Co wolno wojewodzie, to nie tobie… czyli o demokracji ograniczanej

Jezioro Ułówki Fot. B.Dal

W pierwszych miesiącach tego roku media olsztyńskie donosiły o kontrowersyjnych i bulwersujących wypowiedziach i decyzjach płynących z warmińsko-mazurskiego urzędu wojewódzkiego.

Na początku marca br. wicewojewoda Jan Maścianica doprowadził do cofnięcia zakazu ruchu ciężarówek przejeżdżających tranzytem przez Olsztyn (wpis z 19 marca br.). Podczas jednej z konferencji prasowych tłumaczył on, że wprowadzony przez prezydenta Piotra Grzymowicza zakaz jest ograniczeniem swobód obywatelskich! Szkoda że pan wojewoda martwiący się tak bardzo o powszechne swobody obywatelskie nie zauważa, że tranzyt tirów przez środek miasta, choćby Aleją Wojska Polskiego czy Limanowskiego, organiczna swobody obywatelskie osób mieszkających w mieście w którym on urzęduje. Czy wojewoda nie powinien również zadbać o prawa mieszkańców stolicy województwa, a nie tylko martwić się o ograniczenia dla branży transportowej? W imię demokracji i zagwarantowania praw dla kierowców do swobodnego przejazdu przez Olsztyn, wojewoda ogranicza przecież równocześnie prawa mieszkańców miasta-ogrodu do spokojnego snu, życia bez hałasu, spalin, stresu, do bezpieczeństwa, słowem prawo do życia w dobrych i przyjaznych warunkach!

Zaledwie kilka dni później pojawił się artykuł pod bardzo wymownym tytułem „Skąd bierze się opór wojewody przed utratą władzy”, w którym donoszono o kolejnych kontrowersyjnych decyzjach: wojewoda Marian Podziewski zablokował projekt władz Olsztyna, zgodnie z którym mieszkańcy miasta mogliby zgłaszać radnym swoje propozycje uchwał, o ile byłyby ono poparte 150 podpisami. Zdaniem wojewody taki pomysł jest niezgodny z prawem, bowiem jego zdaniem:

Konstytucja ani ustawa o samorządzie gminnym nie uwzględnia możliwości zgłaszania projektów uchwał przez mieszkańców. A skoro tak, to milczenie ustawodawcy w tej sprawie jest świadomą decyzją, więc jeśli prawo nic o tym nie mówi, to znaczy, że jest to zakazane (G. Wyborcza/Olsztyn, 15.03.2013).

Jest to kuriozalne stwierdzenie, w swej istocie rodem z poprzedniej epoki zakazów, reglamentowania wszystkiego i cenzury, epoki która skończyła się definitywnie w 1989 roku. Wydawało mi się zawsze, że w demokracji dozwolone jest wszystko, z wyjątkiem tego, co zostało prawnie zabronione (czyli nie można łamać prawa i zakazów, które nie istnieją, bo nie zostały sformułowane)! Poza tym „milczenie ustawodawcy w tej sprawie” wcale nie musi być – jak twierdzi wojewoda – świadomą decyzją kogokolwiek, może być jedynie przegapieniem problemu (co zdarza się nie pierwszy raz w prawodawstwie). Wreszcie najważniejsze: zakaz wojewody jest całkowicie sprzeczny z tendencją do aktywizowania społeczności lokalnych!

Nie tylko w Polsce, ale w całej Europie obserwujemy proces budowy społeczeństwa obywatelskiego opartego na partycypacji społecznej i wzmacnianiu prawa do samoorganizowania się, aktywnego i wolnego (to jest nie ograniczanego naciskiem władz o charakterze państwowym!) udziału obywateli w życiu społecznym, gospodarczym czy kulturalnym oraz każdej innej dziedzinie, prowadzącej do powstawania różnego rodzaju inicjatyw. Dotyczy to zwłaszcza wzmacniania aktywizacji (a niej ograniczania!) mieszkańców miast i wsi do czynnego udziału w kształtowaniu swojego najbliższego otoczenia.

W dniu 16 stycznia br. rząd przyjął „Koncepcję Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030”, której celem jest efektywne wykorzystanie przestrzeni kraju, budowanie i utrzymywanie ładu przestrzennego, formułowanie zasad i działań służących zapobieganiu konfliktom w gospodarowaniu przestrzenią. W tym strategicznym dokumencie postuluje się między innymi wzmocnienie „partycypacji społecznej (szerokiej i aktywnej) stanowiącej gwarancję praworządności i transparentności gospodarowania przestrzenią i procedur planistycznych. Aktywność społeczna jest niezbędna przy formułowaniu w pierwszej kolejności lokalnych strategii, polityk i prawa miejscowego”.

W dokumencie tym zaznaczono równocześnie, że:

Udział obywateli i organizacji pozarządowych w procesie planowania rozwoju, w tym planowania przestrzennego, jest powszechną zasadą, wynikającą z potrzeby uwzględniania różnorodnych interesów na etapie tworzenia dokumentu przed skierowaniem go do realizacji. […] Zapewnia to skuteczną realizację ważnych celów zbiorowych i zwiększa społeczną kontrolę nad działaniami prowadzonymi przez władze publiczne. Zasada partnerstwa w układzie hierarchicznym i horyzontalnym oznaczająca udział zainteresowanych stron planowania w całym planowaniu pozwala mieszkańcom na lepszą identyfikację z miejscem, w którym żyją.

W skali miasta skutecznym zwiększeniem takiej „społecznej kontroli nad działaniami władz publicznych” pozwalającym „mieszkańcom na lepszą identyfikację z miejscem, w którym żyją” byłoby prawo zgłaszania projektów uchwał przez tychże mieszkańców – oczywiście „tylko” zgłaszania, bo radni miejscy musieliby projekt taki zaakceptować lub odrzucić w drodze głosowania. Owo „tylko” oznacza dla wojewody „aż”, dlatego sprzeciwia się takiej „samowoli”. Niestety wojewoda nie kieruje się ani tendencjami, ani nawet dokumentami strategicznymi – takimi choćby jak cytowany powyżej, przyjętymi przez rząd – którego jest reprezentantem! Czyni to zresztą nie po raz pierwszy! W dyskusji na temat obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej ws. parków narodowych strona samorządowa, twierdziła że nie można odebrać społecznościom lokalnym prawa do decydowania o swoich terenach. Także wojewoda reprezentował takie samo stanowisko, bo teraz chyba zmienił pogląd i uważa że zbytnia aktywność obywateli może być nawet sprzeczna z zasadami demokracji (chyba że jest to głos sprzeciwu przeciwko parkowi narodowemu!).

Często słyszymy o demokracji i naszych obywatelskich prawach – dziwnym trafem najczęściej w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie, parlamentarne czy samorządowe… Wówczas politycy wszystkich szczebli powtarzają nam, jak ważny jest w demokratycznym kraju głos obywatela, że poprzez udział w wyborach mamy szansę współdecydować o losach państwa, województwa, miasta czy gminy. Po wyborach głos nasz nie jest już tak istotny, a wójt, burmistrz czy prezydent miasta zezwalają często na inwestycje, przeciwko którym protestują ci, którzy ich na to stanowisko wybrali!

Niekiedy słyszymy, że aktywne społeczeństwo jest fundamentem ustroju demokratycznego, o potrzebie budowy świadomego swych praw społeczeństwa obywatelskiego, które jest jednym z filarów demokracji. Jeszcze rzadziej w ślad za sloganami i hasłami idzie rzeczywista (a nie deklaratywna i fasadowa) partycypacja społeczna, oparta na dialogu i równym traktowaniu wszystkich podmiotów. A już najrzadziej (lub wcale) słyszymy o formach demokracji bezpośredniej, o tym, że my, obywatele, prócz biernego udziału, możemy także aktywnie współuczestniczyć w kształtowaniu demokracji, że sami możemy wpływać na stanowienie prawa. Artykuł 118 ustęp 2 Konstytucji gwarantuje nam prawo do inicjatywy ustawodawczej, czyli prawo zgłaszania przez obywateli projektów ustaw (szczegółowy tryb takiego postępowania określa ustawa z 24 czerwca 1999 r. o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli). A skoro obywatele uzyskali konstytucyjne prawo do zgłaszania projektów ustaw dotyczących całego kraju, to dlaczego per analogiam, nie mogliby zgłaszać projektów uchwał w sprawach dotyczących miast i wsi w których mieszkają?

Krzysztof A. Worobiec
Blog

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.