Minister docenił Sadybę. I dał 15 tysięcy

Stowarzyszenie, broniące krajobrazu kulturowego Warmii i Mazur dostało ministerialną nagrodę. – Miło zostać docenionym, ale gdyby urzędnicy lepiej dbali o zabytki, nasza działalność nie byłaby potrzebna – mówi Krzysztof Worobiec, prezes Sadyby.

Minister kultury Bogdan Zdrojewski przyznał Stowarzyszeniu na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Sadyba „Nagrodę specjalną za zasługi dla kultury polskiej”. Społecznicy odebrali wyróżnienie w piątek podczas Inauguracji Roku Kulturalnego w Ełku. Ministerstwo doceniło całokształt działalności Sadyby od ratowania niszczejących zabytków, po obronę przed wycinką przydrożnych alei. – Miło, że ktoś zauważył to co robimy – mówi Krzysztof Worobiec. – Gorzej, że doceniają nas ci, którzy sami mogliby tak działać. Gdyby ministerstwo egzekwowałoby przepisy dotyczące zabytków, Sadyba nie byłaby potrzebna. To zastanawiające, czemu dają nam nagrody za coś, co sami mogliby zrobić.

Stowarzyszenie Sadyba, istnieje od pięciu lat. Jeszcze zanim powstało, Danuta i Krzysztof Worobiec robili wiele, by uratować niszczejące mazurskie zabytki. W 2001 roku w „Gazecie Wyborczej” opublikowali list w obronie chałupy w Warnowie z pierwszej połowy XIX wieku. Drewniany budynek typu wschodniopruskiego, był unikatem już w latach 50. XX wieku, a do następnego stulecia, dotrwało jeszcze mniej podobnych chałup. Właściciel – Polska Akademia Nauk – nie miał pieniędzy na remont, więc Worobcowie na własny koszt przenieśli budynek do prywatnego skansenu w Kadzidłowie, gdzie został wyremontowany i wpisany do rejestru zabytków.

Sadyba szybko przyłączyła się do naszych działań. Gdy na łamach „Gazety” rozpoczęliśmy akcję patrzenia na ręce drogowcom wycinającym przydrożne drzewa. Od 2005 roku społecznicy nie odpuszczają i niezmordowanie tropią wszelkie niedociągnięcia i błędy urzędnicze popełniane przy wydawaniu pozwoleń na wycinkę. Zaangażowali się w pracę nad ustawą mającą zapewnić aleją większą ochronę. Do walki zaprzęgli nawet chronionego chrząszcza – pachnicę, który żyje m.in. na przydrożnych lipach. Póki na nich żeruje, drzewa nie mogą zostać wycięte – wcześniej drogowcy za nic mieli życie rzadkiego owada. Ekolodzy dopilnowali też, by od wiosny do jesieni wycinki zostały wstrzymane, powołując się na przepis o zakazie niszczenia ptasich gniazd. A jeśli zimą robotnicy palą gałęzie ściętych drzew zbyt blisko drogi, składają na policję zawiadomienie, że dym ogranicza widoczność kierowcom. Gdy zaś drogowcy na rozpałkę dorzucą parę opon, dojdzie im paragraf za niszczenie środowiska.

Są niemal na każdych konsultacjach w sprawie budowy dróg i reprezentują stanowisko obrońców przyrody. Jednocześnie o żadnym przykuwaniu się do drzew nie ma mowy – zawsze poruszają się w granicach prawa. Tym zyskali sobie szacunek drogowców. – Poznałem pana Worobca podczas konsultacji społecznych w sprawie modernizacji drogi nr 16 – opowiada Karol Głębocki z Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad w Olsztynie. – Potem nasze szlaki nieraz się przeplatały. Nasze interesy mogą być sprzeczne, ale w sumie jednej i drugiej stronie chodzi o to samo, czyli dobro regionu, który przez lata był zaniedbywany. Działania Sadyby na rzecz zachowania przydrożnych alei przyczyniły się do zwiększania staranności wszystkich zarządców dróg podczas przygotowania projektów wycinki związanych z modernizacją szos. Stosujemy podobne metody. My składamy wniosek o wycinkę, Sadyba oprotestowuje decyzję i pisze odwołanie. Wszystko w granicach postępowania administracyjnego, które nas wiąże. Myślę, że właśnie dlatego jest to tak poważny przeciwnik. Dobrze, że istnieje taka organizacja, która czuwa nad przestrzeganiem prawa. Poglądy można mieć różne, ale walczyć trzeba w sposób cywilizowany.

Ratowanie zabytków i zabieganie o to, by wszystkie cenne obiekty znalazły się pod konserwatorską ochroną to kolejny bardzo ważny aspekt ochrony krajobrazu kulturowego. Gdy na Warmii czy Mazurach jakiś obiekt niszczeje, a jego właściciele, nie kwapią się by o niego zadbać, można liczyć na to, że Sadyba stanie w jego obronie. Pisząc listy do gazet, petycje do urzędów, wnioski do konserwatora zabytków, zawiadamiając prokuraturę o popełnieniu przestępstwa – wszelkimi sposobami społecznicy starają się zwrócić uwagę na problem i nagłośnić sprawę. Nie wahają się nawet wystąpić na drogę sądową.

Dzięki nim do rejestru zabytków został wpisany m.in. olsztyński tartak Raphaelsohnów, a także budynek biurowy w byłym browarze Jurand. Zwykle posiadacze obiektów wcale nie są szczęśliwi, że stali się właścicielami zabytku. Nawet jeśli są nimi władze miasta. Po jakimś czasie okazuje się jednak, że mają za co Sadybie dziękować. W końcu to czego broni, jest częścią tożsamości kulturowej regionu.

– Nagrodę wysokości 15 tys. zł przeznaczymy na nasze drugie wydawnictwo z serii „Ślady w krajobrazie” – mówi Krzysztof Worobiec.

Magdalena Spiczak-Brzezińska
Gazeta Wyborcza Olsztyn, 12.10.2009

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nagrody i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.