Trzeba się cieszyć, że zwykły obywatel ma głos

Prezentacja projektu Inicjatytwy Obywatelskiej Fot. Marek BroniarekCzytanie w Sejmie ustaw napisanych przez obywateli to wielkie święto. Bo czyż nie jest czymś wyjątkowym fakt, że to zwykły obywatel staje na sejmowej mównicy i przestawia posłom propozycje zmiany ustawionego przez nich prawa.

Podczas trzech posiedzeń Sejmu w styczniu i lutym odbyło się jedenaście pierwszych czytań obywatelskich projektów ustaw! Ktoś może spytać: cóż w tym wyjątkowego? W Sejmie jest czytanych wiele ustaw. Owszem, ale czytanie ustaw pisanych przez obywateli to wielkie święto społeczeństwa obywatelskiego. Bo czyż nie jest czymś wyjątkowym, fakt że to zwykły obywatel staje na sejmowej mównicy i przestawia posłom propozycje zmiany ustawionego przez nich prawa? A skoro to coś wyjątkowego, to dlaczego o tym święcie tak cicho? Dlaczego nie jest ono dostrzegane przez media, które w pogoni za wydarzeniami „głośnymi” nie zwracają uwagi na przedstawiane bez gwizdów, petard i syren, ale spokojnie i konkretne (i poparte setkami tysięcy podpisów) propozycje zmiany prawa?

O obywatelskich prawach słyszymy najczęściej w okresie poprzedzającym wybory (samorządowe, parlamentarne, prezydenckie). Wówczas wszyscy powtarzają, jak ważny jest nasz głos, że możemy współdecydować o losach państwa (miasta, gminy, województwa), a poprzez wybór posłów do Sejmu wpływać na stanowione prawo. Po wyborach nasz głos jest już mniej ważny. Zwłaszcza, gdy jest to głos sprzeciwu wobec poczynań wybranych przez nas przedstawicieli. Tu i ówdzie słyszymy czasami o potrzebie budowy społeczeństwa obywatelskiego – filaru demokratycznego społeczeństwa, którego podstawą jest obywatel świadomy praw i zaangażowany na rzecz wspólnego dobra. To zaangażowanie jest chwalone, gdy obywatel swoimi działaniami wyręcza lub uzupełnia państwo (zajmuje się pomocą dzieciom, starszym, gdy organizuje zbiórkę pieniędzy, pomaga szpitalom, prowadzi akcje humanitarne, sadzi drzewa). Gorzej, gdy obywatel ten domaga się zmiany źle funkcjonującego prawa, lub próbuje je sam zmienić.

Zgodnie z artykułem 118 konstytucji inicjatywa ustawodawcza – prawo zgłaszania projektów ustaw – przysługuje posłom, Senatowi, prezydentowi Rzeczypospolitej i Radzie Ministrów oraz „grupie co najmniej 100 tys. obywateli mających prawo wybierania do Sejmu”. Szczegółowy tryb postępowania określa ustawa z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli. Zgodnie z nią obywatelskie projekty ustaw wraz z uzasadnieniem i zebranymi podpisami składa się na ręce marszałka Sejmu, wyznaczając reprezentanta do udziału w dalszych pracach nad projektem. Po spełnieniu wszystkich warunków formalnych projekt trafia do pierwszego czytania, na czas którego niejako „posłem wnioskodawcą” staje się przedstawiciel inicjatywy obywatelskiej, który przedstawia uzasadnienie ustawy i odpowiada na wątpliwości posłów. Potem projekt trafia do stosownych komisji sejmowych, a te powołują podkomisje nadzwyczajne, choć zdarzało się, że obywatelskie projekty były odrzucane od razu po pierwszym czytaniu.

Ze względu na swój charakter pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy to święto społeczeństwa obywatelskiego, dlatego odbywa się podczas posiedzenia Sejmu, tak jak projekty najważniejszych ustaw. A jak rzadkie to święto, świadczą statystki. Od 1999 r. do dzisiaj zainicjowano około 90 obywatelskich inicjatyw ustawodawczych. Tylko w 35 przypadkach udało się spełnić wszystkie wymogi formalne i projekty ustaw zostały skierowane do pierwszego czytania. 14 z tych projektów zostało odrzuconych, 11 czeka na zakończenie drogi legislacyjnej, a 10 zostało przyjętych przez posłów i stały się obowiązującym prawem. Tylko 10 ustaw obywatelskich przyjęto w ciągu 12 lat! Nie jest to liczba oszałamiająca zważywszy na to, ile ustaw zostało przyjętych w tym samym czasie przez Sejm. Liczby te pokazują, jak długa i trudna dla obywatelskich projektów ustaw jest droga do szczęśliwego finału. Ta mało imponująca statystyka pokazuje niski stan najbardziej zaawansowanego społecznego zaangażowania, ale też jego odbiór i akceptację przez parlamentarzystów, społeczeństwo a także media.

Jeden z zalegających w „sejmowej zamrażarce” obywatelskich projektów ustaw dotyczy zmiany przepisów w zakresie tworzenia i zmiany granic parków narodowych (wśród pozostałych są m.in. poparta 215 tys. podpisów ustawa o powrocie do Polski osób pochodzenia polskiego deportowanych przez władze ZSRR, projekt zmiany ustawy o ochronie zwierząt poparty przez 220 tys. osób czy projekty ustaw o uprawnieniach do bezpłatnych i ulgowych przejazdów środkami publicznego transportu zbiorowego, o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, o emeryturach i rentach, o systemie oświaty…). Celem obywatelskiego projektu ustawy ws. parków narodowych, pod którym podpisało się aż 250 tys. osób jest przełamanie trwającego od 2001 r. impasu: od tego czasu nie utworzono w Polsce żadnego parku narodowego, choć od lat postuluje się objęcie tą formą ochrony najcenniejszych fragmentów Krainy Wielkich Jezior Mazurskich, Jury Krakowsko-Częstochowskiej oraz lasów wokół Arłamowa, czy powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Choć brzmi to dziwnie, w przypadku projektu ustawy ws. parków narodowych było to drugie pierwsze czytanie (po raz pierwszy miałem zaszczyt czytać projekt w styczniu 2011 r.). Wówczas media nie poświęciły temu wydarzeniu prawie uwagi, choć w tym dniu nie wydarzyło się nic szczególnie absorbującego uwagę opinii publicznej. Tylko niektóre krajowe gazety („Gazeta Wyborcza”, „Metro”, „Tygodnik Powszechny”) opisały sejmową debatę, ale media elektroniczne – łącznie z publicznymi – milczały! 20 stycznia 2011 r., gdy projekt ustawy był po raz pierwszy czytany, w wieczornych „Wiadomościach” w TVP 1 pojawił się wprawdzie materiał „ekologiczny”: cała Polska dowiedziała się, że do zoo we Wrocławiu sprowadzono żółwie słoniowe z Galapagos. Mająca misję telewizja publiczna nie poświęciła czasu antenowego na przedstawienie starań o zachowanie najcenniejszych obszarów polskiej przyrody dla przyszłych pokoleń, ale na pokazanie żółwi w zoo! Nie pokazano też społecznego zaangażowania ćwierć miliona obywateli, zrezygnowano z przedstawienia mało znanej formy demokracji bezpośredniej, czyli obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Nie pokazano, bo ktoś uznał, że społeczeństwu lepiej pokazać żółwie w zoo. W tym roku również największe polskie media elektroniczne i papierowe nie poświęciły obywatelskim projektom ustawy zbyt wiele uwagi. Nikt nie zauważył, że Sejm zaczyna rozpatrywać równolegle aż 11 obywatelskich projektów ustaw, co w historii naszego parlamentaryzmu jest wydarzeniem bez precedensu. No i po raz kolejny zmarnowano dobrą lekcję wychowania obywatelskiego.

Krzysztof A. Worobiec
Przedstawiciel Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej ws. zmiany Ustawy o ochronie przyrody.

Gazeta Wyborcza Olsztyn

Więcej o Inicjatywie Ustawodawczej

Ten wpis został opublikowany w kategorii Oddajcie Parki Narodowi i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.