Drogowcy paraliżują latem Mazury

Nie ma wątpliwości, że modernizacji „szesnastki” nie można przerwać z powodu wakacji. Ale czy nie można było w innym terminie remontować dróg w Mrągowie, Piszu czy Rucianem?

Sezon wakacyjny na Mazurach powoli dobiega końca. Inny niż zwykle – z anomaliami pogodowymi: trudne do wytrzymania upały przeplatają się z ulewnymi deszczami oraz gwałtownymi burzami. Jakby tego było mało, życie mieszkańcom oraz turystom odpoczywającym w tych stronach, utrudniają prace drogowe. Jadąc więc przez Mazury trzeba mieć dużo zdrowia i czasu.

Wiem, że „musimy budować drogi”, „drogi to rozwój” lub „teraz cierpimy, by później było lepiej”. Nie ma wątpliwości, że modernizacji drogi nr 16 na odcinku Barczewo–Biskupiec, nie można przerwać z powodu wakacji, bo to inwestycja długoterminowa. Ale czy nie można było w innym terminie remontować dróg w Mrągowie, Piszu i Rucianem?

Samochody utknęły w stolicy country
W Mrągowie drogowcy postanowili wyremontować wylot drogi w kierunku na Olsztyn, czyli skrzyżowanie ulic Curie Skłodowskiej, Brzozowej i Kolejowej. Z tego powodu niedawno zakorkowane było (dosłownie) całe miasto: od ratusza (ul. Warszawska) i rogatek miasta od strony Mikołajek (ul. Wojska Polskiego) po wylot w stronę Olsztyna (ul. Olsztyńska). Ten paraliż spowodował nie tylko remont drogi, ale też nowe rondo u zbiegu wyżej wymienionych ulic: pomimo że roboty drogowe prowadzone były przy przejeździe kolejowym, to auta jadące w kierunku Olsztyna stały na rondzie, skutecznie blokując ruch we wszystkich innych kierunkach (Kętrzyn, Giżycko, Mikołajki, Piecki, Pisz). Zapewne remont tej drogi był potrzebny, ale akurat w wakacje? Wszyscy od lat wiedzą, że w mieście odbywają się masowe imprezy jak Piknik Country czy Festiwal Kresowy i wiadomo, że wtedy jest największe natężenie ruchu samochodowego. Dlaczego więc nie zaplanowano przebudowy ulicy w okresie przed lub powakacyjnym?

W Piszu też wakacje z korkami
Podobnie jest w Piszu – tam też korki ciągną się przez całe miasto, od rzeki Pisy, ulicą Kwiatową, Klementowskiego, Olsztyńską oraz Orzyską. W ten sposób „Wrota Mazur” są skutecznie zablokowane, kierowcy klną i mają dosyć dalszej podróży. Co gorsza, utrudniony jest też dojazd do szpitala i pogotowia. Prawdziwym uchem igielnym stało się rondo oraz przebudowywane skrzyżowanie przy wylocie w kierunku Rucian i Orzysza. Modernizacja nawierzchni pochłonie około 300 tys. zł (z funduszy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz gminy Pisz). Kwota ta świadczy, że nie jest to inwestycja wielka, trwająca przez wiele miesięcy. Dlaczego nie mogła być zrealizowana w innym, niewakacyjnym terminie?

Turyści chodzą mostem kolejowym
W Rucianem z kolei od jesieni 2009 r. trwa modernizacja ul. Dworcowej, (w ciągu drogi krajowej nr 58) oraz budowa nowego mostu nad kanałem łączącym jeziora Guzianka i Nidzkie. Oficjalnie budowa miał być zakończona 15 lipca, ale do tej pory trwa. Rzecznik prasowy GDDKiA w Olsztynie tłumaczy wprawdzie, że na placu budowy mostu zginął robotnik, a prokuratura na potrzeby śledztwa nakazała wykonawcy wstrzymanie prac, stąd opóźnienie terminu oddania inwestycji. Tylko dlaczego przed wakacjami nie zostały zakończone prace na rondzie budowanym na drugim końcu miasta (tam nie było wypadku)?

Dlaczego w środku wakacji ograniczano ruch, by położyć polbruk przy śluzie Guzianka, przez którą prowadzi objazd miasta?

Każdy, kto obserwuje prace na Dworcowej ma wiele innych wątpliwości. Dotyczą one tempa pracy (niekiedy nie widać wcale robotników, w inne dni jest ich kilku i tylko czasami praca wre), sposobu oznakowania objazdów (miejscowi wiedzą jak jeździć, chociaż nie zawsze mamy pewność czy nie jedziemy pod prąd, ale dla przyjezdnych jazda przez miasto stanowi prawdziwą zagadkę) oraz zakresu i sposobu realizacji zadania.

Jak donosiła „Gazeta” ktoś zaplanował przebudowę jedynego mostu w mieście, ale nie pomyślał o wykonaniu tymczasowej kładki dla pieszych. I turyści mieszkający za Kanałem Nidzkim nie mogą dostać się na zakupy. To znaczy mogą: mają do wyboru kilkunastokilometrowy objazd lub niebezpieczny skrót mostem kolejowym (ewentualnie wpław przez kanał).

To jednak nie wszystko: od września 2009 r. odcięta od miasta została część jego mieszkańców – tych z ulicy Kowalik. Co prawda – na skutek interwencji mediów, późną jesienią zdołano zbudować tymczasową kładkę dla pieszych, jednak na początku maja z powodu sezonu żeglownego została ona rozebrana. By dostać się autem do siedziby gminy, lekarza czy na pocztę mieszkańcy Kowalika muszą pokonać kilkunastokilometrowy objazd pełen pędzących samochodów.

Ruciane staje się drogą tranzytową dla tirów
Celem przebudowy drogi w Rucianem jest jej modernizacja oraz poprawa bezpieczeństwa. Czy tak się stanie? Obawiam się, podobnie, jak wielu mieszkańców gminy, z którymi rozmawiałem, że stanie się na odwrót. Nie będzie ani ładniej, ani lepiej, ani bezpieczniej. W pierwszej kolejności, wycięto wszystkie drzewa przydrożne (nawet te zasiedlone przez pachnicę dębową) i teraz zamiast drzew jest szpaler latarni wybudowanych za 720 tys. złotych z budżetu gminy (która dodatkowo będzie musiała płacić za prąd i ich utrzymanie!). Zlikwidowano za to około 2/3 miejsc parkingowych (między innymi przy kościele i przy sklepach).

Gdzie więc mają parkować osoby udające się do kościoła, na cmentarz, do sklepów czy restauracji? Już teraz brak parkingów odbił się na dochodach handlujących przy ulicy Dworcowej (wzrosły za to dochody policjantów kasujących za łamanie zakazów parkowania).

Na dodatek nowe zatoki do parkowania są tak wąskie, że w niebezpieczeństwie są wysiadający z samochodów kierowcy. Z niewyjaśnionych powodów podniesiony został poziom jezdni i by dostać się z samochodu na szeroki, polbrukowy chodnik, trzeba pokonać 2 stopnie. Zamiast parkingów wybudowano szerokie, kosztowne (bo wykonane z drogiej kostki granitowej), dziwacznie ukształtowane i zbędne wysepki rozdzielające ruch, zawężające znacznie pas drogowy i bardzo utrudniające manewr zawracania. Wybudowano też dwa ronda, ale nie zrobiono miejsca do zawracania dla pojazdów jadących w stronę stacji benzynowej i Pisza. Słowem dostosowano drogę do wymogów drogi krajowej i wybudowano trasę tranzytową dla tirów, bo na pewno nie ułatwiono życia mieszkańcom i turystom.

Póki co, z powodu przebudowy mostu tranzyt ciężarowy omija miasto, ale gdy most zostanie wybudowany z całą pewnością pojawią się tiry, a turyści z czasem zaczną omijać miasto. W ten sposób dzięki „modernizacji” ten cichy i spokojny niegdyś kurort stracił resztki swojego urlopowego charakteru, zamieniając się w miasto położone przy trasie przelotowej.

Jak napisał jeden z turystów do lokalnej gazety: „Z tego miasta robi się tandetne wesołe miasteczko. Wszędzie pogrodzone i odwracające się od jeziora do zakopconej od spalin ulicy. Nie ma żadnej kontroli, żadnych planów zagospodarowania, jest wolna amerykanka, która z czasem zaciśnie się, jak pętla na szyi wszystkich: przedsiębiorców, restauratorów, władz i co najgorsze mieszkańców. Proszę mi wierzyć, wielu moich znajomych przestaje tu przyjeżdżać, bo same Ruciane coraz bardziej im się nie podoba”. A w Strategii Zrównoważonego Rozwoju Miasta i Gminy Ruciane-Nida do 2015 roku wyodrębniono strategiczny cel: rozwój turystyki i rekreacji wraz z promocją gminy…

Krzysztof A. Worobiec
Gazeta Wyborcza Olsztyn
18.08.2010

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuły, Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.