W Węgorzewie mieszkańcy delektują się życiem

Nie chcemy konkurować z zatłoczonymi Giżyckiem czy Mikołajkami – deklarują władze miasteczka nad Węgorapą. I zamierzają przyciągnąć turystów ceniących sobie spokój.

Ochrona przyrody i krajobrazu nie zamieni naszego regionu w skansen, a z turystyki śmiało można wyżyć nie tylko latem – udowadniał w maju na łamach „Gazety” Krzysztof Worobiec, prezes stowarzyszenia Sadyba. Ten głos podchwyciły także władze Węgorzewa. – Mitem jest, że spostrzeżenia Worobca są zbyt idealistyczne, by je realizować – mówi Andrzej Lachowicz, zastępca burmistrza Węgorzewa. – My chcemy rozwijać bazę mniejszych portów dla żeglarzy, którzy cenią ciszę i spokój.

W czerwcu samorządowcy składali wnioski o unijne pieniądze na promocję turystycznych walorów poszczególnych gmin. Węgorzewo swój projekt zatytułowało „Mała kraina Wielkich Jezior”. Władze miasteczka liczą bowiem przede wszystkim na turystów, którzy chcą uciec od miejskiego zgiełku. W planach gminy jest stworzenie portalu internetowego, dzięki któremu chętni zaplanują sobie wypoczynek. Partnerem tego projektu jest sieć gospodarstw agroturystycznych, w których można dobrze zjeść i przenocować. – Jak słusznie napisał Worobiec, myli się ten, kto twierdzi, że sezon na Mazurach trwać może tylko 1,5 miesiąca – mówi urzędnik. – Na wycieczki piesze w góry jeździ się prawie przez okrągły rok. Dlaczego u nas ma się to nie udać? Także rowerzyści nie są, jak niektórym się wydaje, uzależnieni od pogody. Gmina Węgorzewo dysponuje obecnie 17 oznaczonymi trasami rowerowymi i chce je dalej rozbudowywać. Właśnie powstaje kolejna nad jeziorem Mamry i Święcajty.

Węgorzewo sprzyja także pomysłowi utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego. To może niektórych dziwić, bo samorządy zazwyczaj – jak było w przypadku powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego – są temu przeciwne. Ogranicza to bowiem możliwość komercyjnego wykorzystywania przyrody, np. wyrębu lasu. – Małe samorządy, jak my, nie mają pieniędzy na rekultywację przyrody. Utworzenie parku narodowego przeniesie ten obowiązek na państwo i Unię, które dysponują niewspółmiernymi środkami finansowymi – wyjaśnia Andrzej Lachowicz.

Węgorzewo zamierza starać się także o włączenie do sieci Cittaslow. Włosko-angielska zbitka słów znaczy „miasto powolne” (do 50 tys. mieszkańców), czyli wolne od stresu, chaosu i bezładnej bieganiny, którego mieszkańcy nie spieszą się i delektują życiem. W takich miejscowościach promowana jest regionalna kuchnia i rzemiosło. Węgorzewo byłoby pierwszym takim miejscem na Mazurach. Do tej pory w sieci są Reszel, Lidzbark Warmiński, Jeziorany i Biskupiec.

Wojciech Grejciun
Artykuł ukazał się 19 czerwca 2009 w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej w ramach cyklu „Skansen czy rozwój” zrealizowanego przy współpracy z Sadybą.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Skansen czy rozwój – cykl artykułów i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.