Dawno temu na Mazurach

Oglądając dawne fotografie marzę, by tak wyglądał świat wokół. Więcej w nim harmonii architektury z przyrodą i spokoju – mówi Wojciech Kujawski, autor pocztówkowego przewodnika po Mazurach Garbatych.

Magda Brzezińska: Mazury na starych pocztówkach są…

Wojciech Kujawski: Są po prostu inne. Jeśli przyjąć, że cywilizacja jest m.in. miarą poziomu kultury, to czasem odnoszę wrażenie, że dawniej były bardziej cywilizowane. Mimo że zamieszkiwali je prości ludzie, to przecież nie byli to prostacy, a takich niestety coraz więcej spotykam wokół. Bo mimo niemieckiego powiedzenia, że „tam, gdzie kończy się kultura, spotkasz Mazura”, wcale nie mam wrażenia że kultura mieszkańców Mazur z przełomu XIX i XX w. w jakimś szczególnym stopniu ustępuje ludziom zamieszkującym te tereny obecnie. Jeśli ocena miałaby polegać jedynie na porównaniu widoku tych samych miejsc dawniej i obecnie to – niestety – takie zestawienie często wypada na naszą, współczesnych mieszkańców niekorzyść. Choćby pocztówka z Szyby, to dzisiaj dzielnica Ełku. Grupa elegancko ubranych młodych ludzi pozuje do zdjęcia na tle stacyjki kolejowej. W tle widzimy czyste okna, ładnie odbijają się w nich konary drzew i rozkład jazdy – pociągi odjeżdżają w kierunku Prostek i Królewca. Dzisiaj mijam to miejsce co najmniej dwa razy dziennie i co widzę? Obskurne zabudowania, okna zabite deskami, ściany oszpecone głupawymi napisami, bezsensowne graffiti, powyłamywane deski w podłodze.

Niezbyt zachęcający widok

Mieszkańcy Ełku chętnie wracają do przedwojennego określenia tego miasta „stolica Mazur”, a mnie za każdym razem kiedy mijam tę stację kolejową, nieodparcie nasuwa się pytanie, czy między tamtą, przedwojenną stolicą Mazur i dzisiejszą można postawić znak równości? Przynajmniej jeśli chodzi o poszanowanie lokalnego krajobrazu i kulturę mieszkańców.

Może warto byłoby wydać album, w którym obok starych pocztówek znalazłyby się aktualne zdjęcia tych samych miejsc?

Czasami spotykam się z taką sugestią. Znam wiele przykładów miejsc i obiektów, które przedstawione w takiej konwencji mogłyby prowadzić do dramatycznie niekorzystnych dla nas, żyjących współcześnie, wniosków. Zwłaszcza że nie wszystkie zmiany w krajobrazie czy architekturze dadzą się wytłumaczyć zniszczeniami II wojny światowej, jak to lubiła przedstawiać komunistyczna propaganda. Niszczenie lokalnego krajobrazu dokonywało się w ciągu dziesięcioleci. Chodzi np. o stopniowo popadające w ruinę dawne rezydencje dworskie i pałace, umieranie wsi czy biologiczną degradację jezior. Często dokonuje się to na naszych oczach, jak wycinanie zabytkowych drzew, wprowadzanie tandetnych form architektonicznych w obszarach zabytkowej zabudowy. Porównajmy chociażby przedwojenne widoki lasu miejskiego i stadionu leśnego w Olsztynie ze stanem obecnym. Gdyby tylko to miało być miarą poziomu cywilizacyjnego, można szybko dojść do wniosku, że cywilizacja już tu była. Teraz mamy dzicz.

A co pan czuje, wspominając dawne Mazury?

W pewnym sensie to świat, który chciałbym mieć w swoim otoczeniu na co dzień. Widzę w nim więcej harmonii architektury z przyrodą, więcej spokoju. Jeziora, poza tymi leżącymi w obrębie miast, mają niezabudowane brzegi. Widać, że były dostępne dla wszystkich, gdy dzisiaj coraz częściej dostęp do brzegów ograniczają ogrodzenia niezliczonych daczowisk i wielkopańskich rezydencji. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że dawne pocztówki często spełniały taką samą rolę, jaką dziś odgrywają foldery turystyczne. Utrwalony na nich obraz jest zapewne nieco wyidealizowany, wpływają na to nie tylko stylizowane, często ustawione scenki na tle wypucowanych ulic i eleganckich fasad budynków, ale także czarno-biała fotografia, która wywołuje pewną nostalgię.

Co pana pociąga w tym krajobrazie?

Jedną z cech lokalnego krajobrazu, bez której trudno mi wyobrazić sobie codzienne życie na Mazurach, jest przestrzeń. W mojej świadomości Mazury to przede wszystkim kraj rozległych, otwartych przestrzeni. Pofałdowane krajobrazy potęgują jeszcze to wrażenie, bo w podświadomości za każdym wzgórzem morenowym, zakrętem otoczonej szpalerem drzew drogi czy cyplem jeziora kryją się nowe, być może jeszcze ciekawsze, krajobrazy. Wiele dawnych kartek przedstawia takie motywy w sposób zadziwiająco przemawiający do wyobraźni. Oglądając je, mam po prostu ochotę udać się w te miejsca i sprawdzić, czy teraz wyglądają równie intrygująco.

Ale są jeszcze miejsca w których przetrwały dawne Mazury?

Jest całkiem sporo takich, które nie zatraciły swojego pierwotnego, surowego piękna. Zwykle są to tereny trudno dostępne z punktu widzenia wypoczynku weekendowego: na północ i wschód od Jeziora Mamry, znaczne połacie Mazur Garbatych, np. okolice Jeziora Garbas koło Starych Juch wyglądają dziś równie uroczo. Paradoksalnie zacofanie infrastrukturalne jest barierą chroniącą północne i wschodnie kresy Mazur przed kolonizacją przybyszów ze stolicy Polski. Ale modernizacja dróg jest rzeczą nieuniknioną w kontekście rozwoju regionu, bo warto pamiętać, że również bieda przyczynia się do degradacji krajobrazu.

Co straciły przez lata mazurskie miejscowości?

Utraciliśmy koloryt życia lokalnych społeczności. Dawniej prawie każda wieś miała swój mikroświat: szkoła, kościół z domem parafialnym, poczta, gospoda, jakiś niewielki zakład produkcyjny. Mam wrażenie, że z wyjątkiem większych wsi, ostały się co najwyżej sklepy spożywcze, a lokalne życie zatraciło sporo z dawnego folkloru, tradycji itd. Ciekawe, że jadąc do Włoch, Hiszpanii czy Grecji zachwycamy się tym, że nawet w małym miasteczku jest lokalny browar, lokalne potrawy, gospody z graną na żywo ludową muzyką. A my w ciągu kilku dziesięcioleci zrobiliśmy wiele, aby pozbawić się tego wszystkiego, co stanowiło o unikalnym charakterze regionu i co mogłoby w równym stopniu zachwycać, intrygować przyjezdnych z odległych zakątków Europy. Choć oczywiście są stowarzyszenia czy organizacje pielęgnujące pamięć o dawnych zwyczajach i tradycjach, ale jeśli robią to organizacje w ramach specjalnych programów czy akcji, a nie zwykli ludzie na co dzień, to już nie jest to samo.

Czego najbardziej panu żal ze starych Mazur?

Wydaje mi się, że dawni mieszkańcy Mazur w znacznie większym stopniu niż my szanowali miejscowy krajobraz i przyrodę. Żyli z nimi w większej harmonii. Brakuje mi łagodnego wtapiania się w krajobraz przez nowych przybyszów, którzy zasiedlają obecnie tę krainę. Zbyt wiele dostrzegam przykładów tandetnej architektury i bombastycznych rezydencji, których podstawową funkcją, jak się wydaje, jest oszołomić swoją wielkością, przyćmić wszystko dookoła. Nazwałabym to zawłaszczaniem krajobrazu. Znajduje ono wyraz nie tylko w formach architektonicznych, które mają na celu zdominować okolicę i przyćmić wszystko inne dookoła. W ten sam sposób postrzegam zawłaszczanie jezior przez skutery wodne czy leśnych traktów przez quady.

Żadnych pozytywów?

Oczywiście takie też są. Jak choćby próby ocalenia dawnej mazurskiej architektury w prywatnym skansenie w Kadzidłowie czy renowacja gospody ze Sztynortu, przeniesionej obecnie do Gałkowa. Ciekawe, że tego typu działania nie pozostają jedynie ideą realizowaną przez wąskie grono zapaleńców, ale stanowią pozytywny przykład, który budzi świadomość ogółu mieszkańców i pomaga wyznaczać nowe normy tego co gustowne i właściwe w lokalnej architekturze, agroturystyce itp. W wielu wsiach widać szczególną dbałość o czystość i estetyczny wygląd obejść, a co cieszy szczególnie nie są to tylko miejscowości o charakterze turystycznym.

Czy pocztówki z naszych lat, które za 50 lat będą zbierać nasi potomkowie, będą też takie ładne jak te przedwojenne?

Jeśli mieliby zbierać kartki wydawane współcześnie, nie widzę szans.

Nostalgiczny przewodnik
„Mazury Garbate – szlak wodny” Wojciech Kujawski

To trzeci pocztówkowy przewodnik, którego autorem i wydawcą jest Wojciech Kujawski. Wcześniej ukazały się „Krutynia”, „Śniardwy” i „Mamry” (do tej pory ukazał się również „Niegocin” oraz „Omulew–Pisa” – przyp. red.). Do stworzenia niekonwencjonalnego cyklu książek opowiadającego o najpiękniejszych miejscach Mazur skłoniła Kujawskiego pasja zbierania starych widokówek. To nostalgiczna opowieść o kraju sprzed kilkudziesięciu lat. Fotografie ukazują wsie, miasta, krajobrazy i ludzi, a opisują je fragmenty z prozy Fritza Skowronka, Ernsta Wiecherta, Melchiora Wańkowicza czy przedwojennych przewodników Mieczysława Orłowicza. „Mazury Garbate” to wędrówka po regionie na uboczu, do którego rzadziej niż nad Wielkie Jeziora zaglądają turyści. Dzięki temu zachowało się tam najwięcej dziewiczego krajobrazu. Idealna książka, by wziąć ją pod pachą i wybrać się w podróż po Mazurach.

Rozmawiała Magda Brzezińska
Artykuł ukazał się 22 maja 2009 w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej w ramach cyklu „Skansen czy rozwój” zrealizowanego przy współpracy z Sadybą.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Skansen czy rozwój – cykl artykułów i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.