Czy prawna ochrona dawnych mazurskich cmentarzy leży w interesie społecznym?

Czy to zbieg okoliczności, czy celowo tuż przed Świętem Wszystkich Zmarłych i Zaduszkami do skrzynki pocztowej Stowarzyszenia trafił e-mail, którego fragmenty zamieszczam poniżej – z nadzieją, że jego autor nie nic przeciwko temu

„Piszę do Państwa jako iż jest mi drogie utrzymanie pamięci o dawnych mieszkańcach terenów Mazur a co za tym idzie utrzymanie pamiątek po tych ludziach w możliwie najlepszym stanie. Od kilku lat jeżdżąc w Mazury fotografuję dawne cmentarze ewangelickie starając się uchwycić to co z nich pozostało […] Jeżdżę często do Piecek. Zaraz za skrętem na Mikołajki jest stary niewielki cmentarz, od którego zaczęło się moje fotografowanie. Odwiedzając go dzisiaj spostrzegłem, że ktoś wyciął i zabrał jedyne pozostałe kute metalowe ogrodzenie grobu. […] Czy istnieje jakieś prawo, które nakłada na skup złomu obowiązek sprawdzenia pochodzenia oddawanego metalu – jeśli jest podejrzenie iż jest on częścią zabytku ?”

Dobre pytanie – teoretycznie tak (generalnie dewastowanie miejsc pochówków jest zabronione), ale o ile wiem opisywany cmentarz nie jest wpisany do rejestru zabytków województwa warmińsko-mazurskiego, a więc choć jest zabytkiem to nie podlega szczególnej ochronie na podstawie ustawy o ochronie zabytków…

W marcu bieżącego roku wysłałem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie wniosek o wpis do rejestru zabytków województwa warmińsko-mazurskiego sześciu dawnych cmentarzy ewangelickich we wsiach Sowiróg, Przerośl, Szast, Wądołek, Piskorzewo, Wolisko Duże i Małe oraz pozostałości po hucie żelaza w Wądołku. Uzasadniałem, że są to jedyne czytelne pozostałości po nieistniejących już osadach położonych w Puszczy Piskiej. Wniosek ten stanowił konsekwencję trzyletniego projektu pt. „Zagubione wioski Puszczy Piskiej”, który miał na celu przywrócenie pamięci o wsiach, które po 1945 r. zostały rozszabrowane i zlikwidowane. Ten autorski projekt był realizowany od 2009 r. dzięki współpracy inicjatora – czyli Sadyby, właściciela terenu – Nadleśnictwa Pisz, olsztyńskiego stowarzyszenia Borussia – specjalistów także od międzynarodowych projektów wolontariackich, oraz Narodowego Instytutu Dziedzictwa – wcześniej funkcjonującego pod nazwą Regionalny Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie.

Obecność tej ostatniej instytucji, wyspecjalizowanej w dokumentowaniu zabytków, której także wojewódzki konserwator zabytków często zleca przygotowanie dokumentacji obiektów przed ich wpisaniem do rejestru zabytków, sprawiała, że wraz z porządkowaniem wspomnianych cmentarzy sporządzane były profesjonalne inwentaryzacje tych obiektów. Jednym z celów projektu było bowiem udokumentowanie stanu zachowania pozostałości po tych „zagubionych wioskach”, a kolejnym ich oznakowanie tablicami informacyjnymi w języku polskim i niemieckim, stworzenie szlaku turystycznego, wydanie publikacji książkowej w formie monografii nieistniejących wsi oraz ochrona właśnie poprzez wpis do rejestru zabytków ich pozostałości, głównie cmentarzy.

W latach 2009–2011, w projekcie uczestniczyli młodzi wolontariusze z Rosji, Niemiec, Austrii, Włoch oraz z Polski, którzy poświęcali swój wakacyjny czas na prace terenowe – porządkowanie, ustawianie poprzewracanych nagrobków, usuwanie dzikiej roślinności, grodzenie cmentarzy, ale też dokumentowanie miejsc pochówków w wymienionych wyżej wioskach. Do projektu włączyła się też młodzież szkolna z liceum w Piszu, zobowiązując się do bieżącej opieki nad tymi zabytkami. O tym wszystkim napisałem we wspomnianym wniosku o wpis do rejestru zabytków, argumentując m.in., że „do naszych czasów po tych puszczańskich wsiach przetrwały jedynie resztki fundamentów i gruzy pośród drzew i krzewów oraz cmentarze, stanowiące obecnie najbardziej czytelne ślady oraz najcenniejsze świadectwo historii tych wsi”.

Ten żeliwny krzyż z 1932 roku stał na dawnym cmentarzu ewangelickim w Nowej Ukcie…(stan 2002 rok). Fot. K. Worobiec

Ten żeliwny krzyż z 1932 roku stał na dawnym cmentarzu ewangelickim w Nowej Ukcie…(stan 2002 rok). Fot. K. Worobiec

Na początku września jako odpowiedź na nasz wniosek otrzymałem pismo od wojewódzkiego konserwatora zabytków w Olsztynie, który domaga się „wykazania społecznego interesu przemawiającego za wpisaniem ww. obiektów do rejestru zabytków”. Pismo bardzo mnie zaskoczyło. Zastanawiałem się nawet, czy to nie żart lub prowokacja, ale to przecież pismo urzędowe, z pieczątkami i podpisami, więc nie.

W każdym razie do dnia dzisiejszego nic nie odpisałem, a ponieważ nie wiem, co napisać, więc kilka dni temu, na spotkaniu członków Sadyby ogłosiłem minikonkurs, co mamy zrobić i co mam odpisać. No bo cóż można odpisać? Że to taki sam interes społeczny jak przy wpisywanych wcześniej ewangelickich (i nie tylko) cmentarzach, których tak wiele jest już w rejestrze zabytków (choćby w pobliskim Pogobiu Średnim, Uścianach, Piszu czy Ukcie)? A może że są to wyjątkowo cenne, bo jedyne dobrze czytelne ślady istnienia tych wsi, a tym samym rozwoju osadnictwa w Puszczy Piskiej?

Ale czy to rzeczywiście wystarczy, by wykazać „interes społeczny”? Nie jestem specjalistą od potrzeb społecznych, natomiast akurat w tym samym dniu, w którym otrzymałem wspomniane pismo od konserwatora zabytków, w krajowym wydaniu „Gazety Wyborczej” (6 września 2013 r.) ukazał się artykuł pt. „Burmistrz kazał posprzątać”, o tym, jak włodarz dolnośląskiej wsi kazał „uporządkować” buldożerem ewangelicki cmentarz, ponieważ… panował tam nieład, leżały śmieci, a „żeby zrobić tam prawdziwy porządek, gmina musiałaby wydać tyle pieniędzy, że nas na to nie stać. Poza tym po co wydawać pieniądze na coś, co i tak już nie funkcjonuje” (sic!). Na takie bezczeszczenie miejsc pochówku nie zareagował tam ani sanepid („porządkowania” nie poprzedziła bowiem ekshumacja) ani policji (ustawowo zabronione jest bezczeszczenie miejsc pochówku), a niektórzy mówili (na szczęście nie wszyscy), że przecież nic się nie stało, bo cmentarz był… poniemiecki! Na dodatek władze gminne przekonywały wyborców, że robią to dla nich, bo „teren byłego cmentarza stanowić będzie kompleks służący zaspokajaniu potrzeb kulturalnych i rekreacyjnych mieszkańców”, a dla ich wygody powstanie tam także parking.

Niedawno podobnej zamiany cmentarza na park dokonano w Skaryszewach pod Gdańskiem, a w Maciejowicach koło Jeleniej Góry na dawnym miejscu pochówków powstała Biedronka. Pół wieku temu w całej Polsce nagminnie likwidowano cmentarze „poniemieckie”, ale wydawało się, że to już niechlubna przeszłość.

…i tyle z niego pozostało (stan: 14 czerwca 2013 r.). Fot. K. Worobiec

…i tyle z niego pozostało (stan: 14 czerwca 2013 r.)
Fot. K. Worobiec

A więc, jak widać, interes społeczny bywa bardzo różny. Tak więc wcale nie mam pewności, czy prawna ochrona sześciu cmentarzy w Puszczy Piskiej leży w interesie społecznym. Choć trzeba przyznać, że są one tak głęboko ukryte w lesie, że trudno je zamienić na parking czy park, a poza tym po co komu park w lesie? Natomiast z całą pewnością wiem, że wielu członków społeczności lokalnych ma interes w pozyskiwaniu metalowych elementów z takich „już niefunkcjonujących” cmentarzy, żeby następnie je spieniężyć w skupach złomu w celu zamiany na płyny zawierające większe lub mniejsze stężenie alkoholu. W tym roku, 14 czerwca zgłosiłem na posterunku policji w Rucianem dewastację i kradzież metalowych przęseł ogrodzenia oraz pięknego żeliwnego krzyża z nieczynnego cmentarza ewangelickiego w lesie koło Ukty. Krzyż z zakończeniami w kształcie koniczyny był z 1932 r., cmentarz nie był chroniony prawem, bo nie był wpisany do rejestru zabytków, więc zapewne sprawa została umorzona z powodu niskiej szkodliwości społecznej, jak to w takich wypadkach bywa.

Na tym samym cmentarzu betonowo – metalowym ogrodzeniem wydzielona było jedna kwatera rodzinna (stan: 2002 rok)… Fot. K. Worobiec

Na tym samym cmentarzu betonowo – metalowym ogrodzeniem
wydzielona była jedna kwatera rodzinna (stan: 2002 rok)… Fot. K. Worobiec

Jak widać, interes społeczny jest pojęciem płynnym – dla niektórych dosłownie – ale warto zwrócić uwagę, że kierowanie się takim kryterium może być bardzo niebezpieczne. Bo z całą pewnością w interesie społecznym tzw. ogółu nie leży utrzymywanie służb ochrony zabytków. W odbiorze gminnym (w znaczeniu: pospolitym, trywialnym) konserwatorzy zabytków utrudniają przecież tylko życie inwestorom i „się czepiają”. O innych, bardziej potocznych wyrażeniach nie wspomnę, a zainteresowanych odsyłam do bogatej lektury komentarzy na forach internetowych.

…z ogrodzenia tego pozostały tylko potrzaskane słupki betonowe (stan: 14 czerwca 2013 roku). Fot. K. Worobiec

…z ogrodzenia tego pozostały tylko potrzaskane słupki betonowe (stan: 14 czerwca 2013 roku).
Fot. K. Worobiec

Ja tak, rzecz jasna, nie uważam, ale zastanawiam się, „co miał poeta na myśli”, żądając od stowarzyszenia wykazania interesu społecznego przemawiającego za wpisaniem do rejestru zabytków wymienionych we wniosku obiektów? Czyż fakt, że społeczność – nie tylko lokalna – zaangażowana jest w ratowanie tych cmentarzy, nie wystarczy? Czy nie wystarczy fakt, że ich inwentaryzację wykonała już wyspecjalizowana w dokumentowaniu zabytków i dziedzictwa instytucja utrzymywana z naszych, społecznych pieniędzy? Dla mnie jest oczywistym, że takie znikające świadectwa historii trzeba bezwzględnie chronić, dlatego chciałoby się rzec: a co tu uzasadniać? Koń, jakim jest, każdy widzi. Ale jak widać, niektórzy urzędnicy mają końskie okulary i sprawy formalne przysłaniają im istotę ochrony dziedzictwa kultury.

Krzysztof Worobiec
Blog

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.