Nie tolerujmy bezprawia. Chrońmy przydrożne aleje

Szczególnym przypadkiem łamania prawa polskiego i unijnego jest usuwanie drzew przydrożnych, zasiedlonych przez pachnicę dębową

Jak donosi „Gazeta” („Gazeta Wyborcza Olsztyn”, 19.03.2010 r.) policja w Bartoszycach umorzyła postępowanie w sprawie nielegalnej, bo bez stosownego zezwolenia, wycinki ponad 100 drzew przydrożnych, w tym zasiedlonych przez pachnicę dębową Osmoderma eremita, gatunek chroniony prawem unijnym. Rzecznik miejscowej policji stwierdził dobrotliwie: „Ze strony firmy prowadzącej wycinkę nie było umyślności. Wycinający drzewa nie wiedzieli, że nie można tego robić, a na dodatek nie zdawali sobie sprawy, że zalęgły się w nich takie stworzonka jak pachnica dębowa. Doszło do tego, bo nikt o tym nie poinformował tej firmy”. Jest to moim zdaniem nie tylko tolerowanie bezprawia, ale też otwarcie wrót bezkarności – wystarczy powiedzieć, że się „nie wiedziało” lub „ktoś czegoś nie powiedział”, i kwita (każdy będzie mógł teraz wycinać bezkarnie drzewa przydrożne, bo „nie był świadomy”, że to zabronione, a pijany rowerzysta będzie się tłumaczył, że nikt mu nie powiedział, że po piwie nie można jechać rowerem, etc.).

Pomijając fakt, iż nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, firma zajmująca się modernizacją dróg oraz/lub zawodowo wykonująca wycinki drzew, jako specjalista w swojej dziedzinie musi dokładnie znać przepisy dotyczące prowadzenia prac – dotyczy to nie tylko przepisów BHP, ale też ustawy o ochronie przyrody! Rzecznik policji w Batroszycach stwierdził: „Jeżeli zostanie złożone zawiadomienie dotyczące ścigania zleceniodawców, na pewno podejmiemy czynności”. To kolejne szokujące stwierdzenie – okazuje się, że policja nie jest w stanie (nie chce?) podjąć z urzędu działania w celu wyjaśnienia ewidentnego naruszenia prawa! To obywatele muszą znaleźć i wskazać winnego! A przecież z tekstu w „Gazecie” wynika jednoznacznie, że wycinkę drzew zlecił Wojewódzki Zarząd Dróg w Olsztynie, który na dodatek był informowany: „Wiele zagrożonych wymarciem gatunków swoją egzystencję zawdzięcza drzewom przydrożnym, np. objęty ochroną gatunek priorytetowy: pachnica dębowa Osmoderma eremita. […] Szczególnym przypadkiem łamania prawa polskiego i unijnego jest usuwanie drzew przydrożnych, zasiedlonych przez pachnicę dębową Osmoderma eremita, gatunek priorytetowy wymieniony w załącznikach IV i II do dyrektywy 92/43/EWG w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory, ważny dla Wspólnoty, którego ochrona wymaga wyznaczenia specjalnych obszarów ochrony.” (to fragment pisma Stowarzyszenia Sadyba z 20 stycznia 2010 r. skierowanego do ZDW w Olsztynie).

Co ciekawe, nie jest to pierwsza niezgodna z prawem wycinka w Bartoszycach! W sierpniu 2007 r. na ulicy Bema, przy drodze wylotowej w kierunku przejścia granicznego wycięto wszystkie drzewa przydrożne. Podczas badań terenowych prowadzonych przez zespół specjalistów – entomologów w dniu 11 sierpnia 2007 r., w drzewach przydrożnych rosnących przy tej trasie oraz w pniach ściętych świeżo drzew, stwierdzone zostały… siedliska pachnicy dębowej. O fakcie wycinki drzew w okresie lęgowym oraz spowodowaniu zniszczenia siedliska gatunku chronionego Stowarzyszenie Sadyba 3 września 2007 r. zawiadomiło Prokuraturę Rejonową w Bartoszycach, która odmówiła wszczęcia śledztwa… z powodu nieumyślności działań. Teraz po 3 latach słyszymy po raz kolejny ten sam argument. Niewiedza trwa dalej!

O pachnicy dębowej Osmoderma eremita mówiło się i pisało wiele. Przypomnę: gatunek ten podlega ochronie we wszystkich krajach Unii Europejskiej, jest ujęty w krajowych czerwonych listach i księgach gatunków zagrożonych w większości krajów europejskich, ale także w Czerwonej Liście Światowej Unii Ochrony Przyrody, jako gatunek narażony na wyginięcie. To gatunek chroniony na podstawie unijnej dyrektywy siedliskowej z 1992 r., gdzie jest wymieniony jako gatunek priorytetowy, z czego wynika ciążący na państwach członkowskich obowiązek „podjęcia niezbędnych działań w celu zapewnienia zakazu niszczenia miejsc jej rozrodu i schronień” na terenie całego kraju. Usuwanie drzew zasiedlonych przez pachnicę wymaga uzyskania zezwolenia generalnego lub regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Przypadek, taki jak ten w Bartoszycach, może być uznany za uchybienie przez Polskę zobowiązaniom, wynikających z art. 12 dyrektywy siedliskowej, co może mieć poważne konsekwencje – także finansowe. W świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości obowiązki wynikające z art. 12 dyrektywy należy interpretować następująco: zakazać trzeba również nieumyślnego niszczenia „miejsc rozrodu i schronień gatunków chronionych”.

Opisany przypadek po raz kolejny pokazuje, że prawo ochrony przyrody jest lekceważone, a organy ścigania (i sądownicze) przymykają „oko” na delikty przeciwko przyrodzie! W 2007 r. Państwowa Rada Ochrony Przyrody w dokumencie „Najważniejsze problemy ochrony przyrody w Polsce” zwróciła uwagę na niewielki stopień egzekwowania przepisów karnych dotyczących przyrody, bo policja ma „inne, ważniejsze problemy”, a prawo prawu nierówne, dlatego „sprawy karne dotyczące niszczenia cennych siedlisk przyrodniczych, stanowisk gatunków chronionych lub obszarów chronionych, są często umarzane (bywa, że wbrew oczywistej winie i dużej szkodliwości czynu) przez prokuratury lub sądy”.

Mam nadzieję, że przełożeni bartoszyckiej policji czy przedstawiciele prokuratury czytają prasę codzienną i stosownie zareagują na takie beztroskie usprawiedliwienia czynu niezgodnego z prawem, który może mieć bardzo poważne następstwa, o czym przypominało Ministerstwo Środowiska pismem z 30 kwietnia 2008 r., wystosowanym do Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad w Warszawie: „Chcielibyśmy również nadmienić, iż ewentualne przypadki usunięcia drzew będących siedliskiem pachnicy dębowej, obarczone są poważnymi sankcjami finansowymi ze strony Wspólnoty Europejskiej” a ja przypomnę, że konsekwencje te mogą obejmować nie tylko cofnięcie dotacji na modernizację drogi, przy której zniszczone zostały siedliska gatunków chronionych, ale też dotacji na inne inwestycje (we Francji z powodu zniszczenia siedliska pachnicy Unia Europejska wstrzymała budowę autostrady na 5 lat).

Krzysztof A. Worobiec
Gazeta Wyborcza, 02.04.2010

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Ratujmy aleje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.