O turystów informowaniu (lub dezinformowaniu…)

Tablice-w-Ukcie

Jesienią ubiegłego roku na Warmii i Mazurach wytyczono i oznakowano 890 km szlaków samochodowych ustawiając 761 tablic informujących o zabytkach, miejscach wartych odwiedzenia i bazie noclegowo-gastronomicznej.

To dobra wiadomość, bo nawet w dobie wszechobecnego internetu dobrze umieszczone i widoczne drogowskazy i tablice przydrożne są doskonałym sposobem informowania turystów o atrakcjach, zachętą do zatrzymania się i zobaczenia najciekawszych miejsc. U nas, w regionie którego priorytetem jest właśnie turystka, tablic tych do tej pory było jak na lekarstwo.

Pochodzę z rodziny o turystycznych tradycjach (mój ojciec był współorganizatorem sieci schronisk młodzieżowych PTSM, autorem przewodników turystycznych i monografii), z wykształcenia jestem geografem, od prawie 20 lat wraz żoną zajmuję się turystką na Mazurach, kieruję stowarzyszeniem zajmującym się ochroną krajobrazu (jego walorów przyrodniczych i kulturowych) i propagowaniem turystyki zrównoważonej, dlatego od wielu lat na licznych spotkaniach (także organizowanych przez burmistrza naszej gminy) zwracałem uwagę m.in. na brak systemu informacji turystycznych, w tym należytego oznakowania atrakcji turystycznych, na brak spójności oraz konsekwencji istniejącego oznakowania. Jako wzór do naśladowania podawałem Włochy, gdzie stworzono sprawny system informowania turystów.

W całych Włoszech, nie tylko w turystycznej „super lidze” jaką jest Toskania czy Umbria, ale także w Apulii czy Kalabrii na południu włoskiego buta, poza szlakami zorganizowanej i masowej turystki, wszędzie tam są jednakowe oznaczenia i informacje wizualne, a do każdego wartego obejrzenia zabytku prowadzą drogowskazy. Jest tam też doskonale działający system biur informacji turystycznych, dlatego wizytę w najmniejszym nawet miasteczku włoskim zaczynam od odszukania takiego biura, by dostać tam szczegółowy plan miasta czy mapkę najbliższej okolicy z zaznaczonymi na nich zabytkami i innymi atrakcjami turystycznymi (a nie jak często u nas – z logo sponsorów), uzyskać informację o możliwości noclegu, ale także pomoc przy jego rezerwacji.

Jako przeciwieństwo, przykład bardzo złej informacji turystycznej (a w zasadzie dezinformacji) można wymienić ustawioną w Olsztynie, tuż obok Wysokiej Bramy, tablicę informującą: „Szlak zamków gotyckich”, na którym nie zaznaczono zamków w Reszlu i Barcianach. Braku tego nie tłumaczy ani przynależności do jakiegoś określonego gremium, które tablicę ustawiło, ani partycypacja w kosztach ustawienia tablicy (tym bardziej, że jak głosi napis została ona „dofinansowana ze środków ministra właściwego ds turystyki” (sic!), bo jest to dyskwalifikacja całego przedsięwzięcia, i jak najszybciej należy ją uzupełnić lub usunąć.

tablice-i-znaki-Olsztyn

Choć do włoskiego standardu informacji turystycznej jeszcze nam bardzo daleko (są u nas nadal biura informacji turystycznej, w których pracownicy znają tylko język polski), to dzięki zrealizowanemu obecnie projektowi (i unijnym dotacjom) sytuacja w regionie ulegnie pewnej poprawie – oznakowane zostały nasze cztery „markowe produkty turystyczne”: Pętla Grunwaldzka (łącząca pole bitwy i ważne historycznie miasta), Szlak Kopernikowski (biegnący przez miejsca związane z astronomem), Szlak Kanału Elbląskiego (łączący zabytki inżynieryjne) oraz Szlak Fortyfikacji Mazurskich (prowadzący po twierdzach i umocnieniach z XIX i XX w.).

Jak podaje Gazeta Wyborcza (Olsztyn 16. 12. 2012) „wyniki badań zleconych przez Urząd Marszałkowski wykazały, że turyści dotychczas kojarzyli Warmię i Mazury głównie z bogactwem przyrodniczym”. Jest to efekt promowania regionu głównie widokami „kryształowych jezior i ciemnych lasów”, zbyt intensywnej kampanii medialnej „Mazury cud natury”, oraz wieloletnim zaniechaniem pokazywania odrębności architektonicznej regionu i jego zabytków, do niedawna traktowanych przecież jako wstydliwe dziedzictwo pruskie.

Nic więc dziwnego, że z badań tych wynika, że turyści jako słabości regionu wymieniali brak zabytków, a zapewne też – choć nie wiem czy respondentów o to pytano – brak spójnej informacji wizualnej, „kompatybilnych” ścieżek rowerowych (trans-powiatowych – często trasy rowerowe w jednym powiecie nie są spójne z trasami w powiecie sąsiednim), a zwłaszcza dobrze wytyczonych szlaków pieszych z prawdziwego zdarzenia (w ostatnich latach jedynie Lasy Państwowe starają się systematycznie ten ostatni brak nadrobić, choć nie zawsze dobrze je oznakowując – np. o ścieżce dydaktycznej w lesie kadzidłowskim dowie się dopiero ten, kto już w Kadzidłowie się znajdzie).

Brak wytyczonych, dobrze oznakowanych i opisanych tras do wędrowania (takich jak w górach) sprawia, że tak mało turystów przyjeżdża do nas poza sezonem, podczas gdy np. we wrześniu w Bieszczadach (komunikacyjnie znacznie bardziej niekorzystnie położonych niż Mazury czy Warmia) szlaki są pełne wędrujących turystów, a wolne miejsca noclegowe bez wcześniejszej rezerwacji trudno znaleźć (co sam ostatnio doświadczyłem). Ktoś może powiedzieć „ale Bieszczady to góry, a te przyciągają więcej turystów”. Odpowiem tak: bo w górach od XIX wieku istnieje już znakomicie rozwinięta i doskonale oznakowana sieć szlaków do wędrowania (a dobrze jest mieć wytyczony cel wędrówki) oraz możliwość (pewność) odpoczynku, wypicia gorącej herbaty czy zjedzenia czegoś ciepłego, a to oferują choćby górskie schroniska. Proszę spróbować wędrować zimą po Puszczy Piskiej i znaleźć czynny po sezonie lokal, by tam odpocząć lub się posilić…

„Samorządowcy liczą, że projekt pozwoli przyjezdnym lepiej poznać region i zatrzymać się tutaj na dłużej.” – podaje ww. gazeta. Ale by tak się stało, a zwłaszcza by turyści chcieli zatrzymać się tu po sezonie letnim, potrzeba jeszcze wiele pracy i uzupełnień, bo stworzony system oznakowania turystycznego od początku ma braki i nie wszędzie spełnia swoje zadania, jakim jest przekaz rzetelnej informacji (jak zwykle zabrakło konsultacji z tzw. „branżą”). Nie szukając daleko posłużę się przykładami z najbardziej mi znanej, najbliższej okolicy, czyli z Puszczy Piskiej. Turysta jadący samochodem choćby z Piecek do Pisza, przejedzie przez Uktę i z ustawionych przy trasie tablic dowie się wprawdzie o istnieniu klasztoru staroobrzędowców w Wojnowie, ale już nie o molennie starowierskiej czy cerkwi prawosławnej w tejże wsi. Nie dowie się również o istnieniu pięknie zachowanych wiosek jak Gałkowo, Kadzidłowo czy Wojnowo, w których można oglądać liczne przykłady drewnianej architektury czy cmentarze starowierskie (przypomnę, że Sadyba od wielu lat zabiega o utworzenie Starowierskiego Parku Kulturowego – mogącej stać się kolejnym „markowym produktem turystycznym regionu”).

Zamiast tego szukający atrakcji turysta ów zobaczy kilka drogowskazów „Popielno – muzeum przyrody”, i gdy tak zachęcony skręci z drogi głównej w bok, przejedzie 16 kilometrów do Popielna (w jedną stronę! – na szczęście malowniczą drogą), to szlag go trafi, bo… muzeum czynne jest tylko w sezonie letnim!

Turysta ów straci więc czas, przy okazji może wiarę w cały system informacyjny (chyba, że wiarę tę stracił wcześniej i nim ruszył w drogę sprawdził na: www.popielno.pl i wkurzony pojedzie dalej. Oddzielną kwestią jest sposób i miejsce ustawiania tablic: gdy hipotetyczny turysta jadący z Piecek w stronę Ukty, po zobaczeniu informacji o klasztorze w Wojnowie skręci w prawo w najbliższą asfaltową drogę – zgodnie ze strzałką umieszczonej na tablicy (patrz zdjęcie poniżej), to zamiast od Wojnowa trafi do… Gałkowa. Natomiast gdyby turysta – miłośnik literatury wjeżdżał do Rucianego od strony Pisza, a po zobaczeniu tablicy wskazującej dojazd do leśniczówki Praniu, skręcił w lewo – zgodnie ze strzałką na tablicy, to leśnymi wertepami dojedzie – jeśli nie przestraszy się stanu drogi co najwyżej do Wiartla…

Tablice-i-znaki-Ukta

Jadący przez nasz powiat turysta z tablic unijnych nie dowie się natomiast nic o czynnym cały rok muzeum Michała Kajki w Ogródku. Osoby realizujące projekt (i koordynujące go w naszym powiecie!) zapomniały również o „osadzie kulturowej w Kadzidłowie” wpisanej w 2004 r. do rejestru zabytków jako „jedyny tej skali zespół architektury drewnianej w naszym województwie” oraz istniejącym tam muzeum „Mazurska chata podcieniowa z początku XIX wieku”, choć muzeum to – jako jedno z 4 w powiecie piskim umieszczone zostało w publikacji pt.: „1000 muzeów w Polsce” – almanachu wszystkich polskich muzeów wydanym przy współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Osada i muzeum – które wraz z żoną stworzyliśmy i prowadzimy, jest opisywane i rekomendowane w większości polskich i zagranicznych przewodników turystycznych (również kulinarnych), także wydawanych w USA i Kanadzie. W tzw. „zielonym” przewodnik po Polsce z serii „Guide Michelin” (jedna z najbardziej renomowanych na świecie i najdłużej wydawana, bo od 1900 r.) muzeum nasze – jako jedyny obiekt w Krainie Wielkich Jezior(!) otrzymało zaszczytne wyróżnienie: jedną gwiazdkę Michelin’a („godne obejrzenia”). Jak widać to za mało, by muzeum nasze umieścić w projekcie oznakowania turystycznego regionu. Pracownica Urzędu Marszałkowskiego spytana o powód pominięcia osady i muzeum, odpowiedziała, że może dlatego iż jest to „działalność prywatna”, gdy w ripoście usłyszała, że przecież park dzikich zwierząt w Kadzidłowie też jest prywatny (a taką tablicę ustawiono), stwierdziła „bo wy działacie sezonowo, a znaki informują tylko o atrakcjach całorocznych”, gdy dowiedziała się, że działamy przez cały rok, zabrakło jej argumentów i odesłała do współpracującego przy tym projekcie starostwa piskiego, ale tam również nie poznaliśmy przyczyny tego „wykluczenia”…

W ramach zakończonego projektu za 990 tys. zł ustawiono 761 tablic, czyli koszt brutto (wliczając całą obsługę projektu) jednej z nich wynosi około 1300 zł, czyli na co najmniej 5 drogowskazów (tyle naliczyłem) „Popielno – muzeum przyrody” wprowadzając turystów w błąd stracono około 6,5 tysięcy zł równocześnie oszczędzając na drogowskazach do czynnego przez cały rok muzeum w Ogródku czy Kadzidłowie…

I jeszcze jedno – wszystkie już ustawione tablice informujące o naszych gminnych atrakcjach zawierają biało-brązową ikonę symbolizującą bunkier (po prawej stronie – patrz zdjęcie powyżej), co oznacza, że wszystkie te atrakcje są położone na „Szlaku Fortyfikacji Mazurskich”. Niestety podróżujący tym szlakiem nie dowie się o pochodzących z początku XX wieku fortyfikacjach należących do systemu „Pozycji jezior mazurskich” znajdujących się w Rucianym i przy śluzie na Guziance, bo o nich nowe tablice nie informują!

Ale cóż, jak kończył się pewien bardzo znany film: „nie każdy jest doskonały!” Pozostaje mieć tylko nadzieję, że ktoś, kiedyś te błędy naprawi…

Krzysztof Worobiec
Blog

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.