Region dla turystów jesiennych i wiosennych

Czy turystyka na Warmii i Mazurach może być sposobem na całoroczny zarobek? A może to tylko okazja, by dorobić sobie podczas bardzo krótkiego sezonu?

Turystyka na Warmii i Mazurach jako całoroczny biznes? To się nigdy nie uda – mówią sceptycy. Nasze kapryśne, krótkie lato nie będzie konkurencją dla wypoczynku nad Morzem Śródziemnym. Dlatego niektórzy przedsiębiorcy przez wakacje starają się zarobić na cały rok, więc ceny usług są wysokie. Tymczasem przez pozostałą część roku Warmia i Mazury nie tracą nic ze swojego uroku. Rodzimi przedsiębiorcy zaczęli się do tego przekonywać, podobnie i turyści.

Tętni życiem po sezonie

Coraz więcej hoteli, pensjonatów i restauracji jest czynnych przez cały rok. – Gdy w 1999 roku otworzyliśmy Oberżę pod Psem w Kadzidłowie, postanowiliśmy, że będziemy działać bez przerwy, by przyzwyczaić gości, że zawsze mogą do nas przyjechać – wspomina Danuta Worobiec. – Czasami zjawiał się ktoś w ciemny, jesienny wieczór. Bawiło nas, gdy ludzie mówili wtedy, że to jedyne miejsce czynne na Mazurach od Mikołajek po Ruciane. Teraz jest już więcej takich restauracji.

W Kadzidłowie mają tylu gości, że przez cały rok pracuje tam osiem osób, a w wakacje dodatkowo zatrudniani są studenci. – Turyści zaczynają do nas przyjeżdżać już w kwietniu, i do długich weekendów listopadowych zawsze mamy obłożenie – opowiada Danuta Worobiec. – W grudniu jest chwila przerwy, i znowu zaczyna się ruch od Bożego Narodzenia. Potem Nowy Rok, ferie zimowe, trochę przerwy i już Wielkanoc. Kiedyś poza sezonem przyjeżdżali głównie Niemcy, teraz także Polacy.

– Z turystyki można wyżyć cały rok – mówi Alexander Potocki z Gałkowa, gdzie w XIX-wiecznym dworku prowadzi Knajpę u Targowiczan. – Mazury są na tyle ciekawym regionem, że turysta ma co tu robić.

Podobnego zdania jest Marek Łachacz, który prowadzi firmę Camp-Pisz. Latem zajmuje się głównie turystyką dla młodzieży, poza sezonem organizuje konferencje z rekreacją na świeżym powietrzu. – Ciepłe miesiące to dla nas czas żniw. Ale praca jest przez cały rok – dodaje.

Stanisław Harajda, dyrektor departamentu turystyki w Urzędzie Marszałkowskim: – Z badań Instytutu Turystyki wynika, że liczba gości przyjeżdżających do nas na pobyt krótki, do pięciu dni, niewiele się różni w ciągu roku. Jeden z przedsiębiorców powiedział mi nawet, że dla niego najgorszy miesiąc to lipiec, bo wtedy firmy nie urządzają szkoleń. Jeśli przyjąć, że w dużym, całorocznym obiekcie zatrudnionych jest ok. 150 osób, to drugie tyle zarabia na usługach dla hotelu: to pracownicy firmy ochroniarskiej, piekarz, który dostarcza pieczywo, sklepikarz w hotelowym holu, taksówkarze, dostarczyciele prasy.

Wypromować wiosnę i jesień

Szkopuł w tym, że wielu turystów wciąż kojarzy Warmię i Mazury tylko z wypoczynkiem wakacyjnym. Bo Warmia i Mazury to jeziora i żagle. – Trzeba zmienić sposób, w jaki jesteśmy postrzegani – przekonuje Harajda. – Co prawda promowanie naszych stoków narciarskich w Krakowie czy Wrocławiu niewiele da, ale już gości z Gdańska czy Bydgoszczy mogłoby zachęcić do przyjazdu.

Zdaniem Alexandra Potockiego przekonanie do wypoczynku na Warmii i Mazurach także wiosną, jesienią i zimą jest jednym z najważniejszych zadań, jakie stoi przed Urzędem Marszałkowskim, który odpowiada za promocję regionu. Ale czasami przeszkodą są same lokalne samorządy i miejscowi działacze. – Przygotowują atrakcje pod swój gust, a nie turystów – tłumaczy Danuta Worobiec.

Szybki i wygodny dojazd na miejsce wypoczynku to także bardzo ważna rzecz. Ale budowa lepszych dróg nie powinna się łączyć z wycinaniem przydrożnych alei prowadzących do turystycznych zakątków. – Na Mazurach nie potrzeba autostrad, bo ludzie nie przejeżdżają przez nasz region, ale to cel ich podróży – przekonuje Potocki. – Na lotnisko w Szymanach czekamy już od lat.

Kolej też kuleje. – Zawieszone jest połączenie Berlin-Mikołajki – mówi Marek Łachacz. – A przecież ten pociąg z kuszetkami i wagonem na rowery zawsze był pełen ludzi. Teraz indywidualni turyści z Niemiec jadą pociągiem do Warszawy, a ja odbieram ich busem i pięć godzin wiozę do Pisza.

Inna sprawa, że brakuje touroperatorów, którzy oferowaliby w zagranicznych biurach podróży pakiety wypoczynkowe na Warmii i Mazurach. Nawet jeśli Czech, Słowak czy Litwin chciałby wybrać się na wycieczkę po naszym regionie, nie miałby jej gdzie wykupić. W dodatku przyszedł kryzys, który spowodował, że firmy oszczędniej wydają pieniądze i z większą ostrożnością planują wyjazdy i konferencje. – Być może jednak ze względu na wysoki kurs euro więcej ludzi wybierze krajowe wczasy zamiast zagranicznych – mówi Maria Kubacka, która wraz z mężem stworzyła ośrodek wypoczynkowy nawiązujący do tradycji Galindów.

O wszystkich tych problemach ludzie żyjący z turystyki oraz urzędnicy, którzy się nią zajmują, będą rozmawiać w środę na spotkaniu w Hotelu Warmińskim.

Magda Brzezińska
Artykuł ukazał się 1 maja 2009 w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej w ramach cyklu
„Skansen czy rozwój” zrealizowanego przy współpracy z Sadybą.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Skansen czy rozwój – cykl artykułów i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.