Chronimy aleje w Lubuskiem, czyli krótka kronika obrony pewnej alei. Inicjatywy obywatelskie – część 3

Wpisana do rejestru zabytków aleja dębów czerwonych koło Wieruszowa, woj. łódzkie (Fot. K. A. Worobiec)

22 listopada 2007 roku rusza w Lubuskiem wycinka 16-kilometrowej alei łączącej Sulechów ze Skąpem. Drogowcy porwali się na lipy, kasztanowce i klony. Tymczasem do redakcji „Gazety Lubuskiej” zgłaszają się przeciwnicy wycinki.

Najpierw zaprotestowali mieszkańcy okolicznych wsi, ale szybko odebraliśmy głosy oburzenia z całego województwa. W akcję włączają się organizacje pozarządowe.

Drzewo rosło sto lat
– Miałem telefony od ludzi, że są gotowi przywiązać się do drzew – informuje Maciej Stadniczuk ze stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa. – Jeśli nie będzie innego wyjścia, zrobimy to. Póki co apeluję o bombardowanie dyrektora dróg, burmistrza oraz wójta telefonami. Może serce im zmięknie.
– Drzewo rosło sto lat, a w kilka minut zostało powalone – stwierdził z goryczą jeden z kierowców. Adam Ignacik, wojewódzki konserwator przyrody, mówi, że te głosy świadczą o zdrowym odruchu ludzi: – Lipy, a już szczególnie te tworzące aleje, są po prostu piękne.

Decyzję o wycince – na wniosek zarządu dróg wojewódzkich– podjęli burmistrz Sulechowa i wójt Skąpego. Zbigniew Woch, wójt Skąpego, przyznaje, że podobne sygnały niezadowolenia z powodu zapowiadanej likwidacji alei odebrał już w czerwcu 2006 roku. – Decyzję o wycince 200 drzew na terenie swojej gminy podjąłem w kwietniu, a 3 lipca 2006 roku – po proteście architekta i liście od wojewódzkiego konserwatora przyrody – wysłałem do zarządu dróg pismo z prośbą o odstąpienie od tej decyzji. Drogowcy tego nie zrobili. Dziś dyrektor Grzegorz Szulc jest na urlopie, ale jutro zadzwonię do niego z prośbą o przerwanie prac, by nad wycinką zastanowić się raz jeszcze. Jestem zwolennikiem wstrzymania tych robót, skoro budzą kontrowersje – mówi wójt w listopadzie 2007 roku.

Drogowcy są twardzi ale do czasu
Od wtorku 22 listopada do redakcji niemal bez przerwy dzwonią Czytelnicy z żądaniem przerwania prac przy drodze. W piątek nadal trwa wycinka. Dzwonimy do Grzegorza Szulca, dyrektora zarządu dróg, z pytaniem, czy zechce spotkać się z protestującymi, by jeszcze raz zastanowić się nad przyszłością alei. Słowa dyrektora brzmią jak wyrok: – Działamy zgodnie z prawem. Jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo i wycinka temu służy. Oglądaliśmy drzewa i nie widzimy potrzeby, by zrobić to raz jeszcze. Mamy prawomocną decyzję i jest na to określony termin.

Ale 28 listopada wspomniany dyrektor zaprasza do siebie przeciwników usuwania drzew przydrożnych i mówi: – Wstrzymałem wycinkę. Ogłaszam „rozejm” na czas rozmów. Wnioskowałem o usunięcie lip i kasztanowców ze względu na bezpieczeństwo kierowców. W ubiegłym roku aż 33 osoby zginęły na lubuskich drogach w wyniku zderzenia z drzewem. – Na świecie oddziela się jezdnie specjalnymi barierami.Wtedy nie ma możliwości, by kierowca zabił się na drzewie! – zauważa Maciej Stadniczuk ze stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa. – Nasz kraj przeżywa podobny skok cywilizacyjny,jaki na zachodzie miał miejsce 40-50 lat temu. I tam wtedy także wycinano aleje – przypomina Szulc. –Tendencja w budowie dróg jest taka, by uwzględniać ewentualne błędy kierowców. Czy ten, który omija przeszkodę leżącą na drodze, stracił panowanie nad pojazdem, zasłabł za kierownicą, czy nawet wsiada do auta po piwie ma za to płacić śmiercią? – Ale to nieprawda, że dziś w Europie usuwa się przydrożne drzewa! Na początku lat 90. niemiecki automobilklub ADAC zorganizował akcję „Niemieckie aleje nie do zastąpienia” i w ten sposób ocalono je w Brandenburgii, Saksonii czy Meklemburgii. Jak? W samej Brandenburgii zbudowano 1400 km barierek ochronnych! – stwierdza Agata Kusznierewicz-Sikora, która jest przyrodnikiem i na co dzień opiniuje wycinki.– Czy pan chce, żeby podobne aleje zniknęły z naszego krajobrazu? – pyta Stadniczuk.– Też bym chciał, żeby aleja pozostała – deklaruje Szulc. – Lecz część drzew ze względów bezpieczeństwa powinna zostać usunięta. Jeśli otrzymam decyzję o pozostawieniu niektórych, jest jasne, że nie zostaną wycięte. Wstrzymuję wycinkę do 10 grudnia.

10 grudnia
Zbigniew Woch, wójt Skąpego, jest zadowolony z przerwania prac. – To dobra decyzja – mówi. – Bo nie należy eskalować konfliktu. Jeśli się uda ocalić choć 20 drzew, to będzie sukces nas wszystkich!

10 grudnia przeciwnicy wycinki czekają z napięciem, czy drzewa pójdą pod topór. – Mamy informacje, że drwale czekają na sygnał – alarmuje Maciej Stadniczuk. – Na razie nie wycinamy. Nie chcemy eskalować napięcia – przekonuje Grzegorz Szulc, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze.– Otrzymaliśmy pisma od konserwatorów przyrody i zabytków. Ten drugi wszczął postępowanie o wpisanie alei do rejestru i to wstrzymuje nasze prace.

Barbara Bielinis-Kopeć zadzwoniła kilka dni wcześniej do redakcji i powiedziała, że postara się uratować aleje, bo jej zdaniem przydrożne drzewa stanowią o tożsamości regionu. – Konserwator poinformował nas, że potrzebuje nawet dwóch miesięcy, by wpisać aleję do rejestru zabytków, ale być może to się wydłuży. Czekamy na rozwój sytuacji – tłumaczy dyrektor Szulc. Mimo deklaracji zarządu 9 grudnia na drodze przed Skąpem drogowcy zaznaczali drzewa przeznaczone do usunięcia. – Przepisy mówią, że w skrajni jezdni nie powinny znajdować się żadne przeszkody. Robimy oznaczenia, by konserwator zabytków mógł stwierdzić, o które drzewa chodzi – wyjaśnia Robert Zjawin.

Nie zmienili decyzji
Czy samorządy zamierzają zmienić decyzje o wycince? – Rozważam wycofanie się z tej decyzji. Najprawdopodobniej zadecyduję o tym we wtorek – deklaruje Ignacy Odważny, burmistrz Sulechowa. – Chciałbym, żeby ta aleja pozostała – stwierdza Zbigniew Woch, wójt Skąpego. – Ja im nie wierzę. Rano pojadę sprawdzić, czy nie wycinają – mówi Jan Zeman, obrońca drzew z Sulechowa. Przecież pod topór poszły już 93 lipy! – Na drodze nr 87 z Lipska do Frankfurtu nad Odrą, która liczy ok. 200 km, jest piękna aleja i jakoś tam nikomu ona nie przeszkadza – mówi Dariusz Papisz Górek Noteckich. – Bo tam są barierki i ograniczenia prędkości oraz specjalne znaki ostrzegające przed możliwością zderzenia z drzewem. – W Szwecji już pięć drzew rosnących w alei podlega ochronie i tam w alejach jest ograniczenie prędkości do 70 km na godzinę – zauważa Kusznierewicz-Sikora. – Poza tym warto wspomnieć, że drzewa mają pozytywny wpływ na kierowców, zatrzymują wiatry czy śniegi i chronią przed słońcem. Dlaczego polscy drogowcy nie czerpią z międzynarodowych doświadczeń? To pytanie retoryczne!

To jest spisek!
– Czy na pewno drzewa, które dotąd nie zostały wycięte, uda się uratować? Widziałem kobiety, które przyjechały autem z napisem „służba drogowa”, one opukiwały lipy – zastanawia się Jan Zeman z Sulechowa. – Mam też nazwę firmy, która wywoziła usunięte lipy. Może zadzwonić i zapytać,kiedy będą mieli następną partię? Sprawdziliśmy. – To są lipy przydrożne, za metr chcę 110 złotych. Chociaż wycinka została wstrzymana, to do marca powinniśmy mieć resztę drzew – usłyszeliśmy w słuchawce.
– To jest spisek. Widać, że są przekonani, że wytną– denerwuje się Zeman. – Miejmy jednak nadzieję, że konserwatorowi uda się zachować aleję, choć i tak jest już mocno przetrzebiona! – denerwuje się sulechowianin.
– Wszyscy umywają ręce. Nic nie wiadomo! Kiedy dojdzie do zapowiadanego spotkania konserwatorów przyrody, drogowców, burmistrza Ignacego Odważnego oraz wójta Zbigniewa Wocha? – pytają ekolodzy i dodają: – Miejmy nadzieję, że na spotkanie zostaną zaproszeni przedstawiciele społeczności lokalnej i członkowie organizacji przyrodniczych. – To ja wystąpiłem z inicjatywą spotkania – stwierdza Adam Ignacik, wojewódzki konserwator przyrody. – Pod koniec listopada wysłałem pismo w tej sprawie do Heleny Włodarczyk, dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich, ale do dzisiaj żadnego odzewu, nic. Cisza. Samorządowcy mogliby zmienić swoje decyzje, ale do tego potrzebna jest ich dobra wola.

Tymczasem Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa zamierza wystąpić do samorządowego kolegium odwoławczego z wnioskiem o stwierdzenie nieważności decyzji o wycince drzew, które podpisali burmistrz Sulechowa oraz wójt Skąpego. Stowarzyszenie radziło się w tej sprawie u Krzysztofa Worobca z „Sadyby”. – Zrobimy to, o ile samorządowcy nie uchylą tych postanowień – informuje na łamach„Gazety Lubuskiej” Maciej Stadniczuk.

Nie ma takiego prawa
Zdaniem Krzysztofa A. Worobca ze Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, który doradza zielonogórskim ekologom, obie decyzje zostały wydane z naruszeniem kodeksu postępowania administracyjnego oraz nie przedstawiono w nich uzasadnionych argumentów przemawiających za usunięciem drzew. Co to za stwierdzenie, że drzewa „rosną zbyt blisko krawędzi jezdni”? – W przypadku dróg istniejących przepisy nie precyzują, w jakiej odległości od jezdni może rosnąć drzewo – zauważa Worobiec. – Zastanawiające jest też, dlaczego drogowcy stawiają barierki energochłonne tam, gdzie blisko jezdni jest rów czy skarpa, a nie robią tego, by oddzielić drogę od drzew. Czyto jest celowe działanie?

Mimo że Barbara Bielinis-Kopeć, wojewódzki konserwator zabytków, rozpoczęła procedurę związaną z wpisaniem alei do rejestru, drogowcy grożą, że w każdej chwili mogą wrócić do wycinki. Tylko cofnięcie decyzji o wycince przez wójta Skąpego i burmistrza Sulechowa zdejmie ten miecz Damoklesa wiszący nad drzewami.

Ale samorządowcy tego nie robią. – Mamy nadzieję, że uda się uniknąć wycinki pozostałych drzew, a pod toporem do 28 listopada padły 93 lipy! – zauważa Stadniczuk. – Analiza decyzji wójta gminy Skąpe ukazuje, iż wydana została z naruszeniem kodeksu postępowania administracyjnego. Brak jest dowodów przeprowadzenia należycie starannego przygotowania dowodowego czy dokumentowania czynności procesowych– stwierdza Krzysztof Worobiec. – Te drzewa powinny być opisane, pokazane, naniesione na mapę – stwierdza Bielinis-Kopeć. – I nie wiadomo, w którym miejscu mają być posadzone młode rośliny. Ale drogowców chcę uspokoić, że wpisanie alei do rejestru nie oznacza, iż nie będzie można prowadzić tam żadnych prac, usuwać suchych drzew czy chorych gałęzi. Cieszę się też, że sprawa drzew ze Skąpego została nagłośniona. Chcę wysłać pismo do wszystkich samorządów, by uczulić je na wartości tkwiące w krajobrazie.

Drzewa to potężna kasa!
– Drzewa to potężna kasa – przyznaje Krzysztof Worobiec.– Jakby nie wydawali pieniędzy na bezsensowne wycinki, to by stać ich było na barierki, które chronią i ludzi, i drzewa.

Na razie Zarząd Dróg Wojewódzkich zawarł z drwalami umowę na usunięcie 400 z 507 drzew przeznaczonych pod topór. Firma, która rozpoczęła te prace, ma otrzymać wynagrodzenie w wysokości 116 tys. złotych oraz dostanie wspomniane lipy, kasztanowce i klony.

Leśnicy oficjalnie nie chcą się wypowiadać, gdy chodzi o wartość drewna. – Zrobić pan mi zdjęcie możesz, ale prywatnie – śmieje się pracownik lasów państwowych w Sulechowie. – Ktoś tu wydał decyzję, a nie sądzisz pan, że ja będę ją podważał. W każdym razie w tym przypadku od drewna większą wartość ma krajobraz.

A ile kosztowałaby lipa o 200-centymetrowym obwodzie pnia na wysokości 130 cm? Zapytaliśmy innego leśniczego. – Na takim drzewie mamy 1,60 metra sześciennego, bez uwzględnienia konarów. W naszym cenniku metr lipy wart jest od 113 złotych do 226 złotych netto, to zależy od jakości. Fachowcy przyznają jednak, że nie mają lipy w sprzedaży i że jeśli trafi się odbiorca, można na niej zrobić rzeczywiście dużą kasę. – To przecież 500 drzew. Mój mąż prowadził tartak,więc wiem, ile są warte. Gdyby nagłośnić kwestię finansową, to może ktoś by się przestraszył – zwraca uwagę mieszkanka Zielonej Góry.

Jaka jest cena lipy w tartaku? – W tej chwili jej nie mamy – usłyszeliśmy w jednym z lubuskich zakładów – ale będzie na początku przyszłego roku! Sucha tarcica o grubości 45 mm jest warta od 1100 do 1270 zł za metr sześcienny.

Wartość tych 507 lip, kasztanowców i klonów po przetarciu i wysuszeniu w tartaku może zatem sięgnąć niemal miliona złotych!

Pod osłoną nocy
– Gdy wyszłam na podwórko, zauważyłam, że na łuku drogi, tuż nad rowem, wycinają piękną zdrową lipę! A przecież tę skandaliczną wycinkę mieli wstrzymać! Boję się, że tej soboty pójdą pod topór następne drzewa – opowiada nam 20 grudnia kobieta mieszkająca przy drodze.– Potem pojechali na Kije, nie wiem, czy nie wycięli większej ilości lip – niepokoi się mężczyzna w średnim wieku, który także woli pozostać anonimowy. – Nazwiska nie podam, bo się boję, czasy dziś niepewne i publicznie lepiej nie zabierać głosu, a za tą wycinką stoją przecież czyjeś wielkie interesy! Jan Zeman uważa, że na wspomnianym łuku wycięto dwa drzewa. – Wcześniej stało ich tam 20, teraz jest 18.

Co na to zarząd dróg wojewódzkich? – Być może na łuku zostało wycięte drzewo, ale generalnie czekamy na ruchy konserwatorów przyrody i zabytków – wyjaśnia Grzegorz Szulc, zastępca dyrektora ZDW.

Tymczasem wycince drzew sprzeciwiają się nie tylko ekolodzy czy mieszkańcy regionu. Zbigniew Pohrebny, majster jednej ze świebodzińskich firm drogowych, uważa, że wycinka przydrożnych lip jest równoznaczna dewastacji szosy.

– 20 lat temu zostały wycięte lipy rosnące przy szosie ze Świebodzina do Chociul. Dziś bez problemu wskażę miejsca, w których rosły lipy, bo asfalt w ich sąsiedztwie po prostu zapadł się, gdy grube korzenie pod jezdnią zaczęły gnić. To samo stanie się na drodze z Sulechowa do Skąpego, na której w ubiegłym roku położono nowy dywanik – stwierdza drogowiec.

Jeszcze przed Bożym Narodzeniem 2007 roku na łamach „Gazety Lubuskiej” ukazuje się apel o zaprzestanie usuwania drzew przydrożnych, który podpisali członkowie Koalicji Lanckorońskiej na rzecz Zrównoważonego Transportu oraz Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”.

Czytamy w nim:

Od 2004 roku obserwujemy w całym kraju, szczególnie na Warmii i Mazurach, Pomorzu i ziemi lubuskiej masową wycinkę drzew – nie tylko przy drogach krajowych czy wojewódzkich, ale także przy drogach lokalnych (powiatowych i gminnych), a więc o bardzo małym natężeniu ruchu. Likwidowane są przepiękne aleje drzew stanowiące bardzo ważny element krajobrazu. Powoduje to trwałe niszczenie środowiska przyrodniczego oraz krajobrazu kulturowego.

Stanowczo sprzeciwiamy się przeprowadzanemu w całej Polsce usuwaniu drzew przydrożnych pod pretekstem zwiększenia bezpieczeństwa w ruchu zmotoryzowanym. Uważamy wysuwanie argumentów bezpieczeństwa dla kierowców uzasadniających wycinkę drzew za całkowicie chybione i nielogiczne, a rozumowanie kryjące się za nimi za podszyte grą na emocjach.

W opinii członków Koalicji fałszywa jest alternatywa: drzewa przydrożne lub bezpieczeństwo na drogach. Jak pokazują przykłady innych państw, zarządy dróg mogą prowadzić drogowe prace inżynieryjne z zachowaniem drzew przydrożnych, równocześnie skutecznie poprawiając bezpieczeństwo na danych odcinkach infrastruktury.

„Gazeta Lubuska“ 24-25.05.2008 (Fot. alei: M. Kapała)

Gazeta Lubuska 24-25.05.2008 (Fot. alei: M. Kapała)

Uratowaliśmy aleję!
7 stycznia w gazecie ukazuje się tekst pod znamiennym tytułem: Uratowaliśmy drzewa z przydrożnej alei!
– Wpisujemy aleję do rejestru zabytków – stwierdza Barbara Bielinis-Kopeć, wojewódzka konserwator zabytków, która jest już pewna, że drogowcy nie mogą podważyć jej racji. – Zamówiłam mapy, by z Agatą Kusznierewicz-Sikorą, która jest fachowcem od drzew, przeprowadzić inwentaryzację. Określimy stan zdrowotny lip, kasztanowców oraz klonów i na pewno zostaną usunięte tylko te bardzo chore. Co prawda drogowcy wstrzymali prace, ale jeszcze w grudniu zaznaczali drzewa, które chcą usunąć. Co z nimi się stanie? – One wszystkie muszą zostać – tłumaczy konserwator. – Ale chcę też uspokoić, że jeśli jakieś drzewo ewidentnie będzie zagrażało bezpieczeństwu, to zostanie wycięte.

Barbara Bielinis-Kopeć zaprosiła do swojego gabinetu w kamienicy przy ul. Kopernika w Zielonej Górze dyrektora Zarządu Dróg Wojewódzkich, burmistrza Sulechowa, wójta Skąpego, przedstawiciela Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa, które wystąpiło w obronie alei oraz „Gazetę Lubuską”.

– Trzeba chronić aleje jako element dziedzictwa kulturowego i krajobrazu – przekonuje Maciej Stadniczuk ze Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa. –Broniąc drzew, nie chcieliśmy wywoływać wojny. Weźmy przykład z naszych sąsiadów, którzy pozostawili przydrożne drzewa, a same drogi potrafili uczynić bezpiecznymi. Wiele też zależy od wyobraźni i rozwagi kierowców.

– Znam tę drogę i przyznaję, że jest bardzo ładna –stwierdza dr Andrzej Chrzanowski z Zakładu Dróg i Mostów Uniwersytetu Zielonogórskiego. – Urzędnicy i projektanci decydując o wycinkach, idą po linii najmniejszego oporu. Tymczasem remontując drogi, mamy wiele możliwości, by ocalić cenne aleje.

– Do masowych wycinek drzew przydrożnych dochodzi w całej Polsce północnej i zachodniej – informuje Krzysztof Worobiec ze Stowarzyszenia „Sadyba”. – W takich przypadkach decyzje urzędników należy zaskarżać do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, bo wójtowie i burmistrzowie zapominają o obowiązku ochrony krajobrazu.

– Długo nie byłam pewna, czy drzewa uda się ocalić. Niekiedy zdawało się, że jest na to szansa, kiedy indziej wątpiłam – przyznaje mieszkająca w Kijach Irena Łachacińska. – Gratuluję, że sprawa znalazła swój szczęśliwy finał!

Magiczna aleja
Agata Kusznierewicz-Sikora zbadała drzewa rosnące w alei, która zaczyna się w Sulechowie na ul.Łochowskiej przy torach kolejowych, kończy przy pierwszych zabudowaniach miejscowości Skąpe. Jej długość wynosi około 16 km. Odnotowała 1460 drzew – 961 lip, 211 kasztanowców, 149 sztuk klona jawora i 116 klona pospolitego. Są też pojedyncze dęby, jesiony wyniosłe, brzozy pospolite i topole kanadyjskie. Wiek tych w alei lipowej mieści się najczęściej w przedziale 70-100 lat, aleja kasztanowcowa składa się w przeważającej części z drzew w wieku 80-90 lat. Najstarsza jest część obsadzona klonami, liczy 110-120 lat, ale tutaj rośnie najstarsze z drzew w całej alei – egzemplarz klonu jawora w wieku około 170 lat.

Pomimo że stan zdrowotny drzew w alei można ocenić jako dobry, dendrolog odnalazł 19 egzemplarzy suchych lub zamierających, które trzeba wyciąć. Wiele drzew wymaga oczyszczenia z posuszu. U niektórych drzew w koronach występują tylko suche gałęzie, inne mają suche całe konary, które należy usunąć, aby nie stwarzały zagrożenia użytkownikom drogi. Pani Agata przestrzega przed „pielęgnacją”, której dokonano w Sulechowie przy ul. Łochowskiej. Zrobiono to zbyt radykalnie, zostawiono niewielką powierzchnię asymilacyjną i dopiero kilka najbliższych lat pokaże, jak drzewa poradzą sobie z odbudowaniem korony.

– Bez wątpienia aleja jest miejscem magicznym – zauważa Kusznierewicz-Sikora. – Jest równie cenna jak zabytki architektury. Takich alei mamy zresztą znacznie więcej, wymienię choćby tę z Sulechowa do Mozowa, i należy je chronić kompleksowo i jak najszybciej zatrzymać proces wycinania! O wycince alei do Skąpego mówiono w całym kraju. Petycję przeciwko likwidacji drzew podpisało 326 osób z Lubuskiego, Warszawy, Krakowa, Kanady, Szwecji, otrzymaliśmy e-maile z Francji i Anglii… Alei broniła prasa i organizacje pozarządowe, a to,że ocalała, jest sukcesem nas wszystkich.

Rozstaje dróg – aleja jesionowa prowadzi do pałacu w Łężanach, brzozowa – do wsi, Leginy, pow. kętrzyński (Fot. K. A. Worobiec)

Rozstaje dróg – aleja jesionowa prowadzi do pałacu w Łężanach, brzozowa – do wsi, Leginy, pow. kętrzyński
(Fot. K. A. Worobiec)

Dlaczego broniliśmy alei?
Bo argumenty drogowców, że wycinka jest prowadzona w imię bezpieczeństwa na drogach łatwo obaliliśmy, pokazując przykłady z Niemiec, gdzie drogowcy potrafili pogodzić bezpieczeństwo użytkowników dróg z przydrożnymi drzewami. Bo takie aleje jak ta do Skąpego są częścią lubuskiej tożsamości. Decydują o wyjątkowym krajobrazie naszej małej ojczyzny, są po prostu piękne, a my czujemy się z nimi związani. A teraz trzeba zrobić wszystko, by nie dochodziło do podobnych wycinek.

Barbara Bielinis-Kopeć i Krzysztof Fedorowicz

Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aleje - ochrona i znaczenie, Książka „Aleje przydrożne”, Ratujmy aleje i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.