Andrzej Strumiłło – Drzewo

rysunek Andrzej Strumiłło

Drzewo – (arbor, lignum) najdoskonalszy twór świata roślinnego. Zacznę jednak od człowieka. Nazywał się William Szekspir i napisał słowa, które mogą być mottem naszego spotkania:

Kto lubi w zielonej
Odpocząć gęstwinie,
Kto pieśnią wesołą
Z ptakiem popłynie,
Niech przyjdzie, niech rękę nam poda,
Gdy wejdziesz w te kraje,
Twój smutek ustaje,
Jak wicher i zła pogoda.

I.

W świecie człowieka, a stworzyliśmy sobie świat praw i wartości własnych, w naszym kręgu cywilizacji judeochrześcijańskiej korzystamy skwapliwie ze słów Pana wypowiedzianych do Noego i synów jego:

Wszystkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko. (Gen,9,2-3)

Teologowie, którzy zmierzają ścieżką św. Franciszka z Asyżu ku filozofii głębokiej ekologii, proponują dość radykalną przemianę w relacjach chrześcijanin–przyroda. Antropocentryzm tekstów biblijnych chcę zastąpić inną, znacznie rzadziej akcentowaną cechą człowieka – pokorą wobec pozaludzkich form życia.

Trudno nam, ludziom, wyobrazić sobie światy innych istnień i ich prawa godzić się z egocentryzmem naszego gatunku i egoizmem jednostki. Preferujemy wyraźnie te działania, które rokują rozszerzenie zakresu panowania nad przyrodą i przynoszą dobra wymierne natychmiast. Z pozycji jednostki preferujemy korzyści własne.

Obraz człowieka z samym sobą, a także ze swoim społecznym i naturalnym środowiskiem jest równie trudny do zrozumienia, jak wyobrażenie nieba – powiedział mój dawny znajomy Leszek Kołakowski. (Cywilizacja na ławie oskarżonych)

I dalej:

Udajemy, iż wiemy, że każde źródło życia wyczerpuje się w końcu, a każdy koncentrat energii kiedyś się rozprasza, udajemy, że wiemy, iż sam biologiczny proces życia jest źródłem lęku, konfliktów, agresji, niepewności, niepokoju. Udajemy, że wiemy, iż żaden spójny system wartości nie jest możliwy i że wartości, które uważamy za ważne, na każdym kroku okazują się wzajem niezgodne, gdy próbujemy stosować je praktycznie w wypadkach poszczególnych…

Udajemy, a w tym samym czasie dokonujemy lub tolerujemy dokonywanie czegoś, o czym dobrze wiemy, że jest złem.

System wartości i celów poszczególnych jednostek ludzkich i organizacji społecznych jest różny. Nawiasem mówiąc, zazwyczaj pragnie się zmian, a ceni się rzeczy utracone.

Świat przemysłu ufny w swe nieograniczone możliwości, w pogoni za natychmiastowym sukcesem ekonomicznym, kosztem środowiska, aneksji wolnej przestrzeni, która jest określona i nie może być odnowiona, zasłaniając się przy tym interesem człowieka współczesnego, obciąża cały naród rachunkiem i konsekwencjami dewastacji natury. Wśród wartości godnych ochrony, bo decydujących o jakości naszego życia, obok elementów wymiernych, takich jak cisza, czystość powietrza, gleby i wody, różnorodność szaty roślinnej i fauny, istnieją wartości trudne do mierzenia, a nawet opisu słowem. Jak wartościować ład przestrzenny, atmosferę bezpieczeństwa, harmonię form i barw, jak wyceniać szum lasu, rytm mijanych drzew?

Ludzkość, która nie szanuje piękna krajobrazu i niszczy je jako coś, co jest nieważne gospodarczo, taka ludzkość zwariowała. Popełnia ona jednocześnie prawie zawsze jakiś ekonomiczny błąd, który okazuje się błędem, gdy jest już za późno…
(Carl Friedrich von Weizsäcker, Jedność przyrody)

rysunek Andrzej Strumiłło

II.

Przed nami drzewo. Żywa architektura. Konstrukcja zawierająca czas. Świadek historii. Powstałe z nasienia drobnego lub sadzonki troskliwie wyhodowanej jest darem wspaniałomyślnym bliźniego pokoleń minionych. Darem cenionym lub niedocenianym. Dla jednych może być lirycznie piękne, dla innych tragicznie groźne. Bywa źródłem natchnienia i filozoficznej refleksji, domem bóstwa, człowieka, zwierzęcia, ptaka, owada, miejscem kultu i śmierci.

Drzewo samotne jest punktem odniesienia w krajobrazie. Grupy drzew stanowią wyspy w terenie otwartym. Ciągi drzew wyznaczają korytarze komunikacji, określają i chronią linie brzegowe wód, dzielą i organizują przestrzeń. Wielkie zbiorowiska drzew tworzą lasy, dżungle, tajgi, stając się niezastąpionym dla planety rezerwuarem różnorodnych form życia i tlenu.

300 milionów lat temu powstały pierwsze lasy skrzypów, drzewiastych paproci i widłaków. 200 milionów lat liczą sobie drzewa iglaste, a 130 milionów lat temu zaczęły się pojawiać drzewa liściaste.

Najstarszym drzewem świata wg A. Humboldta było drzewo smocze (Dracena draco) z Wenezueli, liczące wówczas ponad 5000 lat. Jeszcze starsze miały być sosny kolczyste (Pinus aristata) z Egiptu, które przeżyły 7112 lat. Najstarsze drzewo w Polsce – cis (Taxus baccata) w Henrykowie na Dolnym Śląsku – było oceniane przez Myczkowskiego w roku 1976 na 1230 lat.

Najpotężniejszymi drzewami świata są mamutowce (do 1500 m3 drewna) i sekwoje kalifornijskie. Najwyższym jest australijski eukaliptus królewski, osiągający 150 m wysokości.

III.

Ale drzewo to nie tylko twór przyrody. Pod postacią drzewa ukryła się rzeczywistość duchowa, będąca istotą naszego człowieczeństwa.

Drzewo podarowało nam dom, kołyskę, czółno, skrzypce, kij pielgrzymi, ciepło i cień, trumnę i krzyż.

Mitologie wszystkich cywilizacji i ludów na ziemi korzystały z obrazu drzewa. Błogosławionym Drzewem Pana nazwano Krzyż Chrystusowy. Powstało wiele przedstawień ukrzyżowanego na krzyżu widłowym (crux ansata) w otoczeniu gałęzi drzewa życia. (kaplica św. Wiktora w kościele św. Jana w Wilnie z XVIII wieku)

Drzewem Jessego nazwano drzewo genealogiczne rodu Dawidowego według proroka Izajasza oraz Ewangelii św. Marka, z Adamowego członka wyrosłe. „Cedry Boże” z Libanu, Tyru i Sydonu wychwala Psalm 80,11. Ich drewno wytrzymało w budowlach Asurbanipala 2700 lat. Gałązki drzewa oliwnego zdobiły skronie poetów i zwycięzców, a olejem namaszczano odchodzących w wieczność. „Mszał Rzymski” mówi o nim Arbor foeta alma luce. (Drzewo błogim światłem płodne)

A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
(Rdz. 2,8)

W Apokalipsie św. Jana (22,2) czytamy:
Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach drzewo życia rodzące dwanaście owoców…

Kabała skonstruowała dziwny układ sił, substancji, stanów, związków, sfer w symbolicznej formie drzewa Sefirot. Cedr był drzewem Ozyrysa, laur – Apollina, orzech – Diany, oliwka – Minerwy. Budda został oświeconym po długiej medytacji w cieniu drzewa, a jego diamentowy tron stoi pod drzewem Bodhi, stanowiąc oś świata – axis mundi. Dąb był symbolem siły i władzy. Służył greckiemu Zeusowi i rzymskiemu Jowiszowi, germańskiemu Torowi i litewskiemu Perkunasowi.

Biblia wspomina o dębach Abrahama z Doliny Mamre pod Hebronem. Nasz Gloger powiadał: U wszystkich ludów starożytnych królem roślin i drzewem świętym był dąb. W Romowie Żmudzkim był chramem Perkuna. Polacy dawni „in dei Piorun laudem” podsycali dzień i noc ogień drzewem dębowym.

rysunek Andrzej Strumiłło

Sławny był mickiewiczowski Baublis u Dyonizego Paszkiewicza w Bordziach na Żmudzi, któremu tysiąc lat przypisywano, a wieszcz te słowa poświęcił:

Drzewa moje ojczyste! Jeśli niebo zdarzy,
Bym was oglądał, znowu przyjaciele starzy, …
Czyli, koło których niegdyś pełzałem jak dziecię.
Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie
Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?

Ludy europejskiej północy wierzyły w drzewo Yggdrasil, którego korzenie sięgać miały serca ziemi i zapełniać studnię życia. U Persów starożytnych cyprysy były symbolem ognia, a Noe, jak utrzymują, z drzewa cyprysowego budował Arkę. Węgrzy przynieśli mit o sięgającym nieba drzewie Egig Érö Fa. Ludy Ameryki przedkolumbijskiej wierzyły w drzewo piersi z Chichihualcuauhco symbolizujące Boga Tamoanchanu i złamane drzewo kwitnące broczące krwią, u średniowiecznych alchemików drzewo było symbolem mocy wyobraźni, a jego złote gałęzie rodziły owoce nieśmiertelności. Wyobraźnia szamana syberyjskiego kazała czum – jurtę szamańską – otaczać drzewami wkopanymi korzeniami ku niebu, aby z niego czerpały energię dla świata podziemnego. Takie drzewo odwrócone znajdziemy i u dawnych Hindusów, i u wielkiego Dantego.

IV.

Człowiek od dawna czuł konieczność ochrony wartości przyrodniczych. Najstarsze znane nam prawa w tej dziedzinie wprowadzono w Chinach przeszło 1100 lat p.n.e. Nawiasem mówiąc, zwyczajem ówczesnych zdobywców było wycinanie w pień starodrzewu w kraju podbitym, aby tym bardziej upokorzyć pokonanych.

Herodot z Halikarnasu odnotował, że król perski Kserkses (517–465) p.n.e. przeprawiając się przez rzekę Meander, zachwycił się pięknym platanem i powiesiwszy na nim złotą tablicę, ustanowił straż. W Czechach od roku 1837 obowiązywało zarządzenie o ochronie alei i drzew rosnących przy drogach publicznych. Od roku 1863 podobne rozporządzenia obowiązywały w Danii, a od roku 1870 w Norwegii.

U nas Król Kazimierz Wielki zabronił ścinania „drzew z pszczołami”, a Władysław Jagiełło starych dębów i cisów.

Jak jest dzisiaj, wiemy. Decyzje wydaje wójt i demokratyczny samorząd gminy.
Chciałoby się, aby człowiek wydający decyzję wycięcia drzewa oraz wykonawca polecenia byli świadomi tego, czym jest w wielu aspektach ów najdoskonalszy twór świata roślinnego – drzewo – arbor.

rysunek Andrzej Strumiłło

V.

Od lat wielu uczestniczę w społecznych poczynaniach na rzecz ochrony walorów przyrodniczych i krajobrazowych, wskazując na zależność wzajemną kultury i interesów przyrody. Często też przy wielu okazjach cytowałem – i tym razem to uczynię – Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza urodzonego w roku pańskim 1763 w Olsztynku Pieśń przeciw swawolnemu niszczeniu drzew:

Grzeszy człowiek, który to psuje,
Co Bóg stworzył i opatruje
Dla tworów swoich wygody.
Przy gościńcach zasadzone
Widząc szczepy drzew zranione.
Obrażają nas te szkody.
Pszczółkom nie zakwitnie lipa,
Gdy ją zetnie pogański syn.
Bez drzew goło,
Niewesoło,
W drodze słońce bije w czoło.

Ze wzruszeniem biorę do rąk pożółkłą książkę „Warmia i Mazury” wydaną w roku 1953, kiedy we wsi Krzyże nad Nidzkim, wówczas cichym i czystym, remontowałem domek Frau Schelling.

W rozdziale „Odbudowa komunikacji” autorstwa Aleksandra Zubelewicza czytam:

Ze względu na specyficzny charakter naszego regionu, obfitującego w niezwykle bogate atrakcje turystyczne, dużą część dróg należy zaliczyć do szlaków turystycznych i tak je traktować.

Droga może być uzupełnieniem krajobrazu, lecz w pewnych okolicznościach może ten krajobraz szpecić. Kto z nas nie zna beznadziejnie smutnych dróg na terenach płaskich, z rachitycznym, na wpół zniszczonym zadrzewieniem? Jakże inaczej wyglądają drogi warmińskie i mazurskie. Osłonięte szpalerami sędziwych lip, klonów, jesionów, zharmonizowane z rzeźbą terenu, obfitują w liczne zakręty, dając podróżnemu wciąż nowe, niezrównane wrażenia wzrokowe.

Wprawdzie ten niewspółczesny sposób trasowania dróg nie jest wygodny, a nawet bezpieczny dla szybkiej jazdy motorowej, ale naprawdę warto zwolnić tempo, „by się przypatrzyć” już nie jednemu, jak zalecał Mickiewicz, lecz tysiącu uroczych jezior.

Stefan Myczkowski – znakomity uczony, patriota krajobrazu ojczystego, na rok przed śmiercią (1977) wydał książkę „Człowiek, przyroda, cywilizacja” i podał tam taką informację: W naszym kraju w latach 1966-1970 wykarczowano 5000 km alei i zadrzewień przydrożnych. Powołanie urzędów, zwanych zarządami dróg i zieleni znakomicie ułatwiło dalsze karczunki, w których w latach 1971–1973 padło bezkarnie następne 7000 km zadrzewień…

rysunek Andrzej Strumiłło

VI.

Istnieją drzewa związane z postaciami historycznymi. Pamiętajmy o dębie Jagiełły, lipie Kochanowskiego, dąbku Józefa Piłsudskiego w suwalskim parku miejskim, lipce Jana Pawła II pod wigierskim klasztorem, o drzewach sprawiedliwych w Yad Vashem.

Każdy z nas ma też zapewne drzewa „własne” w jego pamięci rosnące i z jego losem splecione. Przed laty, w czas wojenny, na dzisiejszej Białorusi, rysowałem sosnę na skarpie nadrzecznej. Po 55 latach mogłem z radością zobaczyć ją żywą.

Żałuję, że zabrakło rysowanych kiedyś sosen na bindudze śniardewskiej. Żałuję dębów nad Blankową strugą, wyciętych, bo utrudniały „odnowienia pod okapem”. Żałuję drzew przy szosie orzyskiej i lip przy wejsuńskiej drodze. Żałuję firanki gonnych sosen osłaniającej od wschodu pola Niedźwiedziego Rogu, pod którymi bawiły się moje małe dzieci. Szkoduję starzejącego się modrzewia pod moim domem, pod którym mszę odprawiali i franciszkanie krakowscy, i dominikanie warszawscy, i misjonarze boliwijscy, i gniazdował dudek.

Drzewa niewierzące.

Drzewa po kolei wszystkie niewierzące
ptaki się zupełnie nie uczą religii

pies bardzo rzadko chodzi do kościoła
naprawdę nic nie wiedzą

a także posłuszne.

– napisał ks. Jan Twardowski.

Ilustracje Andrzej Strumiłło.

Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książka „Aleje przydrożne”, Ratujmy aleje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.