Parki narodowe czy polowania? Dziś I czytanie obywatelskiego projektu zmiany ustawy o ochronie przyrody

Parki narodowe przyciągają turystów, wspomagają rozwój regionu. Ale u nas protestują przeciw nim lokalne władze, bo boją się wstrzymania inwestycji

Obowiązująca ustawa uzależnia powołanie parku narodowego (i poszerzenie) od zgody władz samorządowych – w gminach, powiatach i województwach. Decydujący głos należy jednak do radnych w gminach. Z nimi przede wszystkim należy uzgadniać projekt.

W rezultacie o sprawie istotnej dla całego społeczeństwa decydują ludzie z samorządów lokalnych. I zawsze odmawiają. Uzgadnianie kończy się fiaskiem. Od 2001 r. nie powstał w Polsce żaden nowy park narodowy. Nasuwa się porównanie do liberum veto z czasów I Rzeczypospolitej, kiedy to decyzje istotne dla całego państwa mogły być torpedowane przez nielicznych.

Argumenty przedstawicieli samorządów przeciw parkom narodowym na „ich” terenie są zawsze takie same: parki grożą rzekomo zahamowaniem rozwoju regionu, wstrzymaniem inwestycji, budownictwa, rozwoju infrastruktury oraz ograniczają prawa miejscowej ludności. Na pewno dużą rolę odgrywają także interesy wpływowych grup – leśników, myśliwych i biznesmenów. Tych wszystkich powiązanych interesami ludzi protestujących przeciw każdemu naruszeniu status quo.

Argumenty przeciw parkom były wielokrotnie poddawane pod dyskusję i obalane przez przyrodników i ekologów. Parki narodowe na całym świecie budzą zainteresowanie, przyciągają turystów, wspomagają rozwój regionu i podnoszą jego rangę. Niestety, jest pewne, że dopóki trzeba będzie „uzgadniać”, nowe parki nie powstaną. Tylko „opinie” mogą zmienić sytuację.

Te opinie, oczywiście, będą negatywne, ale w ostateczności park będzie mógł powstać, powołany, zgodnie z przepisami, przez rząd wbrew partykularnym interesom lokalnym, za to w interesie ogółu społeczeństwa.

Całą tę sytuację pokazuje batalia o park narodowy na Mazurach. W ciągu ostatniego dziesięciolecia próby rozmów i przekonania przedstawicieli lokalnych społeczności na szczeblach gmin i powiatów kończyły się fiaskiem. Także, niestety, próby uzyskania poparcia w Ministerstwie Środowiska: pisma i apele składane przez organizacje społeczne, takie jak Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” oraz Stowarzyszenia na rzecz Powołania Mazurskiego Parku Narodowego pozostały w szufladach urzędników. Również głośny apel z 2009 r. przedstawicieli nauki i kultury (podpisany m.in. przez Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Pendereckiego i Wisławę Szymborską) adresowany do premiera Donalda Tuska i ówczesnego ministra środowiska Macieja Nowickiego pozostał bez echa.

Na odczepnego powtarzano zawsze, że najpierw trzeba „uzgodnić” sprawę z przedstawicielami samorządów. Nie było brane pod uwagę przez rządzących stanowisko Państwowej Rady Ochrony Przyrody (wybitni przedstawiciele nauk przyrodniczych) od lat postulującej powołanie kilku nowych parków narodowych, m.in. mazurskiego.

Przeciwnicy parków powołują się na fakt, że dany obszar został już objęty innymi formami ochrony. Takimi np. jak park krajobrazowy, obszary Natura 2000 lub Leśne Kompleksy Promocyjne. Wiadomo jednak, że te wszystkie formy ochrony przyrody nie są skuteczne. Dobitnie potwierdza to sytuacja na Mazurach. Mimo że Mazurski Park Krajobrazowy istnieje (obejmuje niewielką część Mazur z kawałkiem Puszczy Piskiej, rzeką Krutynią, jeziorem Śniardwy i kilku innymi jeziorami ), to jego dyrekcja nie ma żadnego wpływu na postępujący wyrąb Puszczy Piskiej przez miejscowe nadleśnictwa. Nie jest też nawet informowana o wielkich, kilkudniowych polowaniach z nagonkami organizowanych kilka razy w roku przez Nadleśnictwo Strzałowo oraz Ośrodek Hodowli Zwierzyny w Mikołajkach podległy Zarządowi Głównemu Polskiego Związku Łowieckiego.

Na początku stycznia odbyło się takie właśnie czterodniowe polowanie, dla tzw. myśliwych dewizowych z Niemiec. Kilkudziesięciu myśliwych, przy pomocy naganiaczy z okolicznych miejscowości, zabiło ponad sto saren, jeleni i dzików. Jak na ironię – w tym samym czasie (na co zwrócił mi uwagę znajomy dziennikarz ), gdy w telewizji pokazywano zdjęcia sarenki dryfującej na krze koło Ustronia Morskiego. Uratowali ją dzielni strażacy. Jak przewiduje były myśliwy, ta sarenka prędzej czy później także zostanie zastrzelona. A myśliwemu zabójcy nie będzie groził ostracyzm. Przeciwnie – myśliwi w naszym kraju nie tylko są akceptowani, ale często podziwiani, jak hierarcha kościelny myśliwy. On także zabija dla przyjemności, za nic mając przykazanie „nie zabijaj” (no bo człowiek przecież zabija zwierzęta „od zawsze”).

O dewastacji przyrody na Mazurach pisano wielokrotnie. To także budowa osiedli mieszkalnych na terenach chronionych, zabudowa brzegów jezior, dzikie budownictwo domków letniskowych, tiry rozjeżdżające drogi, czy wycinanie tak charakterystycznych dla pejzażu mazurskiego alei przydrożnych. Kto za to wszystko odpowie? Dlaczego np. opisywane w prasie lokalnej przypadki zasypywania gruzem i śmieciami jezior, aby powiększyć w ten sposób przybrzeżną działkę (znane mi są przypadki takiego „powiększania” nad jeziorami Roś i Nidzkim) nie są skutecznie ścigane przez prokuratury, a sądy umarzają postępowania?

W Rucianem-Nidzie, znanej miejscowości w środku Puszczy Piskiej, były burmistrz zezwolił na wycięcie kilkuset drzew przydrożnych, ogołacając i oszpecając miejscowość. „Perłę”, jak mówiono, wśród mazurskich miejscowości letniskowych. Jakby nie dość tego, wycięto szpaler wysokopiennych sosen odgradzających cmentarz od ruchliwej drogi Pisz–Szczytno!

Jedyne, co dziś można powiedzieć na pocieszenie, znając podobne akty wandalizmu, to to, że bezlitosna wycinka drzew przydrożnych, nie tylko na Mazurach, ale w całym kraju, została przynajmniej w pewnym stopniu powstrzymana. W ubiegłym roku Sejm zmienił w końcu nieszczęsny przepis ustawy o ochronie przyrody, który pozwalał decydować o wycince urzędnikom w gminach i drogowcom. Bez potrzeby uzyskania zgody od Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody. Teraz zgoda jest potrzebna.

W tej samej ustawie trzeba teraz zmienić artykuł dotyczący tworzenia parków narodowych. Słowo „uzgadniać” zastąpić słowem „opiniować”. To zabieg, który przywróci właściwy sens nazwie: „ustawa o ochronie przyrody”. Bo po co nam ustawa, która nie chroni przyrody skutecznie, a zwłaszcza tych najpiękniejszych i najbardziej wartościowych przyrodniczo regionów, jak Mazury kandydujące do miana jednego z siedmiu cudów przyrody na świecie?

W art. 74 konstytucji zapisano m.in.: „Władze publiczne wspierają działania obywateli na rzecz ochrony i poprawy stanu środowiska”. Mamy więc takie działania. Podjęte przez obywateli w sytuacji, gdy wieloletnie zabiegi o ustanowienie w sercu Mazur parku narodowego nie przyniosły rezultatu. Jak i wieloletnie starania o poszerzenie granic Białowieskiego Parku Narodowego.

Można zatem powiedzieć, że obywatele wzięli sprawy w swoje ręce, wykazując większą troskę o przyrodę niż rządzący, z Ministerstwem Środowiska na czele. Blisko ćwierć miliona osób podpisało obywatelski projekt zmiany złego prawa. Setki młodych ludzi z organizacji pozarządowych zbierało podpisy w całym kraju. Niechże teraz posłowie wesprą działania obywateli.

Kazimierz Orłoś, pisarz
Gazeta Wyborcza, 20.01.2011
Ten wpis został opublikowany w kategorii Oddajcie Parki Narodowi i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.