Straż leśna pilnuje choinek w lesie. A co z resztą drzew?

Drewno po wyrębie. Fot. Beata Dal

Choć w większości wypadków wycinki są legalne, to z reguły nie do końca wiadomo, co się z tak pozyskanym drewnem dzieje.

W piątek 14 grudnia o godzinie 19.30 w głównym wydaniu „Wiadomości” w TVP 1 telewidzowie mogli zobaczyć uzbrojenie funkcjonariusza straży leśnej, składające się z: krótkiej broni palnej, dodatkowych magazynków z amunicją (jak powiedział strażnik, to na wypadek, gdyby jej zabrakło w pistolecie, ale to chyba był czarny humor), paralizatora i kajdanek. Oprócz strażnika na szklanym ekranie pokazano nam dobrze zamaskowaną w lesie kamerę, rejestrującą potencjalnych dwunożnych intruzów. A wszystko po – jak usłyszeliśmy w dalszej części relacji – by uniemożliwić czy utrudnić przestępczy proceder amatorom darmowych choinek.

Z armaty do wróbla

Tradycji stało się więc zadość, i jak każdego roku w okresie przedświątecznym, telewizja publiczna ostrzega złodziei – bo przecież nie porządnych obywateli, którzy na taki pomysł nie wpadają – przed nielegalnym wycinaniem i kradzieżą choinek z lasów. Tak telewizja wypełnia swoją ustawową misję i wychowuje obywateli: ostrzega, kto i co na nich czyha w lesie, zapobiega w ten sposób niszczeniu tych lasów, a w domyśle chroni środowisko naturalne.

Oczywiście kradzież czegokolwiek jest naganna, ale czy w tym wypadku nie jest to przysłowiowe strzelanie z armaty do wróbla? Nie wiem, ile choinek w skali całego kraju znika bez zezwolenia z lasów i jaka jest ich wartość. Ale moim zdaniem takie telewizyjne „wiadomości” to powielanie stereotypów (nadchodzą święta = zaczyna się masowa kradzież choinek) i są swoistym dziennikarskim chodzeniem „utartym szlakiem”. Niewielkie choinki, takie, jakie stawiamy w domu na święta, nie są przecież ani cennym, ani istotnym elementem lasu. Kto chodzi po lesie poza okresem przedświątecznym i zimowym, może zobaczyć, jak dużo takich właśnie niewielkich drzewek jest tam wycinanych i często pozostawianych do rozkładu. Dzieje się tak w ramach tzw. czyszczenia wczesnego, czyli pielęgnacji upraw leśnych (selekcji pozytywnej, redukcji nadmiernego zagęszczenia, regulowania składu gatunkowego, usuwania samosiewów etc.). Wartość materialna tych niewielkich drzewek nie jest też zbyt duża.

Wycinki przy okazji inwestycji

Zdecydowanie większą wartość i to nie tylko krajobrazową i przyrodniczą, ale też materialną mają drzewa usuwane pod inwestycje drogowe i z terenów należących do samorządów terytorialnych. A są to olbrzymie ilości, moim zdaniem często na wyrost i zbyt duże. Jak ostatnio informowała „Gazeta Wyborcza Olsztyn” (z 13 grudnia 2013 r.) olsztyński oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad na jednym tylko odcinku modernizowanej drogi ekspresowej S7 planuje wycięcie w najbliższym czasie 10 455 drzew! To tak, jakby wyciąć w całości kilka hektarów dorodnego, kilkudziesięcioletniego lasu, z całą pewnością cenniejszego niż te pilnie strzeżone przed świętami choinki. „Gazeta Wyborcza Olsztyn” z 16 grudnia 2013 r. informuje o 12 tys. m sześc. drewna pochodzącego z wycinki 40 hektarów lasu pod budowę obwodnicę Olsztyna.

O ile w Lasach Państwowych jest porządek, a wszystkie wycięte tam drzewa są mierzone, cechowane i ewidencjonowane, a ich sprzedaż związana z wystawieniem asygnaty i kontrolowana, to przy drogach i na terenach niebędących lasami, a należących do samorządów terytorialnych wycinane są rocznie setki tysięcy drzew – bez takiej szczegółowej kontroli i ewidencji! Choć w większości wypadków sam proceder wycinki jest legalny (choć wcale nie zawsze), to z reguły nie do końca i nie zawsze wiadomo, co się z tak pozyskanym surowcem dzieje. I wcale nie jest to tylko niczym nie poparte przypuszczenie.

Raport wytyka błędy

Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na ten problem, który teraz oficjalnie potwierdził najwyższy organ kontroli państwowej. W tym roku NIK zakończyła kontrolę 22 gmin i siedmiu starostw na terenie siedmiu województw. W Warmińsko-Mazurskiem badano miasto Olsztyn oraz gminę i starostwo w Iławie. Do badań wybrano tam 229 zadań inwestycyjnych i remontowych, w większości drogowych, przy których z nieruchomości gminnych usunięto łącznie 26 883 drzewa. 37-stronicowy dokument jest druzgocący dla 100 proc. skontrolowanych gmin: „Najwyższa Izba Kontroli ocenia negatywnie działalność gmin w istotnych obszarach kontrolowanej działalności obejmujących uzyskiwanie zezwoleń na usunięcie drzew i gospodarowanie pozyskanym drewnem, a także skuteczność kontroli zarządczej w tym zakresie” (więcej: http://www.nik.gov.pl/kontrole).

NIK powyższą negatywną ocenę uzasadnia m.in. nierzetelnością sporządzania wniosków o wydanie zezwoleń na usunięcie drzew w 12 z 22 gmin objętych kontrolą (55 proc.), usunięciem drzew bez wymaganego zezwolenia w dwóch gminach (9 proc.) oraz „niegospodarnym rozporządzaniem pozyskanym drewnem przez wszystkie gminy objęte kontrolą, polegającym m.in. na niedokonywaniu obmiaru i wyceny pozyskanego drewna, czego skutkiem było uszczuplenie przychodów gmin możliwych do uzyskania z jego sprzedaży, a także brak udokumentowania sposobu zagospodarowania tego drewna”.

Jak wykazały badania Izby: „We wszystkich gminach objętych kontrolą nie prowadzono ewidencji drewna pozyskanego z usuniętych drzew w wyniku realizowanych inwestycji i remontów. Skutkiem tego w księgach rachunkowych tych jednostek nie ujęto wartości pozyskanego drewna w wysokości co najmniej 422,9 tys. zł”. NIK ostrożnie stwierdziła „co najmniej”, bo w swoich wyliczeniach przyjmowała tylko średnie wyceny drewna, natomiast wieloletnie obserwacje wskazują, że wiele ściętych drzew ma znacznie wyższą wartość, bo ma wartość drewna tartacznego, zwłaszcza że sporo w nich jest jesionów, czyli cennego i poszukiwanego surowca.

To sprzyja korupcji

Jest rzeczą oczywistą, że tolerowanie takiego stanu rzeczy sprzyjać może korupcji i niejasnym interesom. Może też „nakręcać” wycinki kolejnych drzew. Dlatego NIK w uwagach końcowych i wnioskach zalecała podjęcie przez Ministra Środowiska działań w celu uregulowania stosownych przepisów w ustawie o ochronie przyrody. Prace nad taką nowelizacją właśnie trwają. W lipcu odbyło się spotkanie w Ministerstwie Środowiska w Warszawie, a niedawno, 6 grudnia, zakończone zostały konsultacje społeczne gotowego już projektu ustawy. W jednym i drugim aktywny udział brała Sadyba i z satysfakcją stwierdzam, że w projekcie znalazło się część rozwiązań zaproponowanych przez nas.

Nowelizacja ma na celu m.in. doprecyzowanie pojęć i definicji, uporządkowanie przepisów dotyczących zadrzewień i terenów zieleni oraz zmianę opłat za usuwanie drzew, zwłaszcza dla osób prywatnych. Jednak niezbędne są też inne zmiany. Mam nadzieję, że uwzględnione zostaną także kilkukrotnie postulowane już przez nas regulacje dotyczące ewidencjonowania drewna pozyskanego z pasów drogowych i terenów należących do samorządów. W sytuacji gdy nawet paczki świąteczne dla pracowników jako dodatkowy dochód podlegają opodatkowaniu, tolerowane jest od lat pozyskiwanie z pasów drogowych i terenów należących do samorządów potężnych ilości drewna, dających olbrzymi, z reguły niewykazywany, co wykazała NIK, i nieopodatkowany przychód. Z całą pewnością to zdecydowanie poważniejszy problem niż przedświąteczne nielegalne pozyskiwanie choinek w lesie.

Krzysztof A. Worobiec
Artykuł ukazał się 27 grudnia 2013 w olsztyńskim dodatku Gazety Wyborczej

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ratujmy aleje i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.