Chrońmy nasze Mazury, by dalej były cudem


Niestety, wbrew – nie tylko moim – oczekiwaniom kampania „Mazury – Cud Natury” nie przyczyniła się w żaden sposób do zwiększenia ochrony tejże natury.

Niedawno uroczyście zakończono kampanię promocyjną „Mazury – Cud Natury”. Rozdano medale i odtrąbiono wielki sukces, że to największa do tej pory, najczęściej nagradzana i że dzięki niej jeziora mazurskie zajęły 14. miejsce w ogólnoświatowym plebiscycie na 7 Nowych Cudów Natury. Prestiżowa nominacja w konkursie i związana z nią kampania promocyjna skłaniają do refleksji oraz pozostawiają niedosyt: zabrakło aktu wieńczącego całość – i nie mam na myśli gali w olsztyńskiej filharmonii! Godnym zwieńczeniem byłoby utworzenie (lub choćby zainicjowanie procesu tworzenia) parku narodowego chroniącego najcenniejsze przyrodniczo fragmenty mazurskiego krajobrazu!

Dzięki kampanii promocyjnej kosztującej prawie 2,5 miliona złotych bardzo dużo mówiło się o Mazurach. Do oddawania głosów w konkursie namawiali m.in. papież Benedykt XVI oraz prezydenci RP Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski i wiele innych sław. Wszyscy zgodnym chórem powtarzali, że Mazury to istny „cud”, ale nic nie czynili, by ów cud chronić, by przyszłe pokolenia mogły go też podziwiać z autopsji – nie z archiwalnych plakatów udanej kampanii promocyjnej! Co ciekawe, powtarzany w kółko zgrabny slogan nie wywoływał refleksji, że chodzi przecież o cud NATURY, a nie cud reklamy, marketingu czy turystyki, a celem konkursu było wyłonienie nie najbardziej sprawnego w działaniach samorządu czy atrakcyjnego produktu turystycznego, ale terenu o szczególnie pięknej w skali całego świata naturze i estetyce! Niestety! Mazurska natura została wykorzystywana instrumentalnie wyłącznie jako narzędzie do uzyskania wysokiej pozycji w konkursie i jako tło do bardziej czy mniej lotnych haseł reklamowych. Przykładem może być choćby tłumaczone na wiele języków hasło „To Mazury – nie Amazonia”, umieszczone na tle zrobionego z lotu ptaka zdjęcia „kryształowych jezior i ciemnych lasów”, ukazującego nieskazitelnie dzikie, bezkresne i niezamieszkane krajobrazy. Sens tego hasła budził wątpliwości: bo czy mamy tu lasy deszczowe, a może największą bioróżnorodność na świecie, czy może zamieszkują tu łowiecko-zbieracze ludy tubylcze? Skoro na te pytania należy odpowiedzieć „nie”, to może pozostaje podobieństwo wizualne? Ale to też jest mistyfikacja i sprzedawanie miraży! Na plakatach pokazano przecież starannie wykadrowany fragmentu Mazur, podczas gdy rzeczywistość wygląda inaczej. Na zdjęciu nie widać śladów ludzkiej działalności: chaotycznej zabudowy wsi i miasteczek, straganów z tandetnymi pamiątkami i przypominających bazary głównych ulic miasteczek, samowoli budowlanych nad brzegami wód, zdewastowanych i pogrodzonych płotami brzegów jezior, zasypywanych gruzami terenów podmokłych, lasów niczym ser szwajcarski z powycinanymi plackami zrębów! Czy turysta skuszony pięknymi reklamami nie poczuje się oszukany, gdy przyjedzie, by zobaczyć ową dziką i piękną mazurską Amazonię, a zobaczy rzeczywistość?!

Jednym z warunków formalnych udziału Mazur w konkursie było powołanie Oficjalnego „Komitetu Wsparcia kandydatury Wielkich Jezior Mazurskich w plebiscycie na 7 Nowych Cudów Natury”. Przez marszałka Jacka Protasa zostałem zaproszony do tego komitetu (choć na galę finałową już nie – zapewne z powodu tekstów jak ten). Podczas pierwszego spotkania tego zespołu, w marcu 2009 r., apelowałem, by zadbać o realną ochronę naszego „Cudu” i powrócić do idei utworzenia Mazurskiego Parku Narodowego („Gazeta Wyborcza Olsztyn”, 11.03.2009) oraz zaproponowałem zorganizowanie sympozjum na ten temat (konferencja „Park Narodowy Szansą dla Mazur”, merytorycznie przygotowana przez Stowarzyszenie Sadyba, odbyła się w czerwcu 2009 r. w Urzędzie Marszałkowskim). Dzięki temu ponownie odżyła dyskusja na temat utworzenia parku narodowego (ważną rolę odegrała w niej olsztyńska redakcja „Gazety Wyborczej” i cykl publikacji „Park Narodowy dla Mazur”). Niestety, wbrew – nie tylko moim – oczekiwaniom kampania „Mazury – Cud Natury” nie przyczyniła się w żaden sposób do zwiększenia ochrony tejże natury. Być może właśnie brak konkretnych działań ochronnych miał wpływ na ostateczny wynik konkursu? Podobno (choć nie potrafię zweryfikować tych informacji) o miejscu w finale konkursu decydowały nie tylko głosy internautów, ale też wkład władz lokalnych w należytą ochronę tych nominowanych cudownych miejsc. Pewnym jest natomiast, że wszystkie siedem miejsc, które zdobyły miano Nowego Cudu Natury, znajdowało się na prestiżowej liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, co wiąże się ze spełnieniem określonych kryteriów oraz zobowiązaniem państwa do ochrony tych wartości, dla których obiekt został tam umieszczone (z powodów zaniechanie takiej ochrony w 2009 r. wykreślono z listy Krajobraz kulturowy doliny Łaby w okolicy Drezna). Aż 6 z 7 Nowych Cudów Natury jest chronionych także jako parki narodowe (jeden z nich – wodospad Iguazu – nawet podwójnie, bo leży na obszarze 2 parków narodowych: argentyńskiego i brazylijskiego). By otrzymać laur zwycięzcy, trzeba na niego solidnie zapracować – nie tylko się nim chwalić! Tymczasem nasi włodarze chcą przysłowiowe ciastko mieć i je równocześnie jeść – chcą mieć Cud Natury, ale nie chcą go chronić, tylko eksploatować!

By nie zmarnować wysiłku Urząd Marszałkowski zapowiada, że kampania Cud Natury „wykreowała nasz wizerunek”, ale teraz przechodzi do kampanii promocji turystycznej: „Ma to być duża kampania promocyjna w Polsce i 6 wybranych krajach […] przede wszystkim kampania w mediach elektronicznych oraz kampania billboardowa”, a kosztować ma – bagatela – około 10 milionów złotych – jak deklarował wicemarszałek Jarosław Słoma (TVP Olsztyn – „Opinie”, 30.11.2011). W ten sposób kampania promująca Mazurski Cud Natury ma nie iść na marne. Wiele osób przecież zobaczyło (na zdjęciach) uroki tej krainy, a niektórzy z nich zapewne nas odwiedzą. Należy mieć tylko nadzieję, że nie wyjadą stąd rozczarowani, bo podobieństwa do Amazonii, Chorwacji, a tym bardziej do Kenii tu nie znajdą. Gorzej, gdy nie znajdą także charakterystycznych dla dawnych Prus Wschodnich i unikanych w skali europejskiej alei przydrożnych, dzikiej przyrody, „krystalicznych jezior i ciemnych lasów”.

Krzysztof Worobiec
List ukazał się 2 lutego 2012 w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mazurski Park Narodowy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.