Żwirownia w Rusi, wiatraki pod Reszlem czyli o cudzie natury i samorządach

Zakończona niedawno kampania „Mazury Cud Natury” przyczyniła się do promocji nie tylko Mazur, ale całego województwa warmińsko-mazurskiego.

To dobrze, ale szkoda jednak, że samorządowcy i urzędnicy wszelkich szczebli, którzy z takim zapałem zajmowali się wirtualną promocją i namawiali do głosowania w internecie, nie mieli (nie mają) takiego samego zapału by chronić ów cudy natury. Mało tego, to oni właśnie często są zagorzałymi przeciwnikami realnej jego ochrony, a przykładem tego jest choćby ich sprzeciw wobec planów utworzenia parku narodowego (zajmującego powierzchnię ok. 1.5 % województwa), bo podobno… zahamuje to rozwój całego regionu, lub przyzwolenie na budowę trasy tranzytowej przecinającej Krainę Wielkich Jezior!

Decydenci ci godzą się natomiast na inwestycje mogące owemu cudowi natury zaszkodzić. Godzą się – często wbrew protestom społeczności lokalnych, na inwestycje degradujące wartość regionu, działając nie tylko wbrew głoszonym hasłom o wyjątkowości naszego krajobrazu (= natury), ale też przeciwko tym, którzy ich wybrali lub którym mają – jako urzędnicy państwowi – służyć! Przykłady takich działań jest wiele – poniżej kilka z nich.

Mieszkańcy wsi Ruś protestują przeciwko utworzeniu wielkiej żwirowni, której eksploatacja doprowadzi do zniszczenia krajobrazu i zakłóci wyjątkowy, letniskowy charakter wsi zwanej niegdyś „Warmińską Szwajcarią”. Mieszkańcy ci zrzeszyli się, zakładając stowarzyszenie, by móc działać skuteczniej. Niestety wójt gminy Stawiguda nie wspiera ich w działaniach, nie widząc nic szkodliwego w lokalizacji tej inwestycji. Nie wspiera, choć to on powinien przecież reprezentować interesy mieszkańców wsi Ruś, a nie interes inwestorów – nawet gdyby ci ostatni obiecywali złote góry (bo inwestycja wiąże się przecież z utratą spokoju i jakości życia jego sąsiadów i wyborców)!

Podobna sytuacja jest w gminie Reszel, gdzie mieszkańcy protestują przeciwko planom budowy farmy elektrowni wiatrowych. Poza uzasadnionymi obawami zbyt bliskiej lokalizacji planowanej inwestycji od siedzib ludzkich protestujący zwracają uwagę na ich negatywny wpływ na cenny przyrodniczo i kulturowo krajobraz: ponad 200 – metrowej wysokości wiatraki mają stanąć na obszarze pomiędzy wsiami Pilec, Bezławki i Święta Lipka. Ławo sobie wyobrazić rewitalizowaną właśnie barokową perełkę jaką jest sanktuarium w Świętej Lipce, czy też wyjątkowy gotycki kościół w Bezławkach z kręcącymi się wiatrakami w tle! Orędownikiem takiej „metamorfozy krajobrazu” jest burmistrz Reszla, wspierany przez radnych, którzy uważają, że wiedzą lepiej czego potrzebują ich wyborcy, a ich najważniejszym argumentem są zyski (potencjalne) jaki niesie zgoda na lokalizację wiatraków. Samorządowcy z Reszla popierają budowę wiatraków wbrew woli mieszkańców oraz dotychczasowej strategii, z której wynika, że priorytetem gminy jest rozwój turystki!

Reszel ze względu na swój wyjątkowy koloryt, zabytki oraz stałą obecność artystów ma (miał?) wyjątkowy potencjał i szansę bycia „Kazimierzem Północy”. Niestety władze miasta potencjału tego nie potrafiły do tej pory wykorzystać, a w mieście walą się zabytki – niedawno runął zabytkowy budynek dawnego hotel „Pod królem Prus” pozostawiony przez swojego właściciela na pastę losu. Bez szybkiej i skutecznej interwencji taki sam los spotka zapewne piękną, barokową plebanię stojącą między zamkiem a farą (już widać dziury w dachu, a penetrująca woda i zima mogą szybko doprowadzić do kolejnej katastrofy budowlanej). Mając przysłowiową kurę, która mogłaby znosić złote jaja, burmistrz jednego z najładniejszych miasteczek (na dodatek należącego do sieci miast Citta-slow, a więc propagującej koncepcję dobrego, miłego i spokojnego życia oraz lokalne produkty spożywcze, rzemiosło bazujące na tradycji lokalnej, drobne firmy rodzinne, budownictwo ekologiczne, oraz pełną kontrolę środowiska, jakość powietrza, wody etc.) w poszukiwaniu zysków dla gminy godzi się na budowę wiatraków, godząc się na zniszczenie walorów krajobrazowych gminy oraz spokój wielu jej mieszkańców!

W sąsiedniej gminie Korsze protestów społecznych nie było, bo tam kilkanaście wiatraków już wzniesiono … po cichu i bez stosownych konsultacji. Zaskoczeni mieszkańcy z tego faktu nie są wcale zadowoleni: „Sołtys Małgorzata Zubek mówi, że mieszkańcom najbardziej przeszkadza ich szum, który szczególnie daje się we znaki w nocy. Są też problemy z oglądaniem telewizji […] Tego przed postawieniem turbin nie było. Byliśmy też bardzo oburzeni, że o budowie farmy dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, gdy zaczęli stawiać te wiatraki po żniwach w 2010 r.” (G. Wyborcza/Olsztyn 28. 07. 2011). Ich niezadowolenie byłoby jeszcze większe, gdyby wiedzieli o skutkach lokalizacji wiatraków zbyt blisko siedzib ludzkich: w literaturze medycznej opisano negatywny wpływ elektrowni wiatrowych (hałas, migotanie świateł, emisja infradźwięków niesłyszalnych dla ludzkiego ucha) na zdrowie mieszkających w promieniu 3 kilometrów ludzi jako chorobę wiatrakową lub tzw. syndrom turbiny wiatrowej. Z tego powodu na zachodzie wiatraki stawia się w odległości 2,5 kilometra (lub dalej) od siedzib ludzkich, a u nas zaledwie w odległości 350 metrów! Niestety, władza mająca „mandat społeczny” ignoruje to, używając demagogii: „Myślę, że tym ludziom, którzy protestują trzeba na miesiąc zabrać elektryczność i może wtedy zrozumieją, że prąd jest potrzebny – komentuje. – Elektrownie wiatrowe są jedną z bezpieczniejszych form pozyskiwania energii, dużo korzystniejszą dla środowiska niż np. węglowe czy jądrowe. Jeśli chcemy obywać się bez prądu i wrócić do średniowiecza, to proszę bardzo.” (to wypowiedź Ryszarda Ostrowskiego – burmistrza Korsz – G. Wyborcza/Olsztyn. 21.09.2011).

Właśnie dlatego że nie żyjemy w średniowieczu mamy świadomość oraz wiemy jakie negatywne skutki mogą przynieść takie złe inwestycje. Poza tym jestem pewien: gdyby 350 metrów od domu wójta gminy Korsze planowano farmę ponad 200-metrowych wiatraków, a wójtowi Stawigudy tuż za płotem żwirownię, z której olbrzymie ciężarówki hałasując i kurząc woziłby całymi dniami żwir, to powołując się na demokrację i partycypację społeczną czyniliby wszystko, by do inwestycji tych nie dopuścić, a nie opowiadali bajki o powrocie do średniowiecza!

Wbrew demagogicznym stwierdzeniom, nikt nie chce powrotu do średniowiecza, nikt też nie protestuje generalnie przeciwko budowie wiatraków czy żwirowni, lecz przeciwko ich lokalizacji – złej ze względów społecznych, krajobrazowych i przyrodniczych! Między innymi z tego powodu w Olsztynie, w dniu 16 września 2011 roku doszło do spotkania przedstawicieli dziewięciu stowarzyszeń działających na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego Warmii i Mazur, który utworzyli Koalicję „Bezpieczna Energia” i przyjęli wspólną deklarację programową wyrażającą zdecydowany sprzeciw wobec niekontrolowanego rozwoju energetyki wiatrowej. Tym samym Koalicja dołączyła do grona organizacji społecznych działającej w obronie społeczeństwa przed szkodliwym oddziaływaniem farm wiatrowych na turystykę, jakość życia mieszkańców i wartość ich nieruchomości.

Należy podkreślić, że stowarzyszenia tworzące koalicję wyrażają niezadowolenie z takiego procesu planowania, który narusza podstawowe zasady demokratyczne, dlatego chcemy by najpierw określone zostały szczegółowe wytyczne określające warunki realizacji inwestycji tego typu i domagamy się pilnego wszczęcia rzetelnych badań nad sposobem realizacji projektu energetyki wiatrowej w naszym kraju, a w szczególności regulacji prawnych dotyczących polityki przestrzennej, ochrony zdrowia, przyrody i dziedzictwa kulturowego, wykluczających lokalizacje elektrowni wiatrowych zbyt blisko obiektów mieszkalnych i najcelniejszych obszarów przyrodniczych i kulturowych.

Krzysztof Worobiec
Blog

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz naturalny i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.