Zagrożenia i inicjatywy obywatelskie na rzecz ratowania alei – część 2

Sadzenie dębów na groblach w rezerwacie Stawy Milickie (Fot. P. Tyszko-Chmielowiec)

  Sadzimy dęby w Dolinie Baryczy

Charakterystyczną cechą krajobrazu Doliny Baryczy są stare, rozłożyste dęby, rosnące najczęściej na groblach stawowych, wzdłuż dróg, w parkach pałacowych, we wsiach i wśród pastwisk, a także w lasach. W Dolinie, zarówno w części śląskiej, jak i wielkopolskiej, przez stulecia żywa była tradycja sadzenia dębów w zadrzewieniach, o czym obecnie świadczy obfitość starych drzew.

Ta odwieczna tradycja praktycznie zanikła po drugiej wojnie światowej. Nie sadzono już młodych dębów w miejsce wycinanych lub zamierających. Wzdłuż dróg sadziło się zwykle inne, szybciej rosnące gatunki, początkowo głównie topole. W ostatnich latach nadeszły ciężkie czasy dla zadrzewień – wiele dróg straciło swoją ozdobę, najczęściej z powodu „modernizacji”. Także na stawach rzadko dbano o uzupełnianie zadrzewień, a w niektórych przypadkach wręcz celowo je usuwano. W lasach gospodarczych sadzi się dużo dębów, ale przeznaczeniem większości z nich jest przecież przemysł drzewny.

Sadzimy dęby w dolinie Baryczy – przewodnik.

Dostępne publikacje na stronie http://www.aleje.org.pl/publikacje/podreczniki

Wiekowe drzewa nie tylko cieszą ludzkie oko, ale mają też nieocenione znaczenie ekologiczne. Stare dęby są siedliskiem tysięcy organizmów, w tym gatunków owadów o znaczeniu europejskim: kozioroga dębosza i pachnicy dębowej. Ich stadia larwalne żyją w drewnie i pod korą obumierających drzew. Na terenie Parku Krajobrazowego „Doliny Baryczy” naliczono ponad czterysta starych dębów zasiedlonych przez te owady, głównie kozioroga. Wobec małej liczby młodych dębów rosnących obecnie w terenach otwartych tutejsze populacje kozioroga i pachnicy są zagrożone wyginięciem w nadchodzących wiekach.

Utrzymanie zadrzewień dębowych w Dolnie Baryczy wymaga działań zarówno zachowawczych (ochrona w formie pomników przyrody), jak i aktywnych (sadzenie i pielęgnacja). Zadrzewienia te powstały w warunkach gospodarczych, społecznych i kulturowych, które przeminęły. Ponadto, ich naturalnemu odnowieniu nie sprzyja biologia. Jak mawiają leśnicy: „dąb nie jest dobrym rodzicem dla swoich dzieci” – na ogół nie spotyka się młodych dębów w cieniu starych. Młode dąbki są także łakomych kąskiem dla zwierzyny. Dlatego jeśli chcemy, aby dębowy nadbarycki krajobraz przetrwał, musimy sadzić dęby. I to nie raz, nie dwa razy, lecz każdego roku – tak jak to robiły poprzednie pokolenia mieszkańców Doliny Baryczy.

Od niepamiętnych czasów stare dęby były czczone, zwykle jako siedziba czy uosobienie bóstw burzy i pioruna. Ten nabożny szacunek, jakim obdarzano mocarne drzewa, przetrwał tu i ówdzie do czasów nowożytnych. Dąb Jadwigi w Miłochowicach koło Milicza był celem corocznych pielgrzymek z kościoła w Karłowie aż do roku 1923, kiedy został ścięty. Niektóre dęby uważano za siedzibę złych mocy, zwłaszcza te rosnące na odludziu, o niezwykłych kształtach. W pobliżu Latkowej (gmina Cieszków) rosło podobno w lesie potężne drzewo zwane Diabelskim Dębem, znane z tajemniczych i mrocznych zjawisk. Dąb jest nadal symbolem mocy i trwałości, bo czyż jest w przyrodzie ożywionej coś trwalszego niż to drzewo?

Liście dębowe zdobią krzyż harcerski i niezliczone odznaki, zwłaszcza związane z lasem, myślistwem i przyrodą, a także odznaczenia wojskowe. Dębowymi liśćmi jest ustrojony emblemat Szkolnego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Krośnickiej im A. von der Recke-Volmersteina. Liście dębowe figurują na rewersie Krzyża Żelaznego ustanowionego we Wrocławiu w roku 1813 przez króla Prus Fryderyka Wilhelma III. Kształt orderu zaprojektował znany architekt Karl Friedrich Schinkel, autor projektu drewnianego pałacu myśliwskiego Radziwiłłów w Antoninie, którego wspaniałą oprawę stanowią słynne Dęby Antonińskie.

Wiele nazw miejscowych ma związek – pośredni lub bezpośredni – z dębami. Od 1460 roku znana jest leżąca na terenie obecnej gminy Przygodzice wieś Dębnica (kiedyś pisana jako Dembnica). Jej nazwa pochodzi najprawdopodobniej od dębników, jak niegdyś nazywano osoby zajmujące się „dębieniem”, czyli garbowaniem skór zwierzęcych. Do tego procesu wykorzystywano bowiem naturalne garbniki zawarte w korze dębu. Takie samo źródło ma także słowo „dębić” oznaczające wytrwałe zdobywanie czegoś – tak jak skóry „dębiono” długo, aż do skutku.

Przed sadzeniem dębów – ekipa ze szkoły w Grabownie Wielkim (Fot. G. Sania)

Przed sadzeniem dębów – ekipa ze szkoły w Grabownie Wielkim (Fot. G. Sania)

Pierwszy impuls do działań na rzecz ochrony alei dębowych w Dolinie Baryczy pojawił się podczas pracy autora nad rekomendacjami dla ochrony ksylofagów dębowych dla planu ochrony tutejszych obszarów naturowych w latach 2005-2006. Przygotowania do akcji trwały od początku 2007 roku. Na podstawie przeglądu dostępnych danych, weryfikacji w terenie i konsultacji ze specjalistami sprecyzowano problem ochronny i rozpoznano możliwości działań zaradczych. W konsultacji z samorządowcami, leśnikami, służbami ochrony przyrody i gospodarzami terenu została sformułowana koncepcja projektu.

Organizatorami akcji są Fundacja Doliny Baryczy i Dolnośląska Fundacja Ekorozwoju, z którymi współpracują w pierwszym roku akcji Polskie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody „pro Natura” i Południowowielkopolska Grupa Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Do udziału zostały zaproszone władze samorządowe, szkoły, nadleśnictwa, gospodarstwa stawowe, organizacje społeczne, a także mieszkańcy Doliny, zwłaszcza właściciele gruntów. Akcja uzyskała akceptację i poparcie dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody i dyrektora Dolnośląskiego Zespołu Parków Krajobrazowych. Finansowanie akcji pochodzi z różnych źródeł1.

Teren akcji to przede wszystkim osiem gmin, w których działa Fundacja Doliny Baryczy (Lokalna Grupa Działania programu LEADER+): Cieszków, Krośnice, Milicz, Twardogóra i Żmigród na Dolnym Śląsku oraz Odolanów, Przygodzice i Sośnie w Wielkopolsce. Na ich obszarze leżą: Park Krajobrazowy „Dolina Baryczy”, obszary Natura 2000 „Dolina Baryczy” i „Ostoja nad Baryczą” oraz rezerwat przyrody „Stawy Milickie”. Udział inicjatyw z sąsiednich gmin jest oczywiście mile widziany.

Samorządowcy i przedsiębiorcy znad Baryczy posadzili dęby w parku w Cieszkowie (Fot. arch.)

Samorządowcy i przedsiębiorcy znad Baryczy posadzili dęby w parku w Cieszkowie (Fot. arch.)

Oczywiście sadzimy nie tylko dęby – także inne krajowe gatunki drzew i krzewów wzbogacą nasz krajobraz i przyrodę. Szczególnie cenna jest miododajna lipa, a także owocowe drzewa starych odmian. Dęby mają jednak dla Doliny Baryczy szczególne znaczenie i dlatego są dla nas priorytetem. Do realizacji przygotowanego planu działania przystąpiliśmy od połowy roku 2007. Zostały przygotowane materiały informacyjno-promocyjne kampanii: logo akcji wraz z prostym systemem informacji wizualnej, plakat (700 egz.) i nalepki z logo (3 tys. egz.). Przewodnik dla organizatorów wydaliśmy jako pomoc dla organizatorów i sympatyków akcji – społeczników, nauczycieli, leśników, pracowników urzędów gmin i innych instytucji. Wyjaśniamy w nim sens i znaczenie akcji, radzimy, jak ją przeprowadzić oraz podajemy użyteczne kontakty. Zamieszczamy też formularz ankiety – dane od uczestników pozwolą nam przygotować i opublikować sprawozdanie z akcji, a także pomogą w zaplanowaniu kolejnych edycji sadzenia dębów i zdobyciu środków na ich wsparcie. Witryna internetowa http://www.barycz.pl/deby służyła przede wszystkim propagowaniu akcji i informowaniu o przeprowadzanych lokalnych sadzeniach.

Pierwszy dąb zasadzony został już 7 września 2007 roku na grobli nad Baryczą, nieopodal grodziska w Kaszowie (gmina Milicz). „Matką chrzestną” drzewka została Mira Stanisławska-Meysztowicz, inicjatorka akcji „Sprzątanie świata” i prezes Fundacji Nasza Ziemia („przyjadę tu za sto lat, sprawdzić, jak rośnie”). Okazją do posadzenia dębu było sprzątanie Baryczy (pieszo i z kajaków), którego finał miał miejsce właśnie w Kaszowie.

Okazją do spotkania się inicjatorów akcji było seminarium, które odbyło się 18 września 2007 roku w Odolanowie. Wzięli w nim udział samorządowcy, leśnicy, nauczyciele i przyrodnicy. Wygłoszono prezentacje o miejscu dębów w przyrodzie, kulturze i gospodarce, metodyce akcji sadzenia dębów oraz o potężnych dębach rosnących w regionie. Na koniec odbyła się ożywiona dyskusja o sposobie realizacji akcji. Nieplanowanym efektem seminarium było uratowanie od siekiery drogowców 14 potężnych dębów flankujących wjazd do miasta od strony Ostrowa. Stworzyliśmy w gminie niesprzyjającą atmosferę dla dewastacji zadrzewień i dostarczyliśmy burmistrzowi merytorycznych argumentów do odmownej decyzji w sprawie wycięcia tych monumentalnych drzew.

Uczniowie szkoły podstawowej w Wierzchowicach sadzą aleję dębową wzdłuż drogi powiatowej do Dziewiętlina (Fot. M. Kowalski)

Uczniowie szkoły podstawowej w Wierzchowicach sadzą aleję dębową wzdłuż drogi powiatowej do Dziewiętlina
(Fot. M. Kowalski)

Jesienią 2007 roku przeprowadzono dziesięć akcji sadzenia dębów, podczas których posadzono 133 drzewka. Działania te były relacjonowane przez media lokalne, a nawet program I Polskiego Radia. W większości sadzeń brali udział burmistrzowie, wójtowie i starostowie. Przeprowadzono także 13 dni zajęć edukacyjnych dla uczniów szkół, które biorą udział w akcji. Kilkanaście szkół i społeczności lokalnych zgłosiło plany sadzenia dębów na wiosnę 2008 roku i przystąpiło do prac przygotowawczych: inwentaryzacji zadrzewień, projektowania sadzenia i otrzymywania wymaganych uzgodnień i pozwoleń. Efekty pierwszego sezonu sadzenia zostały przedstawione w biuletynie, który jednocześnie zapowiadał kolejne, wiosenne sadzenie. Między marcem a majem 2008 roku odbył się drugi sezon sadzenia dębów. Posadzono ponad 500 drzewek w blisko 20 miejscach. Bardzo cieszą przykłady społeczności wiejskich, których członkowie sadzą z własnej inicjatywy drzewa na swoim terenie, jak np. w Wąbnicach, Olszówce i Rudzie Żmigrodzkiej. Gdy powiatowy zarząd dróg w Miliczu we współpracy z gminą Krośnice dopuścił się nieuzasadnionego wycięcia kilkunastu starych dębów rosnących w Bukowicach i Łazach, oburzeni tym mieszkańcy Łaz zareagowali, sadząc obok rozległych pniaków po dwóch mocarnych dębach dwa nowe drzewka.

W wyniku powyższych działań akcja sadzenia dębów stała się powszechnie znana w regionie i uzyskała wsparcie władz i instytucji. Stworzono mechanizm wsparcia społecznych inicjatyw ze strony nadleśnictw Milicz, Żmigród, Antonin i Oleśnica poprzez nieodpłatne udostępnianie sadzonek i doradztwo. Urzędy ośmiu gmin znają akcję i z życzliwością traktują lokalnych inicjatorów uzgadniających miejsca sadzenia drzew. Burmistrzowie i wójtowie wydelegowali pracowników do kontaktów w sprawie akcji.

Dęby w Wąbnicach sadzą starsi i młodsi (Fot. Piotr Tyszko-Chmielowiec)

Dęby w Wąbnicach sadzą starsi i młodsi
(Fot. Piotr Tyszko-Chmielowiec)

Wiele starych dębów rośnie na groblach stawów znajdujących się w rezerwacie ornitologicznym „Stawy Milickie” i pozostających pod zarządem państwowego gospodarstwa rybackiego. Tam także stare dęby zamierają stopniowo, a niemal nie widać młodych. Na tym terenie przeprowadzenie sadzenia społecznego byłoby trudne, dlatego przyjęliśmy inną metodę postępowania. Odcinki grobli wytypowane do uzupełniania zostały uzgodnione przez kierownika projektu z ornitologami i z gospodarzem terenu. Zidentyfikowano miejsca, których obsadzenie nie będzie kolidowało z bytowaniem chronionych ptaków i prowadzeniem gospodarki stawowej. Uzgodnione lokalizacje zostały pozytywnie zaopiniowane przez Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody. Jednocześnie zostały one włączone do przygotowywanego obecnie projektu planu ochrony rezerwatu „Stawy Milickie”. Ogółem zaplanowaliśmy posadzenie na terenie stawów 2300 drzewek w ciągu 3 kolejnych sezonów.

Akcja odniosła sukces, ponieważ miała konkretny, zakorzeniony w regionie i odwołujący się do patriotyzmu lokalnego temat, była dobrze przygotowana, poparta działaniami promocyjno-edukacyjnymi oraz wysokiej jakości materiałami edukacyjno- instruktażowymi. Istotnymi czynnikami sukcesu było osobiste zaangażowanie koordynatora akcji w promocję i realizację akcji oraz jej apolityczność (niewiązanie się z żadną partią ani lokalną grupą nacisku), dzięki czemu zyskała wsparcie włodarzy samorządowych.

Sporo już zrobiliśmy, ale to dopiero początek. Naszym celem jest utrwalenie w społecznościach Doliny Baryczy tradycji sadzenia dębów. Będziemy kontynuować pracę edukacyjną i wspieranie lokalnych inicjatyw. Zamierzamy wydawać biuletyn po każdym sezonie sadzenia, jak również nowe wydanie przewodnika dla organizatorów, poszerzone o raport z dwóch pierwszych lat akcji. Przeprowadzimy coroczne seminaria dla lokalnych organizatorów i mamy nadzieję stworzyć lokalny komitet wspierający akcję. Jesienią 2008 roku nawiązaliśmy dobre kontakty z powiatowymi zarządami dróg w Miliczu i Trzebnicy. W każdym z powiatów została wyznaczona „wzorcowa aleja” – droga, obecnie obsadzona topolami, która wspólnym wysiłkiem starostwa i mieszkańców zostanie zamieniona w aleję dębową. Zainicjowaliśmy także kontakty z miejscowymi firmami z zamiarem namówienia ich na sadzenie dębów przy zakładach produkcyjnych i w różnych innych miejscach.

Piotr Tyszko-Chmielowiec
aleje.org.pl

Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.
__________

1 W roku 2007 była to dotacja GEF (Global Environment Facility – Globalny Fundusz Środowiska) i programu Leader, w roku 2008 dotacja z Ekofunduszu.
Reklamy
Opublikowano Krajobraz kulturowy, Książka „Aleje przydrożne”, Ochrona krajobrazu | Otagowano , ,

Zagrożenia i inicjatywy obywatelskie na rzecz ratowania alei – część 1

Wiosenna lipowa aleja, Faryny (Fot. K. A. Worobiec)Akcja „Ratujmy aleje” – działania Stowarzyszenia „Sadyba” na rzecz ratowania drzew przydrożnych.

Wiosną 2004 roku grupa osób przekonanych, że należy podjąć pilne działania mające ograniczyć obserwowane wokół negatywne zmiany krajobrazu naturalnego i kulturowego, założyła Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”.

Od 2004 roku aleje w całej Polsce są zagrożone masową wycinką, okolice Mikołajek (Fot. K. A. Worobiec)

Od 2004 roku aleje w całej Polsce są zagrożone masową wycinką, okolice Mikołajek
(Fot. K. A. Worobiec)

Ponieważ od lata 2004 roku trwała masowa wycinka drzew przydrożnych, szczególnie widoczna na Warmii i Mazurach, dlatego jednym z pierwszych działań naszego stowarzyszenia była rozpoczęta w 2004 roku, a trwająca do dzisiaj, akcja „Ratujmy aleje”, obejmująca działania: edukacyjne, interwencyjne i wydawnicze. We wrześniu 2004 roku wysyłaliśmy do 45 organizacji pozarządowych działających na Warmii i Mazurach prośbę o podpisanie apelu o powstrzymanie wycinki drzew przydrożnych. Podpisany przez 12 stowarzyszeń apel w listopadzie 2004 roku wysłaliśmy jako list otwarty do Sejmu, Senatu i do blisko 30 innych adresatów, w tym do mediów. Chcieliśmy nagłośnić problem wycinki drzew przydrożnych, a tym samym poruszyć opinię społeczną, by w ten sposób wpłynąć na decydentów. Chcieliśmy pokazać, że aleje są bardzo istotnym elementem krajobrazu kulturowego i dlatego muszą być chronione. Konsekwencją tych działań miało być doprowadzenie do zmiany obowiązującej ustawy o ochronie przyrody i do przywrócenia ustawowego mechanizmu kontrolnego nad wycinką drzew.

Na początku zainteresowanie problemem wycinek drzew było małe, jednak po pewnym czasie lokalne (później krajowe) gazety podjęły temat. Do tej pory w prasie głównie lokalnej (ale też krajowej i zagranicznej) ukazało się kilkaset artykułów poświęconych wycince drzew. Także radio i telewizja (TVP 3 Olsztyn, TVP 1, TVP 2, Polsat, TVN, PR 1, PR 3, niemieckie: ARD, ZDF, NDR, ARTE, Deutsche Welle, etc.) poruszały ten temat. Coraz więcej organizacji pozarządowych przyłączało się do protestu przeciw wycinaniu alei, a naszą akcję poparło wiele znanych osób: aktorzy (Wojciech Malajkat, Zbigniew Zamachowski), piosenkarze (Grzegorz Turnau, Andrzej Sikorowski), muzycy (Krzysztof Penderecki, Jan Krenz), filmowcy i reżyserzy (Andrzej Wajda, nieżyjący już Jerzy Markuszewski, Olga Lipińska), plastycy (prof. Andrzej Strumiłło, Zofia Góralczyk-Markuszewska), pisarze (Kazimierz Orłoś, Erwin Kruk, Henryk Bardijewski, Włodzimierz Odojewski, Janusz Krasiński), dziennikarze (Kuba Wojewódzki, Kuba Strzyczkowski).

W czerwcu 2007 roku wszyscy posłowie i senatorowie otrzymali apel o wstrzymanie masowych wycinek alei oraz nowelizację ustawy o ochronie przyrody

W czerwcu 2007 roku wszyscy posłowie i senatorowie otrzymali apel o wstrzymanie masowych wycinek alei
oraz nowelizację ustawy o ochronie przyrody.

W celu propagowania akcji wydaliśmy folder informacyjny „Ratujmy aleje”. Nadal pisaliśmy pisma, apele do rządu, parlamentu, mediów i władz wojewódzkich. Postulowaliśmy m.in. zorganizowanie przez Urząd Marszałkowski w Olsztynie spotkania zainteresowanych stron z nadzieją na ograniczenie wycinek. Takie spotkania odbyły się i marszałek powołał zespół roboczy, który miał „wypracować” kompromis.

Z inicjatywy Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Olsztynie w latach 2005–2007 wykonano opracowanie, w którym rozpoznano zasób oraz określono formy ochrony alei przydrożnych na terenie całego województwa1. Materiał miał być pomocny w dalszych pracach powołanego przez marszałka zespołu. Niestety to cenne i unikatowe narzędzie nie zostało do tej pory właściwie wykorzystane. Opracowanie nie stało się podstawą do wpisania choćby jednej alei do rejestru zabytków czy ustanowienia choćby jednego pomnika przyrody (!). Niektóre z alei, ujęte w inwentaryzacji jako cenne, już nie istnieją, ponieważ zostały wycięte!

W ramach akcji wydane zostały foldery w łącznym nakładzie ponad 20 tys. egzemplarzy.

W ramach akcji wydane zostały foldery w łącznym nakładzie ponad 20 tys. egzemplarzy.

Z czasem jedno z zamierzeń naszej akcji zostało jednak spełnione: sprawa wycinek drzew została nagłośniona, a problem stał się ogólnie znany (pomijając oczywiście różnice zdań w ocenie tego faktu). Naszym głównym celem była jednak zmiana ustawy o ochronie przyrody (w zakresie ochrony drzew). Zaproponowaliśmy poprawkę ustawy zmieniającą diametralnie podejście do wycinki drzew. Obecnie wycinka jest podstawowym (z reguły jedynym) sposobem „poprawy bezpieczeństwa” (oczywiście wycięcie drzew w żaden sposób nie poprawia bezpieczeństwa, eliminuje tylko niekiedy skutki nieprzestrzegania przepisów). Nowelizacja miała spowodować, że wycinka drzew będzie ostatecznością. Najpierw należałoby próbować w rzeczywisty sposób poprawiać bezpieczeństwo na drodze poprzez: – ustawianie znaków drogowych (np.: ograniczenie prędkości, zakaz wyprzedzania, itp.), – zabezpieczenie tablicami odblaskowymi drzew (uczynienie ich widocznymi), – ustawianie barier energochłonnych, zabezpieczających przed wypadnięciem z jezdni i wpadnięciem na drzewo.

Poprawka wzorowana jest na przepisach „Ustawy o ochronie natury i krajobrazu2” obowiązującej w Meklemburgii (Niemcy), w której mowa jest o wyjątkowych sytuacjach, w których można usunąć drzewo jeśli przemawiają za tym względy dobra gminy, gdy jest to niezbędnie konieczne dla poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, a gdy to bezpieczeństwo nie jest możliwe do zapewnienia w inny sposób. Poza tym proponowaliśmy przywrócenie zapisu nakazującego uzyskanie zgody na wycinkę drzew od konserwatora przyrody.

W 2005 roku nawiązaliśmy współpracę z posłanką Joanna Sosnowską, a efektem tej współpracy był złożony w Sejmie projekt nowelizacji ustawy. W czerwcu 2005 roku Sejm powołał Nadzwyczajną Podkomisję do rozpatrzenia poselskiego projektu nowelizacji ustawy O ochronie przyrody. W pracy 10-osobowego zespołu udział wzięli prof. Zbigniew Witkowski (Generalny Konserwator Przyrody) oraz przedstawiciele ministerstw środowiska, infrastruktury, finansów oraz eksperci i przedstawiciele organizacji pozarządowych (w tym prezes Stowarzyszenia „Sadyba”). Podczas 3-dniowej pracy komisji wypracowany został projekt ustawy3, zawierający proponowany przez nas zapis: Wydanie zezwolenia na usunięcie drzew w granicach pasa drogowego ze względu na bezpieczeństwo ruchu drogowego może nastąpić, jeżeli zastosowanie innych dostępnych środków technicznych mających na celu zapewnienie tego bezpieczeństwa jest niemożliwe.

6 lipca 2005 roku Sejmowa Komisja Ochrony Środowiska przyjęła sprawozdanie podkomisji, ale w sierpniu Sejm zakończył przedterminowo swoją kadencję i nie doszło do głosowania nad poprawką ustawy. Wiosną 2006 roku ponownie został złożony poselski projekt nowelizacji ustawy, opierający się na druku sejmowym 4152 (a więc już zaakceptowanym przez wszystkie strony i zatwierdzonym przez biuro legislacyjne Sejmu). Niestety, nim projekt wszedł na ścieżkę legislacyjną, Sejm po raz kolejny przedterminowo zakończył kadencję.

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 6.06.2007

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 6.06.2007

Ta sytuacja wymusiła inny sposób działania. Ponieważ media ogólnopolskie milczały, traktując problem jako lokalny, postanowiliśmy to zmienić: w ogólnopolskim wydaniu „Gazety Wyborczej” w dniach 6, 7 i 8 czerwca 2007 roku zamieściliśmy serię trzech całostronicowych płatnych ogłoszeń. Każde o innej treści: pierwsze – informujące o wycinkach, drugie – pokazujące rozwiązania alternatywne oraz trzecie – zawierające apel Jan Pawła II do tych, którym powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój. Termin ogłoszeń był zgodny z obradami Sejmu – wszyscy posłowie i senatorowie otrzymali imiennie zaadresowane listy z apelem o zajęcie się problemem wycinek drzew przydrożnych. Do listu dołączony był nasz folder „Ratujmy aleje” (apel wysłaliśmy także do Prezydenta i władz wojewódzkich). Naszą akcję poparli liczni posłowie i senatorowie; wicemarszałek Senatu Maciej Płażyński skierował do ministra środowiska oświadczenie, w którym wspomina o niszczeniu piękna krajobrazu. Oświadczenie to podpisał także wicemarszałek Senatu Kazimierz Kutz oraz senatorowie: Andrzej Person, Paweł Michalak, Henryk Górski, Jarosław Chmielewski, Marian Miłek, Jarosław Lasecki, Ryszard Górecki, Ryszard Ciecierski, Józef Łyczak. Odrębne oświadczenia złożyli: wiceprzewodniczący senackiej Komisji Rolnictwa i Ochrony senator Michał Wojtczak oraz senator Joanna Fetlińska i Anna Kurska, które zaapelowały o położenie kresu panoszącej się samowoli i przeciwdziałanie dewastacji drzewostanu4.

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 7.06.2007

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 7.06.2007

Na naszą akcję prasową zareagowali także publicyści. Józefa Hennelowa po lekturze naszego materiału w prasie zadała pytanie: tylko dlaczego jest to ogłoszenie?, zastanawiając się, dlaczego stowarzyszenie z głuszy […] musi chwytać się półśrodków, żeby w ogóle dotrzeć do opinii publicznej, tzn. płatnych ogłoszeń, by poruszyć problem, o którym media winny pisać, a państwo go rozwiązać!5 Waldemar Kuczyński (minister w rządzie premiera Buzka, komentator „Gazety Wyborczej”) napisał w swoim blogu: Polska generalnie nie jest krajobrazowym cudem, ale mamy swoje piękno choć mniej, niż wiele innych krajów. Może więc państwo powstrzyma durniów i barbarzyńców, a pewno i przestępców nabijających sobie kabzy, którzy nakazują masowe wycinanie przydrożnych alei, dewastując polski krajobraz. To są przestępcy przeciwko patriotyzmowi, bo trudniej kochać brzydactwo6.

Akcję „Ratujmy aleje” poparły organizacje z innych rejonów Polski: Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Fundacja Zielone Płuca Polski, Zielone Mazowsze, Warszawski Oddział Towarzystwa Przyrodniczego „BOCIAN” oraz wiele osób prywatnych.

Głos w dyskusji zabrał także Wojewódzki Konserwator Przyrody w Gdańsku, który napisał, że masowa wycinka drzew przydrożnych spowoduje zubożenie dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego, które winniśmy przekazać następnym pokoleniom. Skutków wycinek drzew nie zdołamy usunąć nawet przez kilkanaście lat.

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 8.06.2007

Płatne ogłoszenie w Gazecie Wyborczej 8.06.2007

Naszym celem było zwrócenie uwagi opinii publicznej na barbarzyńską i niekontrolowaną wycinkę drzew przydrożnych, ale też na niejasne interesy związane z pozyskiwaniem drewna tartacznego, prowadzone pod płaszczykiem poprawy bezpieczeństwa na jezdni. Po zebraniu dokumentów świadczących o naruszaniu obowiązującego prawa wystosowaliśmy kilka wniosków (łącznie prawie 100 stron dokumentów) do Najwyższej Izby Kontroli, Delegatury w Olsztynie o zbadanie prawidłowości postępowania przy wycinkach drzew.

Kopię pierwszego wniosku do NIK przesłaliśmy do Kancelarii Prezydenta RP, która zareagowała na nasz apel, występując z wnioskiem do prezesa NIK o zbadanie realizacji ustawy O ochronie przyrody z 16 kwietnia 2004 roku, a szczególnie problemu wycinki drzew przydrożnych. Zgodnie z zapowiedzią Delegatura NIK w Olsztynie przeprowadziła (zima 2007, wiosna 2008) doraźną kontrolę nr S/07/002 „Przestrzeganie przez zarządy dróg oraz jednostki samorządu terytorialnego przepisów ustawy o ochronie przyrody w zakresie usuwania drzew z pasa drogowego dróg powiatowych w latach 2005–2006”7. Wyniki kontroli w całości potwierdziły nasze zarzuty. Nikt nie panuje nad prowadzoną wycinką drzew, podsumował wyniki kontroli Antoni Stupiński, dyrektor olsztyńskiej delegatury NIK. Najczęściej występujące przypadki łamania prawa zostały przez nas opisane w opracowaniu „Wycinanie alei przydrożnych a naruszanie prawa”, a raport ten został przekazany władzom naszego województwa, z prośbą o spowodowanie przestrzegania prawa.

Efektem naszych działań – poprzez stałe uświadamianie opinii społecznej wartości alei – było i ma być nadal ratowanie drzew przydrożnych przed wycinką. Pisaliśmy wiele artykułów do prasy lokalnej i krajowej, wiele pism kierowaliśmy do wszelkich urzędów. Nasze działania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, dlatego coraz częściej stosujemy metody przewidziane w prawie, odwołując się od konkretnych decyzji zezwalających na usuwanie drzew przydrożnych do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Olsztynie (SKO), zgłaszając policji lub prokuraturze niezgodne z prawem wycinki. W ten sposób udaje się powstrzymać wycinki drzew (nie zawsze jednak); poniżej kilka przykładów:

31.01.2007 – wniosek do SKO w Olsztynie o unieważnienie 2 decyzji wójta gminy Dźwierzuty zezwalających na wycinkę łącznie 711 drzew. Nasze zastrzeżenia potwierdziło SKO w Olsztynie, orzekając nieważność decyzji jako wydanych z rażącym naruszeniem prawa, ale… wszystkie drzewa zostały wcześniej wycięte! Prokuratura Rejonowa w Szczytnie nie dopatrzyła się w tym przestępstwa czy wykroczenia i nikt nie poniósł odpowiedzialności karnej.

18.05.2007 – zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Mrągowie w związku z niezgodną z prawem, bo bez prawomocnej decyzji, wycinką drzew rosnących przy słabo uczęszczanej asfaltowej drodze gminnej oraz przy wyboistej, nieutwardzonej drodze gruntowej. Prokuratura oddaliła sprawę, uznając, iż jest to wykroczenie, w związku z czym sprawa została skierowana do Sądu Grodzkiego w Mrągowie.

03.09.2007 – zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Bartoszycach w związku z wycinką w sierpniu 2007 roku w Bartoszycach, drzew rosnących w ciągu drogi nr 51, w których stwierdzone zostały siedliska chronionego owada – pachnicy dębowej (Osmoderma eremita), który figuruje w załączniku II unijnej dyrektywy siedliskowej, Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt, Czerwonej Liście Zwierząt Ginących i Zagrożonych w Polsce. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, a Sąd Rejonowy w Bartoszycach podtrzymał decyzję Prokuratury, uznając, iż brak jest dowodów na celowe działanie. Jak widać, liczne przypadki łamania czy nadużywania prawa podczas wycinek drzew przydrożnych nie mają odzwierciedlenia w działaniach organów powołanych do przestrzegania prawa. Wynika to m.in. z niskiej świadomość ekologicznej funkcjonariuszy policji, sędziów i prokuratorów. Na problem ten zwróciła uwagę Państwowa Rada Ochrony Przyrody, stwierdzając, że: nie ma prokuratorów specjalizujących się w tej dziedzinie, sprawy karne dotyczące niszczenia cennych siedlisk przyrodniczych, stanowisk gatunków chronionych lub obszarów chronionych są często umarzane (bywa, że wbrew oczywistej winie i dużej szkodliwości czynu) przez prokuratury lub sądy. Jedną z przyczyn jest także swobodna interpretacja terminu „istotna szkoda przyrodnicza”8.

„Sadyba” stała się stowarzyszeniem znanym z walki o aleje przydrożne, dlatego wiele osób z całej Polski zwraca się do nas o pomoc w ratowaniu zagrożonych drzew na ich terenie. Współpracujemy ze stowarzyszeniami i grupami mieszkańców zaangażowanymi w ochronę drzew w całym kraju (Pomorze, Podlasie, Ziemia Lubuska, Wielkopolska, Beskidy, Śląsk, Dolny Śląsk, Częstochowskie), radząc, informując i pomagając w działaniach, między innymi występując do SKO w innych regionach kraju. Poniżej kilka przykładów:

Pomorze, od 2007 roku – wnioski do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) w Gdańsku o unieważnienie kolejnych decyzji wójta gminy Gardeja zezwalających na wycinkę alei lipowej przy drodze krajowej nr 55 na odcinku Kwidzyn–Gardeja. Ponieważ w alei stwierdzono liczne drzewa zasiedlone przez pachnicę dębową, SKO w Gdańsku wielokrotnie uwzględniało zastrzeżenia Polskiego Klubu Ekologicznego oraz nasze, uchylając kolejne decyzje. Tym samym ocalonych zostało prawie 1000 drzew przydrożnych!

Ziemia Lubuska, grudzień 2007–luty 2008 – konsultacje w sprawie wstrzymania wykonania decyzji burmistrz Sulechowa i wójta Skąpego, zezwalającej Zarządowi Dróg Wojewódzkich w Zielonej Górze na wycinkę alei Skąpe–Sulechów9. Dzięki naszej pomocy oraz sugestiom ocalała piękna 16-kilometrowa aleja – poprzez wpis jej do rejestru zabytków (22 lutego 2008 roku). W ten sposób 1649 drzew uniknęło wycinki!

Zachodniopomorskie, lato 2008 – dzięki naszej pomocy merytorycznej 35 mieszkańców wsi Troszczyno uratowało przed wycinką aleję starych lip. W wyniku skutecznej interwencji wójt gminy odmówił wydania zezwolenia (!) na wycięcie 110 drzew w tym 58 lip, 16 wiązów oraz 36 klonów (rosnących wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 147 na trasie Troszczyno–Gostomin), argumentując tym, że drzewa […] mają szczególną wartość przyrodniczo-krajobrazową, spełniają jednocześnie funkcję osłonową, blokują nawiewanie śniegu na drogę, osłabiają znacząco wiatr, chronią przyległe domostwa przed nadmiernym hałasem i zanieczyszczeniem powietrza. Poza tym wójt stwierdził, iż ustawa o ochronie przyrody nakłada obowiązek nie tylko na wójta gminy jako organu administracji publicznej, ale także osób prawnych i innych jednostek organizacyjnych oraz osób fizycznych, dbałość o przyrodę, ochronę składników przyrody w tym zieleni na wsiach.

Aby jeszcze skuteczniej chronić aleje, zrealizowaliśmy projekt: „Ochrona przydrożnych zadrzewień jako ostoi występowania pachnicy dębowej (Osmoderma eremita)10 oraz fauny towarzyszącej w alejach przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego”.

Badania zleciliśmy firmie Bioscience z Bydgoszczy, która wykonała unikatową, pilotażową w naszym województwie inwentaryzację pachnicy dębowej (Osmoderma eremita)11. Ogółem zbadanych zostało 2961 drzew w 41 odcinkach alei na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. Uzyskane wyniki badań (udokumentowane w ponad 100-stronicowym opracowaniu) pokazały, że aleje przydrożne są istotnym miejscem występowania pachnicy dębowej. Niszczenie pachnicy jako gatunku priorytetowego jest równoznaczne z łamaniem prawa unijnego i może doprowadzić do wstrzymania dotacji unijnych (nie tylko na budowę dróg!). Z tego powodu inwestycje drogowe wiążące się z wycinką drzew winny być poprzedzane rozpoznaniem występowania pachnicy, której potrzeby ochrony są nadrzędne wobec wszelkich potrzeb gospodarczych!

Integralną częścią projektu były też działania edukacyjne: zorganizowaliśmy szkolenie oraz wydaliśmy ulotki: „Pachnica dębowa – wskaźnik miejsc przyrodniczo cennych” i „Ratujmy aleje – unikatowe ostoje bioróżnorodności”.

Profesor Andrzej Strumiłło otwiera konferencję „Aleje w krajobrazie“ w Piszu (Fot. D. Worobiec)

Profesor Andrzej Strumiłło otwiera konferencję „Aleje w krajobrazie“ w Piszu (Fot. D. Worobiec)

Opracowanie dokumentujące wyniki badań pachnicy dębowej zostało przekazane Marszałkowi Województwa Warmińsko-Mazurskiego i Wojewódzkiemu Konserwatorowi Przyrody w Olsztynie, oraz ministrowi Maciejowi Trzeciakowi, Głównemu Konserwatorowi Przyrody, z nadzieją, iż wyniki naszych badań przyczynią się do ratowania alei i respektowania prawa polskiego i unijnego. Tak też się stało: 30 kwietnia 2008 roku Ministerstwo Środowiska wystosowało pismo do Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad z pytaniem, czy wycinki poprzedzane są inwentaryzacją drzew pod kątem obecności pachnicy dębowej i pozostałych gatunków chronionych oraz czy prowadzone są działania zapobiegające negatywnemu oddziaływaniu budowy bądź modernizacji dróg na siedliska i populacje tych gatunków. Jednocześnie usuwanie drzew przydrożnych powinno zostać wstrzymane, gdy taka inwentaryzacja nie została przeprowadzona (!!!).

27 czerwca 2008 roku w siedzibie Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Warszawie, podczas spotkania ze Stavrosem Dimasem, komisarzem Unii Europejskiej do Spraw Środowiska oraz z przedstawicielami organizacji pozarządowych, zwróciłem uwagę na problem masowego wycinania w Polsce drzew przydrożnych oraz przekazałem egzemplarz opracowania „Ochrona przydrożnych zadrzewień jako ostoi występowania pachnicy dębowej…”. Zwróciłem uwagę, iż z funduszy Unii Europejskich modernizowane są drogi, a podczas tych prac wycinane są drzewa przydrożne stanowiące często siedliska gatunków chronionych, w tym pachnicy dębowej. Tym samym z jednej strony Unia dba o zachowanie bioróżnorodności, a drugiej przyczynia się do jej niszczenia.

Dr Jacek Borowski mówi o pielęgnacji drzew (Fot. D. Worobiec)

Dr Jacek Borowski mówi o pielęgnacji drzew (Fot. D. Worobiec)

By podsumować dotychczasowe działania oraz podzielić się zebranymi doświadczeniami, w kwietniu 2008 roku w Piszu zorganizowaliśmy konferencję „Aleje w krajobrazie Warmii i Mazur. Historia, znaczenie, zagrożenia, ochrona i pielęgnacja”, która odbyła się pod patronatem Ministra Środowiska Macieja Nowickiego oraz Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego Jacka Protasa. Była to pierwsza tego typu, interdyscyplinarna konferencja w Polsce, podczas której o alejach przydrożnych dyskutowali naukowcy z Warszawy, Olsztyna i Bydgoszczy, konserwatorzy zabytków z Zielonej Góry i Olsztyna, przyrodnicy, samorządowy (niestety nieliczni), przedstawiciele organizacji pozarządowych, studenci i uczniowie oraz aktywni obywatele, którym zależy na ratowaniu krajobrazu. Dyskutowano o wielorakiej wartości alei – ich znaczeniu z punktu widzenia ekologów, dendrologów, ogrodników, historyków sztuki, konserwatorów zabytków, architektów krajobrazu, prawników, przedstawicieli organizacji pozarządowych i samorządów. Pomimo nazwy konferencji tematyka poruszanych problemów nie dotyczyła tylko alei na Warmii i Mazurach. W trakcie dwudniowych obrad wygłoszono 17 referatów – wszystkie opublikowane w niniejszym wydawnictwie.

Uczestnicy konferencji zgodzili się, że przydrożne aleje będące cennym elementem architektury krajobrazu, spełniające również bardzo ważne funkcje ekologiczne, są dzisiaj zagrożone zagładą. Przynoszące wstyd Polsce wycinanie alei oraz ogławianie drzew stało się poważnym problemem wynikającym z nieznajomości prawa i nieświadomości ekologicznej. Dlatego uczestnicy konferencji wystosowali apel do polityków i środków masowego przekazu o wstrzymanie tego „hańbiącego procederu”.

Wspólna akcja stowarzyszeń: „Kochajmy Warmię“, „Ręką Dzieło“, „Sadyba“ i „Teatru Węgajty“ oraz wolontariuszy. Akcja miała zwrócić uwagę na problem masowo wycinanych drzew przydrożnych oraz pokazała, że drzewa pomalowane na biało są bardziej widoczne, co ma wpływ na bezpieczeństwo kierowców, Jonkowo, 30 listopada 2008 r. (Fot. K. A. Worobiec)

Wspólna akcja stowarzyszeń: „Kochajmy Warmię“, „Ręką Dzieło“, „Sadyba“ i „Teatru Węgajty“ oraz wolontariuszy. Akcja miała zwrócić uwagę na problem masowo wycinanych drzew przydrożnych oraz pokazała, że drzewa pomalowane na biało są bardziej widoczne, co ma wpływ na bezpieczeństwo kierowców, Jonkowo, 30 listopada 2008 r. (Fot. K. A. Worobiec)

 

PS.

Pomimo opisanych działań i doprowadzenia do zmiany przepisów dotyczących wydawania zezwoleń na usuwanie drzew przydrożnych wycinki drzew przydrożnych nie ustały, akcja „Ratujmy aleje” trwa!

Krzysztof A. Worobiec
Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

__________
1 Zob. I. Liżewska, M. Zwierowicz, Waloryzacja i ochrona alei przydrożnych na terenie województwa Warmińsko-Mazurskiego w niniejszej publikacji.
2 Gesetz zum Schutz der Natur und der Landschaft im Lande Mecklemburg-Vorpommern, LnatG M-V.
3 Zob.: druk sejmowy nr 4152.
4 Wszystkie oświadczenia: http://www.senat.gov.pl/k6/senat/senator.htm
5 „Tygodnik Powszechny”, 18.06.2006.
6 Wpis z 7 czerwca 2006 r. na nieaktualnej już stronie internetowej (http://www.kuczyn.com/).
7 Zob.: Wyniki kontroli NIK w zakresie realizacji zadań związanych z usuwaniem drzew w niniejszej publikacji
8 PROP, Najważniejsze problemy ochrony przyrody w Polsce, Warszawa 15 maja 2007
9 Zob. B. Bielinis-Kopeć, K. Fedorowicz, Chronimy aleje w Lubuskiem czyli krótka kronika obrony pewnej alei w niniejszej publikacji.
10 Gatunek priorytetowy wymieniony w załączniku II i IV Dyrektywy Siedliskowej 92/43/EEC, chroniony także polskimi przepisami.
11 Zob.: Ochrona alei przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego jako ostoi pachnicy dębowej (Osmoderma eremita) w niniejszej publikacji
Opublikowano Krajobraz kulturowy, Książka „Aleje przydrożne”, Ratujmy aleje | Otagowano , ,

KONIEC – czyli wpis mój ostatni… (na blogu w Gazecie Olsztyńskiej)

Szanowni Państwo,

4-go lutego 2008 roku rozpocząłem (na zaproszenie redaktora Igora Hrywny) prowadzenie blogu na internetowej stronie Gazety Olsztyńskiej. Właśnie wczoraj, 29-go września 2014 roku, zakończyłem jego prowadzenie, co było wynikiem „propozycji” redaktora Roberta Zienkiewicza, który napisał do mnie w mailu:

„Ma Pan święte prawo do swoich opinii, ale skoro blogi są firmowane marką „Gazety Olsztyńskiej”, to wpis krytykujący „Gazetę” wygląda na schizofrenię. Nie chcę występować w roli cenzora. Może w trosce o Pana swobodę wypowiedzi zakończymy współpracę?”

Owa „schizofrenia” to mój ostatni, zamieszczony przedwczoraj, wpis zatytułowany „O alejach przydrożnych raz jeszcze…”. Tekst mój dotyczył zamieszczonego w papierowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej artykułu zatytułowanego „Te drzewa trzeba wyciąć”. Oczywiście najpierw (24.09.) swój tekst wysłałem do pani redaktor naczelnej, a dopiero wczoraj w nocy zamieściłem na blogu, uznając, że Czytelnikom Gazety należy się wyjaśnienie. No i ciąg dalszy jest już znany…

Po otrzymaniu powyższego maila uznałem, że skoro wyjaśnienie faktycznego stanu, także prawnego (ja wiem co piszę, bo zajmuję się tym tematem od 10 lat i używając przenośni „zjadłem zęby” na drzewach przydrożnych) zostało ocenione jako „schizofreniczna krytyka Gazety” (a nie tylko złego artykułu) przystałem na „propozycję” redaktora Roberta Zienkiewicza. Tym bardziej, że – w moim przekonaniu – jego mail był próbą cenzurowania i wpływania na moje wypowiedzi!

Tak więc po ponad 6 latach żegnam Czytelników Gazety, a zainteresowanych poruszanymi przez mnie tematami zapraszam na stronę Sadyby (https://sadybamazury.wordpress.com/) lub na FB (https://www.facebook.com/Sadyba.Mazury)

Pozdrawiam serdecznie,
Krzysztof Worobiec

Opublikowano Aleje Przydrożne, Ratujmy aleje | Otagowano ,

O alejach przydrożnych raz jeszcze

Zabezpieczony łuk alei. Droga Pozezdrze–Kruklanki. Fot. R. Lewandowski

Na stronie tytułowej Gazety Olsztyńskiej z 19.09.2014 r. ze zdumieniem przeczytałem zapowiedź artykułu „Te drzewa trzeba wyciąć”, a następnie wewnątrz numeru z niedowierzaniem przeczytałem dwustronicowy tekst na ten temat. Przyznam, że dawno nie czytałem tak nierzetelnego, niemerytorycznego i stronniczego artykułu (gdzie się podziała słynna dziennikarska obiektywność?).

Rozumiem, że zwykli ludzie, w tym wypadku mieszkańcy gminy Świątki narzekają na stan dróg, a całą winę za wypadki na tych drogach przerzucają na rosnące wzdłuż niej drzewa. Dziennikarka pisząc o ich protestach powinna jednak nie tylko relacjonować, ale też wyjaśniać czytelnikom na czym polega problem oraz trzymać się litery prawa (przypomnę, że równo 10 lat temu Stowarzyszenie Sadyba rozpoczęła kampanię „Ratujmy Aleje”, która przekształciła się w ogólnopolską, powstało wiele ruchów obywatelskich w celu ochrony alei przydrożnych i należytego przestrzegania polskich i europejskich wymogów ochrony przyrody).

Polskie prawo generalnie chroni wszystkie drzewa, w tym także przydrożne. Słuszne były więc uwagi w liście czytelnika Gazety, oburzonego, że podczas prac przy drodze Jonkowo–Świątki pokaleczono i zniszczono pnie i korzenie rosnących tam drzew. Zgodnie z obowiązującym prawem zarówno bryła korzeniowa drzew, jak też sam pień oraz korona drzew muszą być chronione przed zniszczeniem (art. 82 ustawy o ochronie przyrody), natomiast kto „wykonuje prace ziemne oraz inne prace związane z wykorzystaniem sprzętu mechanicznego lub urządzeń technicznych w obrębie bryły korzeniowej drzew lub krzewów na terenach zieleni lub zadrzewieniach w sposób znacząco szkodzący drzewom lub krzewom” podlega karze (art. 131 ustawy o ochronie przyrody). Tytuł w Gazecie Olsztyńskiej „Kara jest, gdy drzewo uschnie” (G.O. 4.09.2014) jest wprowadzający w błąd, bowiem w cytowanym wyżej art. 131 nie ma takiego warunku (warunek naliczania kar gdy drzewo uschnie dotyczy innych sytuacji).

Pani Ewa Mazgal, autorka artykułu z 19 września cytuje bez komentarza wypowiedzi ludzi, którzy mówią o rzekomo chorych, bo spróchniałych i pustych lipach. Tymczasem pospolicie sadzona przy drogach lipa drobnolistna (Tilia cordata) jest drzewem długowiecznym, może żyć 300–500, a nawet 700 lat(!), a cechą charakterystyczną tych drzew są… ich wypróchniałe pnie (przypominające pustą w środku rurę). W dziuplach tych drzew żyje wiele gatunków zwierząt, zwłaszcza owadów, co wcale nie oznacza, że są to drzewa chore! Pani Mazgal kończy swój artykuł kuriozalnym stwierdzeniem: „Drzewa z pachnicą należy bezwzględnie wycinać, gdyż stanowią zagrożenie dla pojazdów i ludzi”(?!).

Otóż polskie i europejskie prawo bezwzględnie(!) chroni nie tylko pachnicę dębową, jako gatunek priorytetowy, ale również jej siedliska – miejsca rozrodu i bytowania, a więc drzewa. Nawoływanie do wycinania drzew zasiedlonych przez pachnicę jest wprowadzaniem niezorientowanych czytelników w błąd, ale też nawoływaniem do popełnienia czynów zabronionych prawem! Chciałbym wiedzieć w jaki sposób – zdaniem autorki artykułu – drzewa z pachnicą zagrażają bezpieczeństwu na drogach? Czy pachnica atakuje ludzi i pojazdy?

Jak wiadomo, to nie drzewa, ale ludzie powodują wypadki (bardzo nieliczne odstępstwa od tej reguły powodują upadające drzewa i gałęzie, ale jest to z reguły wynik zaniechania ich odpowiedniej pielęgnacji), a wycięcie drzew nie powoduje zwiększenia bezpieczeństwa na drodze. Obserwacje prowadzone między innymi w Danii, Francji, Niemczech, a także Polsce potwierdzają, że najwięcej wypadków śmiertelnych jest na drogach szybkiego ruchu (a więc na drogach pozbawionych drzew) oraz wszędzie tam, gdzie istnieje poczucie „pozornego bezpieczeństwa”, które skłania do rozwijania nadmiernej prędkości i do ryzykownych manewrów.

Dlatego Tadeusz Jarmuziewicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, który 29 października 2012 roku z upoważnienia ministra odpowiadał na interpelację poselską nr 8798, stwierdził dobitnie:

Jeśli chodzi o usunięcie drzew przy drogach, będących potencjalną przyczyną wypadków drogowych, to naszym zdaniem nie jest do końca pewne, czy zabieg usuwania drzew doprowadzi do poprawy sytuacji. Może bowiem wywołać skutek odwrotny i tym samym prowadzić do rozwijania większych prędkości, utrudnienia kierowcom obserwacji ukształtowania drogi, skłaniania do podejmowania ryzykownych manewrów, prowadzić do bezpośredniego oddziaływania słońca na nieocienione drogi, roztapiania asfaltu i tworzenia się kolein, a także do utrudnienia widoczności na silnie nasłonecznionej drodze.

Doświadczenia pokazują też, że bardziej skutecznym (niż wycinanie drzew) sposobem poprawy bezpieczeństwa jest reorganizacja ruchu oraz stosowanie wypróbowanych rozwiązań inżynierskich (np. barierki energochłonne).

W Polsce w latach 2011 i 2012 najechanie na drzewo stanowiło 6,3 i 6,2% wszystkich wypadków drogowych, przyczyną tych i zdecydowanej ilości wszystkich pozostałych wypadków drogowych była nadmierna prędkość, brawura i alkohol (vide: głośne ostatnio wypadki z udziałem młodocianych), dlatego należy apelować do kierowców o rozsądek i tolerancję na drogach, a nie o wycinanie drzew przydrożnych!

Krzysztof A. Worobiec

Opublikowano Aleje Przydrożne, Ochrona przyrody, Ratujmy aleje | Otagowano ,

Zapomniane zabytki przy drodze – Adam Płoski 

Aleja Szestno–Święta Lipka (Fot. K. A. Worobiec)

Większość dróg Warmii i Mazur, z których stale korzystamy, istnieje do dziś w swym historycznym przebiegu. Towarzyszą im charakterystyczne drzewa przydrożne – aleje, które stały się już wyróżnikiem regionu. Z drogą i jej historią wiążą się jednak także inne, zapomniane już obiekty: domy szosowe i kamienie milowe.

Domy szosowe i dróżniczówki 

Od czasu poważniejszego zainteresowania się instytucji państwowych stanem dróg wskazywano na osoby mające się nim zajmować oraz poszukiwano źródeł finansowania ich budowy i napraw. Przy drogach wznoszone były więc liczne stacje celne i komory, w których pobierano cło i myto od przewożonych towarów, za korzystanie z dróg, mostów, grobli itp. Opłaty pobierało nie tylko państwo, lecz często także miasta i osoby prywatne. Dziś cło jednoznacznie kojarzy się nam z opłatą związaną z przekroczeniem granicy, dawniej rozumiano je jako podatek od przejeżdżających pobierany w dość dowolnych miejscach i dlatego też tego typu komory ustawiano początkowo na granicach, przy skrzyżowaniach dróg, przy groblach, brodach itp. Obowiązywała już od średniowiecza zasada, że za stan drogi odpowiada właściciel terenu, który pobiera opłaty mytnicze. Teoretycznie myta miały być przeznaczone na naprawę dróg, rzeczywistość wyglądała zapewne inaczej. Właściciel odpowiadał często także za bezpieczeństwo podróżnych na drodze, o które w ramach bezpieczeństwa publicznego dbali także starostowie. Z drogami wiązał się także szczególny przepis, tzw. przymus drogowy – wywodzący się ze średniowiecza, wskazujący drogi, jakimi mieli się poruszać przede wszystkim kupcy.

Kamień pierwotnie znajdujący się przy drodze noszącej imię burmistrza Kętrzyna – Wilhelma Piepera. Obecnie na terenie prywatnego muzeum w Owczarni, gm. Kętrzyn. (Fot. A. Płoski)

Kamień pierwotnie znajdujący się przy drodze noszącej imię burmistrza Kętrzyna – Wilhelma Piepera. Obecnie na terenie prywatnego muzeum w Owczarni, gm. Kętrzyn. (Fot. A. Płoski)

W XVII-wiecznej Francji, wyznaczającej także w następnym wieku nowe standardy w drogownictwie, zorganizowano służbę drogową, do której obowiązków należało utrzymanie dróg w należytym stanie, w tym: usuwanie na bieżąco uszkodzeń, reperowanie faszyną, kamieniami i drewnem1. W wydanym w tym kraju w 1712 roku Traktacie o budowie dróg nie zapomniano także o dróżnikach mieszkających w pobliżu odcinka drogi, którą mieli się opiekować. W Wielkiej Brytanii parlament udzielając koncesji na budowę dróg, zyski na ich utrzymanie pobierał z opłat ściąganych na rogatkach drogowych i mostowych. Opiekę nad drogami powierzono w tym przypadku spółkom mytniczym, które mimo krytyki wywiązywały się z nałożonych na nie obowiązków2. W Polsce w latach 1764–1775 zniesiono cła i myta partykularne oraz średniowieczny przymus drogowy, ujednolicono także opłaty mostowe i grobelne3. Troska państwa pruskiego o stan dróg, po działaniach ustawodawczych, znalazła także wyraz praktyczny w podejmowanych licznie inwestycjach ich budowy i napraw.

Postanowiono także, wzorem francuskim, poprzez wprowadzenie opłat przenieść koszty utrzymania dróg na ich użytkowników. Określały to odpowiednie regulacje prawne dotyczące taryf szosowych, sposobu prowadzenia księgowości poboru opłat (1790, 1792) oraz wytycznych dla osób obsługujących szlabany, przy których pobierano opłaty (m.in. 1804)4. W 1834 roku rząd pruski wydał instrukcję dotyczącą projektowania i budowy dróg, w której oprócz spraw technicznych znalazły się zapisy dotyczące powołania specjalnej służby drogowej, tzw. dróżników, oraz wprowadzenia opłaty na konserwację dróg, pobieranej na rogatkach, w wysokości 1 grosza od tony i po 2 fenigi od pędzonych drobniejszych zwierząt. Zarówno rogatki miejskie, jak i wiejskie przynosiły znaczne dochody5. Opłaty pobierano także przy bramach miejskich i wjazdach do miast. Ustawodawstwo tego okresu uporządkowało także kwestie terminologiczne w tym zakresie, wprowadzając pojęcie domu szosowego, określając zarazem jego zasady budowlane i kwestie przeprowadzanych remontów (także budynków towarzyszących) oraz proponując gotowe projekty realizacyjne. Nowe regulacje prawne dopuszczały oddanie w dzierżawę takiego miejsca na podstawie podpisywanych odpowiednich umów – kontraktów.

Projekt domu szosowego z budynkiem gospodarczym z 1865 roku w miejscowości Werder pow. Heydekrug (obecnie na terenie Litwy). Reprodukcja z Archiwum Państwowego w Olsztynie.

Projekt domu szosowego z budynkiem gospodarczym z 1865 roku w miejscowości Werder pow. Heydekrug (obecnie na terenie Litwy). Reprodukcja z Archiwum Państwowego w Olsztynie.

Domy szosowe mogły więc być: państwowe, samorządowe, prywatne lub być dzierżawione przez spółki6. Pierwotnie wznoszono je w celu realizacji zadań związanych z polityką fiskalną państwa pruskiego w zakresie pobierania opłat – podatków – za korzystanie z dróg, z których część przeznaczano na ich remonty. Dom szosowy służył także dróżnikom (określanym czasem mianem strażnika drogowego) oraz poborcom opłat jako mieszkania i miejsce pracy.

Projekt domu szosowego opracowany w 1834 roku w ramach powyższej instrukcji „Wskazówki do zakładania, utrzymania i naprawy szos” przypisuje się architektowi Karlowi Schinklowi, który już wcześniej wypowiadał się w sprawie projektów tego typu budynków. Stanął on także na czele Wyższej Komisji Budowlanej, która wraz z nową organizacją państwa pruskiego po wojnach napoleońskich stała się instytucją kontrolną zajmująca się szosami. Początkowo domy szosowe wznoszono na planie kwadratu, przekrywając je dachem namiotowym, następnie na planie prostokąta z dachem dwuspadowym, frontem do drogi. We wskazówkach stwierdzono m.in.: dom poboru ze szlabanem ma stać w takim miejscu, gdzie nie ma możliwości ominięcia powinności drogowej. W domu tym ma być zakwaterowany także dróżnik, by zapewnić bezpieczeństwo kasie. […]. Do przechowywania drewna i trzymania zwierząt służą osobne budynki. […]. Przy każdym domu powinna znajdować się studnia7. Dom szosowy miał być zaopatrzony w piwnicę i ustęp w budynku gospodarczym. Po 1840 roku wykorzystywano przy ich budowie lokalnych architektów i mistrzów budowlanych, dalej jednak inwestowano przy wsparciu finansowym państwa. W skład zespołu zabudowy domu szosowego wchodziły więc: budynek mieszkalny z częścią biurową i gospodarczy (mieszczący także oborę lub stajnię). W 1865 roku kosztorys budowy takiego „stanowiska pracy” dla dróżnika i poborcy przy drodze z Pasymia w kierunku granicy z powiatem nidzickim przedstawiał się następująco: – budynek mieszkalny (1980 talarów), – stajnia (500 talarów), – dziedziniec (110 talarów), – studnia (125 talarów), – rogatka oraz tablica z taryfami (100 talarów). Razem – 2815 talarów.

Dawny dom szosowy w pobliżu Kwiedziny, gm. Kętrzyn, przy drodze Kętrzyn – Giżycko (Fot. K. A. Worobiec)

Dawny dom szosowy w pobliżu Kwiedziny, gm. Kętrzyn, przy drodze Kętrzyn – Giżycko (Fot. K. A. Worobiec)

Warto wspomnieć, że w tym samym czasie planowano zrealizować analogiczną inwestycję przy drodze Szczytno–Rozogi, jednak mniejszym kosztem – za 2660 talarów8. Otoczenie domów szosowych było wybrukowane. Znajdował się tu także ogród. Drogę w miejscu, gdzie był posadowiony budynek, przegrodzono szlabanem, później łańcuchem, co umożliwiało poborcy pracę bez wychodzenia z budynku: z poziomu okna pobierał opłatę przy pomocy długiego kija z sakiewką, dostarczając w ten sam sposób pokwitowanie9. Urzędnik państwowy mieszkający w tym budynku pobierał opłatę drogową (Chausseegeld) za każde 1,5 mili przejechanej drogi powiatowej oraz państwowej10. Z reguły domy szosowe stawiano co 1–2 mile (1 mila – ok. 7,5 km). Urzędnicy drogowi byli służbą mundurową. Dróżnik przed pierwszą wojną światową zarabiał rocznie od 1200 do 2200 marek, średnio około 1500 marek. Użytkowanie mieszkania służbowego, czyli domu szosowego, który dzielił z rodziną poborcy opłat, było darmowe; czasem otrzymywał dodatkowe kwoty na jego naprawy11.

W związku z wejściem w życie w 1875 roku ustawy dotyczącej budowy i własności dróg, a także zniesieniem opłat drogowych domy szosowe przestały spełniać swoje dotychczasowe funkcje. Zarząd nad szosami oraz wpływami z opłat, zgodnie z wprowadzonym regulaminem o dotacjach, przeszedł w zakres kompetencji zarządów prowincji12. Tym samym zamykał się okres eksploatacji i budowy domów szosowych trwający od około 1800 roku. Od tego momentu różny los czekał dawne budynki szosowe; część została sprzedana osobom prywatnym, inne przekazano na obiekty użyteczności publicznej, a kolejne wykorzystano jako posterunki policyjne. Oczywiście część z nich pozostała w użyciu służb drogowych.

Do dziś na terenie województwa warmińsko-mazurskiego zachowało się w różnym stanie wiele dawnych domów szosowych, które jednak w świadomości mieszkańców regionu nie funkcjonują jako wartościowe obiekty historyczne. Nieznane mi są także przypadki ochrony instytucjonalnej – konserwatorskiej – tego typu budowli zabytkowych, z których część na pewno ma wartości predestynujące je do takiej ochrony13. Tego typu obiekty znajdują się m.in.: przy drodze Piecki–Mrągowo (pierwszy budynek po prawej za wiaduktem przy wyjeździe z Mrągowa), w Sterławkach Małych, gm. Giżycko, w Gumniskach, gm. Barciany (przy drodze Barciany–Kętrzyn), w okolicach Wielbarka oraz w Dywitach, Olsztynie i innych miejscowościach regionu.

Dawny dom szosowy przy drodze Wielbark–Piwnice Wielkie, (Fot. A. Płoski)

Dawny dom szosowy przy drodze Wielbark–Piwnice Wielkie,
(Fot. A. Płoski)

W grupie domów szosowych występujących na Warmii i Mazurach zauważalna jest pewna, acz ograniczona, różnorodność realizacji projektów architektonicznych. Ze względu na pełnione przez te obiekty funkcje mają one oczywiste elementy wspólne (np. usytuowanie względem drogi, wykusz w elewacji). W sumie są to w większości dość skromne w wystroju architektonicznym budowle, gdyż czynnik ekonomiczny przy ich budowie był jednym z priorytetów. Elewację zdobią zwykle gzymsy (międzykondygnacyjny i wieńczący) oraz łuki zamykające otwory okienne. Są to budynki wzniesione z cegły, czasem na kamiennej podmurówce, na planie prostokąta, podpiwniczone, przekryte dachem dwuspadowym, krytym dachówką ceramiczną. Zawsze, zgodnie z przepisami, towarzyszył im budynek gospodarczy, czasem wzniesiony w konstrukcji szkieletowej (również częściowo). W otoczeniu znajduje się studnia i ogród.

Kamienie milowe 

W pobliżu warmińsko-mazurskich dróg możemy natrafić na kilka rodzajów kamieni tworzących historyczną infrastrukturę komunikacyjną, różnych pod względem formy, wieku i funkcji, jakie pełniły. Są to: kamienie milowe (np. w Lutrach, gm. Kolno), dystansowe (np. w Reszlu), spełniające funkcje ochronną – odbojniki (np. na łukach dróg lub w pobliżu mostów i wiaduktów), informacyjną (drogowskazy, np. w Żardenikach, gm. Jeziorany), a także graniczne (np. w Dylewie, wyznaczające granice dóbr). Ciekawostką w tej grupie jest kamień powstały w związku z nadaniem drodze imienia burmistrza Kętrzyna Wilhelma Piepera i stąd też znajdująca się na nim stosowna inskrypcja – „Pieper Weg“. Kamień ten nie stoi jednak w swoim historycznym miejscu, ale jest wyeksponowany przed prywatnym muzeum w podkętrzyńskiej wsi Owczarnia. Inskrypcje na kamieniach informują nas czasem także o dacie budowy lub remontu drogi, czego przykładem są kamienie znajdujące się wzdłuż drogi Giżycko– Pieczonki, gdzie na niektórych z nich znajduje się data: „1906”. Dość licznie występują kamienie przy drogach leśnych, pełniąc tu dalej funkcję znaków orientacyjnych. Kamienie przydrożne to grupa interesujących zabytków związanych z dziejami drogownictwa regionu Warmii i Mazur, wydaje się, że prawie zupełnie zapomniana. Kamienie milowe zapisały się także w historii poczty.

Kamień milowy we wsi Lutry, gm. Kolno. W głębi po lewej, obok budki telefonicznej, widoczny inny rodzaj kamienia przydrożnego. (Fot. A. Płoski)

Kamień milowy we wsi Lutry, gm. Kolno. W głębi po lewej, obok budki telefonicznej,
widoczny inny rodzaj kamienia przydrożnego. (Fot. A. Płoski)

Tradycja umieszczania w pobliżu dróg kamieni milowych sięga starożytnego Rzymu, gdzie co 1481 m (tyle wynosiła mila rzymska) ustawiano kamienne słupy informujące podróżnych o odległości od stolicy państwa – Rzymu. XVIII-wieczny rozwój poczty i narastająca troska państwa pruskiego o stan dróg, a także ruch związany z przewozem osób wymusiły dokonanie pomiarów szlaków pocztowych i ustawienie odpowiednich kamieni milowych przy wszystkich tego typu trasach. Akcja ich ustawiania została przeprowadzona w całym państwie pruskim, jednak nie towarzyszyła jej znacząca poprawa stanu dróg, co przeprowadzono później i wówczas to kamienie milowe pojawiły się po raz kolejny, jednak inicjatorem ich ustawiania były już zarządy dróg, nie zaś jak dawniej poczta.

W państwie pruskim rozpoczęto ustawianie kamieni milowych w 1722 roku, co było rezultatem wydanego rok wcześniej zarządzenia księcia elektora Fryderyka Augusta I (August II Mocny). W Prusach Wschodnich przy podziale milowym punktem wyjścia była stolica prowincji, tj. Królewiec, jako główny węzeł komunikacyjny. W większości ówczesne kamienie milowe były wykonywane z piaskowca w formie obelisku lub sześcianu; później ich formy zostały określone urzędowo14. Powszechnym materiałem, z którego wyrabiano kamienie, stał się granit. Kwestie kamieni przydrożnych poruszał także regulamin dotyczący dróg wydany przez Fryderyka II Wielkiego z 1764 roku, w którym określono także szerokość mostów (16 stóp – ok. 5 m) i drogi przebiegającej przez wieś (14 stóp – ponad 4 m), co miało zapewnić swobodny przejazd 4 koniom15. W tym czasie także na terenie Polski postulowano ustawianie przy drogach kamieni milowych16. W ramach działań zmierzających do scalenia ziem polskich z pruskimi, także w sferze komunikacji, w 1800 roku postanowiono zinwentaryzować urządzenia pocztowe, wymierzyć gościńce i oznaczyć je kamieniami milowymi17. Działania te objęły także Prusy Wschodnie, w tym Warmię.

Kolejne przepisy dotyczące budowy i napraw dróg zawierały gotowe projekty domów szosowych i kamieni milowych. Były one autorstwa wybitnego architekta i wysokiego urzędnika budowlanego Karla Schinkla18. Znane nam z terenu województwa warmińsko-mazurskiego cylindryczne kamienie milowe (np. okolice Świętej Lipki, gm. Reszel, miasto Kętrzyn) pojawiły się przy drogach w związku z wejściem w życie rozporządzenia ministra skarbu Rorhera z 1835 roku, w którym określono także ich parametry. Kamienie te ustawiano w miejscach, w których dotąd nie było żadnych oznaczeń odległościowych. W ogromnej większości pełniły one rolę kamieni całomilowych, co znajduje potwierdzenie w zachowanych do dziś egzemplarzach. W 1830 roku ceny wykonania kamieni milowych, wg cenników kamieniarzy z Elbląga i Królewca, wynosiły: 44–48 talarów za kamień całomilowy, 28–33 za półmilowy oraz 16–18 talarów za kamień ćwierćmilowy. Dochodziły do tego jeszcze koszty fundamentu i transportu kamieni na odpowiedni odcinek drogi. W prowincji wschodniopruskiej wykluczono już wówczas, stosowane także na innych terenach państwa pruskiego, oznaczenia milowe wykonane z żeliwa19. Początkowo kamienie milowe wskazywały odległość do stolicy państwa, później także siedziby władz prowincji lub powiatu, a także do ważnego rozwidlenia dróg lub granicy państwa. W momencie wprowadzenia w Niemczech systemu metrycznego w latach 1872–1873 oznaczenia kamieni milowych przestały automatycznie spełniać swoją rolę i tym samym kamienie te utraciły na znaczeniu, pozostając do dziś świadkiem dziejów poczty, komunikacji i drogownictwa dawnych Prus Wschodnich, dzisiejszych Warmii i Mazur. Nieliczne z kamieni zostały oznaczone w nowy sposób lub przestawione. Dziś następcami kamieni milowych są ustawiane wzdłuż dróg współczesne słupkowe oznaczenia kilometrowe.

Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego historyczne kamienie milowe zachowały się m.in. w następujących miejscowościach:

  1. Lutry, gm. Kolno (w pobliżu kościoła i skrzyżowania dróg; tu zachowany także inny typ kamienia),
  2. Kętrzyn, ul. Sikorskiego (obok budynku Sądu Rejonowego),
  3. Święta Lipka, gm. Reszel (dwa kamienie znajdujące się pierwotnie przy drodze Święta Lipka – Reszel; po odzyskaniu po kradzieży obecnie przechowywane są na terenie Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie),
  4. Sędławki, gm. Bartoszyce (po demontażu kamień aktualnie znajduje się w Kętrzynie na terenie przedsiębiorstwa Rejonu Dróg Wojewódzkich),
  5. Łabędnik, gm. Bartoszyce (jw.),
  6. Biesowo, gm. Biskupiec (w pobliżu cmentarza),
  7. droga Kętrzyn – Bartoszyce (obecnie kamień znajduje się na terenie prywatnego Muzeum Mazurskiego w Owczarni, gm. Kętrzyn),
  8. Pilec, gm. Reszel (przy drodze prowadzącej do Burszewa),
  9. szosa z Burszewa do Woli k. Łężan, gm. Reszel (kamienie zostały skradzione).

Najbardziej znane z wymienionych wyżej są kamienie znajdujące się pierwotnie po obu stronach drogi Święta Lipka – Reszel. Znane są one z powodu swej lokalizacji w pobliżu licznie odwiedzanego przez pielgrzymów i turystów sanktuarium maryjnego, a także ze względu na medialnie nagłośnioną sprawę ich kradzieży i szczęśliwego odzyskania w 2007 roku. Do tego momentu w powszechnej świadomości mieszkańców funkcjonowały one jako kamienie graniczne pomiędzy Warmią i Mazurami.

Jeden z kamieni milowych przy drodze Reszel–Święta Lipka w swym historycznym miejscu. Stan z 2006 roku przed kradzieżą (Fot. A. Płoski)

Jeden z kamieni milowych przy drodze Reszel–Święta Lipka w swym historycznym miejscu. Stan z 2006 roku przed kradzieżą (Fot. A. Płoski)

Krótki opis jednego z nich przybliży nam charakter tego typu zabytków. Droga, przy której pierwotnie znajdowały się kamienie, prowadząca z Reszla przez Świętą Lipkę do Kętrzyna, funkcjonowała już w XVI–XVIII wieku. Zaliczana była wówczas do dróg o dużym znaczeniu, łącząc się z drogą o charakterze międzynarodowym o bardzo dużym nasileniu ruchu, która prowadziła do Królewca. Ważność tej drogi potęgowała rola, jaką odgrywała Święta Lipka – tj. miejsca kultu pielgrzymkowego – oraz fakt, iż w miejscowości tej każdego roku od 29 czerwca odbywał się główny w ówczesnych Prusach Wschodnich targ na płótno (tzw. lniany targ), na który zjeżdżali kupcy z Warszawy, Królewca, Kłajpedy, Tylży i Elbląga. Dodatkowym atutem tej drogi jest wzniesienie wzdłuż niej w XVIII wieku kapliczek pielgrzymkowych. Z tymi wydarzeniami wiązał się bardzo duży ruch, jaki odbywał się na drogach dojazdowych do Świętej Lipki. Ważne było więc odpowiednie oznakowanie drogi, ułatwiające podróżującym korzystanie z niej.

Oraz rysunek z wymiarami kamienia (Rys. P. Szarzyńska)

Oraz rysunek z wymiarami kamienia
(Rys. P. Szarzyńska)

Zgodnie z zaprezentowanymi już w niniejszym tekście informacjami tego typu cylindryczne kamienie milowe ustawiano przy drogach po 1835 roku. Po przejściu państwa niemieckiego na system metryczny przestały one spełniać swoją rolę. Tak więc możemy przyjąć, iż interesujące nas kamienie zostały wykonane pomiędzy 1835 a 1872 rokiem, co pokrywa się z inwestycjami drogowymi przeprowadzanymi w regionie (szczegółowe rozpoznanie powstawania dróg w powiecie pozwoli zapewne sprecyzować powyższe daty). Kamień milowy został wykonany z różowego granitu. Granit wybrano zapewne ze względu na łatwość otrzymania dużych bloków, cięcia i polerowania oraz różnorodną kolorystykę. Otrzymał on formę walca zwieńczonego stożkiem, którego podstawa rozszerza się ku dołowi, umożliwiając lepsze zamocowanie po umieszczeniu w ziemi. Całkowita wysokość kamienia wynosi 175 cm (62 cm podstawa służąca do wkopania w ziemię, trzon – 100 cm, stożkowate zwieńczenie – 13 cm). Średnica trzonu, rozszerzająca się ku dołowi, wynosi od 46 do 70 cm. Kamień waży około 1,5 tony. Na jego trzonie głównym znajduje się inskrypcja w języku niemieckim: 5 Meilen von Barten stein [tłum.: 5 mil od Bartoszyc]. Charakterystyczna forma liternictwa jest typowa dla XIX wieku. Przyjmując, że 1 mila wynosiła wówczas około 7,5 km, to inskrypcja na kamieniu informowała podróżnych, że od miejsca jego usytuowania ma do pokonania jeszcze około 37,5 km do Bartoszyc, które były ważnym węzłem komunikacyjnym na trasie do Królewca, zwłaszcza po przeprowadzonych inwestycjach drogowych w połowie XIX wieku. Brak sygnatury pozwalającej na określenie wykonawcy kamienia wskazuje, że pochodzi on zapewne z lokalnego zakładu kamieniarskiego, który otrzymał zamówienie w związku z rozbudową sieci dróg powiatu kętrzyńskiego. Obiekt znajduje się w dobrym stanie technicznym. Po odzyskaniu od złodzieja obu kamieni z okolic Świętej Lipki obecnie znajdują się one w depozycie w Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie. Po oczyszczeniu powinny wrócić na swe pierwotne – historyczne miejsce, które jest wyznacznikiem ich wartości. Nie bez znaczenia jest tu także fakt, iż wpisały się one w krajobraz kulturowy tej części regionu.

Kamień przydrożny pełniący rolę znaku drogowego znajdujący się na poboczu drogi Żardeniki–Rogiedle. (Fot. A. Rokicki)

Kamień przydrożny pełniący rolę znaku drogowego znajdujący się na poboczu drogi Żardeniki–Rogiedle. (Fot. A. Rokicki)

Jak widać z przedstawionego powyżej zestawienia kamieni milowych nie jest to zbyt liczna grupa obiektów, narażona do tego na wiele niebezpieczeństw, z kradzieżą włącznie. Wobec niewątpliwej ich wartości historycznej i naukowej warto podjąć działania, także na szczeblu administracyjnym, zmierzające do ich zachowania, konserwacji i odpowiedniego wyeksponowania. Konieczna jest także współpraca z zarządami dróg, aby kamienie milowe nie były dla nich tylko zbędnym elementem w pasie drogowym. Przykłady tego typu działań możemy znaleźć w kraju i na terenie sąsiednich Niemiec.

W Skwierzynie w woj. lubuskim Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad utworzyła Izbę Pamięci Drogownictwa, w której urządzono skansen z obiektami stosowanymi w drogownictwie. W zbiorach znajdują się więc: drogowskazy kamienne, kamienie milowe, bariery i poręcze drogowe, pachołki, graniczniki, tablice i znaki drogowe, a także zdjęcia, dokumenty i przyrządy związane z tą dziedziną techniki. Podobną inicjatywą jest Witnicki Park Drogowskazów i Słupów Milowych Cywilizacji, na którego terenie, w nawiązaniu do dawnego traktu Berlin–Królewiec, przebiegającego przez Witnicę, zgromadzono oryginały lub kopie zabytków związanych z historią drogownictwa, m.in.: kamienie milowe, drogowskazy i znaki przydrożne. Istnieje też muzeum o profilu wystawienniczym wiążącym się częściowo z drogami, tj. Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu. Ciekawą inicjatywę w zakresie ochrony kamieni milowych podjęli nasi zachodni sąsiedzi. Powołano tam do życia stowarzyszenia zajmujące się kamieniami milowymi i domami szosowymi, które propagują wiedzę na ich temat oraz inspirujące działania – także służb konserwatorskich – zmierzające do ochrony tych ciekawych zabytków.
Opracowano również standard dokumentacji dla kamieni milowych.

Wiadukt kolejowy w Nowych Kiejkutach, gm. Dźwierzuty oraz kamienie przy drodze dojazdowej (Fot. A. Płoski)

Wiadukt kolejowy w Nowych Kiejkutach, gm. Dźwierzuty oraz kamienie przy drodze dojazdowej
(Fot. A. Płoski)

W naszym regionie brak jest zupełnie tego typu inicjatyw, bo trudno za takie uznać – zresztą ze wszech miar godne pochwały – doraźne działania Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba” związane z ochroną skradzionych i szczęśliwie odzyskanych kamieni milowych z okolic Świętej Lipki, które na jego wniosek zostały wpisane do rejestru zabytków, nie powracając niestety na swoje historyczne miejsce. Tematem kamieni milowych z terenu powiatu kętrzyńskiego interesuje się także Towarzystwo Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej im. Zofii Licharewej. To wszystko jednak za mało, czego dowodem są chociażby powtarzające się kradzieże kamieni milowych. Być może doczekamy się realizacji inicjatywy i powołania do życia w stolicy województwa warmińsko-mazurskiego Olsztynie regionalnego muzeum techniki, co od pewnego czasu postulują lokalne środowiska. Wydaje się, że ma ono szansę stania się doskonałym miejscem nie tylko do eksponowania zwykle już niepotrzebnych zabytkowych obiektów związanych z historią drogownictwa Warmii i Mazur, ale także katalizatorem różnego rodzaju działań związanych z dziedzictwem przemysłowym regionu.

Dom szosowy z towarzyszącymi mu: szlabanem, aleją i kamieniami przydrożnymi (Rys. M. Szymaniuk)

Dom szosowy z towarzyszącymi mu: szlabanem, aleją i kamieniami przydrożnymi
(Rys. M. Szymaniuk)

Zachowane domy szosowe to budowle XIX-wieczne, które należy rozpatrywać nie tylko jako zabytki architektury, ale także jako oryginalne źródła historyczne związane z dziejami komunikacji i drogownictwa Warmii i Mazur. Podobnie kamienie milowe. Miejsce usytuowania w bezpośrednim sąsiedztwie drogi niekorzystnie wpływa na ich postrzeganie przez użytkowników i zarządców dróg, zwłaszcza że dróżniczówki to dziś budynki mieszkalne niepełniące już żadnych funkcji związanych z drogą. Być może warto zastanowić się nad tym, aby głośnej już akcji ratowania alei przydrożnych Warmii i Mazur towarzyszyły też działania zmierzające do ochrony innych zabytków znajdujących się w otoczeniu dróg regionu, w tym domów szosowych i kamieni milowych, ale nie tylko, bo zasługują na to także karczmy i zajazdy, mosty, wiadukty i inne obiekty związane z drogą, będącą przecież ważnym elementem kształtującym krajobraz kulturowy regionu Warmii i Mazur, na którego świadomym zachowaniu zależy przecież dziś tak wielu z nas. Są one także często wartościowym świadectwem lokalnej tradycji, myśli architektonicznej i technicznej. Wartość kapliczek przydrożnych jest już dla wszystkich oczywista, o czym przesądza także czynnik religijny. W przypadku pozostałych obiektów tak już nie jest. Jak wygląda dziś sytuacja alei przydrożnych Warmii i Mazur, wiemy wszyscy – drzewa są często niepotrzebnie wycinane, usuwa się także przydrożne kamienie milowe, co usprawiedliwiane jest poprawą bezpieczeństwa na drogach. Działania te mają grono swoich zwolenników i przeciwników. Niniejszym tekstem chciałbym zwrócić uwagę także na inne obiekty w otoczeniu drogi, często, niestety, zapomniane i niszczejące.

Adam Płoski
Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

__________
1 W. Sterner, Od Via Appia do autostrady, Warszawa 1974, s. 70.
2 A. Mączak, Peregrynacje. Wojaże. Turystyka, Warszawa 1984, s. 37–39. 

3 L. Zimowski, Geneza i rozwój komunikacji pocztowej na ziemiach polskich, Warszawa 1972, s. 193. 
4 O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, Słupy i kamienie milowe w Lubuskiem, Gorzów Wielkopolski 2002, s. 92. 
5 L. Zimowski, dz. cyt., s. 346.
6 S. Ambrosius, G. Horn, Chauseehäuser im Land Brandenburg, Berlin 2006. Są to materiały z wystawy o tym samym tytule. Podane dane dotyczą instrukcji z lat: 1814, 1816 i 1834 r. 
7 Cyt. za: O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, dz. cyt., s. 21, 60, 95. Jednym z architektów projektujących pierwsze domy szosowe był także Friedrich Gilly, przez pewien okres nauczyciel Schinkla, przedwcześnie zmarły uzdolniony architekt i wysoki budowlany urzędnik państwowy. 
8 „Ortelsburger Kreis-Blatt“, nr 9, 1865, s. 39. Obie te inwestycje, jak podano w ogłoszeniu przetargowym, miały zostać zakończone do października 1865 r. (ogłoszenie ukazało się marcu). Przepisy określające zasady wznoszenia budowli do celów fiskalnych zostały sformułowane w 1858 r. 
9 O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, dz. cyt., s. 93. 
10 „Ortelsburger Kreis-Blatt“, nr 39, 1865. 
11 S. Ambrosius, G. Horn, dz. cyt. 
12 O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, dz. cyt., s. 22. 
13 Aktualnie obowiązująca ustawa z 23 lipca 2003 r. O ochronie zabytków i opiece nad zabytkami mówi o wartościach zabytkowych jako: historycznych, artystycznych bądź naukowych. 
14 O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, dz. cyt., s. 23, 66, 68, 70. 
15 Archiwum Państwowe w Olsztynie (dalej: APO), Urząd Domenalno-Rentowy w Bartoszycach, sygn. 40/4. 16 W. Sterner, dz. cyt., s. 142. Informacja dotyczy 1790 r. 
17 L. Zimowski, dz. cyt., s. 151. 
18 S. Ambrosius, G. Horn, dz. cyt. 
19 O. Grell, A. Kaiser, H. Liman, dz. cyt., s. 53, 55, 72.
Opublikowano Książka „Aleje przydrożne”, Ochrona zabytków, Ratujmy aleje | Otagowano , ,

U Prezydenta o wiatrakach

Forum Debaty Publicznej pt. „Krajobraz a energetyka wiatrowa – poszukiwanie ładu”. Fot. Wojciech Grzędziński. Źródło: www.prezydent.pl

We wtorek, 26 sierpnia w Pałacu Prezydenckim w Warszawie,
w ramach Forum Debaty Publicznej „Potencjał obszarów wiejskich szansą rozwoju” obyła się konferencja: „Krajobraz a energetyka wiatrowa –
poszukiwanie ładu”.

Na początku Krzysztof Kwiatkowski, Prezes NIK przedstawił informacje o wynikach kontroli „Lokalizacja i Budowa Lądowych Farm Wiatrowych”, potem Piotr Otawski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska i Główny Konserwator Zabytków mówił o krajobrazie otwartym i problemach z ochroną krajobrazów szczególnie cennych w kontekście wyników kontroli NIK, a Piotr Całbecki, Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego przedstawił „Doświadczenia województwa kujawsko-pomorskiego w problematyce ochrony krajobrazu” – także w kontekście budowy farm wiatrowych. Po tej serii krótkich wystąpień rozpoczęła się dyskusja panelowa, którą prowadził Olgierd Dziekoński, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Dyskusja dotyczyła próby odpowiedzi na pytania:

1. Krajobraz i źródła energii odnawialnej – wartości nie do pogodzenia?
2. Jaka jest rola i odpowiedzialność samorządów za ład w krajobrazie?
3. Jak wpływać na ład krajobrazowy?

Do udziału w niej zostali zaproszeni (w kolejności zabierania głosu):

1) Michał Kiełsznia, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska.
2) Krzysztof Worobiec, Prezes Stowarzyszenia na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”.
3) prof. Tadeusz Markowski, Prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich Jerzy Pietrewicz, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki.
4) Janusz Sepioł, Senator RP, Przewodniczący Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej.
5) Ryszard Wilczyński, Wojewoda Opolski.
6) Paweł Orłowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju.
7) Mieczysław Koch, Wiceprezes Zarządu Stowarzyszenia Energii Odnawialnej.
8) Maciej Klimczak – Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.
9) Wojciech Centarski, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
10) Piotr Żuchowski – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i DN (Główny Konserwator Zabytków).

Dyskusji przysłuchiwało się około 100 zaproszonych osób, część z nich miało szansę na krótką wypowiedź, a następnie głos mogli zabrać ponownie paneliści (z czego skorzystało kilka osób, w tym ja – nb. byłem jedynym przedstawicieli organizacji pozarządowych).
Więcej informacji na stronie www.prezydent.pl

Krzysztof A. Worobiec

Opublikowano Ochrona krajobrazu | Otagowano ,

Waloryzacja przyrodnicza alei przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego – Przemysław Kołodziej, Aldona Fenyk, Krystyna Kuszewska, Monika Kamińska, Anna Kowalska, Piotr Liśniański, Aneta Wojtaszek

Aleje stanowią harmonijne uzupełnienie krajobrazu naturalnego. Droga Burszewo – Pilec, pow. mrągowski (Fot. K. A. Worobiec)

W literaturze polskiej znajdujemy stosunkowo mało wzmianek o przyrodzie alei przydrożnych. Większość autorów prac naukowych traktuje te zadrzewienia marginalnie, uznając, iż nie są one wartościowe pod względem biologicznym.

Faktem jest, że aleje są elementem krajobrazu stworzonym przez człowieka, a większość z nich została nasadzona na początku ubiegłego wieku. W związku z tym poddawane były przez blisko sto lat działaniu natury. Mimo iż są to siedliska antropogeniczne, mające układ przestrzenny nadany przez ludzi, warto jest zadać sobie pytanie, jak duży wpływ miał ten czas na przyrodę alei.

Obecnie zadrzewienia przydrożne podlegają przepisom z zakresu ustawodawstwa drogowego oraz ustawie z 16 kwietnia 2004 roku O ochronie przyrody. Artykuł 86. tej ustawy stworzył możliwość wycinki praktycznie wszystkich drzew i krzewów przy drogach i w ostatnich latach w Polsce rozpoczęto masową wycinkę drzew w pobliżu traktów komunikacyjnych. Mimo zdecydowanego sprzeciwu organizacji działających na rzecz ochrony przyrody oraz naukowców wiele z cennych nasadzeń przestało istnieć. W związku z panującą sytuacją konieczne wydaje się dokonanie waloryzacji przyrodniczej alei przydrożnych.

Świeża zieleń lipowej alei, Giżycko – Woźnice (Fot. K. A. Worobiec)

Świeża zieleń lipowej alei, Giżycko – Woźnice (Fot. K. A. Worobiec)

W 2006 roku w Katedrze Botaniki i Ochrony Przyrody Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie rozpoczęto prace przyrodnicze nad alejami województwa warmińsko-mazurskiego. Wykonują je pracownicy katedry oraz magistranci pod merytoryczną opieką dr Aldony Fenyk i dr Krystyny Kuszewskiej. W kolejnych latach badaniami obejmowane są sukcesywnie wybrane gminy regionu. Zebrany materiał zostanie opublikowany w zbiorczej pracy monograficznej.

Celem jest:
• poznanie rozmieszczenia oraz struktury przestrzennej zadrzewień przydrożnych w obrębie badanego terenu;
• poznanie stanu zdrowotnego zadrzewień oraz wpływu człowieka na te zadrzewienia;
• poznanie flory, fauny oraz bioty porostów w obrębie alei;
• określenie funkcji, jakie pełnią zadrzewienia w obrębie biocenozy (przyrody);
• wyłonienie najcenniejszych pod względem przyrodniczym alei.

Do 2008 roku zbadano pięć gmin: Barczewo, Elbląg, Milejewo, Nowe Miasto Lubawskie i Reszel. W roku 2008 rozpoczęto badania nad kolejnymi gminami: Kiwity, Lubawa, Olsztyn, Mrągowo i Susz (patrz mapa).

Lokalizacja badanych gmin w obrębie województwa warmińsko-mazurskiego

Lokalizacja badanych gmin w obrębie województwa warmińsko-mazurskiego

W ramach prac magisterskich studenci:

  1. Określili rozmieszczenie alei w granicach gminy. Dokonany został dokładny objazd terenowy, w wyniku którego sporządzono mapy lokalizacji zadrzewień.
  2. Dokonali niezbędnych pomiarów zadrzewień, takich jak: pierśnicy drzew (średnicy pnia drzewa na wysokości 1,3 metra) – w celu określenia średnich wymiarów drzew, określenia przybliżonego wieku alei oraz wytypowania alei z drzewami osiągającymi wymiary kwalifikujące do objęcia alei ochroną w postaci ustanowienia pomnikiem przyrody; szerokości zadrzewień i rozstawu drzew w szpalerze (odległości między drzewami w rzędzie) – aby poznać układ przestrzenny alei.
  3. Notowali parametry techniczne dróg, przy których leży aleja, takie jak: rodzaj nawierzchni, stan techniczny nawierzchni i pobocza.
  4. Określali presję człowieka na zadrzewienia, jak na przykład: czy prowadzono prace w obrębie pobocza – koszenie, frezowanie pobocza. Notowali wycięte drzewa i krzewy.
  5. Oceniali stan zachowania struktury alei (zachowanie formy alei, liczbę rzędów drzew, ubytki drzew w zadrzewieniu) oraz stan zdrowotny drzew w zadrzewieniach (oceniany na podstawie przyjętych skal – zwracano uwagę na ukształtowanie korony, jakość i liczbę cięć pielęgnacyjnych, ukształtowanie pnia drzewa, ubytki korowiny, ślady próchnienia itp.).
  6. Prowadzili badania ściśle przyrodnicze:
    – wykonywali spisy florystyczne roślin naczyniowych (notowano wszystkie rośliny rosnące w alejach);
    – notowali ptaki pojawiające się w zadrzewieniach; ptaki rozpoznawano na podstawie bezpośrednich obserwacji jak i po odgłosach;
    – notowali chrząszcze, które związane są z zadrzewieniami, w szczególności szukano gatunków związanych z martwym drewnem (chrząszcze saproksyliczne);
    – ponadto szukali rzadkich i chronionych porostów porastających drzewa.
  7. Opisywali strukturę drzewostanu i rozwój warstwy krzewiastej.

W niedalekiej przyszłości planowane jest wydanie książki, opisującej przyrodnicze aspekty alei przydrożnych. Powstało już pierwszych pięć prac magisterskich dotyczących alei w gminach: Barczewo, Elbląg, Milejewo, Nowe Miasto Lubawskie i Reszel.

Pnie drzew porastają liczne gatunki mchów i porostów, w tym także rzadkie i chronione (Fot. K. A. Worobiec)

Pnie drzew porastają liczne gatunki mchów i porostów, w tym także rzadkie i chronione
.(Fot. K. A. Worobiec)

Wstępne wyniki pokazują, że flora alei przydrożnych liczy od 200 do ponad 300 gatunków roślin naczyniowych. Dominującymi drzewami tworzącymi aleje są: lipa drobnolistna (Tilia cordata), klon zwyczajny (Acer platanoides), jesion wyniosły (Fraxinus excelsior), dąb szypułkowy (Quercus robur) i brzoza brodawkowata (Betula pendula). Notowano również nasadzenia wierzby białej (Salix alba), wierzby kruchej (Salix fragilis), jarząba pospolitego (Sorbus aucuparia), jarząba szwedzkiego (Sorbus intermedia), kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum), robinii akacjowej (Robinia pseudoacacia) i topoli (Populus sp.). W każdej gminie znajdowano gatunki roślin rzadkich i chronionych, np.: barwinek pospolity (Vinca minor), aster gawędka (Aster amellus), konwalia majowa (Convallaria majalis), posłonek rozesłany (Helianthemum nummularium), kalina koralowa (Viburnum opulus), róża jabłkowata (Rosa villosa), pierwiosnek lekarski (Primula veris), kopytnik pospolity (Asarum europaeum), kruszyna pospolita (Frangula alnus), lilia złotogłów (Lilium martagon), kruszczyk szerokolistny (Epipactis helleborine), orlik pospolity (Aquilegia vulgaris), róża Sherarda (Rosa sherardii), marzanka wonna (Galium odoratum).

W przypadku ptaków w zadrzewieniach poszczególnych gmin znajdowano od 10 do ponad 20 gatunków, m.in. trznadla (Emberiza citrinella), pustułkę (Falco tinnunculus), ziębę (Frangilla coelebs), słowika szarego (Luscinia luscinia), mazurka (Passer montana), kosa (Turdus merula), kwiczoła (Turdus pilaris), myszołowa (Buteo buteo), puszczyka (Strix aluco). Pamiętajmy, iż w Polsce większość ptaków podlega ochronie prawnej. Na badanym obszarze siedliska życia mają liczne chrząszcze, w tym gatunki chronione, jak pachnica dębowa (Osmoderma eremita) czy owady z grupy biegaczowatych.

Nie należy zapominać o porostach, które na drzewach znajdują dogodne miejsce dla życia. Spośród nich naliczono kilkanaście gatunków rzadkich lub podlegających ochronie prawnej, były to m.in. mąkla tarninowa (Evernia prunastrii), odnożyca jesionowa (Ramalina fraxinacea), odnożyca omączona (Ramalina farinacea), odnożyca kępkowa (Ramalina fastigiata), odnożyca opylona (Ramalina polinaria), mąklik otrębiasty (Pseudevernia furfuracea), wabnica kielichowata (Pleurostica acetabulum), obrostnica rzęsowata (Anaptychia cilliaris), płucnica zielonawa (Cetraria chlorophylla), przylepka łuseczkowata (Melanelia exasperatula), brodaczka kępkowa (Usnea hirta).

Bogata flora towarzysząca rośnie wzdłuż alei rzadziej uczęszczanych (Fot. K. A. Worobiec)

Bogata flora towarzysząca rośnie wzdłuż alei rzadziej uczęszczanych (Fot. K. A. Worobiec)

Efektem tak przeprowadzonych waloryzacji jest wytypowanie najcenniejszych pod względem przyrodniczym nasadzeń, które należałoby objąć ochroną.

Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

Opublikowano Aleje Przydrożne, Książka „Aleje przydrożne”, Ratujmy aleje | Otagowano , ,

Ochrona alei przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego jako ostoi pachnicy dębowej (Osmoderma eremita) – Andrzej Oleksa, Konrad Maciejewski, Robert Gawroński, Marzena Jasińska

W trakcie badań zebrano dane o alejach – gatunkach drzew, stanie zdrowotnym, obecności pachnicy i innych (Fot. K. A. Worobiec)

Wymierna wartość alei i zadrzewień w krajobrazach kulturowych polega nie tylko na kształtowaniu walorów estetycznych, ale również na ważnej roli w utrzymaniu różnorodności biologicznej1. Na terenach zdominowanych przez użytki rolne zadrzewienia takie są ostatnią ostoją dla gatunków pierwotnie związanych z lasami.

Paradoksalnie, liczne gatunki uzależnione od drzew odnajdują obecnie w zadrzewieniach w krajobrazach kulturowych lepsze warunki niż w lasach, w których prowadzona od dziesięcioleci gospodarka ukierunkowana na produkcję drewna doprowadziła do eliminacji starych okazów drzew gatunków liściastych2. Tymczasem drzewa z zamierającymi partiami pnia (dziuple, próchnowiska) to najbogatsze w gatunki środowisko w Europie Środkowej.

Ocenia się, że blisko 1/3 wszystkich gatunków lądowych w Europie związana jest z martwym drewnem i zamierającymi częściami żywych drzew. Gatunki wiązane w ciągu całego swojego życia lub w pewnej fazie z tego rodzaju środowiskiem to tzw. gatunki saproksyliczne3. Od starych drzew zależą w Polsce tysiące gatunków (mikroorganizmy, grzyby, epifity – mszaki i porosty, bezkręgowce – wije i owady, płazy, gady, ptaki i ssaki). W Polsce ponad 1500 gatunków samych tylko chrząszczy (czyli 1/4 ogólnej liczby) to gatunki saproksyliczne4. Mikrośrodowiskami szczególnie bogatymi w gatunki – ale też wyjątkowo zagrożonymi – są obszerne próchnowiska w dziuplach drzew. Sztandarowym przedstawicielem organizmów zasiedlających dziuple drzew jest pachnica dębowa – Osmoderma eremita – chrząszcz o intrygującym zapachu (feromon płciowy samca6), należący do największych krajowych owadów.

Pachnica podlega ochronie we wszystkich krajach w zasięgu występowania, a także jest ujęta w krajowych czerwonych listach i księgach gatunków zagrożonych5. Na Czerwonej Liście Światowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN 2007)7 gatunek został przyporządkowany do kategorii VU A1c, obejmującej gatunki wysokiego ryzyka, narażone na wyginięcie ze względu na postępujący spadek populacyjny (choćby tylko lokalny), straty siedliskowe lub nadmierną eksploatację, oceniany na przynajmniej 80% w ciągu ostatnich 10 lat. W Unii Europejskiej pachnica jest gatunkiem ściśle chronionym na mocy Dyrektywy Środowiskowej, będąc zarazem gatunkiem wyznacznikowym dla tworzenia obszarów ochrony siedlisk w ramach sieci Natura 2000. Regres populacji pachnicy jest szczególnie duży w krajach Europy Zachodniej8.

Pachnica dębowa (Osmoderma eremita) należy do najbardziej okazałych chrząszczy Polski (Fot. arch.)

Pachnica dębowa (Osmoderma eremita) należy do najbardziej okazałych chrząszczy Polski (Fot. arch.)

W świetle obecnej wiedzy jednym z ważniejszych obszarów występowania pachnicy w Polsce jest województwo warmińsko-mazurskie i przy legły teren województwa pomorskiego9. Większości stwierdzeń pachnicy dokonano tu w zróżnicowanych krajobrazach kulturowych, obejmujących między innymi sieci alei przydrożnych i podworskich parków wiejskich. Mimo wciąż jeszcze dużej populacji pachnicy w tej części kraju w ostatnich latach obserwujemy dramatyczny spadek liczby stanowisk, do którego przyczynia się niszczenie alei przydrożnych w wyniku wycinki uzasadnianej koniecznością modernizacji dróg.

W tym kontekście ważne stało się określenie roli alei – zanikających elementów krajobrazu – dla przetrwania pachnicy. W szczególności staraliśmy się odpowiedzieć na pytanie, czy występowanie pachnicy w alejach jest częstym zjawiskiem, a także jakie parametry alei decydują o zasiedleniu przez pachnicę. Wszystkie te informacje mogą okazać się pomocne przy podejmowaniu decyzji o wycinkach przez zarządców dróg i organy administracji samorządowej.

W ramach akcji „Ratujmy aleje” Stowarzyszenia „Sadyba” zrealizowany został projekt „Ochrona przydrożnych zadrzewień jako ostoi występowania pachnicy dębowej Osmoderma eremita oraz fauny towarzyszącej w alejach przydrożnych województwa warmińsko-mazurskiego”. Badania10 były prowadzone od lipca do września 2007 roku na 41 wybranych alejach.

W trakcie prac do konano jednorazowego przeglądu wszystkich dostępnych dziupli, a także martwych części pni i gałęzi. Każdorazowo z dziupli pobierano około 5 litrów murszu i przesiewano przy pomocy sita entomologicznego w poszukiwaniu śladów obecności pachnicy oraz innych gatunków, z nastawieniem na owady saproksyliczne podlegające ochronie prawnej oraz figurujące na czerwonych listach. Mursz poddany oględzinom powtórnie przenoszono do wnętrza drzewa. Drzewo uznawano za zasiedlone przez pachnicę, gdy odnalezione zostały: postacie dorosłe przesiadujące przy wejściu do dziupli, żywe osobniki (larwy, imagines) wewnątrz dziupli oraz szczątki pachnicy (fragmenty chrząszczy i kokolitów) lub odchody wewnątrz dziupli czy rozprzestrzenione dookoła pnia i wysypujące się poza jego obręb.

Wyniki wcześniejszych badań na Pojezierzu Iławskim wskazują, że jednorazowe zbadanie około 60 drzew na stanowisku daje wysokie (bliskie 95%) prawdopodobieństwo potwierdzenia obecności pachnicy11. Dlatego w trakcie niniejszych prac dokonywano szczegółowych oględzin co najmniej 60–70 drzew. Jedynie w przypadkach, gdy aleja składała się ze znacznie mniejszej liczby drzew (Nowa Ukta, Wyszembork-Grunt, Wólka), badane były wszystkie dostępne drzewa.

Podczas badań terenowych zgromadzono dane o ok. 3000 drzew przydrożnych i 35 gatunkach owadów w nich żyjących (Fot. K. A. Worobiec)

Podczas badań terenowych zgromadzono dane o ok. 3000 drzew przydrożnych
i 35 gatunkach owadów w nich żyjących (Fot. K. A. Worobiec)

Uzyskane wyniki zostały poddane analizie w dwóch skalach przestrzennych: na poziomie drzew i całych stanowisk (odcinków alei). Na podstawie oceny korelacji pomiędzy udziałem poszczególnych gatunków drzew oraz analizy głównych składowych (PCA) doszliśmy do wniosku, że proporcja lip w alei jest silnie związana z udziałem pozostałych głównych gatunków (dąb szypułkowy i klon zwyczajny) oraz ogólną miarą składu gatunkowego alei (oś 1 PCA). Dlatego też w dalszych analizach regresji uwzględniliśmy tylko proporcję lip, jako najlepszy wskaźnik składu alei. Podobieństwa w zasiedleniu sąsiadujących stanowisk badane były przy pomocy analizy autokorelacji przestrzennej (współczynnik I Morana).

Ogółem zbadano 2961 drzew w 41 odcinkach alei. Pachnicę odnaleziono w 2,43% wszystkich zbadanych drzew, czyli 9,50% drzew dziuplastych. Pobranie murszu możliwe było jednak tylko z 39,58% wszystkich drzew, stąd szacować można, że pachnica zasiedlała 24% drzew dziuplastych.

Pachnica najczęściej zasiedlała lipy (53 obserwacji na 1609 zbadanych lip, czyli 3,29% wszystkich lip zasiedlonych). Drugim gatunkiem pod względem częstości obserwacji pachnicy był dąb szypułkowy (16 na 526, czyli 3,04%). Ponadto, pachnica została jeszcze odnaleziona w jesionie wyniosłym (1 stwierdzenie na 194, czyli 0,52%), kasztanowcu białym (1 na 53, czyli 1,89%) i klonie zwyczajnym (1 na 314, czyli 0,32%).

Liczba drzew zasiedlonych przez pachnicę w stosunku do liczby drzew dziuplastych i ogólnej liczby zbadanych drzew.

Liczba drzew zasiedlonych przez pachnicę w stosunku do liczby drzew dziuplastych
i ogólnej liczby zbadanych drzew.

Jeśli chodzi o zasiedlenie na tle klas zdrowotnych według skali Pacyniaka12, najczęściej obserwowano pachnicę w drzewach z klasy 2 (62 stwierdzenia pachnicy na 1415 drzew o stanie zdrowotnym 2, czyli 4,4% drzew z tej klasy). Na drzewach o stanie zdrowia 3 wykazano pachnicę w 5 na 91 drzew (5,5%), a na drzewach o stanie zdrowia 4 w 2 na 14 przypadków (14,3%).

Brak obserwacji na drzewach 5 klasy stanu zdrowotnego, tj. drzew o koronie co najmniej w 3/4 martwej, jednak takich drzew w alejach było zaledwie 8. Pachnica nie zasiedla drzew o stanie zdrowotnym 1, gdyż (z definicji) brakuje w nich dziupli.

Wśród 41 zbadanych alei występowanie pachnicy potwierdzono w 17 odcinkach (41,46%). Alejami o największym zasiedleniu okazały się aleje rosnące na terenach morenowych, o stosunkowo żyznych glebach i niskiej (na tle regionu) lesistości, w krajobrazach zdominowanych przez użytki rolne. Zasiedlone przez pachnicę aleje (Barciany, Bartoszyce, Biesal, Durąg, Działdowo, Jakunowo, Kamieniec, Kisielice, Maćki, Nowa Ukta, Rubno, Słup, Sztynort, Tolkmicko, Wenecja, Winda) zgrupowane są w całej zachodniej części województwa warmińsko-mazurskiego, od Elbląga, poprzez okolice Susza i Iławy, aż po Działdowo, a także na północy województwa (okolice Bartoszyc i Węgorzewa) i w rejonie Mazurskiego Parku Krajobrazowego (okolice Ukty).

Przestrzenne rozmieszczenie zasiedlonych alei nie było losowe. Zasiedlone aleje rozmieszczone były w określonych okolicach województwa. Patrząc na mapę, można dostrzec, że z reguły najbliższe aleje sąsiadujące z alejami zasiedlonymi są także zasiedlone. Analiza autokorelacji przestrzennej między najbliższymi sąsiadującymi stanowiskami wskazuje, że zlokalizowane blisko aleje są podobne pod względem zasiedlenia przez pachnicę, mimo że nie są podobne pod względem innych charakterystyk (współczynnik korelacji I Morana 0,56, p<0,005).

Zasiedlenie badanych alei województwa warmińsko-mazurskiego przez pachnicę.

Zasiedlenie badanych alei województwa warmińsko-mazurskiego przez pachnicę.

Aleje przydrożne stanowią niezmiernie istotne miejsca występowania pachnicy w województwie warmińsko-mazurskim. Skala występowania tego gatunku jest na tyle duża, że w niemal każdym zakątku województwa jest ono prawdopodobne i powinno być brane pod uwagę przy planach wycinki alei. Tego rodzaju szerokie występowanie pachnicy w skali całego regionu stawia Warmię i Mazury w rzędzie najlepiej zachowanych populacji w całym areale występowania gatunku13.

Najistotniejszym czynnikiem decydującym o zasiedleniu alei okazały się grubości drzew. Prawdopodobieństwo występowania gatunku na stanowisku z drzewami o średniej pierśnicy powyżej 70 cm przekracza 50%, stąd też takie aleje mogłyby być obejmowane ochroną jako potencjalne siedliska pachnicy i innych gatunków o zbliżonych wymaganiach ekologicznych. Wpływ stanu zdrowotnego, proporcji drzew dziuplastych i udziału lip (najczęściej zasiedlanych) na zasiedlenie rozpatrywane na poziomie całych odcinków alei okazał się nieistotny.

Przesiewanie murszu pobranego z dziupli drzew w poszukiwaniu śladów bytności pachnicy dębowej (Fot. K. A. Worobiec)

Przesiewanie murszu pobranego z dziupli drzew w poszukiwaniu śladów bytności pachnicy dębowej
(Fot. K. A. Worobiec)

Aleje zasiedlone są z wyższym prawdopodobieństwem, jeśli w pobliżu znajdują się inne zasiedlone stanowiska. A zatem należy się spodziewać, że w okolicach, gdzie pachnica występuje częściej, zasiedlane będą nawet aleje o nieco gorszych parametrach (mniejszych średnicach drzew). Zmienna opisująca zasiedlenie sąsiedniego badanego stanowiska okazała się równie dobrym predykatorem obecności pachnicy jak pierśnice drzew. Zasiedlenie alei jest tym bardziej prawdopodobne, jeśli zlokalizowana jest ona na obszarach, gdzie występują duże metapopulacje pachnicy, tj. zwłaszcza w zachodniej i północnej części województwa warmińsko-mazurskiego. Wskazuje na to autokorelacja przestrzenna w zasiedleniu stanowisk. Być może obecność w okolicy wielu populacji źródłowych sprzyja kolonizacji stanowisk. Kolonizacja taka nie jest możliwa w okolicach, gdzie pachnica nie występuje, bowiem wobec niskich zdolności dyspersyjnych tego chrząszcza nawet korzystne stanowiska mogą być nieosiągalne, jeśli są mocno odizolowane od istniejących populacji14.

Ślady bytowania pachnicy dębowej – odchody i fragment kokolitu, Bartoszyce (Fot. arch.)

Ślady bytowania pachnicy dębowej – odchody
i fragment kokolitu, Bartoszyce (Fot. arch.)

Wbrew drugiemu członowi nazwy („dębowa”) pachnica była odnajdywana na wielu gatunkach drzew liściastych15, a wyjątkowo nawet iglastych16. Uzyskane wyniki wskazują jednak, że w warunkach województwa warmińsko-mazurskiego najczęściej zasiedlane są lipy drobnolistne i dęby szypułkowe. Wydaje się, że preferencje pachnicy mogą mieć charakter lokalny i mogą zależeć od obfitości dziuplastych dębów i lip w okolicy.

Wyniki analizy preferencji poprzez porównanie z modelem zerowym (losowe zasiedlanie) zależne są od dostępności dziupli i mogą wskazywać na oba gatunki. W przypadku lipy często tworzą się dziuple kominowe z otwarciem od dołu, w których wykrycie pachnicy jest łatwiejsze. Na podstawie wcześniejszych badań na Pojezierzu Iławskim wskazywano na lipę jako gatunek o pierwszorzędnym znaczeniu dla pachnicy17. Pachnica zasiedla w szczególności aleje składające się z drzew o dużej średnicy pnia. Prawdopodobieństwo występowania gatunku na stanowisku z drzewami o średniej pierśnicy powyżej 70 cm przekracza 50%, stąd też wszystkie takie aleje powinny być obligatoryjnie obejmowane ochroną jako potencjalne siedliska pachnicy i innych gatunków o zbliżonych wymaganiach ekologicznych.

Larwy pachnicy dębowej Osmoderma eremita (Fot. arch.)

Larwy pachnicy dębowej Osmoderma eremita
(Fot. arch.)

Najpoważniejszym zagrożeniem dla pachnicy jest wycinka całych, niejednokrotnie bardzo długich odcinków alei. W ten sposób dochodzi nie tylko do niszczenia poszczególnych drzew zasiedlonych przez gatunek, ale również do wzrostu izolacji między pozostałymi jeszcze populacjami lokalnymi. Dla pachnicy, jako gatunku o małym zasięgu lotu i wiążącym się z tym faktem nikłym potencjale dyspersyjnym, szczególnie istotne jest zachowanie w krajobrazie pewnego nasycenia starymi, dziuplastymi drzewami, które mogłyby funkcjonować jako swoiste łączniki (ang. stepping stones) między istniejącymi jeszcze lokalnymi populacjami.

Wepa marmurkowana Protaetia lugubris, rzadki i zagrożony gatunek, często zasiedla te same drzewa co pachnica dębowa (Fot. arch.)

Wepa marmurkowana Protaetia lugubris, rzadki
i zagrożony gatunek, często zasiedla te same drzewa co pachnica dębowa (Fot. arch.)

Aleje przydrożne należące do najbardziej charakterystycznych elementów krajobrazu Warmii i Mazur, o dużym znaczeniu dla ochrony różnorodności biologicznej, są istotnym miejscem występowania pachnicy – gatunku, którego siedliska w świetle polskiego i europejskiego prawa podlegają ochronie. Ich obecność jest wysoce prawdopodobna zwłaszcza w lipowych i dębowych alejach, gdzie średnice przynajmniej niektórych drzew przekraczają 90 cm (lipa) lub 100 cm (dąb i inne gatunki o drewnie twardym). Ponieważ nie sposób wykluczyć obecności pachnicy w innych, niezbadanych w ramach projektu alejach, dlatego też wszelkie inwestycje drogowe wiążące się z wycinką drzew powinny być poprzedzone rozpoznaniem występowania pachnicy oraz przygotowaniem strategii ochrony tego gatunku.

Pachnica Dębowa

Andrzej Oleksa, Konrad Maciejewski, Robert Gawroński, Marzena Jasińska

Fragment książki Aleje przydrożne. Historia, znaczenie, zagrożenie, ochrona.
Red. Krzysztof A. Worobiec, Iwona Liżewska, Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur „Sadyba”, Kadzidłowo–Olszyn 2009.

__________
1 L. Ryszkowski, J. Karg, The influence of agricultural diversity on biological diversity. In Mander Ü, K. Helmin, Wiggering H (eds) Multifunctional land use: Meeting future demands for landscape goods and services, Springer Berlin-Heidelberg, 2007, s. 125–141.
2 A. Oleksa, R. Gawroński, Forest insects in an agricultural landscape – presence of old trees is more important than the existence of nearby forest, „Ecological Questions“, nr 7, 2006: 29–36.
3 Speight M.C.D., Saproxylic invertebrates and their conservation. Council of Europe, Strasbourg 1989, s. 82.
4 J. M. Gutowski, A. Bobiec, P. Pawlaczyk, K. Zub, Drugie życie drzewa, WWF Polska, Warszawa-Hajnówka 2004, s. 245.
5 M. C. Larsson, J. Hedin, G. P. Svensson, T. Tolasch, W. Francke, Characteristic odor of Osmoderma eremita identified as a male-released pheromone, „J. Chem. Ecol.“ nr 29, 2003: 575–587.
6 P. Szwałko, Pachnica Osmoderma eremita (Scopoli, 1763), [w:] Z. Głowaciński, J. Nowacki (red.), Polska czerwona księga zwierząt – bezkręgowce, IOP PAN Kraków – AR Poznań 2004, s. 103–104.
7 IUCN 2007. IUCN Red List of Threatened Species. http://www.iucnredlist.org
8 T. Ranius, L. O. Aguado, K. Antonsson, P. Audisio, A. Ballerio, G. M. Carpaneto, K. Chobot, B. Gjurašin, O. Hanssen, H. Huijbregts, F. Lakatos, O. Martin, Z. Neculiseanu, N. B. Nikitsky, W. Paill, A. Pirnat, V. Rizun, A. Ruicãnescu, J. Stegner, I. Süda, P. Szwałko, V. Tamutis, D. Telnov, V. Tsinkevich, V. Versteirt, V. Vignon, M. Vögeli, P. Zach, Osmoderma eremita (Coleoptera, Scarabaeidae, Cetoniinae) in Europe, „Anim. Biodiv. Cons.“, nr 28.1, 2005: 1–44.
9 A. Oleksa, P. Szwałko, R. Gawroński, Pachnica Osmoderma eremita (Scopoli, 1763) (Coleoptera: Scarabaeoidea) w Polsce – występowanie, zagrożenia i ochrona, „Rocznik Naukowy PTOP Salamandra“, nr 7, 2003, s. 101–123.
10 Badania zostały wykonane przez Bioscience s.c., na zamówienie Stowarzyszenia „Sadyba“, dotowane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie oraz United Nations Offices for Projekt Services – Program Małych Dotacji Globalnego Funduszu Środowiska. Dziękujemy wszystkim osobom, które przyczyniły się do realizacji projektu. Szczególne podziękowania Danielowi Doktorowi za nieocenioną pomoc w badaniach na terenie powiatów węgorzewskiego i kętrzyńskiego.
11 A. Oleksa, W. Ulrich, R. Gawroński, Occurrence of the marbled rosechafer (Protaetia lugubris Herbst, Coleoptera, Cetoniidae) in rural avenues in northern Poland, „J. Insect Cons.“, nr 10, 2006, s. 241–247. A. Oleksa, W. Ulrich, R. Gawroński, Host tree preferences of hermit beetles (Osmoderma eremita Scop., Coleoptera) in a network of rural avenues in Poland, „Pol. J. Ecol.“, nr 55(2), 2007, s. 315–323.
12 C. Pacyniak, Najstarsze drzewa w Polsce, PTTK „Kraj“, Warszawa 1992.
3 Zob. przyp. 8.
14 T. Ranius, J. Hedin, The dispersal rate of a beetle, Osmoderma eremita, living in tree hollows, „Oecologia“, nr 126, 2001, s. 363–370; J. Hedin, T. Ranius, Using radio telemetry to study dispersal of the beetle Osmoderma eremita living in hollow trees, „Comp. Electr. Agriculture“, nr 35, 2002, s. 171–180.
15 Zob. przyp. 8.
16 Zob. przyp. 9.
17 A. Oleksa, W. Ulrich, R. Gawroński, Host tree preferences…, dz. cyt.
Opublikowano Książka „Aleje przydrożne”, Ochrona przyrody, Ratujmy aleje | Otagowano , ,

O 10-leciu Sadyby i ocalonych zabytkach Olsztyna – część 2

Poprzednio (niestety prawie 2 miesiące temu….) pisałem o 10-leciu Sadyby i ocalonych dzięki naszej aktywności zabytkach Olsztyna i zapowiedziałem kontynuację tematu.

Nim to jednak uczyniłem, w tzw. „międzyczasie”, w dniu 11 kwietnia w Olsztynie odbyło się sympozjum „10 lat ochrony zabytków Olsztyna”. Dowiedziałem się o tym po fakcie, z opóźnieniem, a w relacji Adama Sochy na zaprzyjaźnionym portalu „Debaty” wyczytałem ze zdziwieniem, że sympozjum „wypełniły referaty na temat sukcesów samorządu w ratowaniu zabytków […a…] Do wygłoszenia referatów nie tylko nie zaproszono społeczników, ale w tych, wygłoszonych, nawet słowem urzędnicy nie zająknęli się o roli społeczników w uratowaniu wielu zabytków Olsztyna.”

Adam Socha w artykule zacytował też wypowiedź Prezydenta Piotra Grzymowicza z jego blogu: „W ciągu tych 10 lat uratowano wiele obiektów przed kompletną dewastacją, a wielu innym przywrócono dawny blask, że wymienię tylko wieżę ciśnień przy ul. Żołnierskiej, kamienicę Naujacka, budynek magistratu przy ul. Wyzwolenia czy tartak Raphaelsohnów. Było to możliwe dzięki mocnemu wsparciu środkami unijnymi, ale też i samo miasto nie szczędziło pieniędzy…”

No jasne, uratowano, tyle tylko, że gdyby nie determinacja garstki osób skupionej w kilku organizacjach pozarządowych zabytków było by znacznie mniej. Z całą pewnością gdyby nie działania Stowarzyszenia Sadyba nie było by już w Olsztynie budynków opisanych w poprzednim odcinku. Ale – jak pisze Adam Socha – nikt się o tym nawet nie zająknął!

Wobec tego – zgodnie z zapowiedzią – „pochwalę” się dalszymi obiektami, które w ciągu 10 lat działalności uratowaliśmy przed zniszczeniem. Są to budynki, które kilka lat temu były przez urzędników przeznaczone do rozbiórki, a zostały uratowane dosłownie w ostatniej chwili dzięki interwencji Stowarzyszenia Sadyba. Można powiedzieć, że złożone przez nas wnioski o wpis do rejestru zabytków były zaledwie pierwszym krokiem do ratowania zabytków, ale bez tego „kroku” budynki te zniknęły by już dawno z krajobrazu miasta!

Budynek warzelni w 2005 roku. Fot. K.A.Worobiec

Budynek warzelni w 2005 roku. Fot. K.A.Worobiec

W sierpniu 2007 r. złożyliśmy wniosek o wpisanie do Rejestru Zabytków Województwa Warmińsko-Mazurskiego zespołu budynków browaru przy ulicy Wojska Polskiego: wzniesionego w 1878 r. budynku warzelni oraz budynku administracyjnego z 1896 r. Choć to rzadki przykład architektury przemysłowej, świadectwo intensywnego rozwoju XIX-wiecznego Olsztyna, przyczynek do poznania historii miasta, istotny element krajobrazu kulturowego Zatorza, to pomimo, że budynki były w dobrym stanie, inwestor który kupił teren po browarze zamierzał je wyburzyć.

A tak wygląda budynek warzelni w 2014 roku. Fot. K.A.Worobiec

A tak wygląda budynek warzelni w 2014 roku. Fot. K.A.Worobiec

Wizja lokalna i spotkanie z inwestorem przebiegało w „mało przyjaznej atmosferze”, ale liczy się efekt końcowy, a było nim wpisanie obu budynków do rejestru zabytków, a tym samym objęcie ich ochroną. Budynek administracji czeka na remont, ale warzelnia została już pięknie odrestaurowana i jest ozdobą powstałego wokół osiedla mieszkaniowego (a właściciel ma – mam taką nadzieję – z tego ogromną satysfakcję).

Tak wyglądała willa przy ulicy Leśnej w 2006 roku. Fot. K.A.Worobiec

Tak wyglądała willa przy ulicy Leśnej w 2006 roku. Fot. K.A.Worobiec

Wcześniej, w lutym 2006 roku złożyliśmy wniosek o wpis do rejestru zabytków willi z początku XX wieku, znajdującej się przy ulicy Leśnej 18. Uczyniliśmy to, gdyż media donosiły iż budynek należy do gminy, a zarządza nim Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, które planuje jego wyburzenie. Na łamach prasy pani Paulina Żukowiec – miejska konserwator zabytków ubolewała, że to wielka strata, gdyż „to jedyna taka leśna willa w mieście”, i zapowiedział, że nim budynek legnie w gruzach, zostanie sporządzona …jego inwentaryzacja! Jednak nim „buldożer uderzył” – jak zapowiadano w jednej z gazet, Sadyba złożyła wniosek i budynek został objęty ochroną, a obecnie ładnie wyremontowany przez miasto nadal cieszy swoim widokiem.

Willa przy ulicy Leśnej w 2013 roku. Fot. K.A.Worobiec

Willa przy ulicy Leśnej w 2013 roku. Fot. K.A.Worobiec

Nieco inny charakter miały działania związane z koszarami przy ul. Artyleryjskiej, ale o tym w kolejnym odcinku…mam nadzieję już wkrótce…

Krzysztof A. Worobiec

Opublikowano Krajobraz kulturowy, Ochrona zabytków | Otagowano , , ,