziałabym region bardziej turystyczny niż przemysłowy, ale pod warunkiem, że województwo będzie potrafiło wykorzystać swoje regionalne produkty i usługi z pogranicza kultury, do których obecne nie przywiązuje dostatecznie dużej wagi.[…] Ma to być czysty region, a więc muszą powstać ekologiczne inwestycje. Jadąc tu [do Olsztyna – przyp. KW] zastanawiałam się, gdzie są te warmińskie produkty regionalne?”(37).

2. Rozwojowy skansen czy zaściankowy postęp?
Czy województwo będzie potrafiło wykorzystać swoje atuty i pozostanie czystym regionem? Sprzyja temu wspomniane poprzednio zacofanie przemysłowe Warmii i Mazur, które oczywiście można traktować jako atut lub katastrofę. Można przecież próbować gonić rozwinięty Zachód lub zadać sobie pytanie:

„dlaczego cały kraj ma być równo rozwinięty i równo zagęszczony? Dlaczego polska wschodnia nie ma być bardziej pusta?”(38).

Tradycyjne rolnictwo o wyspecjalizowanej produkcji, w połączeniu z nieskażonym środowiskiem naturalnym oraz trendem pro-ekologicznych inwestycji i działań wraz z sensownym rozwojem turystyki wydają się być bardzo istotną szansą rozwoju regionu (zezwalając równocześnie na rozwój nieuciążliwego przemysłu w wyznaczonych strefach).

25 lat temu, jeszcze w czasach PRL-owskich powstała idea Zielonych Płuc Polskich (ZPP) jako systemu „ochrony tożsamości przyrodniczej i kulturowej północno-wschodniej Polski”. Jej autorzy podkreślali zalety obszaru pozbawionego narzuconego przez ówczesny system procesu industrializacji, a tym samym naturalnego i dobrze zachowanego środowiska przyrodniczego. Podkreślali również:
„wiejski charakter obszaru ZPP jest jego immanentną i naturalną cechą, którą należy spożytkować dla jego rozwoju, z wymierna korzyścią dla Polski i Europy. […]Przestrzeń i potencjał ZPP w 95 % oparty o żywioł wiejski powinien stworzyć zorganizowaną formę stanowiącą przeciwwagę gospodarczą, społeczną intelektualną i rozwojową dla aglomeracji miejskich, a kulturę wyrosłą z idei wiejskości konkurencyjną dla kultury miejskiej”(39).

W czasie gdy idea ZPP powstawała, z powodów ideologicznych usiłowano zrównać wieś z miastem. Na szczęście ten zabieg nie został zakończony i pewne różnice na szczęście pozostały. Te różnice stanowić mogą na Warmii i Mazurach potencjał, który doprowadził do rozwoju turystyki łagodnej w Toskanii czy turystyki rowerowej na Bornholmie. Niestety na obszarze porozumienia ZPP (prawie 20% Polski)(40), hasło sprzed ćwierć wieku nie jest realizowane. Zamiast wykorzystać walory małomiasteczkowości i wiejskości krajobrazu, w pozytywnym tych słów znaczeniu – wybrano najgorszy wariant, czyli bezrefleksyjne naśladownictwo cywilizowanego Zachodu sprzed 30-40 lat.

Następuje dzika i bezplanowa eksploatacja krajobrazu – w ten sposób niszczony jest potencjał rozwojowy całego regionu. Pod pozorem postępu i nowoczesności następuje unifikacja wyglądu wiosek i miast. Różnica miedzy nimi zaciera się coraz szybciej, ich wygląd staje się coraz bardziej nijaki lub brzydki przybierając jarmarczno-bazarowy charakter. Presja inwestycyjna przy równoczesnym braku dobrych wzorców lokalnych, a nadmiarze złych wzorców we wszechobecnych, agresywnych reklamach i kolorowych pismach, prowadzi do chaosu stylistycznego i urbanistycznego. Przestrzeń publiczna zbyt łatwo jest dostosowywana do planów inwestycyjnych, które w fazie planowania wydają się często zachęcające, budzące nadzieje, a w fazie realizacji dające niekiedy doraźne korzyści właścicielom terenów i gminom, ale ich negatywne skutki ujawniają się zwykle gdy już nie ma odwrotu i za późno na zmiany:

„żywioł wymuszeń lokalizacyjnych wiec – mimo prób przeciwdziałania – rozwija się. Nie dojrzeliśmy jeszcze, jako społeczeństwo, do świadomości jego skutków, które niewątpliwie nadejdą [..] Negatywy te stają się w pełni oczywiste dopiero w krajach cywilizacyjnie dojrzalszych, gdzie społeczeństwo, politycy potrafią je ocenić nie tylko krótkowzrocznie”(41).

Buduje się więc byle gdzie i byle jak. Problemem jest zawłaszczanie ładnych widoków, czyli zabudowywanie brzegów jezior i rzek tak, że w wielu miejscach zamiast wody można oglądać tylko płoty. Wycinane są piękne i cenne przydrożne aleje. Wszędzie straszą ruiny zabytkowych budowli. Urzędnicy przekonują, że nie warto remontować starego (jak w przypadku XIX – wiecznego tartaku Raphaelsohn-ów, czy budynku koszar Funka w Olsztynie itd), a decydentom śnią się wielkie wystawy, kongresy, targi, festiwale, centra konferencyjne, inwestycje na pokaz – szkło, marmury i przepych. Oni chcą się wykazać sukcesem (ta fasadowość przypomina niestety czasy Gierka).

„Musimy się rozwijać by nie pozostać skansenem”(42). Ale czy odwrót od tradycji i tożsamości regionalnej jest rozwojem? A może wręcz na odwrót? Czy się nie cofamy? Czy popełniając błędy popełnione przez innych wiele lat temu, zamiast korzystać z ich pozytywnych doświadczeń nie tworzymy właśnie „skansenu mentalnego’? Dlaczego nie naśladujemy lepszych lub nie tworzymy własnych dróg rozwoju – tak jak toskańskie Greve, które poszło pod prąd zalewającej Europę modzie amerykanizacji, tworząc ruch Cittaslow?

Czy marząc o metropolii(43) – choćby tylko zadekretowanej na papierze – nie przejawiamy zaściankowych kompleksów? Dlaczego nie wykorzystujemy swoich atutów? A może tylko nie wiemy co posiadamy dlatego sobie tego nie cenimy?

3. Toskania Północy?
Położenie i wyjątkowy charakter predysponuje Mazury i Warmię do rozwoju turystyki. Niby jest to prawda oczywista. Brak jednak zdecydowanych działań jak te na Bornholmie oraz takiego wykorzystania potencjału turystycznego jak np. w Toskanii. Wydaje się też, że brak jest przekonania o sile napędowej turystyki. Stąd sprzeczne niekiedy działania: z jednej strony wszyscy mówią o atucie w postaci dobrze zachowanego środowiska naturalnego, o walorach przyrodniczych regionu, z drugiej strony narzekania na ograniczenia i zbyt liczne formy ochrony cennych terenów (dowód? – od 50-u lat mówi się o utworzeniu Mazurskiego Parku Narodowego, który z tego właśnie powodu jeszcze nie szybko powstanie!).

Niszczenie zabytków (zbyt często ostatnio świadome i planowane), wzrost transportu tranzytowego, barbarzyńskie niszczenie walorów regionu (w tym wycinanie wizytówki regionu jakimi są aleje przydrożne), bezkrytyczne sprzyjanie wielkim i nieprzemyślanym inwestycjom (Hotel Gołębiewski, Ikea), brak ułatwień dla przedsiębiorstw rodzinnych i turystki wyciszonej (bark realnego wspierania agroturystyki)(44), brak wspierania produktów lokalnych, brak planów zagospodarowania przestrzennego, brak zainteresowania decydentów dziedzictwem kulturowym (tworzeniem parków kulturowych) czy przyrodniczym nie napawają optymizmem.

A przecież gospodarcze znaczenie turystyki jest olbrzymie!. Nie każdy zdaje sobie sprawę: dochód z turystyki w 2005 roku w Polsce miał większy udział w produkcie krajowym brutto niż rolnictwo czy górnictwo i hutnictwo(45). A tendencja jest nadal wzrostowa! „Mazury porównywalne są z tak atrakcyjnymi dla rowerzystów regionami Europy jak Jezioro Bodeńskie, trasa naddunajska czy dolina Loary”(46) twierdzi Gerd Hesje, szef niemieckiej firmy zajmującej się turystyką rowerową, który wie co mówi: Niemcy stanowią przecież największą w Europie grupę turystów-rowerzystów. Jednak szybko dodaje: „Jeśli chcecie odwiedzić Mazury to zróbcie to szybko”.

Póki nie jest jeszcze za późno. Powód: brak bezpiecznych ścieżek rowerowych z prawdziwego zdarzenia czyli oddzielnych tras budowanych wyłącznie dla rowerzystów (nie mylić z wydzielonymi fragmentami chodnika czy jezdni), brak tras przelotowych (taką drogą można rowerem przejechać cały półwysep Helski), tras objazdowych przez całe województwo lub choćby wokół Wielkich Jezior Mazurskich, (gdzie łatwo można stworzyć drogę rowerową wykorzystując nasypy po nieczynnej kolei).

Podobno liczba turystów rowerowych już u nas spada (na Bornholmie rośnie), a ci, którzy tu byli wracają do siebie i robią antyreklamę narzekając na brak bezpiecznych taras, na pędzące autobusy i tiry oraz na wycinane aleje: „Jak można wycinać zabytkowe aleje. […] Nigdy wcześniej nie było tak źle jak teraz.”(47) Grażyna Gęsicka mówiąc o naszych drógach stwierdziła: „może zachować je, z tymi drzewami, gdzie można rozwijać prędkość 40–50 kilometrów, jako atrakcję turystyczną, jako kulturowy smaczek?”(48)

Niestety tak nie jest i zamiast smaczku kulturowego mamy coraz większy niesmak: drogi są zapchane, a lawina ciężarówek rośnie w niewiarygodnym tempie. Na dodatek otoczenie dróg jest szare i brudne, z gąszczem reklam, bilbordów i budek, co w całości przypomina śmietnik Nic więc dziwnego, że coraz mniej ludzi chce przyjeżdżać do miejscowości takich jak Ukta czy Zgon, przez które pędzą kawalkady tirów (szczególnie nocą) lub do Rucian, gdzie je się obiad lub pije kawę w oparach spalin, tuż obok pędzących Tir-ów (na dodatek bez widoku na zabudowane płotami jezioro).

Gwałtowny rozwój transportu drogowego, wywołał obawy Komisji Europejskiej, która widząc negatywne skutki takiego rozwoju, stworzyła projekt Marco Polo, którego celem jest
„redukcji przewozu ładunków transportem drogowym, rozwoju transportu intermodalnego oraz zmniejszenia negatywnego wpływu transportu na stan środowiska naturalnego”(49).

Nie ulega wątpliwości, iż Warmia i Mazury są regionem, gdzie musi być ograniczony samochodowy transport tranzytowy! Konieczne jest wytyczenie lub budowa obwodnicy wielkich jezior mazurskich! Tymczasem decydenci zdają się tego nie widzieć! Nie dbając o nasze dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze planują budowę drogi tranzytowej dla tirów tuż obok Mikołajek, przez Jezioro Tałty, czyli przez sam środek Krainy Wielkich Jezior! To jakby planować budowę trasy szybkiego ruchu przez warszawskie czy olsztyńskie Stare Miasto! Ciężarowy ruch tranzytowy przez najcenniejszy turystycznie tereny!? Na ulotce propagującej to przedsięwzięcie przedstawiona jest wizja nowej drogi, która „posłuży podniesieniu atrakcyjności pięknych terenów turystyczno-rekreacyjnych Mazur”. Niby w jaki sposób?

Drogi i bezdroża

Zamiast zakończenia dwa cytaty, dwie jakże różne refleksje-pożegnania: „2002. 27.VII. Kilka dni temu (a może i kilkanaście) byłem na Mazurach w NR50. Miałem uczucie, że żegnam to miejsce. Właściwie tego miejsca już nie ma. Urosły drzewa. Zbudowano domy. Wydeptano trzciny. Zaśmiecono brzegi. Położono asfalt na piaszczystej drodze przez wieś. Właściwie wsi też już nie ma. Ulice idą w głąb pola. Stoją różne wille. Mkną samochody. Szczekają psu za siatkami i murami, ryczą motorówki…”(51).

W ten sposób profesor Andrzej Strumiłło żegna się z wioską, w której mieszkał, ale tak naprawdę żegnał się z Mazurami o których krajobraz walczył przez ponad pół wieku. W jakże inny sposób żegna się profesor Marek Safian z Toskanią, w której spędził rok czasu: „Może właśnie Włosi popijając Brunello di Montalcino na tarasie kawiarni [..], u podnóża XI-wiecznego kościoła San Miniato al Monte,, wygrzewając się w słońcu i spoglądając na najwspanialsze dzieła europejskiej architektury stworzonych przez ich pradziadów, wiedzą lepiej niż my, na czym polega sens istnienia i wartość przemijającego czasu”(52).

Toskańska ciągłość historii i poszanowanie tradycji oraz mazursko-warmiński przerabianie i barbarzyński sposób „odnawiania”. Którą drogą pójdziemy?

Krzysztof A. Worobiec
Borussia 2008

1. Kazimierz Mokłowski, Sztuka ludowa w Polsce, Lwów 1903, reprint: Opole, bez daty wydania.
2. po zsumowaniu wszystkich środków programowych, źródło:”Bruksela sypnie wielkimi pieniędzmi”, Gazeta Olsztyńska, 17.12.2008.
3. według badań Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki 27 % badanych wybrałoby nas region na wakacje. „Dlaczego turyści tak rzadko odwiedzają stolicę regionu”, Gazeta Olsztyńska 02. 07. 2007.
4. wiele osób nie rozróżnia Warmii od Mazur i jadąc np. do Olsztyna mówi, że „jedzie na Mazury”.
5. Arno Surminski, Helfried Wezer, Ostprußen, Berlin, 2004.
6. Antoni i Krzysztof A. Worobiec, Z dziejów szkolnictwa na Ziemi Piskiej, w: Znad Pisy nr 13/14 2004/2005.
7. Andreas Kossert, Mazury. Zapomniane Południe Prus Wschodnich, Warszawa 2004.
8. jw.
9. Hanna Adamczewska-Wejchert, Kazimierz Wejchert, Małe miasta. Problemy urbanistyczne stale aktualne, Warszawa 1986.
10. Robert Traba, Wschodniopruskość, Poznań–Warszawa 2005.
11. Jan Salm, Odbudowa miast wschodniopruskich po I wojnie światowej, Olsztyn 2006.
12. jw.
13. por. przypis 10.
14. jw. oraz Robert Traba, Kraina tysiąca granic, Olsztyn 2003
15. M. Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmii, 1923, reprint: Olsztyn, bez daty wydania.
16. Patrz: Krzysztof A. Worobiec, Zmiany krajobrazu. Próba opisu, Borussia, nr 41. 2007.
17. tytuł artykułu, Gazeta Olsztyńska, 28. 08. 2007.
18. „Byle się załapać„ – rozmowa z Grażyną Gęsicką,w: Gazeta Olsztyńska, 16. 09. 2006.
19. Słownik Języka Polskiego, PWN, Warszaw 1992.
20. Franco Cardini, Toskania – Pejzaż, historia, sztuka, Warszawa 2004.
21. jw.
22. jw.
23. jw.
24. jw.
25. France Mayes, Pod słońcem Toskanii, Warszawa.
26. Monika Anna Utik „U stóp Monte Amiata”, w: Gazeta Wyborcza, Turystyka, 11. 11. 2007.
27. por. przypis 19.
28. jw.
29. Piotr Cywiński, „Pijany Turysta” Wprost nr 22, 1 czerwca 2008.
30. Zgodnie z definicji Federacji Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody Europy jest to: „forma rozwoju turystycznego, zarządzania i aktywności turystycznej, która podtrzymuje ekologiczną, społeczną i ekonomiczną integralność terenów, a także zachowuje dla przyszłych pokoleń w niezmienionym stanie zasoby naturalne i kulturowe tych obszarów”. w: Krzysztof Zajkowski ,”Turystyka jako szansa rozwoju lokalnego na przykładzie gminy Krynica Morska” – praca magisterska, Wydział Biologii, Geografii i Oceanologii Uniwersytetu Gdańskiego, rozdział I i V, strona internetowa http://www.prawoipolityka.friko.pl/turystyka_jako_szansa_rozwoju.htm.
31. Marek Zagańczyk, Droga do Sieny, Warszawa 2005.
32. slow food – ruch który powstała w 1986 roku we Włoszech, wspierający i promujący niewielkich regionalnych producentów w żywności – szczególnie żywności tradycyjnej, zdrowej i  zagrożonej zniknięciem w wyniku globalizacji żywności fast food oraz stosownej kultury spożywania tych produktów. Mazurskim prekursorem slow food stała się Oberża pod Psem w Kadzidlowie, w której od 1999 roku wisi napis „Nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie maja czasu”.
33. http://www.reszel.net/reszel_slow_city_cittaslow.htm
34. Słownik Języka Polskiego, PWN, Warszaw 1992.
35. „Nie zbudujemy w Polsce Irlandii”, rozmowa z Prof. Grzegorzem Gorzelakiem,w: G. Wyborcza, 05. 02. 2008
36. „Kto ma pieniądze i wizję ten ma szansę na sukces” Gazeta Gospodarcza, w: G. Olsztyńska, 25. 01. 2007.
37. por. przypis 17,
38. por. 32.
39. Krzysztof Wolfram, Zielone płuca polski – regionalny system ochrony tożsamości przyrodniczej i kulturowej północno-wschodniej Polski, Białystok 2005, wydanie 3 zaktualizowane.
40. Obszar objęty porozumieniem Zielone Płuca Polski stanowi ok. 20,0 % powierzchni kraju i obejmuje województwa warmińsko-mazurskie i podlaskie oraz części województw: mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego i pomorskiego.
41. Roman Dylewski, Problem rozprzestrzeniania się miast w świetle doświadczeń krajów Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych w: Żywiołowe rozprzestrzenianie się miast, Białystok–Lublin–Warszawa, 2007.
42. Skansen – muzeum etnograficzne pod gołym niebem. Od szwedzkiej nazwy własnej Skansen, użytej dla otwartej w 1891 r.  przez Artura Hazeliusa ekspozycji 150 przykładów architektury drewnianej z terenu całego kraju, na półwyspie Djurgården w Sztokholmie . Nazwy tej obecnie używa się la zebranych pod gołym niebem zabytkowych obiektów technicznych.
43. Olsztyn nie znalazł się na tworzonej list „miast metropolitalnych” co wywołało trwającą obecnie dyskusję medialna.
44. wynika to z obserwacji wielu zaprzyjaźnionych rodzinnych przedsiębiorstw turystycznych (agroturystyka, etc) oraz własnych doświadczeń (taką niewielką firmę od kilkunastu lat prowadzi moja żona).
45. W roku w 2006 przekroczył 6% PKB, ale należy pamiętać, że turystka napędza inne sektory (budownictwo, meblarstwo, handel, etc). W państwach Unii Europejskiej gospodarka turystyczna wytwarza 11,5% PBK oraz daje zatrudnienie ponad 24 milionom osób, co stanowi 12,1% wszystkich zatrudnionych. źródło: internet.
46 „Szybko na Mazury” w: Gazeta Wyborcza/Olsztyn 19. 02. 2008.
47. jw.
48. Por. przypis 17.
49. źródło: internet.
50. w Niedźwiedzim Rogu nad Jeziorem Śniardwy – przyp. KW.
51. Andrzej Strumiłło, Factum Est, Dzienniki 1978–2006, Łomża 2008.
52. Marek Safian, „Dyskretny urok Italii”, w: Newsweek 6/2008, 10.02. 2008.
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.