W drodze na borussiańską majówkę

Drogi (rowerowe) kontra drzewa
W drodze do Węgajt, na tegoroczną borussiańska „majówkę”, która – tradycyjnie – odbywa się za każdym razem w innym miejscu, ale prawie nigdy w maju, zatrzymaliśmy się nad jeziorem Długim w Olsztynie. My, tzn. niezrzeszeni, „mentalni” borussianie, członkowie Sadyby: Iza, Rafał, Danusia i ja. Wspomnianą przerwę zrobiliśmy, żeby pospacerować nieco wyboistą ścieżką, biegnącą brzegiem wspomnianego jeziora. Pogoda była ładna, popołudniowe słońce świeciło i grzało całkiem mocno, ale tego nie odczuwaliśmy, ponieważ drzewa, rosnące po obu stronach ścieżki, dawały bardzo przyjemny cień. Celem naszego krótkiego spaceru, były właśnie rzucające owy cień drzewa…

Otóż władze Olsztyna (miasta, które po nieudanych próbach promocji jako „miasto serów i latawców”, ma okrzyknięto teraz „miastem – ogrodem”) planują budowę czterokilometrowej trasy rowerowej prowadzącej od Wysokiej Bramie nad Jezioro Długie. Plan niby dobry, ale … By plan zrealizować, olsztyńscy drogowcy zamierzają wyciąć ponad 200 drzew rosnących nad Jeziorem Długim, które podobno utrudniają wykonanie tej rowerostrady. Jak twierdzi Zbigniew Gustek, wicedyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Olsztynie:

Jeżeli chcemy mieć piękny bulwar nad jeziorem, to trzeba wyciąć drzewa. Jeżeli jednak chcemy zostawić drzewa, to nie będziemy mieli bulwaru. Ze swojej strony mamy niezbędne dokumenty pozwalające na rozpoczęcie prac(1).

Coś za coś, taka transakcja wiązana: ścieżka rowerowa i zagospodarowanie brzegu jeziora, w zamian za jego dewastację… albo nic! Kosztem wycięcia drzew ma powstać polbrukowa i bezdrzewna arteria, vel „piękny bulwar” (sic!), po której będzie można pędzić rowerem wokół Jeziora Długiego?! Tylko czy rowerzystom taki pomysł się spodoba i czy wyjdzie im to na zdrowie? Raczej nie. Bo nie dość, że w czasie jazdy będą prażyć się na słońcu (co jak wiadomo nie jest zdrowe), to równie szkodliwa jest jazda po polbruk (o czym dalej).

Na Warmii i Mazurach w zatrważającym tempie ubywa drzew przydrożnych, a w równym tempie przybywa betonowej kostki brukowej. W ten sposób zmienił się wygląd ulic i chodników Rucian, Szczytna, Kętrzyna etc. Drogowcy i samorządowcy kochają tą betonową kostkę brukową. Bo „ładna, schludna i praktyczna”, na prezentacjach multimedialnych tak dobrze się prezentuje, no i można się pochwalić – ułożyliśmy chodników za tyle set tysięcy czy milionów złotych (w przypadku planowanej trasy w Olsztynie to aż 3 000 000 zł!) By podnieść wrażenia estetyczne tego „superproduktu”, kostka jest często układana w dwóch kolorach, niekiedy „fantazyjnie” w kółeczka, kwadraty czy słoneczka!

Polbrukowa nowoczesności?
Jeśli obok pasa szarego ułożyć pasek różowego polbruku, to za jednym zamachem powstaje i chodnik, i ścieżka rowerowa! Jak każde mistrzowskie dzieło, tak dwukolorowy polbruk potrzebuje stosownej oprawy. W tym wypadku funkcję ramy spełniają, ciągnące się kilometrami, bardzo gustowne, żółte barierki, kolejne ulubione dziecka naszych drogowców, którzy w ten sposób „unowocześniają” oblicze każdej wsi i miasta. Tyle tylko, że w ten sposób niszczony jest duch warmińsko i mazurskich wsi i miast, zwłaszcza, gdy ofiarą tego „postępu” padają drzewa przydrożne.

Na dodatek powstające ścieżki rowerowe, nie mają nic wspólnego z drogami rowerowymi z prawdziwego zdarzenia, które buduje się oddzielnie, nie jako część chodników czy jezdni, ale jako drogi przeznaczone tylko i wyłącznie dla rowerzystów. Dobrym przykładem jest trasa z Władysławowa do Helu, zwłaszcza jej końcowy fragment z Juraty do Helu (tam ścieżka rowerowa, oddzielona od chodnika, biegnie leśnym pasem przeciwpożarowym). Poza tym jest jeszcze problem zdrowotny i nie chodzi tylko o wdychanie spalin pędzących obok aut. Instytut Podstawowych Problemów Techniki PAN, firma Brüel & Kjær (zajmująca się aparaturą służącą do prowadzenia pomiarów i analiz w dziedzinie dźwięku i drgań) oraz Biuro Drogownictwa i Komunikacji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy prowadzili wspólne badania, których celem było „przetestowanie różnych rodzajów nawierzchni dróg rowerowych, ze zwróceniem szczególnej uwagi na betonową kostkę brukową – ulubiony materiał budujących drogi.” Mikro-drgania powstające w czasie jazdy rowerem po różnych nawierzchniach mierzono specjalnymi urządzeniami

Długotrwała jazda rowerem po nawierzchniach pokrytych kostką betonową powoduje wyraźne zagrożenie dla zdrowia rowerzystów, tak więc powinno się unikać stosowania kostki brukowej do budowy dróg rowerowych. W zasadzie należy dążyć do zakazu jej
układania. Najlepszą, czyli generującą najmniej drgań nawierzchnię do jazdy rowerem
stanowi mastyks grysowy (SMA), rozściełany mechanicznie i zagęszczany walcami(2).

Tak więc codzienne narażanie kończyn górnych na nadmierne drgania może wywołać trwałe uszkodzenia fizyczne (tzw. białe palce, uszkodzenia stawów i mięśni nadgarstków i/lub łokci). Co więcej, z przeprowadzonych badań wynika, że mikrodrgania powstające podczas jazdy po chodnikach z betonowej kostki polbrukowej szkodzą nie tylko rowerzystom, ale również dzieciom, które znajdują się w wózkach (minimalne wymagania dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa oraz procedury pomiaru drgań oddziałujących na całe ciało oraz kończyny górne określa dyrektywa EU 2002/44/EC)! Dlatego w krajach o rowerowych tradycjach (Dania, Holandia, Niemcy), ale też w wielu miastach w Polsce (Gdańsk, Warszawa, Kraków) nie stosuje się już kostki betonowej do budowy ścieżek rowerowych. A u nas? U nas kosztem 3 milionów złotych i ponad 200 drzew ma powstać polbrukowy „piękny bulwar”! A dlaczego nie można pozostawić drzew, między nimi ścieżki dla pieszych, a drogę rowerową wybudować tuż obok alei? Miejsca jest przecież dosyć, a na dodatek to teren miasta?!

Na temat planowanej wycinki drzew nad Jeziorem Długim wypowiadał się Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz:

Nie ma najmniejszego sensu ciąć tyle drzew, ile proponują drogowcy. Zgadzam się, że przez takie działanie to miejsce może stracić swój urok(3).

Skoro tak, to kto i dlaczego zatwierdził plany tej kontrowersyjnej rowerowej inwestycji?

W drodze do Sobaszków
Po rekonesansie nad Jeziorem Długim, ruszyliśmy w stronę otwartego domu Sobaszków, którzy w tym roku gościli borussian i ich niezrzeszonych sympatyków. Przy wyjeździe z Olsztyna mijaliśmy gęsty szpaler szyldów, reklam i bilbordów. Przed Jonkowem wjechaliśmy w prawdziwą, cienistą aleję, która 30 listopada 2008 roku była współuczestnikiem happening-protestu o nazwie „Całun Warmiński”. Była to akcja lokalnych stowarzyszeń „Kochajmy Warmię”, „Ręką Dzieło”, „Teatru Węgajty”, przy wsparciu mniej lokalnej, za to wszędobylskiej „Sadyby” oraz wolontariuszy, mająca na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na problem masowego wycinania drzew przydrożnych, w tym na zagrożone aleje w gminie Jonkowo. Taką, zagrożoną wycinką aleją jechaliśmy chwilę później. Jechaliśmy powoli podziwiając piękne brzozy rosnące po obu stronach drogi z Jonkowa do Węgajt. Jechaliśmy i zastawiliśmy się o co chodzi z tą wycinką? Po co ktoś chce zniszczyć tak malowniczy składnik tego warmińskiego krajobrazu? Podobno brzozy przeszkadzają w modernizacji tej drogi, ale wydaje się to absurdem! Tym większym, że po prawnej stronie drogi istnieje w miarę szeroki, do tej pory nie wyasfaltowany, pas tzw. drogi letniej (do pędzenia bydła).

Mieszkańcy wiosek pod Jonkowem protestują przeciwko wycince przydrożnych alei. W niektórych wsiach pod petycją, by gmina uznała drzewa za pomniki przyrody, podpisała się zdecydowana większość mieszkańców(4).

Nic więc dziwnego, że mieszkańcy protestowali, a szukając rozwiązania problemu zaproponowali objęcie ochroną najbardziej wartościowych alei, poprzez ustanowienie ich pomnikami przyrody. W tym celu zorganizowano akcję „Karnawał drzew”, a gdy to nic nie dało, przystąpiono do cyber-akcji i w ramach protestu zasypano kilkoma tysiącami e-maili urząd wójta gminy, który planował wycinkę alei. Dzięki inicjatywie obywatelskiej mieszkańców gminy (i wsparcia innych organizacji, w tym Greenpeace i Sadyby) władze samorządowe i drogowcy zatrzymali planowane wycinki drzew. Ocalona została aleja brzozowa do Węgajt. W tzw. międzyczasie nastąpiła zmiana prawa, jest więc duża szansa, że tak już pozostanie.

Nowelizacja ustawy o ochronie przyrody
8 czerwca 2010 roku pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski podpisał ustawę z dnia 21 maja 2010 r. o zmianie ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko oraz niektórych innych ustaw. Wcześniej, 29 kwietnia 2010 r. (akurat w przeddzień 6-tej rocznicy zarejestrowania Sadyby) sejm prawie jednogłośnie (bo na 382 posłów tylko 1 głosował przeciw, 1 się wstrzymał) przyjął projekt ustawy o długiej i skomplikowanej nazwie, która krótko mówiąc porządkuje różne inne ustawy, wśród nich tę o ochronie przyrody. Dzięki temu podpisowi, już wkrótce (po opublikowaniu dokumentu i 14 dniowym vacatio legis), przywrócona zostanie kontrola wycinek drzew przydrożnych i decyzje (wójtów, burmistrzów i prezydentów miast) o wycince drzew przydrożnych, będą musiały być uzgadniane z regionalnymi dyrektorami ochrony środowiska! Poza tym owi lokalni decydenci, przed wydaniem decyzji o wycince drzew przydrożnych, będą musieli nakazać przeprowadzenie oględzin drzew w terenie pod kątem występowania gatunków chronionych. Wspomniana nowelizacja wprowadzi też w końcu ochronę koron drzew przed ich barbarzyńskim „ogławianiem” i tzw. „zabiegami pielęgnacyjnym” (mającym z chirurgią drzew tyle wspólnego, co amputacja z chirurgią plastyczną). O nowelizacji tej donoszę z wielką satysfakcją, bo jest to efekt 5 lat starań Sadyby i moich osobiście. Nie licząc pisania setek listów, artykułów, czy prowadzonych na ten temat rozmów, 2-krotnie brałem udział w pracach sejmowych podkomisji ds. nowelizacji ustawy o ochronie przyrody. Po raz pierwszy było to w roku 2005: wtedy powstał dobry projekt, który nie doczekał się głosowania, ponieważ sejm przedterminowo zakończył kadencję! W marcu br, zostałem ponownie zaproszony do pracy w podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskiego projektu wspomnianej ustawy (tej o długiej nazwie). Zgłosiłem kilka istotnych poprawek, w tym o ochronie koron drzew. Część z tych poprawek, pomimo, że zyskały aprobatę członków podkomisji będzie przedmiotem odrębnej inicjatyw legislacyjnej (dotyczy to pełnej inwentaryzacji i cechowania wyciętych drzew przydrożnych).

Droga kontra 2 zabytki
Po obywatelskim akcie sprzeciwu wobec planów wycinki drzew, wójt gminy Jonkowo tłumaczył się na łamach prasy:

Nigdy nie wycinamy drzew dla samego wycinania. Jeśli już są takie przypadki, to przemyślane, wynikające z konieczności inwestycji drogowych bądź poprawienia warunków bezpieczeństwa na jedniach(5).

Tłumaczenie to niczego nie tłumaczy. Ot, taki slogan powtarzany przez wszystkich zwolenników wycinek drzew. Taka nieuzasadniona nadrzędność inwestycji drogowej względem drzew przydrożnych, przyrody i krajobrazu, oraz rzekoma konieczność poprawy bezpieczeństwa na drogach, to argumentacja powtarzana przez drogowców i samorzowców niczym mantra. Jak pokazują ostatnie olsztyńskie przypadki, nie tylko drzewa mają stać się ofiarą drogowo-motoryzacyjnego dyktatu. Okazuje się, że na drodze (i to sensu stricte) postępowi i rozwojowi stoją nie tylko drzewa, ale też zabytki.

Miejski Zarząd Dróg [w Olsztynie – przyp. KAW] planuje, że przy okazji planowanej przebudowy mostu nad Łyną, poszerzona zostanie także ul. Pieniężnego. Dostaliśmy wytyczne, że droga powinna mieć po dwa pasy w każdą stronę. W takim wypadku trzeba będzie wyburzyć dwa stojące przy niej budynki – mówi Zbigniew Gustek, zastępca dyrektora MZD(6).

Są dyrektywy: „trzeba będzie wyburzyć”, a drogowcom nie przeszkadza, że są to budynki zabytkowe. Bo choć oba nie są jeszcze wpisane do rejestru zabytków (póki co – postępowanie trwa), są niewątpliwie zabytkowe (zgodnie artykułem 3 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, zgodnie z którą zabytek to m.in. nieruchomość stanowiąca świadectwo minionej epoki, której zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową). Jednym z zagrożonych budynków powstał w 1860 roku i mieściła się w nim miejska katolicka szkoła ludowa dla dziewcząt, drugi został zbudowany przed rokiem 1885 przez Wilhelma Starka, należącego do bogatej rodziny kotlarzy i kowali (a więc oba budynki jako świadkowie rozwoju Olsztyna, mają wartość historyczną i naukową). Pomijając z resztą zabytkowy charakter budynków, trudno zrozumieć sens ich burzenia, tylko po to, by poszerzyć ulicę Pieniężnego na bardzo krótkim odcinku (od mostu na Łynie do ulicy 22 Stycznia). Bo przecież ulicy tej dalej poszerzyć się nie da …chyba, że drogowcy mają śmiały plan …wyburzenia kilku kamienic i ratusza, aby szeroką arterią przeciąć miasto na pół.

Chodnik kontra zabytek
Przebudowa ulicy Pieniężnego to plany, natomiast ulica Artyleryjska jest już modernizowana. By wybudować kolejną arterię komunikacyjną przecinającą miasto, wycięto wszystkie rosnące przy niej drzewa. Ale na tym nie koniec. W pracach przeszkadzają też stare pruskie koszary z lat 1887 – 1889. Wyburzono więc fragment murów i planowana jest jeszcze rozbiórka zabytkowej wartowni:
Mimo starań Stowarzyszenia Sadyba buldożery zepchną najpierw wartownię w koszarach artylerii, niedaleko wiaduktów kolejowych. Wojewódzki konserwator, gdy przygotowywał decyzję o wpisaniu koszarów do rejestru zabytków, nie ujął w niej tego obiektu. Sadyba odwołała się od tej decyzji do Ministerstwa Kultury. Nic to nie dało. Budynek wartowni będzie zburzony. – Zostanie rozebrany prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu – informuje Andrzej Karwowski, kierujący przebudową ul. Artyleryjskiej(7).

Póki co, los wartowni, jednego z najważniejszych obiektów w zabytkowym zespole koszar artyleryjskich, waży się w ministerstwie kultury. Pisząc odwołanie zwróciłem uwagę, że budynek wartowni ma znaczenie symboliczne, jest elementem łączącym obszar zamknięty, swoisty mikrokosmos militarny, z zewnętrznym, otwartym światem cywilnym. Ze względu na swoje położenie w oddzielonym zwartym murem zespole koszarowym, wartowania pełniła zawsze bardzo ważną funkcję: ograniczała wejście do strefy zamkniętej, chronionej tajemnicą wojskową. Przekroczenie wartowni oznaczało „wejście” do obszaru rygoru i dyscypliny wojskowej lub odwrotnie, „wyjście” na przepustkę, „na wolność”, w świat przestrzeni otwartej, publicznej. To już wystarczający moim zdaniem powód by chronić ten niewielki budyneczek. Moim zdaniem, ale nie drogowców i …konserwatora zabytków, który wpisując (na wniosek Sadyby) zespół koszar artyleryjskich, z 24 budynkami, układem ulic i placów oraz terenami zielonymi, uległ drogowemu dyktatowi i pominął we wpisie do rejestru zabytków budynek wartowni, który koliduje z planami budowy….chodnika (zapewne z polbruku)!

Wydaje się jednak, że jest sposób, by ocalić wartownię. Wystarczy spojrzeć na okolicę dawnego biura przepustek z góry, na przykład z nasypu kolejowego. Wartownię można ominąć, budując chodnik na tyłach budynku. Dla pieszych oznaczałoby to konieczność nadrobienia kilkunastu metrów. Chociaż trudno mówić o pieszych w tej części miasta, gdzie dominują hurtownie, do których mieszkańcy przyjeżdżają samochodami(8).
Rozwiązanie problemu jest oczywiste (wystarczy rzucić okiem na plan koszar) i proste (należało poprowadzić chodnik nie prosto, lecz łagodnym łukiem ominąć budynek, oraz minimalnie przesunąć wyjazd z koszar na ulicę Artyleryjską). Koszary miałyby nadal swoje „drzwi”, a nowa arteria bez żadnych ograniczeń spełniałby swoją rolę „okna na świat”. Niestety projektant drogi tego nie widział i skazał wartownię na rozbiórkę.

Drogi kontra zabytkowe wiaty
Pojektanci ulicy Artyleryjskiej i jej otoczenia, w tym budowy przejścia podziemnego pod nasypem kolejowym (ale także osoby, które te plany zatwierdzały), równie nonszalancko obeszły się z historycznymi wiatami na dworcu Olsztyn Zachodni. Po dawnym dworcu śladu już dawno nie ma, ale pozostały zabytkowe wiaty nad przejściem podziemnym pod peronami (do którego po zmroku strach wejść, bo ciemne, ponure i pozbawione oświetlenia – ale to inny temat).

…wiaty pamiętają rok 1903 i są pamiątką po kunszcie dawnych rzemieślników. Niestety, nikt nie zauważył tego przed rozpoczęciem robót budowlanych. Na szczęście urzędnicy odpowiedzialni za tę miejską inwestycję zapowiedzieli już, że będą chcieli zmienić projekty i ocalić obiekt. Także wojewódzki konserwator chce je chronić. Przed wpisem do rejestru zabytków konserwatorzy muszą otrzymać dokumentację na temat tego obiektu. – Zwróciliśmy się już do Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków, żeby ją przygotował. Czekamy teraz na takie opracowanie – wyjaśnia Grzegorz Świętochowski. – Rozmawialiśmy także z wykonawcami, by zachowali i uwzględnili historyczne zadaszenia w realizowanym projekcie(9).

Wiaty miały być zastąpione nowoczesnymi konstrukcjami, stylistycznie dopasowanymi do pozostałych elementów zmodernizowanej ulicy Artyleryjskiej (czyżby do żółtych barierek – brrr!).

Auta kontra piesi
Wiosną 2010 roku, koło domu towarowego Alfa, na oznakowanym przejściu dla pieszych samochód śmiertelnie potrącił mężczyznę przechodzącego na drugą stronę ulicy. Ponieważ nie był to pierwszy wypadek w tym miejscu, więc przejście…zlikwidowano, stawiając wzdłuż jezdni barierki (by kierowcy nie mieli stresu, że jacyś piesi łażą im po drodze). W Olsztynie, według statystyk, najwięcej wypadków potrącenia pieszych dochodzi właśnie na przejściu dla pieszych! Jaki z tego faktu wyciągnięto wniosek? Egzekwowania jazdy z dopuszczalną prędkością? Nie – wyciągnięto inny wniosek: ulice są dla samochodów, nie dla ludzi, dlatego należy zlikwidować przejścia dla pieszych! Czyż to nie genialnie proste?!

Przyszłością pasów zajęła się komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego działająca przy Miejskim Zarządzie Dróg i Mostów. Poprosił o to – niedługo po kolejnym śmiertelnym wypadku na przejściu koło Alfy – radny Andrzej Szóstek, który jest też dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego. Jego zdaniem część przejść przez jezdnię jest niebezpieczna dla pieszych i kierowców….[dla kierowców?! – zdziwienie KW]10

Zapewne kierowcy maja podwójny stres: muszą uważać na pieszych, i nie mogą wykorzystać walorów swoich aut. W związku z zasadą, że wszystko co przeszkadza samochodom należy usunąć (drzewa, zabytki, a nawet pieszych), w maju br. wspomniana wyżej komisja bezpieczeństwa ruchu drogowego zrobiła listę kilkudziesięciu przejść przeznaczonych do likwidacji. To wywołało słuszne skądinąd oburzenie mieszkańców Olsztyna:

Nie można do tego dopuścić. Mieszkańcy gdzieś muszą przechodzić na drugą stronę, a nie spacerować setki metrów do najbliższego skrzyżowania – twierdzi Tomisław Porycki, przewodniczący rady osiedla Dajtki(11).

Po protestach (które nie doprowadziło do powstania inicjatywy obywatelskiej, takiej jak opisana wyżej w gminie Jonkowo), drogowcy nieco odpuścili i lista przejść dla pieszych przeznaczonych do likwidacji została skrócona do 4 przejść.

Tiry kontra turyści
Problemy z rozbudową infrastruktury drogowej nie dotyczą tylko Olsztyna.
W XIX wieku Ruciane było „leśniczówką wśród lasów jańsborskich i krutyńskich”, która dzięki pięknemu położeniu oraz otwarciu linii kolejowej Pisz–Szczytno, rozwinęła się w XX wieku w znany kurort, o którym Mieczysław Orłowicz pisał:

Wyrosła tu miejscowość ze zwykłej leśniczówki na uczęszczane letnisko (…). Frekwencja letników rosła przed wojną (I św.) z roku na rok – istniało tu kilkanaście willi prywatnych oraz duży dworzec gościnny (Kurhaus) Siegemunda z restauracją i 30 pokojami, gdzie też były ubikacje dla wycieczek zbiorowych(12).

Kurhaus Siegemunda, z cukiernią i słynącą z dobrej kuchni restauracją, plażą i przystanią statków „Żeglugi Mazurskiej”, był na owe czasy bardzo nowoczesny, bowiem jak pierwszy na Maurach posiadał centralne ogrzewanie! Niestety Ruciane obecnie nie wykorzystuje dzisiaj swojego położenia i walorów, które przyczyniły się do jego rozkwitu, i odwróciło się plecami do jeziora, a „rozwijając” wzdłuż głównej, przelotowej ulicy Dworcowej. Działania władz miasta nie wspierają rozwój turystyki. Wprost przeciwnie:

Właścicielom posesji handlowo-turystycznym w Rucianem brakuje słów na to, co się stało przed ich sklepami i restauracjami. Od miesięcy wszyscy liczą straty. Nie mają złudzeń, że tegoroczny sezon turystyczny będzie dla nich najgorszym z dotychczasowych(13).

A to wszystko za sprawą przebudowy ulicy Dworcowej, stanowiącej fragment drogi krajowej nr 58. Idąc z duchem czasu, ulicę tą należy zmodernizować – wycięto więc na całej długości ulicy wszystkie drzewa przydrożne! I zamiast drzew jest teraz szpaler latarni! Zlikwidowano około 2/3 miejsc parkingowych (między innymi przy kościele i przy sklepach) wybudowano 2 ronda – słowem dostosowano drogę do wymogów drogi krajowej i trasy tranzytowej dla tirów. Z niewyjaśnionych powodów został podniesiony poziom jezdni, więc by dostać się z samochodu na szeroki polbrukowy chodnik, trzeba pokonać 2 stopnie (zupełnie niedostosowane dla osób niepełnosprawnych). Póki co jest spokój. Z powodu przebudowy mostu tranzyt omija się całe miasto. Nie ma więc ani turystów, ani tirów. Ale gdy most zostanie wyremontowany, z całą pewnością pojawią się tiry, natomiast turyści będą omijać miasteczko położone przy trasie przelotowej. W ten sposób, dzięki modernizacji drogi, urokliwy kurort traci resztki swojego charakteru.

Z tego miasta robi się tandetne wesołe miasteczko. Wszędzie pogrodzone i odwracające się od jeziora do zakopconej od spalin ulicy. Nie ma żadnej kontroli, żadnych planów zagospodarowania, jest wolna amerykanka, która z czasem zaciśnie się jak pętla na szyi wszystkich, i przedsiębiorców, restauratorów, władz i co najgorsze mieszkańców. Proszę mi wierzyć, wielu moich znajomych przestaje tu przyjeżdżać, bo same Ruciane coraz bardziej się im nie podoba(14).

Ale w Strategii Zrównoważonego Rozwoju Miasta i Gminy Ruciane-Nida do 2015 roku wyodrębniono strategiczny cel: rozwój turystyki i rekreacji wraz z promocją gminy!

Zakończenie
Olsztyn z godnie z deklaracjami ma być miastem ogrodem. Ruciane-Nida ma być miastem przyjaznym turystom. Na papierze lub prelekcji multimedialnej. Ale rzeczywistość wygląda inaczej. Termin „promocja” oraz „zrównoważony rozwój” stały się określeniami-wytrychami, narzędziami do otwierania unijnych kas. Ale samo zdobycie kasy i jej wydanie na nieprzemyślane inwestycje, nie przyczyni się do rozwoju regionu lecz do jego dewastacji. Dlatego zachowajmy szczególną ostrożność – zwłaszcza na drogach!

Krzysztof A. Worobiec,
Kadzidłowo, maj – czerwiec 2010
Borussia 47-2010

1. Grzegorz Szydłowski, Bronią drzew nad Długim. I bez wycinki może być ścieżka. Gazeta Wyborcza / Olsztyn, 28.06.2010.
2. „Nawierzchnia dróg rowerowych i jej wpływ na zdrowie i bezpieczeństwo rowerzystów” http://www.zm.org.pl/download/prezentacje/0911-standardy-wibracje.pdf, 28.06.2010 r.
3. por. przypis 1.
4. Magdalena Szpiczak-Brzezińska, Zróbmy z drzew pomnik, Gazeta Wyborcza/Olsztyn 11 grudnia 2009.
5. Wojciech Katarzyński, Tysiące listów w obronie drzew, Gazeta Olsztyńska, 25 luty 2010.
6. Tomasz Kurs, Szersza droga czy zabytek. Co ważniejsze? Internetowe wydanie Gazety Wyborczej /Olsztyn, z dnia 2.07.2009.
7. Tomasz Kurs, Wartownie do lamusa, Gazeta Wyborcza/Olsztyn, 15 czerwca 2010.
8. Tomasz Kurs, Wartownia, mały budynek, wielki problem, Gazeta Wyborcza/Olsztyn, 8 lipca 2010.
9. Tomasz Kurs, Zyskamy nowe zabytki? G. Wyborcza/Olsztyn, 23.06.2010.
10. Grzegorz Szydłowski, Tu nie będzie przejścia. Drogowcy walczą z zebrami, G. Wyborcza/Olsztyn, 24.06.2010.
11. Grzegorz Szydłowski, Drogowcy rezygnują: tylko cztery przejścia zagrożone, G. Wyborcza/Olsztyn, 01.07.2010.
12.  Mieczysław Orłowicz, Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmii, Warszawa 1922.
13. Marek Truszkowski, Zafundowali nam drogowy bubel?, Tygodnik Piski, 22.04.2010.
14. Marek Truszkowski, Ruciane-Nida miasto straconych szans? Tygodnik Piski, 12.05.2010.
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy, Krajobraz naturalny i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.