Czy Kultura jest wrogiem Natury?

Harmonijny krajobraz – wzgórza morenowe, rynnowe jezioro Juno, dalej aleja przydrożna w tle gotycki kościół w Szestnie. Fot. K. Worobiec

Harmonijny krajobraz – wzgórza morenowe, rynnowe jezioro Juno, dalej aleja przydrożna,
w tle gotycki kościół w Szestnie. Fot. K. Worobiec

Kultura jest często widziana jako przeciwieństwo przyrody i natury, albo jej ujarzmienie. Parki narodowe przywołują na myśl przede wszystkim ochronę przyrody – choć oczywiście do ich zadań może też należeć ochrona dziedzictwa kulturowego, ale czy te dwie rzeczy idą w parze? czy też są rozbieżne a może nawet sprzeczne?

Czyli krótko mówiąc czy Kultura jest wrogiem Natury? Z tymi pytaniami zwrócono się do mnie, jako członka stowarzyszenia mającego w nazwie ochronę krajobrazu kulturowego, a jednocześnie – jak to określono – do osoby „głęboko zaangażowanej w inicjatywę zmian w ustawie o parkach narodowych”, a więc chroniącego Naturę.

Słowo „kultura” jest pojęciem szerokim, obejmującym wszelką działalność człowieka, w tym uprawę roli i przekształcanie naturalnego środowiska w stan użyteczny, by z niego czerpać korzyści i jest utożsamiane z pojęciem „cywilizacja”, ta natomiast jest często postrzegana jako przeciwieństwo przyrody i natury. Tak więc na postawione pytanie można by odpowiedzieć krótko: tych przeciwstawnych światów nie da się pogodzić, bo są niczym woda (natura) i ogień (kultura)! Ale czy na pewno? Tak na prawdę nie można ich już rozdzielić, bo od tysięcy lat są one z sobą trwale związane! Nie można przecież od świata przyrody oddzielić na przykład tam i żeremi bobrowych, które są przecież wytworami pewnej „kultury” żywych istot (Niemcy nazywają żeremie „Biberburg” – w dosłownym tłumaczeniu „zamek borowy”) „zagospodarowujących” dla siebie przestrzeń i przekształcających środowisko w stan dla siebie użyteczny! Tak samo nie można od natury oddzielić kultury – wytworów ludzi. Od okresu górnego paleolitu i namalowania pierwszych rysunków naskalnych w jaskiniach, czyli od około 42 tysięcy lat człowiek pozostawia trwały ślad w naturze, a procesu tego nie da się ani cofnąć, ani zatrzymać. Proces ten można tylko kontrolować, starając się by kultura nie oddziaływała negatywnie na świat przyrody, by jedno z drugim harmonijnie współistniało. Tu warto powrócić do etymologii słowa „kultura” wywodzącego się od łacińskiego „colere” – oznaczającego „uprawa, kształcenie”, ale też „pielęgnować, dbać” – w tym także o naturę.

Wraz z rozwojem cywilizacji (kultury) nastąpiło zachwianie pierwotnej natury. Ekspansja człowieka, poszukiwania nowych źródeł surowców, terenów pod rozbudowę doprowadziły do degradacji znacznych obszarów Ziemi. Skrajnie negatywnym przykładem może być socjalistyczna idea uczynienia z człowieka pogromcy przyrody, wyrażona w tezie, że istnienie Jeziora Aralskiego zwanego Morzem, czwartego niegdyś pod względem wielkości jeziora na świecie jest „pomyłką natury”, a bieżące potrzeby społeczeństwa sowieckiego są najważniejsze, co skutkowało próbą zamiany pustyni Kara-kum w pola uprawne – wbrew obawom ekologów, a w konsekwencji prawie całkowitym zanikiem jeziora i niespotykaną w historii ludzkości klęską ekologiczną. Na przeciwległym biegunie można by umieścić zdanie Franka Lloyda Wrighta, amerykańskiego architekta, jednego z najsłynniejszych w XX w.: Budynek nie może stać „na” wzgórzu ani „na” czymkolwiek innym – ma stać „razem” ze wzgórzem, w symbiozie z nim, dom i wzgórze muszą współistnieć, należeć do siebie nawzajem. Tak więc jego zdaniem wytwory ludzkiej kultury mają harmonijnie stapiać się z otaczającym go krajobrazem, nie szkodząc otoczeniu, ale je wzbogacając. Ta zasada znana była starożytnym, a wznoszone przez nich budowle, np. grecka Świątynia Posejdona na przylądku Sunion czy budowle ateńskiego Akropolu są niczym część wapiennej skały, na której zostały wzniesione i stanowią integralną część krajobrazu.

Na Ziemi są jeszcze obszary nie zepsute ludzką ręką, które z tego względu należy chronić. Także w Polsce są tereny na swój sposób „zacofane cywilizacyjne”, dzięki czemu nie został tam zdegradowany krajobraz i pozostało bogactwo fauny i flory. Takimi obszarami cennymi przyrodniczo są północno-wschodnia Polska, zwłaszcza Puszcza Białowieska oraz Kraina Wielkich Jezior Mazurskich, w części porośniętej Puszczą Piską. Na tych właśnie obszarach od lat trwa spór jak należy je chronić, a w szczególności czy obejmować ochroną tworząc parki narodowe.

Równo sto lat temu został opublikowany obszerny esej „Kultura a natura” humanisty, prawnika i ekonomisty Jana Gwalberta Pawlikowskiego, który analizując relacje pomiędzy ochroną przyrody, a jej gospodarczym wykorzystaniem napisał:

…tylko pierwotna i wolna, a nie przez spekulacyjne uprzystępnienie znieprawiona przyroda godna jest miłości.

Zdanie to, wydrukowane, powinno wisieć we wszystkich instytucjach, wydziałach i urzędach, które w swojej nazwie lub zakresie kompetencji mają słowo „środowisko” czy „przyroda” i być naczelnym przesłaniem działania (tak nie jest, a wręcz odwrotnie, ale to temat na odrębny artykuł). Zdanie mądre, ale można by je sparafrazować:

…tylko pierwotny i wolny, a nie przez spekulacyjne uprzystępnienie znieprawiony krajobraz godny jest miłości.

Ta wersja, dla mnie, geomorfologa, jest znacznie bliższa. Krajobraz jest pojęciem szerszym niż przyroda, która wprawdzie dzieli się na ożywioną i nieożywioną, a więc obejmuje również formy krajobrazu, zawęża jednak często pole widzenia do świata roślin i zwierząt, a w potocznym i coraz bardziej strywializowanym społecznym odczuciu sprowadza się do „żabek” i „kwiatków” („bo przecież człowiek ważniejszy niż żabka” – vide casus Rospudy).

Spójrzmy więc na krajobraz pojmowany jako całość. Tworzą go dwa elementy, dwa żywioły: „woda” – natura i „ogień” kultura. To krajobraz naturalny, czyli to, co od czasów ostatnich ruchów górotwórczych rozmaite procesy naturalne uczyniły na Ziemi – w przypadku Polski największe piętno odcisnęły kolejne zlodowacenia, które pozostawiły malowniczo ukształtowaną powierzchnię ziemi. Na nim nasi przodkowie tworzyli wioski i miasteczka, budowali młyny nad rzekami, świątynie i zamki etc. – to druga składowa, czyli krajobraz kulturowy. Był on harmonijnie wkomponowany w otaczającą przyrodę, ponieważ przez stulecia podstawowym budulcem były surowce lokalne – kamień, glina, słoma, trzcina, drewno, a więc wygląd tworów ludzkich strukturą i kolorytem nawiązywał do natury.

Z zasady każdy gospodarz, sam lub z pomocą sąsiadów budował swój dom zgodnie z miejscową tradycją statusem majątkowym i potrzebami, a wielkość domu zależna była od zasobności sakiewki, ilości posiadanej ziemi i statusu społecznego oraz wynikała z wiekowej tradycji lokalnej i konieczności współżycia z naturą (klimat, surowce i inne dobra natury). Rezydencje możnych i władców, często potężne i ingerujące w zastany krajobraz otaczano ogrodami, parkami i alejami, nie tylko by stanowiły świadectwo ich zamożności, ale by scalić je z otoczeniem. Wywodzące się z kultury dworskiej aleje przydrożne (także parki) są wyjątkowym elementem krajobrazu i najlepszym przykładem harmonijnego połączenia kultury z naturą, są bowiem nie tylko dziełem rąk ludzkich i ozdobą krajobrazu, ale też pełnią bardzo ważną rolę w świecie przyrody jako korytarze migracyjne i stanowią obecnie najważniejsze ostoje dla niektórych gatunków roślin i zwierząt.

Cywilizacja czyli tak zwany „rozwój” spowodował ogromną podaż nowych materiałów budowlanych. Rozwój transportu i komunikacji spowodował równocześnie przenikanie wzorców i technik, oraz przyczynił się do zaniku tradycji i lokalnych wzorców wywodzących się z wielowiekowej obserwacji natury i życia zgodnie z jej zasadami. Zaczęto budować byle gdzie, byle jak, każdy po swojemu, a przestrzeń publiczną zaczęto nadużywać i eksploatować i zaśmiecać, prowadząc do chaosu urbanizacyjnego. Procesy te dotyczą nie tylko miast, ich przedmieść i wsi, ale także dziewiczych do tej pory terenów.

Równocześnie następuje niszczenie i zanik dziedzictwa kulturowego, zarówno materialnego, jak i niematerialnego, znika tradycyjne budownictwo drewniane, wycinane są aleje przydrożne, niszczone zabytki by zdobyć nowe tereny pod inwestycje etc. Wszystko to skłoniło grupę osób do założenia Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” i działania by chronić to co ładne i co dotrwało do naszych czasów. Nie można jednak chronić krajobrazu kulturowego w oderwaniu od krajobrazu naturalnego, stąd potrzeba m.in. tworzenia i powiększania parków narodowych (a to wymaga zmiany przepisów).

Pomimo, że w 2004 r. Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Krajobrazową z 2000 r., zgodnie z którą „krajobraz przyczynia się do tworzenia kultur lokalnych, bo jest on podstawowym komponentem europejskiego dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego, przyczyniając się do dobrobytu ludzi i konsolidacji europejskiej tożsamości”. Odczuwalny jest brak kompleksowej kontroli oraz organu całościowo odpowiedzialnego za ochronę krajobrazu z jego wszystkimi elementami tzn. gospodarkę przestrzenną – co w Europie jest ewenementem. W Polsce brak jest ochrony krajobrazów „tylko” ze względu na ich wartość estetyczną – a więc krajobrazów ładnych, charakteryzujących się wyjątkowym pięknem, ale też „jedynie” harmonijnych, a więc bez jakiś spektakularnych form! Braki te powodują, że coraz więcej terenów jest – jak to określił Pawlikowski, znieprawionych przez spekulacyjne uprzystępnianie, a dotyczy to zarówno krajobrazu naturalnego i kulturowego, dlatego należy chronić jeden i drugi!

Krzysztof Worobiec
Tekst był publikowany w numerze 7/8 2013

miesięcznika VEGE

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajobraz kulturowy, Krajobraz naturalny, Ochrona krajobrazu i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.