Znikający pejzaż – Kazimierz Orłoś

W pobliżu miejscowości Krutyń, blisko mego mazurskiego domu, w ciągu ostatnich lat wycięto kilkadziesiąt hektarów lasów. Przestały istnieć piękne, stare drzewostany. O każdej porze roku widzę z okien domu wielkie lory wywożące ścięte pnie. Jeśli dalej tak pójdzie, będą tu same zagajniki.

Z Mazurami jestem związany „od dziecka”. Jako chłopak dwunasto- i trzynastoletni przyjeżdżałem tu na wakacje z rodzicami. Pierwszy raz w czterdziestym ósmym roku. Mazury należały jeszcze do Mazurów. Bawiłem się z rówieśnikami, którzy między sobą mówili po niemiecku, a ze mną po polsku, trochę kalecząc słowa. Był to dla mnie, dziecka pamiętającego wojnę, świat jak z bajki. Lasy naokoło, jeziora. Rzeka Krutynia płynąca pod baldachimem drzew, jak w tunelu. Chodziłem z Manfredem, Horstem i Zonim łowić ryby
i raki.
Do wsi Krutynia (dziś Krutyń) przyjeżdżałem później w latach studenckich, a w roku siedemdziesiątym dziewiątym kupiłem w pobliżu – jeszcze za bezcen – pomazurski dom. Już wtedy spotykałem niewielu moich znajomych z powojennych lat. Dziś mieszkają tu wyłącznie potomkowie polskich osadników, głównie Kurpiów. To spod Myszyńca, Kolna
i Ostrołęki przez wszystkie tamte lata przyjeżdżali nowi mieszkańcy.

Problem to osobny i bolesny: dlaczego Mazurzy wyjechali? Dlaczego, mimo kilkusetletniej obecności, zdecydowali się na emigrację? Wszyscy, lub niemal wszyscy, nosili polskie nazwiska. Modlili się z książek do nabożeństwa drukowanych gotykiem w Gdańsku lub Królewcu – po polsku. Po polsku śpiewali swoje pieśni ze starych śpiewników – kancjonałów. I nagle cały ten świat zniknął.

Mazury współczesne są inne. Nie usłyszymy nigdzie pięknej, archaicznej polszczyzny, jaką mówiły stare Mazurki. Po niemiecku mówią turyści z Niemiec. Została przyroda – krajobrazy, pejzaż. Jeziora, lasy. Odziedziczyliśmy po Mazurach skarb wyjątkowy, o czym nowi właściciele zdają się zapominać. Wszędzie na świecie podobne obszary są chronione. Powstają strefy ochronne – rezerwaty ściśle strzeżone, parki narodowe itp. Dowiedziałem się niedawno, że na przykład w Australii istnieje 550 parków narodowych! Tymczasem Mazury, Kraina Tysiąca Jezior, o czym przypominają wszystkie przewodniki, tereny Puszczy Piskiej, Puszczy Boreckiej, największych kompleksów leśnych, a także największych jezior w tej części Europy – zdają się nie interesować urzędników
zajmujących się ochroną przyrody.

Od lat w rozmowach z przyjaciółmi tu osiadłymi – najczęściej młodymi ludźmi zaangażowanymi desperacko w obronę przyrody mazurskiej – zastanawiamy się, dlaczego w Polsce podobna troska, jak gdzie indziej, nie istnieje? Dlaczego mazurska przyroda stale jest narażona na dewastację? Jakie są przyczyny, że władze III Rzeczypospolitej, urzędnicy wszystkich szczebli działają jakby wbrew interesom społecznym? Nie po to, aby chronić,
ale przeciwnie – jakby sprzyjali postępującej dewastacji.

Czytaliśmy o Mazurach „zielonych płucach Polski”, ale jednocześnie wycina się lasy. Słyszeliśmy dużo o rozwoju ekologii i agroturystyki, ale jednocześnie puszcza się przez Mazury sznury tirów niszczących drogi i zatruwających powietrze. Mówiło się bez końca
o wyjątkowym pięknie krajobrazów, ale jednocześnie wycina się aleje drzew przydrożnych, trwały element tych krajobrazów. I tak dalej.

Można przypuszczać, że ten proces – postępującej dewastacji – zostałby zahamowany
w pewnej części Mazur, gdyby utworzono Mazurski Park Narodowy. Przynajmniej na tym obszarze nie byłoby mowy o wycinaniu lasów, o polowaniach z nagonkami, samowolach budowlanych i dewastacji brzegów jezior.

Wniosek o utworzenie takiego parku – oficjalny projekt – został złożony w Ministerstwie Ochrony Środowiska przez wojewodę warmińsko-mazurskiego w lipcu 1998 roku. Miałby powstać w granicach istniejącego Mazurskiego Parku Krajobrazowego, na obszarze między Spychowem, Mikołajkami, Orzyszem, Piszem i Rucianem-Nidą. Obejmowałby obszar Puszczy Piskiej oraz jezioro Śniardwy. Wniosek był uzgodniony z gminami na tych terenach i zawierał wszystkie niezbędne dane, a także szczegółowe uzasadnienie potrzeby utworzenia parku narodowego.

Wnioskowi nie nadali biegu kolejni, zmieniający się ministrowie ochrony środowiska. Jakby ta sprawa w ogóle ich nie interesowała. Nie trafił do Sejmu i od siedmiu lat leży gdzieś w szufladzie któregoś z ministerialnych urzędników. Dlaczego, mimo monitów, ponawianych apeli (m.in. ze strony Towarzystwa na rzecz Utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego oraz dyrekcji Mazurskiego Parku Krajobrazowego) – wniosek nie został zauważony?

Przyczyn, jak się zdaje, jest kilka. Na pewno stosowana jest taktyka gry na zwłokę. Utworzenie parku narodowego na tych terenach byłoby nie na rękę wielu grupom zawodowym, ale przede wszystkim leśnikom. Od lat powojennych w ramach tzw. planowej gospodarki leśnej mazurskie lasy są systematycznie wycinane. Także na terenach obecnego Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Tylko w pobliżu miejscowości Krutyń, blisko mego mazurskiego domu (nadleśnictwo Strzałowo), w ciągu ostatnich dwóch – trzech lat wycięto kilkadziesiąt hektarów lasów. Przestały istnieć bardzo piękne, stare drzewostany.
Ogromne wyręby zalesiane są sadzonkami sosen, świerków i – gdzieniegdzie – drzew liściastych. W tych miejscach dopiero za kilkadziesiąt lat wyrośnie normalny las.
Dziś, o każdej porze roku, widzę z okien domu wielkie, kilkudziesięciotonowe lory wywożące z lasu ścięte pnie. Jeśli dalej tak pójdzie, to gdy w końcu – być może – powstanie Mazurski Park Narodowy, będą tutaj same zagajniki.

Wyrębom lasów towarzyszy od niedawna masowa wycinka drzew przydrożnych. Widać to wyraźnie w czasie jazdy samochodem – od momentu, gdy np. za Chorzelami wjedziemy na tereny województwa warmińsko-mazurskiego. Zresztą już wcześniej, między Pułtuskiem
a Makowem, starą, piękną aleję przydrożną – kilkaset topoli – wycięto w pień! Dawniej, podróżując drogą w stronę Szczytna, wyjeżdżając z lasów, zawsze poruszałem się w cieniu przydrożnych drzew. Teraz z dwóch stron Wielbarka, przed i za Szymanami – świecą tylko pnie po wyciętych drzewach: lipach, klonach, jesionach. Setki drzew! Krajobraz zmienił się – jest płaski i bezwyrazu. Wiem, że wycięto drzewa wzdłuż dróg koło Pisza,
m.in. w miejscowości Snopki, oraz przy drodze z Mikołajek do Woźnic. Z „Gazety Olsztyńskiej” dowiedziałem się, że co roku na Mazurach wycina się około trzech tysięcy drzew przydrożnych!

Swobodne wycinanie drzew przy drogach ułatwiła drogowcom, przyjęta w kwietniu tego roku, nowa ustawa o ochronie przyrody. Zniosła obowiązek uzgadniania wycinki z wojewódzkimi konserwatorami przyrody. Skutki są widoczne w całej Polsce. Uzasadnienie wycinki było i jest zawsze takie samo: drzewa zagrażają bezpieczeństwu użytkowników dróg. Nie bierze się pod uwagę, że jest mnóstwo innych możliwości, jak choćby ustawienie znaków ograniczających szybkość lub wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w Polsce, bo to przecież alkohol i jazda po pijanemu stanowią największe zagrożenie.

Tu, na Mazurach, fakt, że nieporównywalnie większym niebezpieczeństwem dla użytkowników dróg są tiry jadące sznurami w stronę granicy z Litwą i Białorusią
(tam i z powrotem) drogowców nie interesuje. A jaki z tego powodu jest stan mazurskich dróg, łatwo się przekonać, jadąc samochodem.

Wielką batalię w obronie alei drogowych na Mazurach stoczyło m.in. Stowarzyszenie Sadyba. Młodzi mieszkańcy różnych mazurskich miejscowości, składając liczne apele, protesty, alarmując oraz powodując zainteresowanie prasy, radia i telewizji, doprowadzili, jak się zdaje, do ograniczenia wycinki. Fatalna ustawa o ochronie przyrody
(ładna ochrona!) być może zostanie zmieniona przez nowy Sejm.

Utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego oraz skuteczną ochronę przyrody, blokują też na pewno interesy licznych na Mazurach myśliwych (na terenach parków narodowych polować, jak wiadomo, nie można). Niedawno słyszałem powtórzoną opinię miejscowych kłusowników: odstrzał zwierzyny leśnej przez myśliwych różnych kół i nacji (bo także tych zwanych w PRL dewizowymi) na terenach mazurskich lasów można porównać do rzezi. Istotnie: chodząc po lesie w pobliżu mego domu, w promieniu kilku kilometrów napotykam z roku na rok coraz więcej różnej wielkości i typów strzelnic – ambon myśliwskich. Ustawiane są z reguły w miejscach, gdzie zwierzyna ma swoje ścieżki-przesmyki, nad łąkami, gdzie pasą się sarny i jelenie, na skrzyżowaniach dróg leśnych,
na skrajach wyrębów. Wobec takiej taktyki i etyki myśliwskiej, gdy liczy się tylko łatwy
i pewny strzał – zwierzęta nie mają żadnych szans. Słyszałem o polowaniach na wielką skalę – z nagonkami i festynami z tej okazji. Nie warto już wspominać, że samochody myśliwych spotkać można w sezonie łowieckim w głębi lasu, podczas gdy w całym kraju obowiązuje zakaz wjazdu na drogi leśne.

Od przyjaciół osiadłych na Mazurach wiem także o panoszącej się powszechnie samowoli budowlanej. Na obrzeżach Parku Krajobrazowego, nad jeziorem w Nowych Kiełbonkach powstała cała kolonia samowolnie wybudowanych domków letniskowych. Podobnie
w Szczechach Małych, w pobliżu drogi z Pisza do Orzysza – tu już setki domków wybudowanych bez zezwolenia. Nad Śniardwami, na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego od strony wsi Zdory – to samo, około trzydziestu domów. I tak dalej. Pracownicy Mazurskiego Parku nie muszą daleko szukać – pod bokiem dyrekcji, koło leśniczówki nad Krutynią, wybudowano niedawno bez zezwolenia dom letniskowy.

Stawiane z reguły chaotycznie, bez zwracania uwagi na pejzaż, bezładnie, w różnych stylach, często niepasujących do mazurskiego krajobrazu (spotyka się domy w stylu zakopiańskim!) – zaczynają coraz wyraźniej szpecić Mazury. Na przykład za Szczytnem, jadąc w kierunku Mrągowa przez Babięta, jeziora Wałpusz i Marksoby, w rejonie wsi Kiejkuty Stare i dalej, koło Marksewa, zostały chaotycznie zabudowane domkami letniskowymi – budynkami w różnych stylach i różnej wielkości. Częściowo zablokowano dostęp do jezior. Zdewastowano krajobraz na przestrzeni kilkunastu kilometrów!
Kto odpowiada za ten budowlany chaos?

Mówi się o bezsilności miejscowych urzędów, które nie dysponują odpowiednimi sankcjami, ale czy brak nadzoru, łatwość uzyskania akceptacji projektów nie sprzyjają budowlanej anarchii? Natomiast nielegalnie postawione domy bardzo trudno usunąć. Droga sądowa jest skomplikowana i długa. Mazurski Park Krajobrazowy jedynie
w przypadkach wyjątkowo jaskrawej samowoli decyduje się na procesy.

Mazury są oczywiście zaśmiecone. Ten problem, wymagający radykalnego rozwiązania
w całej Polsce, tu jest szczególnie palący. Jadąc w ubiegłym roku trasą z Ełku przez Mikołajki, w stronę Olsztyna, zatrzymałem się gdzieś za Kosewem nad Jeziorem Probarskim. Jedna z głównych dróg krajowych biegnie tu nad brzegiem tego jeziora.
I oto za wąskim pasem krzewów po drugiej stronie, tuż przy ruchliwej trasie, rozciągało się zapewne dzikie wysypisko. Wszystko tam było: stare lodówki i pralki, fotele, tapczany, połamane krzesła, papiery, foliowe worki wypełnione gruzem, pryzmy zwietrzałego cementu. I tak dalej. A obok, za drogą, jezioro, żaglówki, wokół las – wysokie sosny. Śpiewają ptaki. Któż doprowadził do podobnej sytuacji? Czy miejscowym władzom gminnym, powiatowym wiadomo, że tutejsi rolnicy pozbywają się śmieci w takim miejscu?

I wreszcie Mazury, zwłaszcza w sezonie letnim – w czerwcu i lipcu, do września – to kraina hałasu. Na kajakach płynących od rana do wieczora Krutynią (która przypomina raczej ulicę Marszałkowską w godzinach szczytu, tyle że „najpiękniejszym szlakiem wodnym” płyną kajaki) ryczą nastawione na pełny głos radia. Łysi „turyści” przekrzykują się najpopularniejszym w kraju słowem na „k”.

Niedaleko mojego mazurskiego domu, za stawem, koło młyna, miejscowi przedsiębiorczy młodzi ludzie otworzyli bar gastronomiczny – przystanek dla kajakarzy. Na prowadzenie baru otrzymali zgodę Parku Krajobrazowego i gminy w Pieckach, ale już na urządzanie całonocnych dyskotek na wolnym powietrzu – nie. Nie zwracając uwagi na podobny drobiazg (jak brak zezwolenia), od kilku lat właściciele baru zakłócają ciszę, zwłaszcza
w letnie soboty i niedziele, w promieniu kilku kilometrów. Po stawie i łąkach hałas
z urządzeń nagłaśniających niesie się wyjątkowo daleko. Wypłasza turystów biwakujących na polu kempingowym sąsiadów. W czasie spaceru w głębi lasu słyszymy nagle stary przebój Karin Stanek „Autostop, autostop!”. Innych szlagierów – z różnych lat i epok – zmuszeni jesteśmy wysłuchiwać wieczorami. Żeby zasnąć, trzeba zamykać okna.
A wszystko to dzieje się w tzw. strefie ciszy, tuż obok rezerwatów, na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego! Podobne sytuacje w innych miejscowościach są, niestety, regułą. Hałas od rana do nocy nad Jeziorem Nidzkim – w Krzyżach, w Karwicy Mazurskiej. Wszędzie fatalny zwyczaj nastawiania na pełny głos radioodbiorników. A co się dzieje
na wielkich jeziorach, gdzie pływają setki łodzi żaglowych? Na niezliczonych biwakach wokół jezior? Lepiej nie wspominać.

Bezsilność lub obojętność władz samorządowych wobec tych wszystkich negatywnych zjawisk są przygnębiające. Mazury jako region o wyjątkowych „walorach przyrodniczych
i krajobrazowych” mogłyby przecież przynosić mieszkańcom tych stron ogromne korzyści. Mogłyby stać się jednym z licznych miejsc w Europie tłumnie odwiedzanych przez turystów wielu krajów (dziś, jak się zdaje, przyjeżdżają głównie Niemcy). Jednak obecny stan raczej zniechęci turystów z Zachodu do ponownego przyjazdu. Tym bardziej kilka spraw wymaga szybkiego załatwienia. Trzeba w końcu ustanowić – choćby w granicach proponowanych we wniosku z 1998 roku – Mazurski Park Narodowy. Powstrzymać wyrąb lasów
i wycinanie przydrożnych alei. Skierować tiry na inne trasy – np. na drogi wzdłuż północnej granicy. Rozpocząć zdecydowaną walkę z rozpanoszoną samowolą budowlaną oraz zlikwidować nielegalne wysypiska śmieci.

Czy taki program minimum jest realny? Młodzi ludzie, z którymi rozmawiałem – mieszkańcy Mazur – liczą, że nowy Sejm, rząd i prezydent powstrzymają proces dewastacji. Należy tylko życzyć, aby ich nadzieja nie okazała się złudna.

Kazimierz Orłoś (1935 r.) – pisarz i publicysta, autor m.in. powieści „Cudowna melina”, „Przechowalnia”
i wielu zbiorów opowiadań. Artykuł ukazał się 22 listopada, 2005 r. w Rzeczypospolitej.
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Mazurski Park Narodowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.