„Partnerstwo Dzikie Mazury” czyli o tym, jak wykorzystać atuty jakimi są przyroda i krajobraz kulturowy…

W malowniczo położonej nad jeziorem Gołdopiwo wsi Jeziorowskie (tej nieopodal Kruklanek, w powiecie giżyckim), w dniu 15 czerwca br. odbyła się bardzo ciekawa konferencja pt.: „Dzikie Mazury” poświęcona rozwojowi turystyki w północno – wschodniej części województwa.

Konferencję (jej pogram poniżej) zorganizowali wspólnie Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego i „Partnerstwo Dzikie Mazury”, a udział w niej wzięli licznie przybyli przedstawiciele lokalnych samorządów z wicemarszałkiem Jarosławem Słomą na czele, przedstawiciele organizacji pozarządowych, lokalni przedsiębiorcy, rolnicy etc (łącznie 62 osoby).

Podczas spotkania przedstawiono idee, cel i aktualny stan społecznej inicjatywy „Partnerstwo Dzikie Mazury”, mówiono o atutach północno – wschodniej części województwa (a takim są głównie krajobraz i nienaruszona przyroda) oraz na podstawie wybranych przykładów z terenu całej Polski pokazano zebranym jak zasoby przyrodnicze i kulturowe można wykorzystać turystycznie, a jednocześnie dbać o nie. Do tej części konferencji organizatorzy zaprosili także mnie, ale tym razem nie jako przedstawiciela Sadyby, lecz jako współwłaściciela (z żoną) „Osady Kulturowej w Kadzidłowie”, bo jak stwierdzili: nasza działalność jest „pozytywnym przykładem [że] posiadanie dobra w postaci przyrody i kultury to ogromne bogactwo” (o tym jak „żyjemy z krajobrazu” i co stworzyliśmy w Kadzidłowie napiszę być może w kolejnym odcinku…).

Inicjatorem całego przedsięwzięcia – zarówno konferencji, jak i „Partnerstwa Dzikie Mazury” jest Dariusz Morsztyn, znany jako „Biegnący Wilk”, maszer i uczestnik najdłuższy na świecie wyścigów psich zaprzęgów, były samorządowiec oraz założyciel Republiki Ściborskiej oraz Harcerskiego Ruchu Ochrony Środowiska im. św. Franciszka z Asyżu i autor wielu inicjatyw, w tym utworzenia 2 muzeów poświeconych pisarce Marii Rodziewiczówny: w Ściborkach oraz w dawnym majątku Rodziewiczówny w Gruszowej (obecnie Białoruś).

„Partnerstwo Dzikie Mazury” jest oddolną inicjatywą społeczną mającą na celu stworzenie grupy firm, stowarzyszeń oraz osób fizycznych, których zjednoczy cel: rozwój regionu z poszanowaniem jego walorów przyrodniczych, kulturowych i krajobrazowych. Motorem tego rozwoju ma być wyspecjalizowana turystyka oparta na tworzonej marce „Dzikie Mazury”, będącej gwarancją, że każdy kto uzyskał prawo do jej używania spełnia określone wymagania i jest prawdziwym miłośnikiem tego regionu i obrońcą jego krajobrazu. Znak ten ma być certyfikatem jakości oferowanych usług, tak by każdy turysta, który zechce odwiedzić tą „najdzikszą część Mazur” miał pewność, że korzysta ze sprawdzonych i profesjonalnie prowadzonych miejsc, położonych w wyjątkowych i „klimatycznych” miejscach. Obecnie, po dwóch latach przygotowań i „dojrzewania” idei „Partnerstwa Dzikie Mazury” powstała grupa inicjatywna, składająca się z około 20 przedstawicieli lokalnych firm biznesowych, stowarzyszeń, fundacji, samorządów oraz osób fizycznych (podczas konferencji przyjęto kolejnych 2 członków). Równolegle powołane zostało stowarzyszenie (noszące tą samą nazwę), mające na celu organizowanie i koordynowanie działalności Partnerstwa, którego prezesem został Darek Morsztyn – inicjator całego przedsięwzięcia,

Idea przedsięwzięcia jest prosta – należy wykorzystać atuty regionu do jego rozwoju, a atutem północno – wschodniej części Mazur, to – jak powiedział na wstępie konferencji Darek Morsztyn – są „najdziksze” i najlepiej zachowane pod względem przyrodniczym i kulturowym tereny, ich niski stopień zurbanizowania, ekstensywne rolnictwo oraz …brak infrastruktury turystycznej! Wiele osób może zdziwić takie postawienie sprawy, i może myśleć o turystce pod namiotami, urlopie spędzonym w pionierskich warunkach, czy wręcz o „szkołach przetrwania”. Oczywiście taki rodzaj aktywności nie jest wykluczony, ale celem „Partnerstwa” jest rozwój wysokiej jakości turystyki określanej jako „zrównoważona”. Bo „dzikość” i słabe zagospodarowanie terenów pospolitych może być wadą („teren zacofany”, słabo rozwinięty!), ale też atutem, zwłaszcza gdy w grę wchodzi teren o wybitnych walorach kulturowych i krajobrazowych. Bo w rozwiniętej i zurbanizowanej Europie coraz mniej takich „dzikich” terenów – a jak czegoś jest mało to jego atrakcyjność (cena) rośnie!

W 2008 r. na łamach 48 numeru kwartalnika Borussia pisałem: „Istotnym walorem Mazur i Warmii jest jego peryferyjność (w pozytywnym znaczeniu, czyli rozumiana jako położenie z dala od zgiełku i pośpiechu wielkich metropolii) oraz swoiste „zacofanie cywilizacyjne” przejawiające się brakiem przemysłu ciężkiego i wielkich, uciążliwych dla środowiska zakładów. To zacofanie, które było kiedyś powodem do wstydu (na pewno w słusznych czasach, gdy próbowano „zrównać wieś z miastem”, a wszystkim „żyć dostatnie”) jest atutem regionu. Dzięki temu powstał mit „odległej krainy”, „oazy spokoju”, „zielonych płuc” etc., które niczym Arkadia przyciągają rzesze turystów szukających dzikości, natury i spokoju. Dzięki temu „zacofaniu” krajobraz nie został tak mocno jak w innych regionach zdegradowany. To, co stworzyła natura nadal cieszy ludzkie oko i jest bogactwem, kapitałem naturalnym Mazur i Warmii. Kapitał można oceniać różnie: to, co dla jednych jest wartością, dla innych jest bezwartościowe lub nawet utrudnieniem. […] Czy województwo będzie potrafiło wykorzystać swoje atuty i pozostanie czystym regionem? Sprzyja temu wspomniane poprzednio zacofanie przemysłowe Warmii i Mazur, które oczywiście można traktować jako atut lub katastrofę. […]Tradycyjne rolnictwo o wyspecjalizowanej produkcji, w połączeniu z nieskażonym środowiskiem naturalnym oraz trendem pro-ekologicznych inwestycji i działań wraz z sensownym rozwojem turystyki wydają się być bardzo istotną szansą rozwoju regionu (zezwalając równocześnie na rozwój nieuciążliwego przemysłu w wyznaczonych strefach).”[1]

Ten tekst zatytułowałem „Toskania Północy. Drogi i bezdroża rozwoju Warmii i Mazur”. Oczywiście nie chodziło o proste porównanie Mazur do Toskanii – bo każdy z regionów ma swoją specyfikę, odrębną historię i kulturę. Toskania może natomiast służyć jako wzór, w jak można zamienić wady w atuty (jak to chcą zrobić entuzjaści z „Partnerstwa Dzikie Mazury”).

Toskania to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie i najczęściej odwiedzanych (pożądanych) przez turystów regionów kulturowych (wręcz kultowych), ale warto pamiętać, że tak nie było tak zawsze, bo jeszcze niedawno – jak wspomina Dario Castagno, rodowity Toskańczyk: „jeszcze dwadzieścia lat temu, gdybyście powiedzieli toskańskiemu wieśniakowi, którego marzeniem było pojechać do Ameryki, że jego rozpadający się dom niebawem będzie obiektem marzeń bogatych Amerykanów, to uznałby was za pomyleńców.”[2]

Toskania ze swoim niekorzystnym położeniem, zacofanym rolnictwem opartym na archaicznej strukturze społecznej i gospodarczej (poza kilkoma dużymi ośrodkami -pozbawiona przemysłu) wykorzystała idealnie swoje „słabości” do rozwoju turystyki oraz wyspecjalizowanego rolnictwa, ograniczając rozwój przemysłu (co nie oznacza, że taki nie istnieje – zostały po prostu wytyczone obszary przemysłowe, które nie kolidują z trenami rolniczymi i turystycznymi).

„Pod koniec dwudziestego wieku, kiedy Włochy przechodziły przez okres powojennej industrializacji, Chianti, podobnie jak inne regiony wiejskie dotknęło niemal całkowite wyludnienie. Pozytywnym skutkiem tej migracji było to, że Chianti w dużej mierze oparło się zalewowi architektonicznych potworków, które wówczas kiełkowały na całym świecie. Wtedy też industrializacja ustąpiła pierwszeństwu w rankingu komercyjnym dawnemu mistrzowi, czyli turystyce. A dzięki surowemu prawu, które uchroniło integralność regionu, Chianti przeżyło coś w rodzaju renesansu, gdyż jego wspaniałe krajobrazy, nieskażone zasoby i architektoniczna czystość okazały się dobrem coraz rzadszym w zachodnim zindustrializowanym świecie.”[3]

Pomimo boomu Toskania zachowała swój charakter (nie pozwalając na rozwój turystki masowej tak jak na Wybrzeżu Adriatyckim) ponieważ do swojej specyfiki dostosowała zasady turystyki, propagując od lat 80-tych XX-wieku jej łagodną odmianę, świadomie rezygnując z turystyki masowej na rzecz turystyki wyciszonej. To właśnie w Chianti, sercu Toskanii, w roku 1999 Paolo Saturnini, burmistrz niewielkiego miasteczka Greve zainicjował ruch Cittaslow[4] i przedstawił koncepcję „miast dobrego życia”, czy „miast wyciszonych”, gdzie żyje się dobrze, spokojnie i bezstresowo życia, jako przeciwstawieństwo życia w wielkich miastach pełnych pośpiechu i stresu. Słowo slow nie oznacza wcale powolnego rozwoju tych miast, czy pozostania w tyle za szybko rozwijającymi się wielkimi aglomeracjami, lecz wprost przeciwnie: oznacza postęp poprzez stosowanie najnowocześniejszych oraz pro-ekologicznych technologii, by miasteczka te stały się idealnym miejscem do życia na wysokim poziomie (ideologia „Cittaslow” jest rozszerzeniem powstałej także we Włoszech – filozofii „slow-food” -przeciwieństwa macdonalizacji i kultury „fast food”[5]) .

A czy Mazury mają szansę stać się „Toskanią Północy”? Moim zdaniem tak! Dzięki turystyce zrównoważonej, opartej na harmonii między potrzebami turystów, środowiska naturalnego i lokalnych społeczności, której głównymi zasadami są: zapewnienie ochrony zasobów przyrodniczych, kulturowych i społecznych, długofalowe planowanie pozwalające przewidzieć i zapobiegać jej negatywnym skutkom na środowisko oraz wspieranie gospodarki i ludności miejscowej, by w ten sposób przyczynić się do rozwoju regionu (jej formy to: turystyka studyjna, kulturowa, kulinarna, ekologiczna, muzealna, rowerowa, piesza etc). Oczywiście turystyka to nie wszystko. Dzięki „dzikości” i nieskażonemu środowisku (Zielone Płuca Polski), wyjątkowemu krajobrazowi kulturowemu i zabytkom oraz ekstensywnemu rolnictwu Warmia i Mazury mają szansę stać się zagłębiem produkcji zdrowej, ekologicznej żywności (ostatnie międzynarodowe afery związane z zakażoną żywnością powinny być argumentem do wspierania takiej produkcji). By tak się stało niezbędne jest instytucjonalne wsparcie między innymi takich inicjatyw jak „Partnerstwo Dzikie Mazury”. Mam nadzieję, że liczni przybyli na konferencję lokalni „decydenci” wybiorą drogę, którą zapoczątkował ich toskański kolega z Greve!

„Konferencja poświęcona rozwojowi turystyki na obszarze północno-wschodniej części województwa warmińsko-mazurskiego p.t. Dzikie Mazury”
15. 06. 2011r. – Hotel Helena , Jeziorowskie koło Kruklanek.

Program konferencji

9. 30 Rozpoczęcie konferencji i powitanie gości

– Stan rozwoju Obszaru Dzikich Mazur oraz walory turystyczno-kulturowe, prezentacja na temat historii, celu i stanu obecnego Partnerstwa Dzikie Mazury- Dariusz Morsztyn

– Wystąpienie Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego – Jarosław Słoma

10.30–11. 30 Atuty (Wyjątkowość) Obszaru Dzikich Mazur

– Wystąpienie Radosława Zawadzkiego, Dyrektora Wydziału Promocji Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie

– wystąpienie dr Krzysztofa Łopacińskiego – Prezesa Instytutu Turystyki

11. 30–12. 00 Przerwa kawowa

12. 00–14. 30 Dobre praktyki w dziedzinie wykorzystania zasobów przyrodniczo-kulturowych

12.00–13.00 Z Polski: Partnerstwo, jako narzędzie rozwoju społeczno-ekonomicznego – Barbara Kazior (Fundacja Partnerstwo dla Środowiska w Krakowie)

13.00–13.20 Z regionu: Biznes z poszanowaniem przyrody: Katarzyna Ramotowska (Biebrza Eco-Travel)

13.20–13.40 Z Mazur: Krzysztof Worobiec (Osada Kulturowa w Kadzidłowie)

13. 40–14.00 Z Dzikich Mazur: Iza Przyłucka (Ośrodek Aktywnej Rekreacji „Folwark Łękuk”)

14. 15–15. 15 Obiad

15.30  Przyjęcie nowych członków Partnerstwa Dzikie Mazury

15.15 –17.15 Strategia Rozwoju Obszaru Dzikich Mazur – założenia, dyskusja

Krótkie prezentacje wybranych działań w ramach Kampanii Dzikie Mazury

– Strategii rozwoju turystyki dla gminy Banie Mazurskie – Dariusz Morsztyn

– Plan rozwoju wsi Żabin – Jan Werchowicz

– Wioski tematyczne/historyczne Dzikich Mazur – Zbyszek Mieruński

– „Randżersi Dzikich Mazur” – Witosław Wyrobek

– Zdrowa Żywność z Dzikich Mazur , „Wojowie Pogranicza” – Dariusz Morsztyn

– Dyskusja.

Krzysztof Worobiec
Blog

[1] Krzysztof A. Worobiec, Toskania Północy. Drogi i bezdroża rozwoju Warmii i Mazur, w: Borussia nr 43/2008

[2] Dario Castagno, Za dużo słońca w Toskanii. Opowieść o Chianti. Bielsko- Biała: Pascal, 2010,

[3] jw.

[4] akurat w tych dniach (24 i 25. 06.) Międzynarodowe Zgromadzenie Miast Cittaslow odbyło się w Lidzbarku Warmińskim,

[5] slow food – ruch który powstała w 1986 roku we Włoszech, wspierający i promujący niewielkich regionalnych producentów w żywności – szczególnie żywności tradycyjnej, zdrowej i zagrożonej zniknięciem w wyniku globalizacji żywności fast food oraz stosownej kultury spożywania tych produktów. Mazurskim prekursorem slow food stała się Oberża pod Psem w Kadzidłowie, w której od 1999 roku wisi napis ”Nie mamy czasu dla ludzi, którzy nie maja czasu”.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz naturalny i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.