Szkoda tej wartowni z koszar artylerii…

Szczególnie bulwersujące było zniszczenie wartowni koszar wzniesionych
w latach 1887–1889. Budynek został zburzony w związku z przebudową
ul. Artyleryjskiej

Co rusz wszyscy słyszymy o zabytkach: zniszczonych, niszczonych lub planowanych do rozbiórki (ostatnio „Gazeta”poinformowała o zniszczeniu historycznego ogrodzenia jednego z olsztyńskich cmentarzy). Wbrew powszechnemu mniemaniu, zabytkami nie są tylko obiekty wpisane do rejestru (wpis do rejestru jest tylko jedną z form ochrony zabytków), dlatego warto przypomnieć, że zabytkiem są obiekty „będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epok […], których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową”. Zgodnie z ustawą ochrona zabytków polega na podejmowaniu przez organy administracji publicznej działań mających na celu ich „trwałe zachowanie, utrzymanie i zagospodarowanie, zapobieganie zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla ich wartości”.

„Zwykły” obywatel wiedzy tej nie musi posiadać, ale powinni ją mieć urzędnicy zajmujący się zabudową, planowaniem i zagospodarowaniem przestrzennym, oraz – co oczywiste – osoby zajmujące się zawodowo ochroną zabytków. Ta grupa powinna niezłomnie dbać o nasze wspólne dziedzictwo kulturowe! Ale czy tak jest? Obserwując służby olsztyńskie odnoszę wrażenie, że miejski konserwator zabytków nie tylko nie wykazuje się konserwatorską aktywnością i zbyt często idzie na „kompromis” (sic!), zwłaszcza gdy chodzi o inwestycje miejskie. Stwierdzenie to opieram głównie na doświadczeniu: dzięki interwencjom mediów oraz organizacji pozarządowych (a nie aktywności urzędników odpowiedzialnych za zabytki!) udało się powiększyć listę rejestrowych zabytków w Olsztynie, a tym samym ocalić od zniszczenia: komorę kanalizacyjną systemu Shone’a, wiaty na Dworcu Zachodnim, pozostałość koszar Funka przy ulicy Kasprowicza, willę na ulicy Leśnej, dwa budynki dawnego browaru oraz budynek tartaku na ulicy Knosały. Ten ostatni przykład jest szczególny: XIX-wieczny ryglowy budynek, widoczny z okien siedziby miejskiego konserwatora zabytków(!), niszczał przez wiele lat i gdyby nie konsekwentne działania pasjonatów, już dawno by go nie było. Wątpliwości dotyczące postępowania administracyjnego budzi też sprawa zniszczenia byłego atelier fotograficznego Pfeifela przy ul. Skłodowskiej-Curie.

Szczególnie bulwersującym było zniszczenie wartowni należącej do koszar artyleryjskich wzniesionych w latach 1887–1889. Ten niewielki budynek, wraz z fragmentem murów, został zburzony latem w 2010 r. w związku z przebudową ulicy Artyleryjskiej. Stało się to pomimo toczących się (m.in. na łamach „Gazety”) dyskusji na temat konieczności ochrony wartowni i trwającego postępowania w sprawie… wpisania zespołu koszar (a więc także wartowni!) do rejestru zabytków. Ten niepozorny budynek poza wartościami historycznymi miał szczególne znaczenie symboliczne: był elementem łączącym zamknięty „mikrokosmos militarny”, z zewnętrznym i otwartym „światem cywilnym”. Ze względu na położenie w oddzielonym murem od miasta zespole koszarowym, wartowania pełniła funkcję „bramy” oddzielającej strefę chronioną tajemnicą wojskową od świata otwartego i publicznego. Przejście przez tę „bramę” oznaczało rygor i musztrę lub odwrotnie – wyjście na przepustkę, „na wolność”.

Nie ulega wątpliwości, że wartownia miała też wartość zabytkową, podlegającą ochronie. Pomimo tego oraz konkluzji zawartej w „Lokalnym Programie Rewitalizacji Terenów Powojskowych miasta Olsztyn” (opracowanym w 2005 r. przez Wydział Strategii i Rozwoju Urzędu Miasta w Olsztynie): „wiele budynków z uwagi na rok budowy oraz walory architektoniczne i kulturowe wymaga ochrony konserwatorskiej”, dopiero w 2009 r. (w związku z wnioskiem Sadyby) wszczęto postępowanie w sprawie wpisu koszar do rejestru zabytków! Jednak Wojewódzki Konserwator Zabytków decyzją z 11.12.2009 r. wpisując do rejestru zabytków 26 budynków zespołu (wraz z układem przestrzennym i zielenią) pominął budynek wartowni!

Dlaczego? Otóż konserwator uległ presji inwestorów i drogowców, planujących przebudowę ulicy Artyleryjskiej, więc dla dobra spawy „odpuścił” budynek wartowni, bo kolidował on z planami modernizacji. Zrezygnowano z zabytkowego budynku dla budowy w tym miejscu chodnika(!), pomimo że było proste rozwiązanie problemu: chodnik łagodnym łukiem mógł omijać budynek wartowni, a wyjazd z koszar na ulicę Artyleryjską można było minimalnie przesunąć. Dzięki takiej drobnej korekcie planów (na etapie przygotowania inwestycji) wilk byłby syty (nowa arteria spełniałaby swoje zadania) i owca cała (koszary miałyby „bramę”). Niestety – projektant drogi takiego rozwiązania nie widział i skazał wartownię na rozbiórkę, a konserwatorzy zabytków plany te pochopnie zaakceptowali.

Budynek został zburzony pomimo medialnej debaty na temat możliwości uratowania wartowni, publicznej zapowiedzi inwestora, że budynek „zostanie rozebrany prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu” („G.Wyborcza” 15.06.2010 r.) oraz toczącego się postępowania w sprawie wpisu do rejestru zabytków. Wówczas nie było jeszcze wiadomo, jaka będzie decyzja ministra kultury i dziedzictwa narodowego, do którego zaskarżono decyzję o wpisie koszar do rejestru zabytków – bez wartowni. Co teraz zrobią służby konserwatorskie, skoro – zgodnie z przypuszczeniem – w ministerstwie zapadła decyzja o uchyleniu zaskarżonej decyzji w całości, rozpatrzeniu sprawy ponownie oraz nakazano usunięcie błędów formalnych i merytorycznych? W decyzji ministra stwierdzono m.in.: „wątpliwości organu odwoławczego wywołuje kwestia nieobjęcia ochroną budynku dawnej wartowni, na co wskazuje Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” […] Należy podzielić zdanie Skarżącego Stowarzyszenia, iż budynek ten ma dla całego założenia, jakim są koszary, istotne znaczenie z racji pełnionej funkcji historycznej i dlatego też organ konserwatorski powinien szczegółowo uzasadnić, dlaczego nie objął tego obiektu wpisem do rejestru zabytków”…a budynku już nie ma!

Ciekawi czekamy na szczegółowe wyjaśnienie dlaczego jedne służby (wojewódzkie) nie objęły obiektu wpisem do rejestru zabytków, a drugie (miejskie) były nieaktywne (nieskuteczne) w działaniach na rzecz ratowania wartowni! Wyjaśnienie te mogą być przydatne, także w związku z planami poszerzenia ulicy Pieniężnego… kosztem wyburzenia dwóch budynków, niepozornych, ale mających bez wątpienia zabytkowy charakter.

Krzysztof A. Worobiec
Gazeta Wyborcza Olsztyn, 02-02-2011

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.