O najlepszą przyszłość dla regionu – spostrzeżenia i pomysły widziane okiem turysty rowerowego

Droga Langanki–Boże

Skansen czy postęp? Czy można pogodzić argumenty zwolenników modernizacji Warmii i Mazur z tymi, którzy chcą zachowania ich specyfiki? Kolejna część dyskusji „Gazety” o rozwoju Warmii i Mazur.

Od kilku tygodni na łamach sobotniej „Gazety” zastanawiam się, w jakim kierunku powinny rozwijać się Warmia i Mazury. Dwa tygodnie temu przedstawiliśmy przykłady Toskanii i Bornholmu – regionów, które postawiły na spokojny rozwój i dzięki temu stały się rozpoznawalnymi markami. Fama, że Bornholm to idealne miejsce dla rowerzystów, dotarła do najdalszych zakątków Europy.

Dyskusja o przyszłości Warmii i Mazur jest potrzebna, bo co raz głośniejsza jest grupa zwolenników postępu, którzy wyobrażają go sobie jako inwestycje za unijne miliony.
Z drugiej strony są obrońcy odmiennego charakteru regionu, którzy obawiają się, że wraz
z koparkami i robotnikami stracimy to, co nas wyróżnia. Pytamy więc, czy budowa drogi szybkiego ruchu przez region, po której jeździć będzie więcej TIR-ów niż dotychczas, to oznaka postępu, czy może właśnie przykład złudnej modernizacji, która zniszczy to, co najcenniejsze? Czy stawiać na masową turystykę, czy na mniejszą liczbę turystów,
która nie zakłóci spokoju mazurskich zakątków?

W tej dyskusji głos zabrał Jacek Grunt-Mejer. Poniżej spostrzeżenia i pomysły widziane okiem turysty rowerowego.

1. Marka regionu

W artykule sprzed dwóch tygodni przywołali państwo znakomite przykłady „rajów rowerowych” w Toskanii i na Bornholmie. Trzeba jednak wiedzieć, że Mazury także są znane w Europie jako jeden z najciekawszych terenów do uprawiania turystyki rowerowej. Niestety, bolączką tego miejsca jest brak sensownie i bezpiecznie wytyczonych tras. Relacje z Polski na zagranicznych forach internetowych poświęconych turystyce rowerowej, pełne są mrożących krew w żyłach opisów spotkań z polskimi kierowcami i trudnościami, na które non stop napotykają rowerzyści, jednocześnie dużo w nich zachwytu nad unikalną przyrodą i miłymi ludźmi. Podam tu fragment wywiadu, jaki został przeprowadzony z Gerdem Hesse, przedsiębiorcą turystycznym, jednym z największych organizatorów wycieczek rowerowych dla gości z Niemiec i innych krajów Europy [pisaliśmy o tej rozmowie w „Gazecie” z 19 lutego 2008 r. – red.]. „Organizując turystykę rowerową [na Warmii i Mazurach], musimy ciągle improwizować, poszukiwać ciągle nowych dróg, na których da się wytyczyć szlak rowerowy.

Na Mazurach jest problem, ponieważ miejscowa polityka jest nieudolna. Politycy nie są w stanie zbudować przyzwoitej sieci dróg rowerowych, nawet teraz, kiedy tyle pieniędzy płynie z Brukseli. Widocznie na Mazurach nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ważna jest dla tego regionu turystyka. Młodzi kierowcy też nie zdają sobie sprawy, że nie muszą brać zakrętów mając 120–140 km na godz. na liczniku. To, co się tam dzieje, jest groźne dla życia i czekam tylko na to, aż niemiecka telewizja wyemituje relację z jakiegoś wypadku, jak to młody człowiek swoim wypasionym wozem wpakował się prosto w grupę rowerową i kamera pokaże porozrzucane trupy i rowery.

A najgorsze jest to, że polscy politycy nie mają pojęcia, jak wielką rolę odgrywa rejon Mazur dla turystyki rowerowej w całej Europie. (…) Nie można też niszczyć alei drzewnych! Krajobraz, który był kształtowany na przestrzeni całych wieków, zostanie zniszczony w kilka lat. Nikt nie kwestionuje tego, że przy zwiększającym się ruchu trzeba rozbudować infrastrukturę drogową, ale nie trzeba przecież wyrąbywać alei wzdłuż malowniczych, wąskich szos”. Jak widać, wiedzą już o nas, tylko my o nas nie wiemy. Pora to zmienić.

2. Infrastruktura

W powszechnej świadomości, w Polsce rowerzysta to szalejący na rowerze górskim młody człowiek. Tymczasem fakty dotyczące turystyki rowerowej są zupełnie inne.

• Turysta rowerowy wcale nie musi być młody, często są to osoby starsze, nawet
60–70-letnie. Wyjazdy całymi rodzinami też nie należą do rzadkości.

• Używany sprzęt to rowery najczęściej trekkingowe, wyładowane sakwami, często z różnego rodzaju przyczepkami (także do przewozu dzieci).

• W związku z tym, im wyższa jakość trasy, tym lepiej – piaszczyste bezdroża z powalonymi w poprzek drzewami nie są dla tych turystów. Standardem powinien być zwykły asfalt.

• Ludzie starsi cenią pewien komfort – wbrew pozorom są to często ludzie zamożni. Wzdłuż tras można urządzić miejsca noclegowe, także w wysokim standardzie, dobre restauracje z pewnością będą miały klientów.

Oczywiście noclegi tańsze też są potrzebne i z pewnością będą w pełni wykorzystywane w sezonie. W Niemczech działa system Bett und Bike. Domy czy pensjonaty oznaczone tym znakiem stoją wzdłuż bardzo gęstej sieci tras rowerowych (http://www.bettundbike.de/68_1). Są to miejsca przyjazne dla rowerzystów. Od standardowych noclegowni różnią się głównie tym, że oferują miejsce, gdzie można bezpiecznie przechować rower (oczywiście jest też szereg innych udogodnień). Stworzenie takiego systemu ma mnóstwo zalet. Gdy uzgodni się pewien standard wyposażenia, rowerzysta nie będzie tracił czasu na dopytywanie się, szukanie tłumacza i zastanawianie się nad tym, czy kwatera jest wyposażona we wszystko, co jest mu niezbędne.

• Konieczne jest dobre oznakowanie tras, a także dobra strona internetowa z opisem i mapami tras. Absolutnie bezwzględnie konieczna jest ciągłość i spójność tras. Nie może być tak, że np. ścieżka urywa się nagle przed skrzyżowaniem, bo wtedy nie tylko robi się niebezpiecznie, ale nawet nie bardzo wiadomo, w którą stronę jechać.

• Sklepy rowerowe, zwłaszcza z warsztatami, są przy trasie niezbędne.

• Turyści rowerowi nie potrzebują upałów, dlatego sezon może spokojnie trwać od maja do października, w tym czasie wszystko powinno działać.

• Koniecznie trzeba wprowadzić zmiany do prawa o ruchu drogowym, które jest niezgodne z Konwencją Wiedeńską (jesteśmy jedynym krajem UE, w którym nie wolno wozić dzieci w przyczepkach rowerowych). Stwarza to niebezpieczeństwo, zwłaszcza dla zagranicznych rowerzystów.

• Pomocniczym środkiem transportu powinna być kolej, potrzebne są dobre powiązania tras ze dworcami, można też pomyśleć o różnych ułatwieniach dla rowerzystów w korzystaniu z pociągów.

3. Atrakcje

Mazury wciąż są pełne atrakcji, przede wszystkim przyrodniczych. Naszym zadaniem jest nie popsuć tego wspaniałego miejsca. Naprawdę nietrudno wyobrazić sobie, co się stanie, gdy to wszystko zniszczymy i zabudujemy autostradami. Mnóstwo ludzi będzie się tędy przemieszczać, ale nikt nie będzie miał ochoty się tu zatrzymać. Slogany o miejscach pracy wzdłuż autostrad można między bajki włożyć. Także kierowca TIR-a nie zostawi wcale zbyt dużo pieniędzy, nawet jeśli przy trasie będzie nocował i coś zje. Dużo więcej zarobi się na turystyce. O żeglarzach wszyscy wiedzą, o turystyce rowerowej już nie. Ale oprócz rowerzystów, jest też mnóstwo ludzi, którzy po prostu przyjeżdżają tu, bo cieszy ich zwykły kontakt z dziką przyrodą. Bo mogą pooddychać czystym powietrzem. Bo nie słyszą hałasu przejeżdżających samochodów.

Napisałem sporo o tym, czego nie robić, teraz napiszę, co dobrze byłoby zrobić. Korzystajmy z dobrych wzorców. Za granicą mają już mnóstwo doświadczeń na tym polu. To co trzeba zrobić, to wysłać na szkolenie naszych urzędników i samorządowców oraz namówić, żeby współpracując z organizacjami pozarządowymi i innymi zainteresowanymi, przełożyli to na naszą rzeczywistość.

A co takiego fajnego jest za granicą? Na przykład:

• Trasy tematyczne. W Niemczech istnieje szlak „Śladami księcia Pucklera” (Fürst-Pückler-Weg) prowadzący przez różne parki, zamki, pałace i inne miejsca, które były jego własnością lub były przez niego ufundowane. Propozycje dla Mazur? Stwórzmy „Szlak śladami kolejek wąskotorowych” (Mława, Ełk, Wigry, Puszcza Knyszyńska), „Ptasi Szlak” (trasa przez tereny, na których można obserwować różne rzadkie gatunki ptaków itp. Wiele rzeczy już istnieje, trzeba je tylko okryć na nowo, przygotować, powiązać i dobrze wykorzystać. Skoro w Niemczech może być trasa ogórkowa (Gurkenradweg), to i my możemy zrobić np. Szlak tradycyjnych polskich nalewek.

• W 2007 r. jeździłem po Niemczech z 4-letnim dzieckiem w przyczepce rowerowej, w związku z tym dobrze było co 5–10 km zrobić postój. Tak się złożyło, że udawało nam się zawsze trafiać na miejsca, w których było coś atrakcyjnego dla dzieci. Czasem był to zwykły plac zabaw, ale od czasu do czasu coś tak fantastycznego, jak miniaturowe miasta z modelami kolejek, którymi dzieci mogły sterować, a czasem (na te większe) wsiąść. Było też otwarte gospodarstwo agroturystyczne, gdzie mały mieszczuch mógł z bliska zobaczyć barana, świnię czy byka, wziąć na ręce malutką kózkę i skosztować koziego sera. Oczywiście przy tych wszystkich miejscach były parkingi rowerowe, bez tego nawet największa atrakcja straciłaby część klientów.

4. Wnioski

Inwestycje tak, ale z głową! Inwestujmy przede wszystkim w infrastrukturę turystyczną. Stwórzmy na przykład spójną sieć atrakcyjnych tras rowerowych wysokiej jakości, otwórzmy sklepy, pensjonaty, hotele, dostosujmy prawo. Zamiast wycinać drzewa, postawmy barierki w niebezpiecznych miejscach, zastosujmy fizyczne elementy uspokajające ruch. Inaczej wykorzystajmy unijne pieniądze przeznaczone na inwestycje – z dróg na dużo bezpieczniejszą i czystszą kolej. Zamiast budować kosztowną autostradę, wrzućmy TIR-y na tory. Na zwykłych drogach od razu zrobi się luźniej i bezpieczniej, a za zaoszczędzone na tym pieniądze można będzie kupić nowocześniejsze pociągi. Sprawdźmy, w jaki sposób poradzono sobie z TIR-ami w Austrii i Szwajcarii. Prasa też ma ogromną rolę do odegrania – rzetelne informowanie, pilnowanie samorządów, dyskusje na ten temat z pewnością pomogą wszystkim zrozumieć, na czym polega problem i co można z nim zrobić.

Dlaczego to wszystko jest sensowne? Bo to już świetnie działa w wielu krajach Unii Europejskiej. Kopiujmy dobre, nowoczesne rozwiązania i zamiast „skansenu” lub „postępu” postawmy na zrównoważony rozwój.

Magda Brzezińska
Artykuł ukazał się 6 marca 2009 roku w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej w ramach cyklu „Skansen czy rozwój” zrealizowanego przy współpracy z Sadybą.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Skansen czy rozwój – cykl artykułów i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.