Jakie tam zabytki. To wszystko poniemieckie

Leśniczówka Zdróżno,widoczne niewielkie jeszcze uszkodzenie dachu, maj 2002 r. Fot K. A. Worobiec..

Leśniczówka Zdróżno, maj 2002 r. Fot K. A. Worobiec.

O polskich lasach głośno ostatnio za sprawą – jak mówią niektórzy – rządowego „skoku nad kasę” Lasów Państwowych. Na łamach Gazety Adam Wajrak pisze o „leśnym państwie” i uchylił rąbka leśnych „tajemnic”, o których mówi się od dawna (po cichu także wśród leśników), ale rzadziej pisze.

Wajrak dobrze wie o czym pisze – mieszka w Puszczy Białowieskiej i jak mało kto wnikliwie obserwuje las oraz to, co się w nim dzieje. Ja mieszkam w Puszczy Piskiej i na co dzień też obserwuję co się wokół dzieje i mogę potwierdzić uwagi Wajraka. Nim się podzielę swoimi uwagami, muszę przypomnieć, że polskie lasy są wspólnym dobrem, którym zarządzają w naszym imieniu Lasy Państwowe! I tak powinno pozostać – polskie lasy powinny pozostać własnością nas wszystkich – co warto dopisać do naszej Konstytucji, i nie wolno ich prywatyzować. Dlatego konieczna jest społeczna kontrola tego, co się dzieje w lasach oraz wprowadzenie demokratyzacji w zhierarchizowanej i mundurowej firmie o nazwie Lasy Państwowe, bo tam przecież już od lat trwa quasi-prywatyzacja: Lasy Państwowe traktują nasze lasy jak swoją własność (podobnie jak zarobki uzyskane ze społecznej własności), leśnicy jako swój zakład, a nas w nim – zwykłych obywateli – jako intruzów.

Jak wspomniałem mieszkam w Puszczy Piskiej, w maleńkiej osadzie na rozległej polanie, do której prowadzą dwie drogi – gminna przez otwarte pola (często nieprzejezdna) oraz leśna. Gdy pewnego razu spytałem miejscowego leśniczego kiedy droga leśna zostanie naprawiona, bo zniszczył ją ciężki sprzęt do wywozu drewna, usłyszałem, że to przecież „ich” droga zakładowa (tak teraz leśnicy mówią o duktach czy drogach leśnych), i że dzięki „ich łasce” możemy z niej korzystać, a w ogóle to mogą ją zamknąć i będzie spokój. Innym razem, podczas spaceru nad płynącą nieopodal rzekę, drogę zastąpił nam jakiś leśniczy oznajmiając, że nie możemy iść dalej, bo to niebezpieczne ponieważ właśnie trwa polowanie, gdy oznajmiliśmy, że przecież idziemy drogą leśną biegnącą wzdłuż rezerwatu przyrody Krutynia Dolna – a w rezerwatach nie można polować, poza tym różnimy się przecież od zwierzyny leśnej, usłyszeliśmy jedynie „…no to ryzykujcie, najwyżej ktoś was odstrzeli”. Wspomnę tylko o masowych polowaniach z naganką, w których bierze udział nieraz ponad 100 myśliwych (przez 2–3 dni zabiją oni ponad setkę zwierząt i nie chodzi tu o tzw. regulacją populacji zwierzyny, ale o względy komercyjne prywatnych organizatorów tych polowań), o dokarmianiu zwierząt tuż pod ambonami (by podchodziły bliżej strzelających) czy polowaniach prominentów wszelkich partii politycznych w rezerwatach i terenach niedozwolonych (np. strefy ochrony ptaków). Takie traktowanie lasów przez leśników oraz myśliwych, jako tylko im przypisanego miejsca do polowań, przypomina mi opowieści o lesie Sherwood, szeryfie z Nottingham i Robin Hoodzie…

Na łamach Gazety Wyborczej Adam Wajrak pisał o gospodarce leśnej, Kazimierz Orłoś o polowaniach na Mazurach, a ja chciałbym przypomnieć, że Lasy Państwowe zarządzają także innym naszym majątkiem czyli dziedzictwem kulturowym jakim są zabytkowe leśniczówki i inne historyczne budynki związane z gospodarką leśną. Osadnictwo w Puszczy Piskiej ma związek z różnoraką eksploatacją lasów, a leśniczówki pełniły tu także funkcję kulturową, stanowiły centra, wokół których koncentrowało się życie społeczno-towarzyskie.

Leśniczówka Zdróżno, styczeń 2009. Fot. K. A. Worobiec.

Leśniczówka Zdróżno, styczeń 2009. Widoczne poważne uszkodzenie połaci dachu. Fot. K. A. Worobiec.

Leśniczówki, wraz z budynkami gospodarczymi tworzące niewielkie osady leśne, różniły się od zagród i osad wiejskich wyglądem i zamożnością, bo – jak pisał urodzony na Mazurach pisarz Ernst Wiechert – były „wytworem ładu i solidności skarbu państwa”. Taką właśnie jest (była?) pochodząca z I poł. XIX w. drewniana leśniczówka w osadzie leśnej Zdróżno (niecałe 2 kilometry od słynnej leśniczówki Pranie) – najstarsza i chyba najładniejsza w Puszczy Piskiej. Składająca się z czterech budynków osada jest wpisana od 2004 roku do rejestru zabytków, ale pomimo to uległa dewastacji, a dwa budynki w tym leśniczówka już się zawaliły. Zarządzający zabytkiem – w imieniu Skarbu Państwa czyli nas wszystkich – nadleśniczy (były już – na szczęście) Piotr Czyżyk z Nadleśnictwa Maskulińskińskiego nie robił sobie nic z kontroli konserwatorskich, nakazów zabezpieczenia zabytku ani z wyroków Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie „w pełni potwierdzających pilną potrzebę wykonania prac remontowo-budowlanych”, robił natomiast wszystko, by pozbyć się tej – jak to określał „zbędnej infrastruktury”! Wartości historycznej, kulturowej ani zabytkowej nie przedstawiała też dla nadleśniczego stuletnia leśniczówka i osada Jeleń, więc nakazał jej wyburzenie.

Podobny wyrok wydał na leśniczówkę Łuknajno – tam zburzono solidny murowany budynek (pracownicy, którzy to robili powiedzieli, że bardzo się namęczyli i żal było im to robić), by w tym samym miejscu wybudować… nową leśniczówkę! Tylko dzięki interwencji stowarzyszenia Sadyba i wpisowi do rejestru zabytków udało się uratować od zrównania z ziemią leśniczówki: Zdróżno, Jeziorko (Nadleśnictwo Strzałowo) i Duży Kamień (Nadleśnictwo Borki). Murowana leśniczówka Borek koło Karwicy w Nadleśnictwie Maskulińskim ocalała tylko dlatego, że nikt nie zgłosił się do przetargu na jej wyburzenie.

Na pytania po co niszczyć leśniczówki (w mojej okolicy zburzono ich znacznie więcej, niż tylko te wymienione wyżej), świadectwo historii Mazur i leśnictwa, dziedzictwo kulturowe, usłyszałem od jednego z leśniczych: „a kto by tam chciał mieszkać w lesie”, od inny: „jakie tam dziedzictwo, to wszystko poniemieckie”, a były nadleśniczy uznał: „szkoda pieniędzy na ruiny”.

Leśniczówka Zdróżno, styczeń 2010 r. Fot. K. A. Worobiec.

Leśniczówka Zdróżno, styczeń 2010 r. Fot. K. A. Worobiec.

Okazuje się, że bogata firma Lasy Państwowe – zarządzająca milionami hektarów lasu i uzyskująca miliardowe przychody, nie ma pieniędzy na remont zabytkowych leśniczówek, ale ma kasę na budowanie nowych leśniczówek oraz kosztowne remonty kapitalne budynków, nie wpisanych do rejestru zabytków położonych w atrakcyjnych miejscach np. Skonał nad Jeziorem Nidzkim (wtajemniczeni mówią, że przetargi na remonty wygrywa firma mająca powiązania rodzinne z prominentem z Lasów Państwowych). Pieniądze są także na budowę dróg, które prowadzą często do nikąd (pisał o tym Adam Wajrak) – np. w Nadleśnictwie Maskulińskim zrobiono 10 kilometrów drogi asfaltowej do kwatery myśliwskiej w Zamordejach.

Muszę też stwierdzić – żeby przedstawiony obraz nie był jednak tak całkowicie negatywny – że mam również pozytywne doświadczenia – np. dotyczące realizacji wspólnie z Nadleśnictwem Pisz projektu „Zagubione wioski Puszczy Piskiej” polegającym na utrwalaniu pamięci i śladów po puszczańskich wsiach, które po 1945 r. zostały rozszabrowane i zlikwidowane.

W dyskusji o lasach i Lasach Państwowych pojawia się problem ochrony przyrody oraz licytacja jak ją chronić, kto robi to lepiej, kto gorzej. Nie neguję roli leśników w ochronie przyrody, choć przybiera ona niekiedy przedziwne formy… Jak pamiętamy w latach PRL-u na Mazurach, na leśnych gruntach państwowych powstawały liczne ośrodki wczasowe FWP, często były to kampingi i byle jakie domki letniskowe położone w atrakcyjnych terenach. Tak powstał ośrodek Fasty – Polanka nad Jeziorem Nidzkim czy Pollena – Grochówka na Jeziorem Bełdany. Po transformacji obu ośrodkom wypowiedziano dzierżawy – jak argumentowano… właśnie „ze względów przyrodniczych”, gdyż znajdywały się w strefie rezerwatowej (Polanka) i Mazurskim Parku Krajobrazowym (Grochówka). Jednak domki w tych obu ośrodkach nie zostały – zgodnie z zapowiedzią – zrównane z ziemię, a po 2001 r. przeszły na… własność prominentów z Lasów Państwowych, w tym z Nadleśnictwa Maskulińskiego (zarządzanego wówczas przez Piotra Czyżyka), dyrekcji regionalnej w Białymstoku oraz generalnej w Warszawie (wśród nich był ówczesny wiceszef dyrekcji generalnej oraz biegły Ministerstwa Środowiska w sprawach ochrony przyrody!) i lokalnych decydentów z Pisza – wśród nich ówcześni powiatowi komendanci policji i straży pożarnej oraz naczelnik wydziału budowlanego. W ten sposób zapewniono sobie bezkarność, a w rezerwacie przyrody Jezioro Nidzkie w miejscu drewnianych kampingów powstało osiedle dużych, niekiedy piętrowych, domów letniskowych (pisała o tym Bianka Mikołajewska w artykule „Rezerwat VIP” – Polityka, 23.10.2012 r.)!

Leśniczówka Zdróżno stan przed II wojną.

Leśniczówka Zdróżno stan przed II wojną.

Większość leśników – choć publicznie dużo i chętnie mówi o ochronie przyrody – jest przeciwna obywatelskiemu projektowi nowelizacji ustawy o ochronie przyrody (druk sejmowy 23), którego przyjęcie umożliwiłoby powiększenie białowieskiego i karkonoskiego oraz utworzenie mazurskiego, jurajskiego i turnickiego parku narodowego. Jestem przedstawicielem tej obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej w sejmie i jestem przekonany, że to opór samorządowców oraz ponadpartyjnego i bardzo wpływowego lobby myśliwsko-leśnego (granica pomiędzy tymi grupami jest trudna do rozdzielenia, bo wielu leśników jest samorządowcami, a samorządowców myśliwymi) sprawił, że projekt, pod którym podpisało się ćwierć miliona obywateli od 2010 r. utknął w sejmie
(ale to temat na odrębny artykuł…).

Krzysztof  A. Worobiec
Pełna treść artykułu, który ukazał się
10 marca 2014 roku w Gazecie Wyborczej

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ochrona przyrody, Ochrona zabytków, Oddajcie Parki Narodowi i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.