Czekam na doniesienie do prokuratury

… albo na przeprosiny. Zastanawia mnie przyklejanie łatek i nazywania mnie „ekologiem”, by potem zarzucać, że jestem „pseudoekologiem”

W dyskusji na temat alei przydrożnych głos zabrał dr hab. Marek Kruk, kierownik katedry ekologii stosowanej z UWM, który odnosząc się do mojego tekstu na temat m.in. pachnicy dębowej oraz konieczności przestrzegania unijnego prawa, stwierdził, że „nagromadziło się wiele nieporozumień na styku ekologii i prawa Unii Europejskiej” i zarzucił mi „wybiórczość w przedstawieniu prawa”.

W krótkim artykule prasowym trudno pisać o konkretnej wycince drzew zasiedlonych przez pachnicę dębową, a przy okazji omawiać szczegóły unijnego prawa. Konieczna jest pewna „wybiórczość” oraz używanie „skrótów myślowych”. Tak jest z ochroną pachnicy dębowej, dlatego niewtajemniczonych czytelników może dziwić to nagłe zamieszanie o „jakiegoś chrabąszcza”.

Mogą oni być jeszcze bardziej zdezorientowani, czytając artykuł naukowca, który w kompetentny z pozoru sposób proponuje przenoszenie pachnicy do lasu. Pan Kruk proponując takie rozwiązanie, pomija fakt, że pachnica dębowa jest tzw. gatunkiem parasolowym, co oznacza, że chroniąc pachnicę, automatycznie bierzemy pod „parasol ochronny” setki innych gatunków o podobnych upodobaniach. Przecież przenoszenie pachnicy dębowej (co jest kontrowersyjne ze względów przyrodniczych i prawnych) nie rozwiązuje problemu ochrony setek innych gatunków narażonych na zniszczenie wraz z wycinką drzew. A co zrobić z żyjącymi w drzewach (lub na nich) chronionymi ssakami (nietoperzami), ptakami i owadami (o bakteriach, grzybach i pierwotniakach nie wspominając)? Tego dr Marek Kruk już nie pisze. Za to proponuje: „zamiast zachowywać populacje pachnicy na niepewny byt w przydrożnych drzewach, nauczmy się je przenosić w bezpieczniejsze miejsca, gdzie użyteczność zgrupowań O. eremita będzie miała podstawowe długoterminowe znaczenie dla środowiska lasu i bioróżnorodności. To oczywiście ambitne wyzwanie dla entomologów, ekologów lasu i leśników”  i dla poparcia tej propozycji powołuje się na doświadczenia dr. Andrzeja Oleksy, który ma w tej materii zdanie… zupełnie odmienne, czemu dał wyraz na forum „Gazety”: „ Odcinam się od tak zarysowanej koncepcji »ochrony « pachnicy. Moja wypowiedź, na którą powołuje się [Marek Kruk], została wyrwana z kontekstu. Kto tu jest więc „wybiórczy”?

O unijnym prawie dr Kruk pisze jak o „wyzwaniu intelektualnym”. Tymczasem pachnica dębowa jest gatunkiem konkretnie wymienionym w załącznikach unijnej dyrektywy siedliskowej, której celem jest „przyczynienie się do zapewnienia różnorodności biologicznej poprzez ochronę siedlisk przyrodniczych oraz dzikiej fauny i flory na europejskim terytorium Państw Członkowskich”. W załączniku II pachnica jest wymieniona jako gatunek priorytetowy, ważny dla Wspólnoty, którego ochrona wymaga wyznaczenia specjalnych obszarów ochrony, stanowiących część sieci Natura 2000, a art. 6 ust. 1 nakłada na państwa członkowskie szereg obowiązków służących uniknięciu pogorszenia się ich stanu. Dodatkowo z racji wymienienia pachnicy w załączniku IV dyrektywy, art. 12 nakłada na członków Unii obowiązek podjęcia wymaganych środków w celu ustanowienia systemu ścisłej ochrony (który obejmuje zakaz celowego niepokojenia gatunków, w szczególności podczas okresu rozrodu, wychowu młodych, snu zimowego i migracji oraz zakaz pogarszania stanu lub niszczenia terenów rozrodu lub odpoczynku). W Polsce zakaz niszczenia pachnicy i jej siedlisk – co pokazuje praktyka – jest teorią, a wycinka drzew następuje bez sprawdzania, czy są one zasiedlone przez gatunek chroniony. Tymczasem państwa członkowskie Unii są zobowiązane zastosować takie środki, aby zakazy były rzeczywiście skuteczne.

Potwierdza to orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał, że władze państwa muszą zachowywać równowagę pomiędzy ochroną środowiska naturalnego a zrównoważonym rozwojem gospodarczym oraz prawem mieszkańców do użytkowania swojej własności „jednakże prawa te nie mogą stać w sprzeczności z długoterminowym zachowaniem gatunku priorytetowego ważnego dla Wspólnoty w drodze stosowania środków ochrony ścisłej” (por. wyrok ETS w sprawie Caretta caretta z 30 stycznia 2002 r., Komisja przeciwko Republice Greckiej, C-103/00, Rec. str. 1147). Tak więc wszelkie działania gospodarcze muszą mieć na celu zachowanie zgodności z dyrektywą 92/43/EWG, a potrzeby ochrony gatunku priorytetowego stoją ponad wszelkimi potrzebami gospodarczymi. Oczywiście od wszelkich zakazów istnieją odstępstwa, gdy nie ma możliwości stosowania rozwiązań alternatywnych. Takim wyjątkiem jest możliwość przenoszenia pachnicy z pojedynczych drzew, które niekiedy muszą być wycięte. Jednak wyjątek – zgodnie ze swoim charakterem – nie może oznaczać reguły, a sytuacje nadzwyczajne nie mogą stawać się praktyką dnia codziennego.

Na mój temat dr Kruk napisał na forum „Gazety”: „Jestem pewien, że polityka »pseudoekologów «, których jest Pan wybitnym przedstawicielem, pomału chylić się będzie ku upadkowi pogrążona w swoistym fanatyzmie i niekompetencji. Wygrywać będą ambitne, twórcze rozwiązania z zakresu ekologii stosowanej lepiej chroniąc np. zagrożone gatunki niż wymachiwanie jednym artykułem dyrektywy, a tym samym ekologia przestanie odgrywać rolę straszaka i »wroga publicznego «”.

Zastanawia mnie takie przyklejanie łatek i nazywania mnie „ekologiem”, by potem zarzucać, że jestem „pseudoekologiem”. Przypomnę, że z wykształcenia jestem geografem (geomorfologiem) i nigdy nie nazywałem się ekologiem oraz nie uzurpowałem sobie prawa do takiego szlachetnego tytułu, a Stowarzyszenie „Sadyba”, któremu przewodniczę, działa na rzecz ochrony krajobrazu kulturowego, który jest związany z krajobrazem naturalnym (w wielkim skrócie). Przypomnę też o trwającej od sierpnia 2004 roku naszej akcji „Ratujmy Aleje”, dzięki której publicznie mówi się o alejach przydrożnych, ich wartościach i wycinkach. Dzięki tej akcji (wspieranej i kontynuowanej przez wiele organizacji, osób prywatnych, instytucji i media – zwłaszcza „Gazetę Wyborczą Olsztyn”) nastąpił wzrost świadomości i poziomu wiedzy na temat alei (por.: inwentaryzacja alei wykonana przez olsztyński Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków), a tzw. „szeroka opinia publiczna” dowiedziała się o pachnicy dębowej, gatunkach priorytetowych, dyrektywie siedliskowej, bioróżnorodności, korytarzach migracyjnych etc.

To my wydaliśmy i rozdaliśmy ulotki „Ratujmy aleje”, „Aleje jako ostoje bioróżnorodności” i „Pachnica dębowa – wskaźnik miejsc przyrodniczo cennych” w łącznym nakładzie kilkunastu tysięcy egzemplarzy. „Pseudoekolodzy” z Sadyby zrealizowali też pilotażowy projekt, w ramach którego zbadanych zostało 41 odcinków alei (ok. 3000 drzew) oraz powstało opracowanie naukowe „Ochrona przydrożnych zadrzewień jako ostoi występowania pachnicy dębowej Osmoderma eremita oraz fauny towarzyszącej w alejach przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego” (wykorzystywane m.in. przy projektach związanych z modernizacją dróg). To również my zorganizowaliśmy 2-dniową konferencję naukową (pierwszą w Polsce) na temat wartości, historii i pielęgnacji alei przydrożnych oraz wydaliśmy książkę „Aleje przydrożne” (również pierwszą tego typu w Polsce).To tak w skrócie osiągnięcia tych „niekompetentnych fanatyków”, a nie ambitnych i twórczych „ekologów stosowanych” (cytując dr. Kruka).

A o „polityce pseudoekologów” (których zdaniem dr. Kruka jestem „wybitnym przedstawicielem”) Karol Głębocki z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie powiedział dla „Gazety”: „Działania Sadyby na rzecz zachowania przydrożnych alei przyczyniły się do zwiększania staranności wszystkich zarządców dróg podczas przygotowania projektów wycinki związanych z modernizacją szos. Stosujemy podobne metody. My składamy wniosek o wycinkę, Sadyba oprotestowuje decyzję i pisze odwołanie. Wszystko w granicach postępowania administracyjnego, które nas wiąże. Myślę, że właśnie dlatego jest to tak poważny przeciwnik. Dobrze, że istnieje taka organizacja, która czuwa nad przestrzeganiem prawa. Poglądy można mieć różne, ale walczyć trzeba w sposób cywilizowany”.

Powyższe pokazuje, jak mało obiektywna i niesprawiedliwa jest opinia dr. Marka Kruka, który na forum pisze, że za „szantażowanie opinii publicznej [prawem unijnym] powinno się iść […] do »pierdla «”. W tej sytuacji czekam na przeprosiny lub proszę być konsekwentnym i… złożyć na mnie doniesienie do prokuratury.

Krzysztof Worobiec
Gazeta Wyborcza, 10.05.2010

Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Ratujmy aleje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.